Ciemność… Widzę ciemność…

/ 2 komentarzy
Zdjęcia i foto: Ciemność… Widzę ciemność… NGO lokalne sochaczew

Dziwnym i dość szczególnym doświadczeniem jest prowadzić zespół perkusyjny (albo jakikolwiek inny) w Sochaczewie. Doświadczeniem z jednej strony budującym – ponieważ czas pokazał, że ludzi utalentowanych i pełnych energii jest dużo, z drugiej – frustrującym, co nie dotyczy raczej dziedziny, na której się skupiliśmy, tylko samej specyfiki pracy społecznej w małym mieście na Mazowszu. Każdy, kto tego doświadczył, z szacunkiem patrzy na tych, którzy zajmują się taką „pracą społeczną”. Mrówczą. U podstaw. Ponieważ jednak gramy na bębnach, to z tej perspektywy spróbuję coś o takiej pracy powiedzieć.

Mimo że coraz bardziej popularny jest nurt sambowy, to generalnie grupy perkusyjne w Polsce są raczej rzadkością – często postrzegane jako hałaśliwe, dziwaczne grupy ludzi „walących” w bębny. Mile widziane na imprezach plenerowych, gdzie można „pohałasować”, by ściągnąć ludzi, a jeśli przy okazji pojawi się tam roznegliżowana tancerka, to może być tylko lepiej.

Nie warto się rozwodzić nad tym obrazkiem ani nad tym, co w nim jest nie tak. Można by powiedzieć, że tak jak ze wszystkim, również z graniem na bębnach, jest tak, że aby osiągnąć efekty, potrzeba pracy i wysiłku oraz niekończących się poświęceń. Można by powiedzieć dużo innych rzeczy również… ale można też zerknąć do sąsiadów zza zachodniej granicy, by zobaczyć, jak to może wyglądać.

Jak to się robi
W Europie Zachodniej zainteresowanie brazylijską muzyką perkusyjną, tak jak i afrykańską, z naszej perspektywy jest niezwykłe – grup jest bardzo dużo, czy to tematycznych, skupionych na konkretnym stylu, jak batucada z Rio de Janerio, lub tradycji związanej z konkretnym miejscem - np. odtwarzanie stylu z regionu Bahia w Brazylii, ale sporo jest też takich, które poszukują, łączą tradycje, szukają własnej drogi albo granie traktują jako sposób na spędzanie wolnego czasu.
Liczby pokazują, jak wygląda rzeczywistość – grup perkusyjnych w Polsce, nie tylko sambowych, przy bardzo optymistycznych założeniach jest najwyżej kilkanaście. Dobrych, profesjonalnych zespołów – kilka. Tymczasem w Holandii jest ich koło setki. W Wielkiej Brytanii przynajmniej dwieście. Grup niemieckich nie sposób policzyć – w samym Belinie jest 150 – od niewielkich bloco (kilkuosobowa grupa perkusyjna) po szkoły samby liczące koło setki muzyków i tancerzy.
W tej konkretnej dziedzinie potentatem na naszym kontynencie jest Francja – nie ze względu na ilość grup (nikt właściwie dokładnie nie policzył, gdzie jest ich najwięcej: we Francji czy w Niemczech), ale ze względu na profesjonalizm – na terenie całego kraju rozsiane są grupy perkusyjne, taneczne, afro bloco oraz najważniejsze: Szkoły Samby.

Skąd bierze się tak wielka różnica między Polską a Europą Zachodnią? Czy to kwestia predyspozycji i zainteresowań? Może w Polsce samba nie może się przyjąć, bo mamy inną naturę i inne potrzeby? Zapewne przynajmniej częściowo tak jest, ale może jest też inna odpowiedź – bardziej złożona, ale prawdziwsza.

Nieufność
Tradycyjnie w Polsce zakłada się, że rzeczywistość nie jest taka, jak wygląda, że dzieją się dziwne rzeczy, o których nie wiemy, ludzie mają ukryte (czytaj: złe) intencje, a najpewniej chcą się dorobić kosztem innych. Nawet jeśli czasem okazuje się to prawdą, ten sposób myślenia torpeduje skutecznie większość indywidualnych pomysłów. Brak nam po prostu entuzjazmu i boimy się rzeczy nowych.

Bariera pokoleniowa
W Niemczech czy w Wielkiej Brytanii jest zupełnie normalnym fakt, że grają razem ludzie po pięćdziesiątce z nastolatkami. Nikt nie ma poczucia „obciachu”, ludzie nie czują się na coś za starzy lub do czegoś niezdolni. Dodatkowo czy ktoś gra (tańczy, śpiewa, recytuje) lepiej czy gorzej, nie zależy od wieku. W Polsce różnica pokoleń jest barierą niemal nie do przeskoczenia, przede wszystkim z powodu podejścia osób starszych – szczęśliwie młodsze pokolenia bardziej zbliżają się do średniej europejskiej.

Ignorancja
Cecha, którą pieścimy i celebrujemy. Jesteśmy z niej dumni, bo przecież „nie zawracamy sobie głowy głupotami”, jesteśmy bardzo zajęci bardzo ważnymi sprawami, nie mamy czasu uczyć się rzeczy nowych (patrz: Nieufność) Każdy, kto grał kiedykolwiek w zespole perkusyjnym, słyszał nie raz, że może „powalić”, „popukać” czy „potłuc” w te „bębenki”, „garnki”, „tamburyny”. Na pewno ludzie zajmujący się tańcem, filmem, poezją czy czymkolwiek co kochają, mają swój zestaw zasłyszanych ulubionych słówek charakterystycznych dla ich dziedziny. Jak dokuczliwa jest ignorancja, wie każdy, kto latami pracował nad tym, żeby zrobić coś dobrze.

Święty Spokój
Nasza główna i najważniejsza potrzeba. Potrzeba stałości, potrzeba niezmienności, potrzeba „normalności”, dokładnie takiej jaką znamy, jakiej chcemy my. Mamy talent w narzucaniu innym naszej wersji „świętego spokoju”, jedynie słusznego. W jego obronie gotowi jesteśmy krzyczeć, grozić, karać, słać skargi, zrzeszać się (w Krakowie istnieje stowarzyszenie na rzecz ciszy!!!), pikietować i blokować, burzyć cudzy święty spokój, aby ten nasz, najważniejszy, został zachowany. A granie na bębnach jest esencją burzenia świętego spokoju.

Nie jesteśmy jacyś szczególni – ani wyjątkowo dobrzy, ani wyjątkowo źli i jesteśmy szczególni, bo jest wiele chlubnych przykładów inicjatyw, które się powiodły, również w Sochaczewie, ale nawet te najlepiej funkcjonujące na co dzień borykają z problemami opisanymi powyżej (pewnie można by coś jeszcze dodać).
To jest specyficzna pespektywa, ale oparta na doświadczeniu. Jest też zestaw mitów na temat Sochaczewa i wszelkich działań na jego terenie. Oto kilka z nich:

Samo się zrobi
Do wszystkiego trzeba ludzi znających się na rzeczy. Kompetencje to nie papierki czy tytuły. To konkretne osiągnięcia i konkretne umiejętności, czyli rzeczy, które łatwo zweryfikować. Ekspert w danej dziedzinie wie o niej dużo. Jej pasjonat – więcej.

Wszędzie się zrobi
Tak, talenty w Sochaczewie wyrastają na kamieniu. I na nim uschną, jeśli nie znajdą dla siebie miejsca i rzeczy potrzebnych do rozwoju. Często wystarczy tylko miejsce. Jeśli w mieście nie ma miejsca dla talentów, miasto na nie nie zasługuje.

Za darmo się zrobi
Ludzie kierujący się pasją są znacznie skuteczniejsi i z pewnością tańsi, bo gotowi do ciężkiej pracy i poświęceń. Ale wymagają wsparcia, również finansowego. I nie chodzi tu zazwyczaj o rozdawanie pieniędzy, ale o uwolnienie od obciążeń (patrz: wszędzie się zrobi). Sport i kultura z samego założenia nie generują zysków (niestety). I nie chodzi o to, by zarabiać, tylko o to, by nie płacić za to, co robi się dla innych.

Nikt nic nie robi
Oczywista nieprawda. Wystarczy troszkę uważniej się przyjrzeć, by zobaczyć, że Sochaczew pełny jest inicjatyw, zwłaszcza oddolnych. To, że często ich nie dostrzegamy, wynika z rzeczy wyżej wymienionych. I z naszego braku zainteresowania.

Sochaczew to miasto specyficzne
Zapewne to zwyczajne, szaro-bure mazowieckie miasteczko bez właściwości. Sypialnia Warszawy. Ale dla tych, którzy tu są i działają z pewnością wyjątkowe. A są tacy, którzy nie zdejmują różowych okularów – którzy patrząc na stertę kamieni nad Bzurą widzą zamek, którzy mijając błotniste kałuże na orkanie widzą stadion, czy jak ja zerkają na pustostan i widzą niezależny dom kultury. Może jest to objaw braku kontaktu z rzeczywistością. Ale jeśli prawdą jest, że Sochaczew to miasto nijakie lub co gorsza jest „specyficzne”, bo nie ma sensu cokolwiek w nim robić, to może z taką rzeczywistością lepiej nie mieć kontaktu. A jeśli ktoś będzie mógł Sochaczew zmienić, to ludzie z pasją. Choćby grając na bębnach.

Jan Wierzchowski

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (2)

popopopo
0
Bardzo trafnie i syntetycznie opisałeś Janek wiele zagadnień związanych ze społeczną działalnością w naszym mieście. Nie sposób się z tymi tezami nie zgodzić. Nie pozostaje nic innego, jak wierzyć, że dzięki beziteresownemu zaangażowaniu i pasji (przy zachowaniu profesjonalnego podejścia)będzie nam wszystkim jedak z czasem udawało się coś tu zmienić na lepsze. (2012-02-28 16:27)
figafiga
0
Ten tekst to wołanie o pomoc. To prośba o miejsce, o kąt. Pewnie Cię Janku nie pocieszy fakt, że Was podziwiam i znam wiele osób, które dzielą ze mną ten podziw. Jestem wzburzona, że dotąd nie udało się Wam pomóc i boję się, że w końcu się poddacie, że odejdziecie z Sochaczewa, albo, nie daj Boże, "uschniecie na kamieniu". Czy naprawdę nie ma w naszym mieście, powiecie, budynku, który można by Wam do prób, nauki, do tworzenia kultury, użyczyć? (2012-02-29 13:24)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy