Jan – rzeźbiarz

Jan – rzeźbiarz

Od 32 lat zrośnięty dłutem z Żelazową Wolą. To tu zarabia na chleb, ciesząc turystów drewnianymi figurkami i większymi rzeźbami. Mówi, że to rzemiosło, że to zawód i dlatego nie przywiązuje się do swoich dzieł i dziełek. Są na sprzedaż. Ale z drugiej strony nie potrafi bez nich żyć. Bez wydobywania kolejnych kształtów ptaków czy postaci Chrystusa. To dzięki tym wszystkim aniołkom dla klientów, tak pomiędzy nimi, od czasu do czasu zdarza mu się być artystą. Tak twierdzi. Ale nikt nie ma wątpliwości, że Jan naprawdę nim jest. Jego jednorodny zwarty styl syntetycznych, ludowych, rytmicznych figur dowodzi tego najdobitniej. Dziś jest inauguracja nowego sezonu w kramie przed dworkiem Chopina. Ważny dzień, od niego zależy, jak powiedzie się reszta dni. Taki przesąd. Musi coś sprzedać. Jan uśmiecha się, bo sprzedał. I to nie jedną rzeźbę. Będzie dobry sezon. Szczerze mówi o wszystkim. Nie wie, kiedy zaczął rzeźbić. Robi to od zawsze, od dzieciństwa. To dobra praca, bo wymierna. Miarą jest zadowolenie klienta. Jan cieszy się też, że ma co dzięki niej jeść i że jest wolny. Że nie musi nikogo słuchać, sam jest sobie szefem, od nikogo i niczego nie zależy, nie musi się bać, że z jakichkolwiek powodów straci pracę. To dla niego wartość największa, nieoceniona. Dlatego tak rozkłada siły, żeby ich starczyło do 85 roku życia. Może wtedy wreszcie spłaci swój bilet za miejsce na Ziemi. Miał 27 lat, gdy napisał ten wiersz:

Na usprawiedliwienie chciałbym dodać jeszcze,
Że czymś przecież muszę zapłacić za mój bilet
Za miejsce na ziemi. Może właśnie tym wierszem?
Może chwilą piękna zatrzymaną dłutem
W kawałku drewna?
[1979]