100-lecie ataków gazowych - dzień po

/ 12 komentarzy / 3 zdjęć
Zdjęcia i foto: 100-lecie ataków gazowych - dzień po Spotkania, jubileusze sochaczew

Wczoraj miałem przyjemność uczestniczyć w jednej z sympatyczniejszych i ciekawszych imprez ostatnich lat - rajdzie pieszym z okazji stulecia ataków gazowych pod Borzymówką, które miały miejsce równo sto lat temu.

Pierwszy na świecie atak z użyciem broni masowego rażenia. Tutaj, pod Sochaczewem. Na wyciągnięcie ręki.

Zebraliśmy się pod Muzeum - ogromny, kolorowy tłum, przeróżne mundury i sylwetki, mężczyźni i kobiety, pełne spektrum wieku, wojskowi i cywile, szarzy szeregowi i oficerowie w wymuskanych płaszczach... Niesamowite wrażenie, gdy nagle historia odżywa na naszych oczach.

Następnie przejazd autobusem do Borzymówki, na miejscu cmentarz - w zasadzie teraz bardziej "miejsce pochówku", cudem uratowane od zapomnienia dzięki życzliwości miejscowych i zapałowi garstki pasjonatów. Kilka słów gorzkiej historycznej prawdy, zapalenie zniczy. "Ojcze nasz" w czterech językach.

A potem już tylko droga. Twarda i rozmiękła, sucha i mokra, prosta i wijąca się zakrętami. Kilka kroków urasta w dziesiątki, potem setki, tysiące. Przydrożne wierzby patrzą się obojętnie, jak nasza z początku zwarta, raźna kolumna zaczyna rozciągać się, rozpadać i tracić spójność, fragmentując na pomniejsze grupki, pary i pojedynczych piechurów, z wyrazem zaciętego uporu na twarzy podnoszących nogę i robiących kolejny krok. I następny. I jeszcze jeden. I jeszcze... Nadzieja rośnie w sercu na widok każdej kępy drzew, każdego zakrętu, zabudowań - bo to na pewno już tu! To musi być już gdzieś blisko, na pewno stąd tylko kilka kroków, a potem... A potem umiera, gdy za zakrętem otwiera się kolejna prosta, ginąca w sinym bezkresie przyprószonych śniegiem pól. Idziemy naprzód, mechanicznie przestawiając wyjące bólem nogi, czując każdy nit podeszwy, każdy kamyk na poboczu. Idziemy - bo nie ma innego wyboru.

I w końcu niczym zbawienie wyrasta przed nami wieża kościoła w Kozłowie Biskupim. Niedowierzająco rozglądając się wchodzimy w obejście proboszczówki, odbieramy talerze z parującą grochówką i pajdy chleba. Pokazują nam kościół, opowiadają o historii, o architekturze... Pięknej i niepowtarzalnej, ale każdy stara się tylko jak najdalej wyciągnąć nogi, ulżyć ściśniętym w zbyt małych butach spuchniętym stopom. Kolega przysypia oparty o filar.

Autobus, transport do Sochaczewa, wysiadka przy Kramnicach. Szary, lekko ubłocony tłum wlewa się do zalanej światłem sali, zajmuje dziwnie czyste i miękkie siedzenia... Paweł Rożdżestwieński zaczyna, potem ja opowiadam o "Stalowych szczurach", Kuba Wojewoda ożywia artykuły prasowe sprzed stu lat. Ihor Mielnikau mówi o Polakach i Białorusinach w okresie międzywojennym, Gunther przytacza absolutnie niewiarygodną historię o lądowaniu awaryjnym sterowca pod Łowiczem. Na koniec chleb okopowy, którym można by zabić - "z założenia niejadalny". Znika co do bochenka.

Na zakończenie dnia zajeżdżamy do szkoły w Budach Starych, gdzie rozłożyli się na noc przyjezdni rekonstruktorzy. Siedzimy wszyscy razem - Prusacy i Francuzi, Austro-Węgrzy i Rosjanie, Polacy z Legionów. Ognisko i kiełbaski, ptysie z bitą śmietaną i zimna wódka ze śniegu. W ruch idą zdjęcia i dokumenty źródłowe, zaczynają się dyskusje rzeczowe i nie tak znów. Umawiamy się na "kolejny raz", wymieniamy numerami telefonów i kontaktami. Wielka Wojna odeszła, znów jesteśmy sobą... na jakiś czas.

Absolutnie magiczny dzień.

 



5
Oceń
(1 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (12)

metasekwojametasekwoja
0
Zupełnienie nie pasują mi te wesołe fotki do tej rocznicy. To były bardzo tragiczne wydarzenia a Sochaczew w tym czasie został prawie doszczętnie zniszczony.
Autor pisze, że uczestnczył w jednej z najsympatyczniejszych imprez.
Przecież tam ginęli ludzie: synowie, ojcowie, męzowie, " a wszystko na wyciągnięcie reki". Fajnie było, prawda? (2015-02-02 17:07)
MeeshMeesh
0
Wszystkie rocznice Bardzo Ważnych Wydarzeń obchodzone są zawsze w sposób niezmiernie poważny, podniosły, patetyczny i ogólnie smętny. Najlepiej to już jest, jak wszyscy postoją na baczność na deszczu, i to tak minimum z półtorej godziny, żeby na pewno potem nabawić się porządnego kataru.
Owszem, wydarzenia Wielkiej Wojny były straszne, ludzie ginęli wtedy tysiącami, dziesiątkami tysięcy. Nie widzę natomiast powodu, żeby pamięć o tych ludziach i ich - bądź co bądź - zupełnie bezsensownej śmierci miała kłaść się mrocznym cieniem na dniu dzisiejszym.
Tak, była to bardzo fajna impreza, podczas której z dużą dozą uśmiechu na twarzy wspominaliśmy tych ludzi, którzy zginęli całkiem nadaremno ponad sto lat temu. Zginęli na tej samej ziemi, gdzie dziś są nasze domy, przedszkola i szkoły. Którzy leżą zagrzebani w okopach pod placami zabaw, kawiarniami i kinami.
I jeśli ich śmierć miała jakikolwiek sens, to właśnie taki, żebyśmy to my dziś mogli wspominać ich z uśmiechem.
Bo tylko w ten sposób oni przetrwają w naszej pamięci. (2015-02-02 18:47)
metasekwojametasekwoja
0
Najlepiej uczcić wódeczką zamrożoną w śniegu.
Moja wyobraźnia tak daleko nie sięga.
Moja mówi mi, ze tragiczne wydarzenia powinniśmy czcić tak niedawno w Auschwitz.
Jakby Pan postał z godzinę na zimnie i deszczu może by Pan zrozumiał co to okopy wojny.Po przeczytaniu odpowiedzi na mój post ,po prostu ręce mi opadły.
Brak mi słów.
(2015-02-02 21:13)
mabarmabar
0
Pięknie Pan pisze Panie Michale.... literacko doskonale.
Historię użycia po raz pierwszy gazu bojowego znam z opowiadań mojej dawno już nie żyjącej babci, która zgłosiła się do pomocy przy rannych w szpitalu w Żyrardowie. To właśnie tam przywożono tych, którzy ucierpieli w wyniku użycia gazu pod Bolimowem. Umierali w straszliwych mękach, Babcia nawet po pięćdziesięciu latach nie potrafiła o tym mówić spokojnie. (2015-02-02 21:41)
metasekwojametasekwoja
0
A co niby mówią nam załączone zdjęcia.A no, ze ąutor jest piekny w tych historycznych aranżacjach. Piekny i skromny.Wojskowa czapka do bluzki partnerki też rewelacja.
I to na tyle.
mabar jest mi troche lżej na sercu po tym co napisałeś.
I to na tyle, bo z tym nawet nie idzie polemizować. (2015-02-02 22:28)
StalkerPietkaStalkerPietka
0
Można oczywiście przyczepiać się do formy wyglądu rekonstruktorów, do uśmiechniętych min i innych elementów "niezgodnych" z wysokimi wymaganiami realizmu. Oczywiście można się utytłać w błocie i ucharakteryzować na zniszczonego wojną człowieka, ale nie o to chodziło w tej rocznicy. Nie mieliśmy oddawać bólu i cierpień tych ludzi, tylko uczcić ich pamięć minutą ciszy.
Przede wszystkim proszę zwrócić uwagę na jedną rzecz, zdjęcia przedstawione przez autora są zrobione przed i na długo po samym marszu. Jeśli by szanowni Państwo obejrzeli sobie wspaniałe zdjęcia z samego marszu widzieliby Państwo same poważne miny i ból wynikający z forsownego marszu w takich samych mundurach i z takimi samymi niewygodami jak ci ludzie 100 lat temu. Uważam to za najlepsze oddanie hołdu tym ludziom, właśnie te 13 kilometrów marszu prawie dosłownie w "ich butach".
Kolejną rzeczą jest fakt, że tutaj autor opisał Państwu ten dzień z punktu widzenia właśnie rekonstruktora. Późniejsze spotkanie, po imprezie, to czas na rozmowy z przyjaciółmi o pasji, wymianie informacji.

Tak na marginesie szanowny użytkowniku/użytkowniczko metasekwoja, było postać z nami na mrozie na cmentarzu w Borzymówce i odmówić modlitwę nad grobami poległych, a nie komentować czyjąś pasję. Oczywiście prawo do swojego zdania ma każdy, ale obowiązuje nas pewna kultura, chociażby dla tych ludzi, którzy zjechali się z całej Polski, żeby w mundurach z epoki ten marsz odbyć. (2015-02-02 23:21)
metasekwojametasekwoja
0
Proszę przeczytać tytuł wpisu na blogu "100 - lecie ataków gazowych" i obejrzeć te durne zdjęcia poniżej tego tekstu. Kabaret.
Swoją drogą bardzo współczuję tego stania na mrozie.
Jak ktoś chce pobawić się wojenkę, to niech kupi plastikowe kulki i do tego karabin, albo te kule z farbą i gania po lesie. NIkt wtedy po takiej zabawie nie broni się upić, żartować.
Polecam przypomnieć sobie książkę "Na zachodzie bez zmian". Poczytać o okropnościach wojny. Moze przyjdzie trochę refleksji.
(2015-02-02 23:50)
Wujek JozefWujek Jozef
0
Na marszu było ponad 50. rekonstruktorów z całej Polski. Ja sam przyjechałem do Sochaczewa z Gdyni gdzie studiuję. Przyjechałem na własny koszt i nikt mi za to nie płacił. I po co przyjechałem ? Przejść się na mrozie kilka kilometrów w niewygodnych butach, w pełnym oporządzeniu bojowym. Niektórzy mogą się pukać w głowę. Dla mnie było to właśnie upamiętnienie poległych w tej wojnie. Nie robię tego dla nikogo tylko właśnie dla siebie. Taki marsz pozwala sobie dokładnie przemyśleć to co przeżywali nasi dziadowie 100 lat temu. Po marszu jest też czas na odpoczynek gdzie odkleiłem pokrwawione onuce od stóp i przy konserwie gadaliśmy sobie o wydarzeniu w którym właśnie braliśmy udział. Wódka ograniczyła się do wypicia w kilka osób 0,375 l, była to raczej degustacja ciekawego trunku przywiezionego ze wschodu. Pozdrawiam serdecznie (2015-02-03 00:16)
JazlowiakJazlowiak
0
Oczywiście, zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że czyjaś aktywność spowoduje niesmak i zgorszenie u innych. Wszystko jest kwestią podejścia. Po to mamy wolność, aby każdy z nas mógł realizowac własne wizje analizowania i czczenia przeszłości. Z chęcią wezmę udział w innych obchodach 100-lecia, bo ciagle mam wrażenie, że za mało mówimy o Wielkiej Wojnie w okolicach Sochaczewa.

(2015-02-03 10:00)
wbienkowbienko
0
Moje odczucia w tej sprawie są ambiwalentne. Z jednej strony podziwiam rekonstruktorów za ich pasję, wiedzę historyczną oraz chęć zachowania pamięci o pewnych wydarzeniach historycznych. Z drugiej strony, czasami postrzegam to jako zabawę dużych chłopców w wojnę. Dla mnie każda wojna jest tragiczna, szczególnie jeśli czyta się wspomnienia tych, którzy jej zaznali na własnej skórze. Wciąga ludzi mimowolnie w jakiś opar szaleństwa, kalecząc ich i fizycznie, i psychicznie. Mam nadzieję, że w Wami nie kieruje chęć zabawy w wojnę.
Pawle, faktycznie tzw. I Pierwsza Wojna Światowa nie była obecna w edukacji naszego pokolenia, jakby naszego świata zupełnie nie dotyczyła. Od dziecka wkładano nam do głowy innych "bohaterów" i nieśmiertelny sojusz z ZSRR. Czasami słyszało się tylko o Bolimowie i miejscach zarośniętych krzewami, gdzie byli pochowani żołnierze z różnych armii - teraz na szczęście "przywracanych dla świata" przez pasjonatów takich ja Ty. Warto pamiętać, że tej wojnie "straciliśmy" Sochaczew. To byłoby teraz inne miasto. (2015-02-03 11:01)
JazlowiakJazlowiak
0
W wojne bawimy się każdego dnia stosując wiele form niefizycznej przemocy wobec siebie niestety. Ciekawe, że w polityce wojnę okresla się jako działania polityczne, ale prowadzone innymi metodami. I tego warto by uniknąć... (2015-02-03 13:27)
wbienkowbienko
0
Nie każda skuteczna strategia musi byc wojną, nie każda wojna ma skuteczną strategię. W tym przypadku słowo wojna jest tylko synonimem złych stosunków międzyludzkich i braku wzajemnego szcunku. Bardziej to wojenka, a niż wojna. Taka dziecinada "panów polityków", prężenie muskułów, aby moje było "mojsze, niż twojsze", by moja racja była na wierzchu - dla sprawowania władzy za wszelką cenę.
"Lud" się do tego przyzwyczaił i po części go to rajcuje - jak serial "Klan", "M-jak ... marnotrawienie czasu" albo inne wytwory tzw. kultury masowej. Tu mozna jeszcze ponarzekać na czasy, potem na młodzież, potem na ........ odbieganie od tematu ;)

Prawdę mówiąc, też miałem okazje sie przejść w sobotę, ale nie doczytałem, że trzeba się było zgłaszać do 26.01 i w końcu zrezygnowałem. Chociaż jedyne, co mógłbym nieść jako imitację broni, to chyba wielką "pacyfę" niezaczepną :) (2015-02-03 16:47)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy