Hoffmanada w Chodakowie

/ 1 komentarzy
Zdjęcia i foto: Hoffmanada w Chodakowie Film, fotografia sochaczew

IV Sochaczewski Festiwal Filmów Polskich
Hoffmanada w Chodakowie
„Jestem reżyserem nastroju i emocji” – tak mówi o sobie Jerzy Hoffman, mistrz polskiej reżyserii. Z całą pewnością mogli się o tym przekonać uczestnicy IV już Sochaczewskiego Festiwalu Filmów Polskich - gimnazjaliści i uczniowie szkół ponadgimnazjalnych, gdyż to właśnie Jerzy Hoffman był tegorocznym gościem honorowym imprezy. Od 28 lutego do 2 marca uczniowie przypominali sobie najbardziej znane filmy reżysera, „Ogniem i mieczem”, „Starą baśń”, „Piękną nieznajomą” i „Znachora”. W ciągu trzech festiwalowych dni Miejski Ośrodek Kultury gościł również i inne wybitne postacie polskiego kina. Znanych, podziwianych i cenionych aktorów - Małgorzatę Foremniak, Macieja Kozłowskiego i Sylwestra Maciejewskiego którzy, jak sami mówią, mieli szczęście pracować z Jerzym Hoffman
Ten zawód pozwala intensywniej żyć liwości, że to właśnie spotkania , ponieważ artyści mówiła o tym, że głównie pozytywnego , , nie o tym, ile musimy się narobić, ale ile fajnych rzeczy dziś zrobimy. A tak aktorka tłumaczyła wybór zawodu: „Postanowiłam pójść do szkoły teatralnej, bo podobało mi się to, że jako aktorka będę mogła przeżywać tyle emocji, wcielać się w wiele postaci, poznawać wiele światów. Ten zawód pozwala mi intensywniej żyć, a popularność to jego dodatkowy element.”
Słowa gości brzmiały bardzo przekonująco, zwłaszcza, gdy opowiadali o początkach swej kariery, które nie były łatwe. Maciej Kozłowski debiutował w teatrze „Nowym” w Poznaniu, a jego pierwsza rola polegała na wypowiedzeniu tylko jednego zdania, zaś Małgorzata Foremniak, podczas pierwszego występu na deskach teatru mówiła tak cicho, że pani w drugim rzędzie nic nie słyszała.
Podczas rozmowy z aktorami nie zabrakło też pytań o pracę z Jerzym Hoffmanem. Zarówno Małgorzata Foremniak jak i Maciej Kozłowski nie szczędzili reżyserowi słów uznania. Jak mówili, to niezwykły człowiek, silny, z olbrzymią wyobraźnią. „On potrzebuje prawdziwych emocji, „uruchamia” aktora, potrafi go otworzyć, a to bardzo ważne, ponieważ wtedy taka osoba daje z siebie na planie więcej” – mówiła Małgorzata Foremniak. Maciej Kozłowski twierdził z kolei że jest szczęściarzem, dlatego że kilka razy miał okazję pracować z Jerzym Hoffmanem i brać udział w jednym z największych przedsięwzięć polskiej kinematografii -„Ogniem i mieczem”. „Wątpię, by w Polsce powstał jeszcze kiedyś taki film, gdzie na planie byłoby 250 koni z jeźdźcami i ok. 2 tys. statystów” – mówił aktor.
Marzenia Hoffmana
O tym, że ekranizacja trylogii nie była łatwym zadaniem mówił uczestnikom festiwalu sam Jerzy Hoffman, który gościł w MOK-u 1 marca. „Najpierw zrobiłem „Pana Wołodyjowskiego”, potem „Potop”, na „Ogniem i mieczem” trzeba było długo czekać, najpierw ze względu na cenzurę, a potem ze względów finansowych”. Od roku reżyser pracuje nad filmem dokumentalnym „Ukraina – narodziny narodu”, który będzie obrazem Ukrainy od chrztu aż po dzień dzisiejszy. Jerzy Hoffman zdradził, że ma kilka marzeń, których nie udało mu się jeszcze zrealizować. „Marzę, żeby zrobić „Moją Syberiadę” na podstawie własnych przeżyć dorastającego chłopca, pięknym tematem jest też „Beniowski”. Reżyser opowiedział także historię jak z filmu –nominację „Potopu” do Oscara, gdy do Polski przyjechał sam członek Akademii – Bronisław Taber, który zobaczył film i postanowił pomóc reżyserowi wysłać „Potop” na konkurs.
Jerzy Hoffman, podobnie jak Małgorzata Foremniak i Maciej Kozłowski, świetnie nawiązał kontakt z uczniami. Chętnie udzielał odpowiedzi na pytania, zachęcał do przedstawiania poglądów i uwag dotyczących swoich filmów. Przez całą rozmowę chodził po scenie, żywo gestykulował, żartował. Nie trudno było uwierzyć, że to człowiek pełen emocji. Z wielką radością po spotkaniu z młodzieżą oglądał też festiwalową wystawę, cierpliwie rozdawał autografy i fotografował się z uczniami.
Goście tegorocznego festiwalu udowodnili, że znane postacie polskiego kina, przynajmniej niektóre, wcale nie pozują na wielkie gwiazdy i nie brak im skromności. To ludzie tacy jak my.
Z niecierpliwością czekam na kolejny festiwal za rok, bo to doskonała okazja do nauczenia się czegoś od ludzi sukcesu, i udowodnienia sobie samym , że marzenia się spełniają.
Martyna Mikulska

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (1)

balbinabalbina
0
Hoffmanada - brzmi co najmniej tak źle jak degrengolada, chociaż sam pomysł na festiwal bardzo mi się podoba.

W przyszłym roku proszę zaprosić Kawalerowicza. Może wreszcie przy okazji mówienia o Quo Vadis wytłumaczy się z plastikowego bluszczu i winogron na szyjach niewolnic, bransolet z puszek po konserwie i psów Nerona ze schroniska na Paluchu. (2006-03-07 00:00)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy