Wierzę w to, bo kilka razy mi się w życiu sprawdziło. Samo się nic nie dzieje, ale jak się wspiera ideę czynami, to ho ho! Góry idzie przenosić!
Tak sobie tu pozwalam na górnolotność, ale i mnie się udziela entuzjazm obywatelski. Nie, nie przez wybory. Ale z racji Budżetu Obywatelskiego. Dużo o nim na naszym portalu, odsyłam do właściwych artykułów. Ale ja nie do końca o samym Budżecie przez wielkie B. Raczej o czynie obywatelskim, którego każdy nas mieszkający w Socho może dokonać bez zawracania sobie głowy polityką. Politykę zostawmy politykom i politkierom. Niemało ich, zwłaszcza tych drugich, wśród lokalsów, więc nie dublujmy złotoustych.
W czynie obywatelskim, całkiem za free, proponuję na przykład nie śmiecić. Nie rzucać tych cholernych papierków za siebie, przed siebie, ale do kosza. Nie tłuc butelek piwie i winie, zostawiając szkło na chodniku. Fakirów jakby brak. A fajnie byłoby mieszkać w czystym mieście. (Dotyczy również psiarzy i sprzątania po pupilach, o czym już raz pisałam.) Bo różne rzeczy można o tym mieście wiedzieć, ale na pewno nie to, że jest czyste. I trudno tu mieć pretensje do kogokolwiek prócz mieszkańców. (Dla przykładu - Lasek Gawłowski, takie nasze małe zielone płuca, otoczony najlepszymi domami w mieście, ale jaśniepaństwo je zamieszkujący rzeczy po budowie nierzadko raczą upychać po krzakach. Sobie samym pod nosem!).
Czasem wystarczy też przestać narzekać, wstać z kanapy i COŚ zrobić. Bez narzekania, że ja nie mam czasu, może kto inny, bo ja praca/dom/dzieci. Pod mój blok przychodzą mamy z dziećmi i wzdychają „Ach, ciekawe, kiedy u nas taki plac zabaw zrobią!”. Otóż, moje drogie, sami z siebie nie zrobią. Ja i moje sąsiadki łaziłyśmy do znudzenia za naszym, zbierałyśmy podpisy, dzwoniłyśmy do Sanepidu, wyszukiwałyśmy w sieci zabawki i urządzenia. Był opór, że nie ma kasy (co rozumiem, ale bez przesady), niektórzy mieszkańcy bloku w ogóle nie widzieli potrzeby renowacji placu zabaw, bo ich dzieci już dorosły, „a w ogóle jak były małe, to żadnego placu zabaw nie było i też się wychowały”. I wiecie co? Jednak zrobili. Chodzenie za tym trwało rok, ale zrobili.
Dlatego uważam, że warto drążyć w słusznej sprawie. Łazic, prosić, napierać, nagłaśniać, nie odpuszczać. Kropla drąży skałę. I okazuje się, że mamy wpływ. Dlatego, jeśli chcemy, by to smutne miasto było coraz weselsze, sami je takim uczyńmy. Po prostu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Miejskie place zabaw o których wspomniałam wcześniej są właśnie na osiedlach. Nawet na niewielkich osiedlach domków jednorodzinnych.
Myślę, że prorodzinni powinni być po pierwsze rodzice dzieci, a nie samorząd.Miejskie place zabaw są dobre, ale ważniejsze są te w pobliżu domu, gdzie można pobawić się z kolegami. Rodzice kolegów raczej nie wybiorą się o tej samej godzinie na taki plac.
Nie mam dzieci więc temat może nie dla mnie ale np.w Łowiczu w przeciągu 5 lat place zabaw właśnie same się zrobiły. Tak działa polityka prorodzinna miasta!
Bo o te właśnie malutkie kawałki podwórek trzeba zawalczyć czasem samemu. To jest naprawdę możliwe. Pozdrawiam!
Mieszkam na chodakowskim blokowisku. Nie zauważyłam, żeby choć przy jednym bloku był wydzielony malutki kawałek podwórka na placyk zabaw dla dzieci. Przeważnie teren wokół bloku zajęty jest na parking samochodowy albo na wieszaki na pranie. A zapomniałam, także na słupki odgradzające od sąsiedniego bloku.Z nostalgią wspominam wspołne zabawy dzieci na każdym z podwórek, w zależności od tego na jaką zabawę miały ochotę.Do domu teraz dzieci sąsiadów raczej się nie zaprasza, z podwórek wypędza. Potem narzekania,że dzieci spędzaja czas przed komputerem. One sie po prostu nudzą.Z moich, babacinych już obserwacji, wynika ,że rodzice zapominają o ptrzebach swoich dzieci.Jest Pani wyjątkiem w takich działaniach. Gratuluję determinacji z jaką zajmuje się Pani tym problemem.
Miejskie place zabaw o których wspomniałam wcześniej są właśnie na osiedlach. Nawet na niewielkich osiedlach domków jednorodzinnych.
Myślę, że prorodzinni powinni być po pierwsze rodzice dzieci, a nie samorząd.Miejskie place zabaw są dobre, ale ważniejsze są te w pobliżu domu, gdzie można pobawić się z kolegami. Rodzice kolegów raczej nie wybiorą się o tej samej godzinie na taki plac.
Nie mam dzieci więc temat może nie dla mnie ale np.w Łowiczu w przeciągu 5 lat place zabaw właśnie same się zrobiły. Tak działa polityka prorodzinna miasta!