ALFABET i niby wszystko jasne...

/ 1 komentarzy
Zdjęcia i foto: ALFABET i niby wszystko jasne... Słowo pisane sochaczew

Do napisania tego i następnego postu zainspirował mnie pewien dokument. Ściślej rzecz ujmując film dokumentalny. Przeczytałam o nim na jakimś blogu parentingowym . W sumie nie jestem fanką takich blogów, ale będąc użytkownikiem sieci człowiek czasem niechcący na coś trafi. Z reguły wpisy na tego typu blogach są albo potwornie oczywiste, albo kompletnie odjechane, albo matka ma dość, albo jest w siódmym niebie, albo się nie może wyspać, albo przekonuje o wyjątkowych właściwościach spiruliny na pociążowe rozstępy. I każda z nich postanowiła się tym ze światem podzielić. Ok. Spoko. Każdemu wolno, taki mamy klimat. Niewiele jest blogów traktujących czytelników jak szczęśliwych, spełnionych ludzi, którzy niczego nie szukają, a po prostu polują na dobrą lekturę. Albo ludzi poszukujących, ale niekoniecznie rozważań na temat wyższości jabłka nad jagodą goji. Poszukujących czegoś więcej. Sensu. Sensu w życiu, pracy, rodzicielstwie, małżeństwie, czasem sensu w chorobie. Sensu bycia tu i teraz, na tej planecie. Ja do takich poszukujących ludzi należę. Niektórzy powiedzą, że to kryzys wieku średniego. Cóż. Każdy ma taki na jaki zasłużył. ;) Nie zgadzam się z tym. To nie kryzys, bo poszukująca byłam zawsze. I tak, w odmętach Internetu, trafiłam na post o pewnym filmie dokumentalnym. Nie była to recenzja, ale kilka słów o nim, i że każdy rodzic powinien go obejrzeć, i zdjęcie okładki (można pomylić z okładką płyty NIRVANY ;))Być może intuicja podpowiedziała mi, aby ów film obejrzeć. Jak się okazało nie było to łatwe. Na żadnym portalu aukcyjnym go nie było, w żadnym szanującym się i nieszanującym sklepie internetowym. Poprosiłam nawet kolegę, aby, wbrew moim przekonaniom o nielegalnym ściąganiu z sieci (pozdrawiam Pana Ministra), sprawdził dostępność na chomiku. Ale i tu nic. Dystrybutorem filmu jest polski wydawca AGAINST GRAVITY. Tam jednak film był niedostępny o nieokreślonym terminie ponownej dostępności. Ale jak się bardzo chce to można. Napisałam do AGAINST kilka słów o sobie, czym się zajmuję na co dzień, gdzie pracuję itd., i, że bardzo, ale to baaaardzo chcę ten film. I okazało się, że jest dostępny. I kupiłam. I przysłali, i obejrzałam, i jestem usatysfakcjonowana. I muszę się z Wami podzielić wrażeniami. Bo, jak napisałam wyżej: Każdemu wolno…;)

Film nosi tytuł „ALFABET”. Wyreżyserował go Erwin Wagenhofer. W skrócie, o czym jest film: „Alfabet to trzecia część trylogii reżysera, poświęconej najważniejszym problemom współczesności (pierwsza część: Nakarmimy świat – 2005r., druga: Zaróbmy jeszcze więcej – 2008r.). Film jest osobistym i bardzo krytycznym spojrzeniem na współczesny system edukacji, oparty na linearnym, wąskotorowym myśleniu, na testowaniu uczniów, porównywaniu ich ocen, a tym samym na współzawodnictwie. W dzisiejszej szkole najważniejsze okazują się normy i standardy nauczania, które determinują sposób prowadzenia lekcji. Tego typu system w efekcie niszczy wrodzoną nam kreatywność i zamienia uczniów w systemowe roboty, niezdolne do twórczego myślenia, skupione wyłącznie na rywalizacji. A przecież to, czego się uczymy kształtuje naszą wiedzę, ale to, jak się uczymy wpływa na nasz sposób myślenia. Film jest skonstruowany na zasadzie kontrastów. Dzięki temu mamy szansę poznać różne aspekty współczesnej edukacji i możliwe sposoby jej reformy. Praca nad filmem, uznanym za najbardziej radykalną część filmowej trylogii Wagenhofera, trwała łącznie 6,5 roku, z czego produkcja zajęła 2,5 roku”.

Na okładce filmu czytamy: „98% dzieci po urodzeniu ma wysokie IQ, ale po ukończeniu szkoły zaledwie 2% z nich osiąga takie same wyniki. Wszystkiemu winna jest przesadnie ustandaryzowana edukacja oparta na współzawodnictwie i wymiernych ocenach, która zabija dziecięcą kreatywność i wyobraźnię, ucząc szablonowego sposobu myślenia. ALFABET pokazuje, w jaki sposób współczesny system edukacji determinuje nasz sposób patrzenia na świat i kształtuje naszą osobowość. Sir Ken Robinson, ekspert od spraw edukacji, otwarcie przyznaje, że współczesny świat w sposób systematyczny niszczy potencjał wyobraźni zarówno w dzieciach jak i dorosłych. Obserwujemy jak wygląda ten proces na świecie. Yang Dongping, profesor z pekińskiego Institute of Technology, narzeka na coraz silniejsze traktowanie edukacji w Chinach w kategoriach rynkowych, co wciąga dzieci w niebezpieczną spiralę współzawodnictwa. Z drugiej strony niemiecki specjalista w tej dziedzinie dostrzega zalety wprowadzenia międzynarodowych standardów w zakresie testów, bo dają one równe szanse dzieciom. Tego typu rozwiązanie krytykuje jednak niemiecki badacz mózgu, a także francuski kreatywny edukator dzieci Arno Stern, którego syn nigdy nie chodził do szkoły, a świetnie daje sobie radę, jak również Pablo Pineda Ferrer, znany z filmu „Ja też!”, pierwszy student z syndromem Downa, któremu udało się ukończyć uniwersytet.”

Gdy film się zaczyna, widzimy jedną z chińskich szkół. Budynek prosty w formie, funkcjonalny, bez ozdób, dzieci w mundurkach przychodzą do niej o świcie. Po szkole idą na korepetycje, zajęcia dodatkowe. Nawet weekendy mają wypełnione zajęciami edukacyjnymi. Widzimy przysypiającego w autobusie chińskiego nastolatka, a za chwilę przenosimy się do jego domu i widzimy matkę, która z dumą pokazuje medale, odznaczenia i dyplomy za osiągnięcia syna. Każde drugie i trzecie miejsce kwituje: „Następnym razem postara się bardziej i będzie pierwsze. Musi tylko ciężej popracować.” Oczy miałam jak spodki. Co? Więcej? Po co? Komu to do cholery jest potrzebne??? Ta część filmu zrobiła na mnie największe wrażenie. Odczuwałam niepokój, strach, zmieszanie. Za każdym razem, gdy w kadrze pokazywali część o tej chińskiej szkole bolał mnie brzuch. Ewidentnie coś z tamtejszym systemem jest nie tak. Nawet ja to czuję. Takiemu obrazowi w filmie jest przeciwstawiony MALORT. Miejsce, do którego przychodzą dzieci, młodzież i dorośli obcować ze sztuką. Dostają pędzle, farby i kartony i realizują to, co chcą. Przepiękny budynek wśród zieleni, zwierzęta domowe, cisza, sielska atmosfera, starsi ludzie, a dookoła mnóstwo dzieci. Andre, syn założyciela MALORTU, nigdy nie chodził do szkoły. Dziś już jest dorosły. Jest twórcą. Ręcznie produkuje gitary, gra, śpiewa, pisze i wykłada na całym świecie. O czym mówi? O sztuce. O jej roli w życiu. O swobodzie, o jakości każdej danej nam chwili, o marzeniach, o wyobraźni. O sile jaką daje i co z nią można zrobić. Mówi o naturze. Tej dookoła nas ale i tej ludzkiej. Do czego została stworzona. Andre wie, że nie do ścigania się. Niczego mu nie brakuje. Pomijam fakt, że Andre jest niewiarygodnie przystojnym facetem. ;)

Zgadzam się z blogerką, która polecała film. Każdy rodzic powinien go obejrzeć. Może nie zmieni to natychmiast systemu edukacji, ale może pomóc naszym dzieciom przejść przez jego trudy bez uszczerbku na jego poczuciu wartości, kreatywności i wyobraźni.  Bo to nasze nastawienie jest najważniejsze.

Tyle tytułem wstępu. W następnym poście postaram się wyjaśnić, jak się to wszystko ma do zawodu jaki uprawiam i dlaczego, wbrew wyścigowi szczurów w „szołbizie”, nie popieram festiwali, konkursów czy talent show’ów. Co takie „występy” dały mnie a co zabrały. Co mogą dać naszym dzieciom. A czego nigdy nie dadzą.

Do zobaczenia

 



5
Oceń
(3 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (1)

gajgaj
0
Ciekawe. :)
(2016-03-24 19:34)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy