33 Półmaraton Szlakiem Walk nad Bzurą

Kultowy. To słowo ciśnie się na usta.Pasuje jak ulał do tej imprezy.Wszak nie ma większego biegu na naszej ,,małej" ojczystej ziemi.
I nic nas go nie przestraszy,nic nie zrazi. Mikroskopijna liczba uczestników . Maleją ca z roku na rok.
Ten półmaraton jest nie do ruszenia. Stworzony przez wielkiego społecznika Jana Cembrzyńskiego. 
Namaszczony. Upływają kolejne płomienne wrześnie. Zmieniają się biegacze. 
Umierają. Siwieją. Dziecieją.
HYmn Narodowy. Mazurek Dąbrowskiego znów wypełnił murawę Orkanu.
Upalne podmuchy wiatru zwiastują załamanie pogody. Pogoda pozostanie jednak bezlitosna. ,,To pogoda rozadwała dziś karty"- rzekł z trybuny komentatorskiej zwycięzca 33 edycji Grzegorz Kozłowski.
Pozwólcie Drodzy Sochaczewianie i inni wierni temu półmaratonowi o krótki opis zdarzeń. 
Klatka po klatce. Krok po kroku. Metr po metrze...Zagubię celowo kolejność alfabetyczną bo w bieganiu nic jest czarne lub białe..
A jak ,,AKTYWNI".
Od początku istnienia Klubu maratończyka bardzo widoczni. Plasujacy się wysoko w wielu kategoriach. Tym razem Tomasz Mikulski walczył dzielnie z trasa i potwornym upalem. Wysoka lokata okupiona grymasem bólu na mecie. Zmogło go też przeziębienie.
Andrzej Połeć biegnący ramię w ramię z synem -,,Zrobiłem to dla niego. Obiecałem mu..'
Nie zapomnimy tych słów Andrzeja.Kolejny rodzinny tandem to powinna być temat oddzielną opowieść. Michał Adamkiewicz dosłownie ,,odprowadzający" do mety tatę Mirka Adamkiewicza. Golgota-myślę ,że to słowo nie będzie przesadą.
Na mecie promieniała Ewa Lipiec pamiętająca swój ,,wielki bieg". Nie potrafiąca odmówić sobie choćby popatrzenia na cierpienia znajomych.
Kasia Zakrzewska i Krzysztof Zakrzewski dumnie reprezentujący barwy Aktywnych nie poddali się. Tomek Czapski , któremu ten ,,drań" powoli wchodzi w krew. Potrafił okiełznać słoneczne sztylety. Staszek Paga pamiętąjacy jeszcze czasy przyjaciela -kolegi Jana Cembrzynskiego.Cieszący się na lini mety niczym dziecko. Byli też rowerzyści Krzysztof Orzechowski i Artur Kazimierski. Byli też sympatyzujący z Klubem. Byli..bawiąc się dystansem 21 kilometrów.

O jak Organizacja . Musze przyznać ilekroć byłem krytyczny wobec ,,zaplecza" tym razem mając okazję ,,zającować" Kolegę Grześka pochwalę MOSiR za skrupulatne zabezpieczenie trasy. Tak na marginesie . Ludzie , którzy nieświadomie ,,zamieniali" się w kibiców ( zachęcałem do czystego dopingu..)nie zdawali sobie sprawy ( w większości) ,ze kolumna składająca z dwóch policyjnych motocykli i błyszczącej limuzyny ,,uśmiechającej się" awaryjnymi światłami to nie była obstawa prezydencka ale tylko zabezpieczenie biegających maratończyków. Choć ( otwierając drugi margines) na czwartym miejscu linię mety mijał przedstawiciel Biura Ochrony Rządu krzycząc dumnie -,,Z Biura Ochrony Rządu". A więc ...zabezpieczenie było .
Teraz już na powaznie dobra robota. Strażacy Policjanci i wolontariusze rozdający z bufetów wodę stanęli na wysokości zadania. Stołowka . Prysznice. Miło przygrywajacy muzycy z Patrii. Najpiękniejszy z ,,Prowincjonalnych" Półmaratonów na Świecie.

B jak Brakujący.
Ach...Chciało się rzec Zabrakło Sylwestra Rożdżestwieńskiego. Rozpływającego się niemal bez końca na temat amatorów i zawodowców. Nigdy ich nie dzieląc.Okraszając raz co raz biegowymi sensacjami..Otwierającego jak na zawołanie księgi z niekończącą się wiedzą. Zatracającego się w poezji ruchu dwóch ludzkich kończyn..i tak bez końca ..od startu ..aż do mety. I nie ,,obraż" Tomku. Bo są ludzie nie zastąpieni. Tak naprawdę widziałem...i widzieliśmy Go gdzieś w szeregu stadionowych krzesełek jedynego ...maniaka sportu.
Janka Cembrzyńskiego wręczającego wieńce olimpijskie jeszcze rozgrzanym emocjami biegaczom. Buchająca duma. Na chwilę mogli poczuć się olimpijczykami.
Aż po dzień dzisiejszy.
Tomek Śmietański. Wybitny...nie do zdarcia. Tak o nim mawiano. 
Biegał regularnie. Jak w szwajcarskim zegarku..choć nigdy nie był zadowolony z wyniku na mecie. Żyjący tym biegiem. Odmierzał nim swój czas.
Ich zabraknie...na zawsze.

P.s.
Miałem przyjemność towarzyszyć ,szusujac na rowerku przyszłemu zwycięzcy biegu Grześkowi Kozłowskiemu.
Jeszcze raz z bliska niemal z chirurgiczna precyzją obserwowałem każdy milimetr cierpienia tego dwudziestolatka.
Wydający tak charakterystyczne dla tej konkurencji odgłosy...skrzywienia..grymasy bólu na twarzy zarysowujące się z sekundy na sekundę..
Kończaąa się w błyskawicznym tempie rezerwa glukozy. Ginące z magazynów ludzkich komórek zapasy niezbędnej energii. Najpierw pomarańczowe światło zamieniające się powoli w otępiającą z wycieńczenia czerwień. Jednak silnik nie zgasł.
To lata przemierzonych kilometrów. Setek ba a może już tysięcy. Zaprawiających w boju morderczych treningów. To właśnie To nie pozwoliło zgasnąć rozgrzanej do czerwoności ludzkiej machineri.
Pobudzając Grzegorza wodą..sam zmieniał strony asfaltu ,,narzekając klasycznie" -,,już nie daję rady. JUŻ NIE MOGĘ. ". Jak pięknie gdy uszu dopływają takie słowa. Słowa oznaczające pełną gotowość do OSTATECZNEGO SZTURMU.
''Już czuje zapach stadionu"- wyduszał z siebie wielki -biegacz-a na podium Olimpijczyk.

Miło ..ach jak miło było poobserwować..pomarzyć i zwyczajnie porozmawiać z ,,malutkim" sochaczewskim światkiem biegowym.
A już za rok pobiegniemy ..jak kiedyś bywało z Kamiona. Po pięknym i równym asfalcie znaczonym atestem.
A doping nieść będą spontaniczni kibice.
I Zwycięzca linię mety minie...o godzinę wcześniej.
Do zobaczenia Drogi Półmaratonie !!!

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy