Asfalt - słowo klucz

Zdjęcia i foto: Asfalt - słowo klucz Słowo pisane sochaczew

Tak mi się zebrało na heheszki. Może to wybory tak na mnie działają. Te wszechobecne obietnice i głosy społeczeństw informujące kandydatów co jest ważne. A najważniejsze, jak się okazuje są drogi. Czytam w ulotkach, że tu zrobimy drogę, tam wylejemy asfalt, tu załatamy dziury a tam poprawimy to, co zrobiliśmy 10 lat temu ale… ups, zdążyło się popsuć. I tak wkoło Macieju. Bo te drogi mają to do siebie, że się psują. Ot, peszek. W małych miejscowościach to powszechny problem. Wiele ulic nie ma kanalizacji ale ma ją w planach więc położenie asfaltu mija się z celem. Więc się kurzy. Więc zagłosujemy na tych, którzy położą asfalt. Jak będzie asfalt to może teraz chodniki dla pieszych. A jak już będą to przydałyby się ścieżki rowerowe. Nie jakoś tam naokoło. Tu od razu przy asfalcie, bo nikt nie będzie jechał na rynek rowerem po jakiś tam bezdrożach. Rowerzyści to w ogóle osobny temat. I tak, poruszanie się stało się motywem przewodnim.

Teresin, proszę Państwa, jeszcze niedawno to taka typowa była wieś. Mało kto posiadał samochód, ludzie poruszali się rowerami, pieszo lub „kuniem” (czy "kóniem"? hmm...). Moja sąsiadka opowiadała, że idąc do kościoła brała szpilki w garść i w gumofilcach zasuwała do głównej ulicy, stawiała walonki pod kapliczką i dalej w czółenkach, elegancko na mszę. Wielu mieszkańców, szczególnie starszego pokolenia, kompletnie nie łapie ruchu drogowego. Wsiadają na rower na środku ulicy, skręcają w lewo jak im się przypomni. Niektórzy przesiedli się do aut, jadą kilometr z włączonym lewym kierunkowskazem szukając miejsca parkingowego, skręcając nagle tylko po to, żeby się przekonać, że jednak się nie zmieszczą, więc po prostu wrzucają wsteczny i zasuwają nie patrząc co się dzieje za nimi. Krew człowieka zalewa. Ale nic to. Trzeba się nauczyć z tym żyć.

Idealnym przykładem ruchu pt.: jestem Panem drogi, jest ulica Spacerowa w Paprotni. Przemieszczam się nią kilka razy dziennie i zachowanie każdego uczestnika ruchu niejednokrotnie mnie zadziwia. Bardzo bym chciała, żeby włodarze raz na zawsze ustalili status tej ulicy i podali do publicznej wiadomości. To ciężka ulica, gdyż jest długa, kręta, wąska, po jednej stronie jest parkan klasztoru a po drugiej, bardzo blisko asfaltu, ogrodzenia domów jednorodzinnych. Do tego stoją słupki, zaparkowane samochody, jakiś mostek, słowem: łatwo nie jest.

I tak: Z racji asfaltu, kierowcy samochodów uważają tę ulicę za drogę dla samochodów właśnie, a ponieważ asfalt jest gładki, bo stosunkowo nowy, ulica traktowana jest przez większość jak autostrada. W większości samochody gnają tam 80 km/h. Jak się spotykają dwa samochody z naprzeciwka jeden jest zmuszony do zjechania na bok. Dziwnym trafem zawsze to jestem ja. Albo wyjeżdżasz zza zakrętu a tu na Ciebie gna młody człowiek a swoim wypasionym autku, a Ty nie masz gdzie zjechać. I tylko jego dobre hamulce mogą Ci uratować życie. Albo autobus z jednej strony, szambiarka z drugiej. No, Panowie, szacun za wymijanie.

Drugą grupą są rowerzyści. Ci nie jeżdżą poboczem, bo go praktycznie nie ma. Asfalt na brzegach wygląda jak szalik bez obróbki overlockiem. Dalej tylko ziemia i mało miejsca. Więc rowerzyści jeżdżą po ulicy. Ale nie ustalono, po której stronie mają jeździć. Jeżdżą więc i po lewej i po prawej w każdą stronę. Sami nie wiedzą czy są uczestnikami ruchu czy nie są. I jeżdżą parami. Albo trójkami. Albo całymi rodzinami jeden obok drugiego. A Ty musisz reagować jak bramkarz podczas karnego: zgadnij, w którą stronę Ci zjadą? W prawo czy w lewo?  Zdarza się baaaardzo różnie.

No i piesi. Jak by sugerowała nazwa ulicy, to dla nich jest ta droga. I wielu tak właśnie ją traktuje. Panie, o zgrozo z wózkami, chodzące z dziećmi na spacery, idąc po asfalcie. Co muszą przeżywać, gdy zza zakrętu wyłania się auto pędzące naprawdę szybko? Nie chcę wiedzieć. Czasem idzie grupka dzieciaków ze szkoły. Po obu stronach ulicy. Nie da się przejechać, bo nie mają w nawyku ustępowania miejsca. Czasem widzę pogardę w ich oczach jakby pytały: I gdzie się pakujesz? Nie widzisz, że idę? Starsi ludzie z dużą ilością toreb, prosto z zakupów idą środkiem. Bo wygodniej. A chodnika nie ma. I pewnie nie będzie, bo nie ma miejsca.

Kolejną sprawą są samochody nagle pojawiające się w bramach wyjazdowych z posesji. Taki to może nerwów napsuć. Nagle wyjeżdża, bo nie widzi czy ktoś nadciąga. Dla nich stres, dla mnie stres.

Jednak przy odrobinie refleksu i refleksji przede wszystkim, da się tą drogą poruszać. Byłoby tylko miło, gdyby każdy od kierowcy, po rowerzystę i pieszego, zdawał sobie sprawę, że ten asfalt jest dla wygody wszystkich. A o bezpieczeństwo każdy musi zadbać sam. Nie tylko własne ale i cudze.

I jeszcze jedna uwaga. Ulica ta, jak wiele innych, jest bardzo ciemna. Ja wiem, że kamizelka odblaskowa ostatnim krzykiem mody nie jest, ale byłoby miło, gdyby kochani po prostu było Was widać także po zmroku.

Tak że róbcie drogi. Lejcie asfalty. Społeczeństwo będzie Wam wdzięczne. Tylko najpierw nauczcie ludzi z nich korzystać. Tych starszych też. A może nawet przede wszystkim.

PS. A jak już wszystko wylejemy asfaltem, zrobimy chodniki i ścieżki rowerowe z kostki, i wytniemy wszystkie drzewa pod te inwestycje, zabierzemy gumofilce  i pójdziemy połazić po lesie. I zrobimy sobie zdjęcie jak blisko natury jesteśmy i wkleimy je na fejsa. I nie będzie nam przeszkadzać brak asfaltu. Ot, człowiek.

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy