20 lat samorządu terytorialnego cz.II

Pierwszą część samorządowych wspomnień zakończyliśmy po pierwszych całkowicie wolnych wyborach do rad miast i gmin 27 maja 1990 r., w których to kandydaci popierani przez Komitet Obywatelski „Solidarność”, wygrali w cuglach wybory i w komplecie zajęli 28 mandatów radnych miejskich. Po dwóch tygodniach od wyborczej niedzieli, przewodniczący Miejskiej Komisji Wyborczej, Andrzej Seniuk, wręczył nowym radnym zaświadczenia o przyznaniu mandatu radnego miasta. Nadciąga walec historii Zanim jednak do tego doszło i pojawiły się pierwsze samorządy, w Sochaczewie władzę sprawował naczelnik miasta oraz Miejska Rada Narodowa, która liczyła 60 radnych i był to najniższy szczebel administracji rządowej. Jak mówi Julian Zasuwa, który również w latach 80-tych był pracownikiem urzędu miejskiego a później nawet zastępcą naczelnika Ireneusza Felczaka: „Zarówno radnym tamtej rady narodowej jak i pracowniom urzędu przyświecał ten sam cel co obecnym samorządowcom, czyli dobro mieszkańców i rozwój miasta. I uważam, że w dużo trudniejszych warunkach przyszło im go realizować. Przypomnijmy, że nie było komputerów, komórek a w urzędzie pracowało ok. 40 osób, dziś jest ich ponad 100. Nie były to posady atrakcyjne. W lepszej firmie, pracownik fizyczny zarabiał więcej niż naczelnik miasta, którego pensja wynosiła wtedy chyba 1.200 000 zł. Tak więc w urzędzie pracowali autentyczni pasjonaci i wiele się wtedy działo. Na przykład, jak kiedyś policzyłem, jedna trzecia wszystkich zasobów mieszkaniowych powstała właśnie w drugiej połowie lat 80-tych! W samym budownictwie wielorodzinnym bywały lata, że oddawano nawet 500 mieszkań! Gdy w 1989 przyszły słynne parlamentarne wybory i w sierpniu wybrany został na premiera Tadeusz Mazowiecki, to my tutaj na dole zrozumieliśmy, że toczy się walec historii i trzeba będzie pod niego głowę podłożyć.” Z końcem stycznia 1990 roku odszedł ze stanowiska naczelnika miasta Ireneusz Felczak. Pożegnano go na sesji rady narodowej, na której otrzymał wielki kosz kwiatów i owacje na stojąco. Wtedy też ogłoszono nabór kandydatów na stanowisko nowego naczelnika. Ostatni naczelnik Zgłosiło się wówczas trzech kandydatów: ówczesny poseł sejmu kontraktowego, Jacek Andrzejewski, wybrany 4 czerwca 1989 r., Bogusław Budkowski - zgłoszony przez klub radnych SD, oraz Józef Kopala zgłoszony przez Komitet Obywatelski „Solidarność”. W tajnych wyborach, po wysłuchaniu prezentacji kandydatów, zdecydowanie zwyciężył Jacek Andrzejewski, mimo że jego konkurent, Józef Kopala, zadeklarował, iż jako naczelni nie będzie pobierał pensji. Jak wspomina Julian Zasuwa, w tym czasie blisko było już doprowadzenie do Sochaczewa gazu. Były gotowe projekty gazociągu z Błonia do Sochaczewa i rozprowadzenia go po mieście. Z tym, że wówczas zasilanie miało się odbywać z niskiego ciśnienia, nie jak dziś z wysokiego. „W związku z tym jeździłem często do Gazoprojektu do Wrocławia - mówi Julian Zasuwa. – I któregoś razu, może to był luty lub marzec 1990 roku, spotkałem w podróży znajomego który był wtedy prawą ręką wojewody skierniewickiego. Od niego dowiedziałem się, że wytyczona jest już mapa nowych Urzędów Rejonowych, na której Sochaczew przyłączono do Łowicza. Najszybciej jak mogłem przekazałem tę informację naczelnikowi Jackowi Andrzejewskiemu, a on równie szybko zorganizował spotkanie z Pawłem Gralakiem i Andrzejem Seniukiem - szefami sochaczewskiej „Solidarności” i wspólnie wybrali się do szefa Urzędu Rady Ministrów Jacka Ambroziaka, wystąpili też w telewizji w Teleexpressie. To wszystko pomogło na tyle, że skorygowano poprzednie plany i Sochaczew również dostał Urząd Rejonowy. Tak więc, jak widzimy w Sochaczewie, wówczas stara władza z nową w ważnych dla miasta sprawach umiała się porozumieć i działać wspólnie i skutecznie. Burmistrz na dziewięć miesięcy Podczas pierwszej sesji nowo wybranej Rady Miasta, która odbyła się 6 czerwca 1990 r. w sali dzisiejszego MOK-u przy ul. Żeromskiego, Rada ukonstytuowała się wybierając swoje prezydium. Przewodniczącym wybrany został Paweł Gralak, przewodniczący „Solidarności” Chemitexu, zaś na jego zastępców wybrano Agnieszkę Tomaszewską i Marka Gołowskiego. Agnieszka Tomaszewska, już dziś nie radna, pracuje jednak w Urzędzie Miasta szefując referatowi Ochrony Środowiska, natomiast Marek Gołkowski zrobił karierę w dyplomacji. Pracował kilka lat w ambasadzie w Mińsku Białoruskim, był też wiceambasadorem Polski w Moskwie, dziś zaś pełni funkcję Konsula Generalnego w Kaliningradzie (dawnym Królewcu). Wybrano wówczas również naszych delegatów do sejmiku wojewódzkiego, którymi zostali Paweł Gralak i Kazimierz Orzechowski. Wtedy to ustalono także, że każde posiedzenie Rady Miasta będzie miało otwarty charakter a więc obywatele miasta będą mogli przysłuchiwać się obradom. Dwanaście dni później, podczas sesji 18 czerwca, wybrano pierwszego po przełomie burmistrza miasta. Trzeba przypomnieć, że wówczas nie było jeszcze powszechnych wyborów burmistrzów, prezydentów czy wójtów, a kandydatów na te stanowiska oceniała i rekomendowała rada. Ustalono jednak, że kandydatów może zgłaszać każdy obywatel Sochaczewa, który ma zdolność do czynności prawnych. Jak pisał „Sochaczewianin” z lipca 1990 r.: „Do 16 czerwca wpłynęło pięć zgłoszeń. Na posiedzeniu w dniu 18 czerwca br. Rada wybrała spośród tych kandydatów burmistrza Sochaczewa: 29-letniego inżyniera, Grzegorza Rosiaka, który w tajnym głosowaniu uzyskał 17 głosów na 28 możliwych.” Konkurentami Grzegorza Rosiaka byli: odchodzący naczelnik miasta – Jacek Andrzejewski, obecny szef ZKM – Krzysztof Sieczkowski, były dyr. SP 2 – Mirosław Łyszczyk oraz Wojciech Baczyński. Nowy burmistrz był inżynierem po Politechnice, którą ukończył na Wydz. Inżynierii Lądowej i pracował wcześniej w Rejonie Eksploatacji Dróg Publicznych, to rokowało dobrze miejskim ulicom. Ponadto był bardzo młody i pełen zapału, co zapewne przekonało do niego radnych. Na swego pierwszego zastępcę zaproponował Mieczysława Kucińskiego. „Znałem go trochę przez jego córki – wspomina Grzegorz Rosiak – i wiedziałem o jego zawodowych doświadczeniach. Dlaczego wystartowałem w tych wyborach? No cóż, byłem młody i pchało mnie do nowych wyzwań, a wtedy były takie czasy, które odważnym decyzjom sprzyjały”. Drugim zastępcą została Lucyna Michejda, zaproponowana przez prezydium rady, wcześniej pracująca w zakładach boryszewskich. Nie było czystki „Co mi się najbardziej utrwaliło w pamięci z tamtego przełomowego momentu – wspomina ówczesny przewodniczący Rady, Paweł Gralak – to strach urzędników miejskich przed czystką, jaką w ich mniemaniu miała zrobić nowa władza. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Przyjęcie władzy nastąpiło bez dramatycznych decyzji. Odeszło chyba tylko dwóch kierowników wydziałów, ale większość została.” Podobnie wspomina ten czas ówczesny burmistrz Grzegorz Rosiak: „Urząd został uporządkowany bez masowych zwolnień. Oczywiście z niektórymi trzeba było się rozstać, przyglądaliśmy się urzędnikom uważnie, a oni byli wtedy zatrudnieni na krótko, by tych, którzy się nie sprawdzili, można było pozbyć się bez zbędnych korowodów. Reorganizacja Urzędu, to była mrówcza i mało efektowna robota, ale ona wtedy wprowadziła nowe standardy pracy na następne lata. Trzeba było ją wykonać.” „Pamiętam, że nowa Rada na początku nie miała nic do roboty – mówi Paweł Gralak – bo miasto skonsumowało cały budżet w pierwsze trzy miesiące. Był to czas szalonej inflacji, ponadto wcześniej wyglądało to tak, że budżet takiego miasta jak Sochaczew był częścią ogólnowojewódzkiego budżetu. I władza wojewódzka przydzielała środki, o które prosiły miasta, albo nie. Dlatego pewnie po paru miesiącach roczny budżet został wykonany. Na szczęście wspomniana wcześniej ustawa o samorządach przewidywała, że władze samorządowe będą czerpać środki z podatków mieszkańców, czego wcześniej nie było. Zaczęły się więc pojawiać pieniądze przelewane na konto miejskie z Urzędu Skarbowego.” W tym czasie stworzono także stanowisko Skarbnika Miasta, na które powołano Jolantę Brzóskę, sprawującą je do dziś. Powstał też statut Rady, do którego tworzenia walnie przyczynił się radny Kazimierz Orzechowski. Niestety, po kilku miesiącach, atmosfera wokół młodego burmistrza nie była już taka, jak na początku. Paweł Gralak twierdzi, że burmistrz nie bardzo sobie radził, i było do niego coraz więcej uwag. Inaczej ten okres pamięta sam Grzegorz Rosiak: „Brak mi było zaplecza, bo nie byłem z nadania Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”, zaplecza, które mógłbym wprowadzić ze sobą do Urzędu. Zaczęły się więc pewne nieporozumienia, w których zabrakło mi wsparcia. Na przykład, zarzucali mi niektórzy, że załatwiłem sobie telefon, podczas gdy ludzie czekali na to 10 - 15 lat. Uważam jednak, że burmistrz musi mieć możliwość kontaktu z właściwymi służbami bez względu na porę, bo odpowiada za całe miasto. A przecież nie było wtedy komórek. Dziś wydaje się to oczywiste, wówczas nie wszyscy to rozumieli. I kiedy atmosfera stała się, jak dla mnie, zbyt polityczna, uznałem, że moja rola się wyczerpała. Jednak zadowolony jestem z tego okresu, bo udało się na pewno wiele zrobić.” Dziś Grzegorz Rosiak już od ponad 10 lat pracuje w zagranicznej firmie Ruukki Polska i mieszka w Warszawie. X W lipcu 1990 roku „Sochaczewianin” informował: „Dnia 28 czerwca br. zebrał się po raz pierwszy Sejmik Wojewódzki w Skierniewicach. Jest to nowa struktura samorządowa, w skład której wchodzą delegaci ze wszystkich rad gminnych. Na przewodniczącego sejmiku wybrano Sylwestra Szymańskiego, lekarza, członka Rady Gminy z Nowej Suchej”. „Urząd Miasta zorganizował przetarg na wynajem lokali sklepowych stanowiących własność miasta. Niektóre z nich uzyskały zawrotną cenę 200 tys. zł miesięcznie za 1 m2.” I fraszka Sławiana Trockiego z tego samego numeru gazety: Z mili … zrobili poli… I w jednej chwili Pała mniej boli. Sławomir Burzyński W kolejnej, trzeciej odsłonie samorządowych wspomnień spotkany się z bohaterami drugiej części pierwszej kadencji i zapewniamy, że był to okres jeszcze ciekawszy od już opisanego.

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy