Dzień (drugiej) Matki w czasach disco-polo, grilla i spektrum autyzmu

/ 4 komentarzy
Zdjęcia i foto: Dzień (drugiej) Matki w czasach disco-polo, grilla i spektrum autyzmu  Spotkania, jubileusze sochaczew

Wakacje. Żar leje się z nieba. Powietrze jest tak gęste, jak z każdym naszym krokiem gęstnieje atmosfera. Widzę, że Cię to drażni, budzi jakiś dziwny niepokój, którego ja nie potrafię nazwać. Pytam czy wszystko w porządku – milczysz. Nie drąże, po prostu idę, daje Ci wszystko poukładać w głowie, chociaż niosę na plecach ciężką świadomość, że zaraz przyjdzie zmierzyć mi się z najtrudniejszym egzaminem jaki przyszło mi kiedykolwiek zdawać. Egzaminem społecznym.

Mijamy wyblakły napis „FRYZJER”, wchodzimy na górę, Ty – spokojnie, ja – z coraz większym przerażeniem. Czuję zapach farby pomieszany z wilgocią, słyszę dźwięk suszarki, widzę design salonów z lat 90., myślę o ucieczce. To nie nasz salon, zazwyczaj tu nie przychodzimy, ale wakacje, ale urlop, ale gorąco, ale blisko, ale z polecenia... Nie spieram się. Oprócz nas w środku jest jeszcze jedna klientka. Już na wstępie czuję się stłamszona. Siadasz na poprzecieranej sofie i patrzysz na mnie tymi wielkimi, błękitnymi gałami jak na największego wroga, który nie dość, że zaburzył Twój schemat to na dodatek przyprowadził w świat miliona bodźców, miliona maleńkich rozpraszaczy, którego tak bardzo się boisz. Czekamy na swoją kolej. Widzę, że się niecierpliwisz, przebierasz nogami, kręcisz, tak – to telefon nas uratuje, wejdziesz w świat gry, zapomnisz, że jesteśmy w tym kiepskim salonie, zapomnisz o tych wszystkich bodźcach, rozluźnisz i będzie cacy, tak cacy jak to z każdym dzieckiem... Próbując się oszukać, mylę się kolejny raz z rzędu. 

Jest nawet spoko, dopóki nie słyszę zgrzytliwego „ZAPRASZAM”. Wtedy zaczyna się rollercoaster najdziwniejszych uczuć. Krzyk i płacz to jest wierzchołek góry problemowej, zaraz zacznie się rzut nożyczkami, później pędzlem, a na koniec podziękowanie za usługę w modern-wersji: „fuck you”. Właśnie wysłuchuje komentarzy fryzjerki o niewychowaniu, o rozpieszczeniu, o psiej dupie. Budzi się we mnie niezgoda na to wszystko, bunt małego dziecka, które jest tak bezsilne, że aż tupie nóżkami i trzęsie się ze złości: co ona może o mnie wiedzieć, jakim prawem mnie, jakim prawem nas ocenia? Milczę. Milczę do czasu aż pojawia się komentarz kolejnej, głupio-mądrej: „Pierwszy raz u fryzjera widzę tak niegrzeczne dziecko”. Coś we mnie pęka, już nie mogę, bo zaraz eksploduję, najchętniej wbiłabym jej te nożyczki w rękę i syczę: „Brat ma autyzm”. Nagle robi się tak cicho jak po największej burzy. Zapada kurtyna wstydu. Pani Zuzanno, trzy z dwoma minusami. 

Wiem, że po tym wszystkim potrzebujesz żebym Cię przytuliła najmocniej jak potrafię, zapewniła, że już tu nie zabiorę, odgoniła myśli o tym, co właśnie się stało. Ale nie mogę. Przecież przed wyjściem rozmawialiśmy o tym nie raz, nie dwa, milion, dwa miliony razy... Prosiłam, powtarzałam, wbijałam do znudzenia jak motto na ten dzień żebyś był grzeczny. Tym razem nie zadziałało. Nie zmieściło się w schemacie. Wracamy do „bezpiecznej” przystani– Twojego domu. Po drodze wchodzimy do marketu. Market jak market. Zakupy jak zakupy. Nic gorszego niż dzisiejsza drama już nas nie spotka. I kolejny raz dostaje siarczysty policzek od losu, za to, że mogłam tak pomyśleć. Obsługuje nas Pani, na moje oko, zaniedbana czterdziestka, no, może pięćdziesiątka w tłustych włosach. Chcę jak najszybciej zapłacić, spakować się, wziąć Cię za rękę i wyjść. Wiem, że stoję na bombie. 3...2...1... spóźniłam się. Słyszę komentarz: „Masz starą buzię... ile masz lat?”

Tak czy inaczej: miała starą buzię.

Cudzysłów okalający bezpieczną nie stanął tu przypadkiem. Przez cały powrót modlę się jedynie o to, żeby na podwórku nie było dzieci. Zniosę kosiarki, wiertarki, śmieciarki i inne arki, panią ze starą buzią, sfrustrowaną fryzjerkę, ale proszę, proszę tylko nie dzieci... Widzę. Jeżdżą rowerami, bawią się lalkami na rozłożonych kocach, śmieją i krzyczą. A Ty się boisz. Boisz, że kolejny raz Cię skrzywdzą. Kolejny raz wyśmieją...

Mówi po angielsku – głupek. Tylko huśta się na huśtawce – głupek. Nie rozmawia z nami – głupek. GŁUPEKGŁUPEKGŁUPEK. Może powinnam być bezstronną, poprawną politycznie i bezpłciową telewizyjnie uśmiechniętą jak głupi do sera panią, ale nie dbam o to. Obrzydzenie mnie bierze na bezmózgich rodziców wychowujących mini-kopie ich samych. Wiem, że nie powiesz jak bardzo jest Ci przykro, ale widzę jak napręża się każdy mięsień Twojego ciała kiedy przechodzimy obok. Sąsiad-kosmita. Sąsiad-głupek. Sąsiad-autystyk. Kiedyś na zajęciach usłyszałam, że najgorsze jest to, że autyzmu nie widać. Być może. Jak dla mnie najgorsi są ludzie.

Tym co za chwilę mnie czeka jestem przerażona jeszcze bardziej. Kiedy dzieci korzystają z wakacji w najlepsze, my musimy usiąść do lekcji pisania. Tak zapobiegawczo, żebyś nie zapomniał. Najpierw toczę wojnę o przyjście do biurka, później o każdą literę... Jak wytłumaczyć Ci, że kot to rzeczownik, a pije to czasownik skoro samo słowo czasownik to rzeczownik? I te ciągłe przerywniki – pić, jeść, spać, siku, czydługojeszcze. Właśnie wtedy uświadamiam sobie, że te wszystkie moje przemądrości, te przeczytane książki, te napisane prace i artykuły, te cytaty z wierszy, które znam na pamięć to wszystko mogę sobie wsadzić głęboko w kieszeń, bo nie jestem w stanie Ci pomóc. Kiedy już przełknęłam dumę, że nie interesuje Cię Tuwim dla dzieci, a dopasowywanie angielskich słów do polskiej fleksji nie jest czymś dziwnym, zrozumiałam, że najlepsze co zrobię będzie nauczyć siebie jak uczyć Ciebie. Chłonę jak gąbka podstawy programowe, metody, lektury żeby było nam łatwiej, a przy wyciskaniu tego co wiem i łączeniu z praktyką bardzo się gubię. Szanuję zawód nauczyciela tak bardzo, że trudno byłoby mi nim być. A zawód nauczyciela życia jest jeszcze trudniejszy...

Siadasz obok mnie, kładziesz głowę i pytasz z pewnością w głosie: „Jesteś moim drugim rodzicem, prawda?”. Uśmiecham się i milczę.

***

Ten tekst powstał jako wyraz niezgody i wstydu na i za nieludzkość ludzi, a także jako wyraz buntu na artykuły o niczym. Ten tekst jest laurką na Dzień Matki dla wszystkich pierwszych, drugich i trzecich matek, które codziennie stają twarzą w twarz z każdą niepełnosprawnością dziecka. Ten tekst jest ku pokrzepieniu serc dla wszystkich matek-wariatek-bohaterek, królowych-matek, które na co dzień walczą o swoje dzieci. Ten tekst jest koroną dla mojej Mamy.



 



3.9
Oceń
(7 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (4)

MieciaMiecia
0
Bardzo prawdziwy i wzruszający tekst. Chylę czoła wszystkim matkom, tym drugim i trzecim, za ich miłość, siłę i wiarę. Niestety, ale ludzie nie dostrzegają, lub też nie chcą dostrzec drugiego człowieka. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu... zbyt łatwo przychodzi nam ocenianie innych ludzi... (2019-05-20 16:55)
zdzichuzdzichu
0
dziękuję (2019-05-20 20:53)
MaciekMaciek
+1
ludzie z natury są właśnie "nieludzcy" nie ma co się usprawiedliwiać i tłumaczyć idiotom, bo na to nie zasługują. A następnym razem poślijcie z bratem kilka fakersów gówniakom z podwórka. (2019-05-20 23:20)
oipoip
0
Dziękuję za piękny i wzruszający tekst. To szczera prawda, bolesna tak głeboko, że nie można jej wyrazić słowami !!!!!!! W większości społeczności sochaczewskiej wiedza na temat autyzmu jest zerowa. Współczuję rodzicom tych dzieci, bo wiem jak bardzo im ciężko kiedy takie epitety słyszą na każdym kroku!!!!!! KAŻDA MATKA KOCHA SWOJE DZIECKO NAJBARDZIEJ NA ŚWIECIE!!!! KAŻDE DZIECKO JEST JEJ SKARBEM DLA KTÓREGO GOTOWA POŚWIĘCIĆ WSZYSTKO. Każdej mamie takiego dziecka przyznałbym wszystkie możliwe nagrody .!!!!!! Wiem, że całe ich życie ulega zmianie kiedy na świat przychodzi dziecko z taką dysfunkcją. Podziwiam Je za to co robią aby ulżyć i polepszyć funkcjonowanie swojemu dziecku w społeczności szkoły. Nie wiem skąd biorą siły aby mimo przeciwności podejmować codzienną walkę o lepsze jutro dla swoich sSkarbów.....Są Aniołami, których Bóg zsyła aby pokazać nam jak wielka jest MIŁOŚĆ....... (2019-05-21 19:08)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy