Grajmy. Po prostu.

/ 1 komentarzy

Trochę mam zastój na blogu. Wiem, ale ostatnia historia na nim opisana trochę mną wstrząsnęła i musiałam odreagować. Poza tym, nowy laptop z tajemniczym oprogramowaniem WINDOWS 10 był dla mnie zagadką, którą to zagadką pozostaje niestety nadal. Ok. Zrzuciłam milczenie na technologię więc mając względnie czyste sumienie mogę podjąć zupełnie nowy temat.

Tym razem będzie o graniu.

Ostatnio w internecie wpadła mi w oko petycja pewnego społecznego ruchu #GRAJMY W SZKOLE.

Petycja jak petycja, wszak ostatnimi czasy takowych jest bardzo dużo. Można się wręcz zgubić w ich gąszczu. Nowe akcje społeczne wyrastają jak grzyby po deszczu (no bo nie drzewa przecież), co ma ukazać niezadowolenie Narodu z różnych, czasem jakże zaskakujących pomysłów władzy.

Ta petycja jest jednak wezwaniem do nowej inicjatywy.  Podpisałam ją bardzo chętnie, bo temat jest mi szczególnie bliski. O co chodzi? W skrócie: Pomysłodawcy napisali do Pani Minister apel o to, aby w szkole każdego typu zagwarantować środki na prowadzenie zespołów muzycznych. Dalej wyjaśniają, jak ważną rolę w rozwoju młodego człowieka odgrywa gra na instrumentach, śpiew, taniec czy po prostu słuchanie muzyki, oczywiście odpowiednio dobranej i zaaranżowanej do wieku uczniów. Panią Minister ma przekonać to, że w większości systemów edukacyjnych na świecie, takie zespoły funkcjonują i mają się dobrze, a państwa wspierają dzieci, młodzież i nauczycieli w tym zakresie. Dalej w petycji czytamy:  „Powinno to dotyczyć także polskich dzieci i młodzieży. Badania naukowe dowodzą, że gra na instrumentach muzycznych oraz śpiew zwiększają zarówno kompetencje lingwistyczne, matematyczne, jak i ogólne zdolności edukacyjne. Wspólne muzykowanie wzmacnia też kompetencje społeczne, interpersonalne i osobiste oraz wspomaga wychodzenie z sytuacji wykluczenia i patologii. Przede wszystkim zaś daje radość i satysfakcję, będąc niezwykle ważną formą ekspresji dla wielu młodych ludzi. Szanowna Pani Minister, poziom edukacji artystycznej i kulturalnej w polskich szkołach od dawna znacząco odbiega od poziomu europejskiego i dlatego wymaga zmian. Obecna reforma systemu edukacji może być po temu okazją.”

No i niby te słowa mają przekonać Minister Zalewską czy kogo tam, kto za to wszystko odpowiada, że muzykowanie jest ważne.

Szczerze? Byłabym naprawdę w ciężkim szoku, gdyby ta akcja przyniosła jakikolwiek skutek. Od bardzo dawna kultura i sztuka jest zepchnięta w szkole na trzeci jak nie czwarty plan. Aby mieć czyste sumienie szkoły co jakiś czas zapraszają teatrzyki,  czasem niestety wątpliwej jakości, organizują mini koncerty, coś tam śpiewają z dziećmi a na akademiach to nawet sporo.  I już. Odhaczone. Dziś nauczyciele kupują zestawy śpiewników na cały rok, publikacja taka ma zawsze dołączoną płytę CD z piosenkami i podkładami. Dajemy numer dziecku i dziecko ma się nauczyć. W domu. Samo. Ku ogólnej frustracji rodziców, którzy z reguły nie są w stanie pociesze pomóc. W bardzo wielu szkołach nie ma nikogo, kto by umiał grać na jakimś instrumencie. Nie mówiąc o tym, żeby posiadał umiejętność dostosowywania tonacji do danego ucznia, czy aranżacji na jakiekolwiek instrumenty. Czasem się zdarza, że mamy w szkole uczniów szkół muzycznych i nijak nie umiemy ich wciągnąć we wspólny projekt, bo grają na problemowych instrumentach. Mamy, dajmy na to: puzon, waltornię i wiolonczelę i nie wiemy co z tym zrobić. A to są skarby. Bo po pierwsze, te dzieciaki znają nuty, po drugie, z pewnością pograli by coś ciekawszego niż Bach, po trzecie, można pograć z kimś innym niż własna orkiestra w Muzycznej. Ale nie ma nikogo, kto by się tym zespołem zajął. Nikogo, kto by to zorganizował, rozpisał, zaaranżował, zagrał, zachęcił i jeszcze poprowadził. Na to potrzebne szkole środki i o to walczą organizatorzy akcji. Wspaniale. Szkole, jak dostanie te pieniądze,  będzie  i tak wszystko jedno, bo będzie się to działo po godzinach, a ile pożytku….?!

Ale tu powstaje kolejny problem. Rodzice.

Sytuacja nr jeden:

Za chwilę ma się zacząć koncert w Sali Kameralnej. W grupie plastycznej właśnie skończyły się zajęcia i z góry schodzą dzieci z rodzicami. Mijają salę. Dziewczynka do mamy: O, mamo, koncert, chodźmy…. Odpowiada matka: Ja Ci dam koncert. Szoruj do domu. Nie mam czasu. Biegiem.

Sytuacja nr dwa:

Dzwonię do matki, żeby się dowiedzieć dlaczego dziecko od miesiąca nie przychodzi na zajęcia, bo nie wiem co robić. Nie wiem, czy będę mogła na to dziecko liczyć, czy dawać jej jakąś „solówkę” itp. Odpowiedź matki: Proszę Pani. Ona ma bardzo słabe oceny. A stać ją na więcej. Umawiałyśmy się, że może chodzić na śpiew, ale ma się uczyć. Ona ma trójki i czwórki a powinna mieć piątki, bo jest zdolna. Ja wiem, że ona lubi śpiewać i mogłaby robić to bez przerwy, ale tak nie może być. Nie poprawi ocen, nie będzie przychodzić. Proste….

Sytuacja nr trzy:

Gra u nas swój recital Justyna Panfilewicz. Dopiero co otrzymała nagrodę im. Anny Jantar w Opolu za najlepszy debiut. Występuje w telewizji, nagrywa, wygrywa konkurs za konkursem na interpretację piosenek Marka Grechuty, Jacka Kaczmarskiego, Agnieszki Osieckiej. Sama pisze wspaniałe piosenki. Koncert ma być kameralny. Tylko ona i pianista. Piosenki z przesłaniem, tekstem, wrażliwe, zinterpretowane tak, że człowiek ma dreszcze. Jakby siedział w środku piosenki. Na Sali….. 10 osób. I to z pracownikami TOKu.

Sytuacja nr cztery:

Do konkursu Kolęd i Pastorałek zgłasza się 120 chętnych. Powołuję komisję, która ma przesłuchać wszystkich nagrań i zakwalifikować około 60 wykonawców. Zrozumiałe w takim razie, że około 60 musi odpaść. Nie dlatego, że są gorsi albo zupełne muzyczne dno, ale dlatego, że inni są lepsi. Przewodniczę tej komisji. Nie znam ludzi, nawet nie sprawdzamy skąd są. Słuchamy i na podstawie tego co słyszymy kwalifikujemy albo nie. O rezultacie przesłuchań zostają powiadomieni tylko Ci, którzy przeszli do następnego etapu, co jest zapisane w regulaminie. Po tygodniu dostaję maila od opiekunki dwójki dzieci niezakwalifikowanych do konkursu: „To najgorszy i niesprawiedliwy konkurs jaki poznaliśmy. Wszystko było po znajomości, nawet nie postarała się pani o odpowiedź i przeprosiny (sic!), a tak niewiele potrzeba było, żeby sprawę zakończyć pozytywnie. Czy ma pani sumienie tak traktować uzdolnione talentem dzieci? Jak by się pani czuła gdyby tak potraktowali pani dziecko? Niech pani dalej organizuje te zakłamane konkursy tylko gdzie to sumienie???”

Na wszystkie sytuacje mam jedną odpowiedź: Jeden Wielki Znak Zapytania. O co tu, kurczę chodzi??????

Gdyby od „małego” uczyć dzieci muzykowania, wspólnego grania i śpiewania, szacunku do twórczości, gdyby im proponować wspólne koncerty, swoje albo innych, dzieci uczyłyby się nie tylko grać, śpiewać ale też słuchać. Uczestniczyć w akcie tworzenia ale też odbierać bardzo ulotną sferę, co kształtuje wrażliwość. A jak wiemy, bez wrażliwości ten świat umrze. Bo wrażliwość to istota człowieczeństwa. Tak mi się wydaje. Wtedy muzyka nie jest ściganiem się czy nagrodą a radością, a co za tym idzie wartością samą w sobie. Więc, choć nie wierzę w powodzenie akcji #GRAJMY W SZKOLE, bardzo jej kibicuję i będę wspierać całym sercem i portfelem jeśli będzie trzeba. Do czego i Was, drodzy czytelnicy zachęcam. A następne pokolenie dorosłych, w tym przyszłych rodziców, będzie już inaczej patrzyło na świat :) A my, którzy podają sztukę na tacy będziemy mieć zapełnione sale koncertowe, mnóstwo fajnych dzieciaków na zajęciach i rodziców, którzy nie pchają dzieci w wyścig szczurów.


 

5
Oceń
(1 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (1)

KIJSKIJS
0
Fajny artykuł. Szkoła może trochę pomoże ale wydaje mi się że jeśi rodzice nie mają tej wrażliwości to nie zarażą jej dziećmi, bo nie mają czym :(  (2017-03-16 19:11)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy