Reklama

Jeszcze w sprawie kina

13/09/2014 21:05

Brak kina w mieście może oznaczać dla kinomana prawdziwy dramat. Bo to nawet nie chodzi o to, że bywałam w chodakowskim kinie co tydzień, zaliczając kolejne premiery. Nie w ciągu ostatnich kilku lat przynajmniej. Ale cudowna była świadomość, że mam taką możliwość. Że gdybym tylko chciała albo gdybym mogła z łapanki kogoś do tych moich dzieci na dwie godzinki, to wtedy mam szansę. I nagle się okazuje, że jednak nie mam.

A moja przygoda z kinem zaczęła się właśnie tu. Na przykład pierwszy w życiu Lars von Trier? W „Mazowszu”. „Rejs” na dużym ekranie? W „Mazowszu”. Nie wspomnę o seansie „Apollo 13”, chyba pod koniec ogólniaka, kiedy to wysiadło ogrzewanie i film oglądałam w puchowej kurtce i szalikiem owiniętym wokół głowy. Prawie jak w kosmosie. A te dziwaczne czasy, gdy podczas każdej niemal projekcji zrywała się taśma i zapalano na pięć, dziesięć minut światła wybijając wszystkich widzów z filmowego transu? Wtedy mnie irytowało, ale dziś wspominam z rozrzewnieniem, bo obejrzałam tak dziesiątki filmów. Zanim na studiach przerzuciłam się na ambitne warszawskie kina „Muranów” i „Kultura”, zanim skończyłam na polonistyce specjalizację filmoznawczą, było w moim życiu kino „Mazowsze” – w dziurze, w której kompletnie NIC się nie działo dwadzieścia lat temu, a jaką był wtedy Sochaczew, to miejsce było jedynym oknem na świat .

Reklama

Kocham kino. Historia i teoria filmu były moimi ulubionymi przedmiotami na uniwerku i chociaż nie jestem zawodowym krytykiem filmowym, to nie potrafię bez filmu żyć. Dlatego tak mnie cała ta sytuacja irytuje. Wkurza. Obraża. Nie wiem, po której stronie jest wina, ale czy panie Halinie Pędziejewskiej nie jest tak po ludzku wstyd, że ludzie w czterdziestotysięcznym mieście nie mają gdzie obejrzeć filmu? Na gwałt tu potrzebne kino w centrum. I z filmami, na których bez intelektualnego wysiłku chrupie się popcorn (na takie też chodzę, ale ja jestem poza wszelkimi kategoriami, bo oglądam wszystko), i z filmami, na które przychodzi się przeżyć czyjąś historię. Bez akompaniamentu do prób zespołu Abstract (umc, umc, umc, umpa, umpa, umpa).  Nie, nie jest tak, że na te drugie filmy nie ma zapotrzebowania. Wiele alternatywnych filmów obejrzałam w „Mazowszu” i nigdy nie byłam sama. Czasem była to naprawdę garstka, ale w Warszawie na wietnamskim obrazie „Schyłek lata” byłam całkiem solo.

Zatem gdy szefowa MOKu na stronie swojej instytucji informuje, iż wie, że nic nie wie w sprawie kina, to mnie opada szczęka. Kto ma wiedzieć? Czy jest ktoś kompetentny?

Reklama

Ma fajne kino Łowicz (i festiwal filmowy też tam jest), Grodzisk, mają Błonie i Ożarów. Czy dziś mam organizować wyprawę do innego miasta za każdym razem, jak będę jechała z córką na nowego Disneya? Bez przesady! Takie kurioza sprawiają, że Sochaczew przestaje być miastem wspólnej przestrzeni. Czyją przestrzenią się staje, to już niech każdy dopowie sobie sam.  

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Halinka 2014-09-19 09:46:59

    Moim zdaniem głowy powinny polecieć. Burmistrzowi w niektórych sprawach brakuje odwagi a czasami żeby było lepiej trzeba upuścić trochę starej krwi a dopuścić młodej.Kino w Sochaczewie miałoby szanse gdyby było prowadzone przez ludzi z pasją wtedy spełniało by swoją funkcję kulturalną. Myślę że takie szanse daje tylko prowadzenie go w ramach ośrodka kultury. Prowadzone przez agenta, musi na siebie zarobić i puszczają w nim tylko kinową masówkę i nie robią dobrego kina. Ciekawa jestem ile razy do roku kierownik SOK-u ma czas na dobry film w kinie. Myślę że nie ma takich potrzeb. Gdyby tak było wiedziałaby, że sochaczewskie kino tego nie daje. Ale po 11 latach mieszkania w Sochaczewie nie wierzę że komukolwiek na tym zależy. W Łowiczu przez te 11 lat stworzyli kino, które dostaje prestiżowe nagrody, ta z festiwalu w Gdyni jest tego przykładem. Ale Malangiewicz ze swoją ekipą jak lew walczy żeby zrobić coś fajnego. Udaje się jemu ściągnąć do kina nie tylko mieszkańców Łowicza, bo ludzi z Sochaczewa też często można tam spotkać. 
    Odwagi Panie Burmistrzu!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Halinka 2014-09-19 09:26:30

    A na Festiwalu w Gdyni dla kina w.... Łowiczu! Jak widać można utrzymać  kino w małym mieście!
    http://youtu.be/1b-Y47Rx01I

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gąsior 2014-09-15 13:21:03

    Podsumowując, to Urząd Miejski i MOK są po to, żeby to zapewnić i to jest cała filozofia. Ale widocznie kino nie wpisywało się w tę bogoojczyźnianą retorykę obecnych władz do pies je ogryzł. Zamiast tego lepiej 800 czy ileś tam metrów kostki wyłożyć. Wielki sukces na nasz koszt, ale w prostej sprawy nie umieją załatwić. Powinni grzecznie Magdziarza przeprosić i cieszyć się, że ktoś chce z nimi współpracować, chociaż to trudne. 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama