I znów Wielka Wojna w Tułowicach - 22 czerwca

/ 3 komentarzy / 5 zdjęć
Zdjęcia i foto: I znów Wielka Wojna w Tułowicach - 22 czerwca Historia i tradycja sochaczew

Już po raz drugi 22 czerwca br. w Tułowicach spotkają się rekonstrutorzy z całej Europy, aby przypomnieć o toczonych nad Bzurą i Rawką bojach w 1914 i 1915 roku. To właśnie 31 maja 1915 roku w rejonie Suchej po raz pierwszy na froncie wschodnim i drugi raz pod Ypres, armia niemiecka użyła broni chemicznej i zatruła chlorem rosyjskich żołnierzy.

Od wielu staramy się przypominać o losie Polaków w I Wojnie Światowej, kiedy musieliśmy toczyć boje w mundurach armii zaborczych, często strzelając do siebie nawzajem. Na kilkudziesięciu okolicznych cmentarzach, na nagrobkach obok nazwisk niemieckich i rosyjskich odnajdujemy nazwiska polskie - świadectwa smutnego, polskiego losu.

Udział zapowiedzieli nasi przyjaciele z Litwy, Rosji, Białorusi, Czech, Słowacji i Niemiec. Impreza w Tułowicach to ostatnie przygotowania do przypadajacych w 2014 roku uroczystości setnej rocznicy wybuchu I Wojny Światowej, których główne uroczystości województwa mazowieckiego, mamy nadzieję, odbędą się w przyszłym roku w Tułowicach.


Tułowice, 22 czerwca 2013 roku

Widowisko historyczne o I Wojnie Światowej nad Dolną Bzurą i Rawką 1914 – 1915

 

Z Pawłem Rozdżestwieńskim, jednym z głównych organizatorów cyklu rekonstrukcji historycznych Bzura - Rawka, rozmawiamy o Wielkiej Wojnie na Ziemi Sochaczewskiej:

 

Monika Figut: Za kilka dni w Tułowicach zobaczymy po raz kolejny widowisko o I Wojnie Światowej. Powiedz, dlaczego organizujesz je co roku w maju albo w czerwcu?

Paweł Rozdżestwieński: Maj i lipiec 1915 roku to czas, kiedy front nad Dolną Bzurą i Rawką stał się miejscem, w którym jak na froncie zachodnim użyto do przełamania frontu napadów gazowych, przy użyciu strasznej broni chemicznej, jaką stanowią opary chloru. Na kilkunastokilometrowym odcinku frontu (12 km w linii prostej) od Tartaku Bolimowskiego aż po Białynin lub jak podają inni po Suchą, 36 niemiecki pułk saperów umieścił 12000 butli z 264 tonami sprzężonego chloru (pod Ypres użyto 150 ton chloru). Saperzy umieszczali butle na w okopach, wkopując je w ziemię i okrywając je workami z piaskiem. Butle były ustawiane pojedynczo lub łączone po kilka, a od zaworów odchodziła 3-metrowa rura zwana „kaczym dziobem”, z której wydobywał się po odkręceniu butli ciekły chlor zamieniający się w gaz. Niemcy musieli czekać na odpowiedni kierunek wiatru aż do końca maja 1915 roku.

Najnowsze ustalenia wskazują, że Rosjanie wiedzieli o Ypres i o nowej niemieckiej broni, jaką są ataki gazowe. Nie powiadomiono jednak żołnierzy o środkach zapobiegawczych, choć trzeba przyznać, że dowództwo VI Korpusu Syberyjskiego zamówiło nawet dla żołnierzy środki ochrony dróg oddechowych. Dotarły one niestety pod Bolimów dopiero 31 maja wieczorem, w kilkanaście godzin po pierwszym ataku gazowym. 30 maja 1915 roku ustabilizowała się korzystna cyrkulacja powietrza i następnego dnia (31 maja 1915) nad ranem, między godziną 2 a 3 (wg. innych źródeł ok. godz.4) wystrzelone ogniste flary z balonów dały sygnał do ataku i żołnierze niemieccy otworzyli zawory stalowych butli. Sunąca z wiatrem żółto-zielona chmura o wysokości ok. 6 metrów szybko dotarła na oddalone o 80 do 600 kroków pozycje Rosjan. Zupełnie zaskoczeni Rosjanie, nie wyposażeni w maski przeciwgazowe (wówczas nie mieli ich także Niemcy, a 36 pułk saperów posiadał aparaty tlenowe), nie wiedzieli jak się zachować w obliczu nieznanego sobie niebezpieczeństwa. Sądząc, że jest to zasłona dymna poprzedzająca atak na bagnety, chowali się do okopów. A tam stężenie gazu było największe.

„Mdły, słodkocierpki gaz tamował oddech w gardle, wywołując u ludzi duszenie się. W ustach zjawił się cierpki, metalowy smak, błony śluzowe dróg oddechowych uległy zapaleniu, wszystkie wewnętrzne organy trawienia męcząco paliły. Ci żołnierze, którzy więcej od innych wciągnęli do płuc śmiercionośnego gazu (...) wkrótce stracili przytomność i umierali. Twarze ich stawały się sine i puchły, zaś twarze innych sczerniały jakby zostały zwęglone. U innych z gardła, nosa i uszu trysnęła krew, z ust sączyła się krwawa piana. Równocześnie ciekły łzy (...) bolały oczy, pojawiały się mdłości i wymioty, a następnie bolesny kaszel i plucie krwią”.

Bardziej domyślni spośród żołnierzy przykładali sobie do twarzy zmoczone szmaty, niektórzy wdrapywali się na drzewa lub dachy domostw. Z życiem uszli tylko ci, którzy zdołali uciec zanim stracili przytomność, bądź kontrolę nad sobą. Byli to na ogół żołnierze z odwodów, gdzie stężenie gazu było o wiele mniejsze.

Gdy chmura chloru oddaliła się na pozycje rosyjskie rozpoczęło się niemieckie natarcie. „Żołnierze, którzy pozostali w okopach cierpiący i chorzy, pozbawieni sił, dźwignęli karabin, ale wszystkie części metalowe w karabinach zardzewiały”. Chlor niósł śmierć nie tylko żołnierzom: „Wszystko co żyło, a co trafiało w zasięg działania gazu, natychmiast ginęło. (...) Ziemia pokryła się czerwono-burą powłoką, żyto więdło, wydawało się jak spalone. Liście na drzewach skręcały się jakby pod wpływem silnego żaru i usychały. Ptaki siedzące na drzewach padały martwe”.

Po raz drugi użyto chloru nad Bzurą i Rawką w dniu 12 czerwca 1915 roku , na krótkim 4 km odcinku frontu od Kozłowa Biskupiego po Suchą. atak ten nie spowodował w szeregach rosyjskich tak znacznych strat jak poprzedni. Rankiem o godz. 3.30, po długotrwałym ostrzale artyleryjskim, rozpoczęto wypuszczanie gazu. Jednak z powodu nagłej zmiany kierunku wiatru po 5 minutach zakręcono zawory. W tym krótkim czasie zdążono opróżnić już co trzecią z 4,5 tys. butli. Tym razem w zasięgu gazu znalazł się również Sochaczew.

Dokładny opis ataku odnajdujemy we wspomnieniach Maksa Wilda, niemieckiego oficera wywiadu, któremu polecono dostarczyć pod Bolimów profesora Fritza Habera:

„Po zajęciu wygodnej pozycji do obserwacji ataku - wspomina Max Wild - zapytałem profesora, czy nie uważa, że atakowanie ludzi w ten sposób jest głęboko niehumanitarne? Na to profesor odpowiedział mi w poważnym, ale lekko pobłażliwym dla mnie tonie: - ma pan rację ze swego punktu widzenia. Ale w tej wojnie, którą toczy cały świat, skrupuły moralne nie liczą się. My nie możemy postępować inaczej, jeśli chcemy uratować naszych ludzi”.

Wypuszczenie gazu poprzedziło przygotowanie artyleryjskie. Następnie żołnierze rosyjscy po raz kolejny usłyszeli charakterystyczny syk wydobywającego się z butli gazu. Po przejściu chmury gazowej, na milczące pozycje rosyjskie ruszyła piechota niemiecka. Za żołnierzami podążył strzeżony przez Wilda prof. Haber.

„...To co zobaczyłem idąc - napisał Wild - to była suma grozy, która urągała ludzkiej fantazji. Ludzie zmagający się w śmiertelnej walce wlekli się na czworaka i jak w obłąkaniu rwali na ciele odzież. Jeden leżał wczepiwszy palce w ziemię, drugi obok z szeroko rozwartymi źrenicami. W oczach jego tkwiło przerażenie przez niepojętem. Świszczące, zatrute oddechy mówiły o niezmiernej męce konających. (...) W dalszej drodze widzieliśmy grozę śmierci gazowej w jeszcze straszliwszej postaci. Nigdzie tchnienia życia. Martwi oficerowie, martwi żołnierze leżeli skuleni jeden obok drugiego. W twarzach ich zastygła męka cierpienia. Śmierć zaskoczyła jednych czuwających, innych we śnie”.

Widok ten wywarł wstrząsające wrażenie na niemieckich żołnierzach, skłaniając ich do niesienia Rosjanom pomocy. Zbierali zatrutych z pola walki i odnosili na tyły.

„To nie było natarcie - wspomina Wild - ale współczucie i pomoc dla haniebnie potraktowanego przeciwnika, dla umęczonego człowieka. Te akty litości były jedyną rzeczą, która im w tym dniu nie pozwoliła zwątpić w ludzkość”.

Kto wie, czy przyczyną udzielania pomocy zagazowanym nie było to, że po obu stronach walczyło dużo Polaków? Może to oni słysząc krzyki rannych w języku polskim zaczęli spontanicznie wynosić zagazowanych poza rejon ataku gazowego?

Pod Borzymówką i Huminem 17 czerwca 1915 roku zatruciu chlorem uległo 150 żołnierzy rosyjskich z 12 pułku strzelców syberyjskich.

Ostatni atak nastąpił w nocy z 6 na 7 lipca 1915 roku na froncie o szerokości 12 kilometrów kończąc się tragicznie dla samych Niemców. Początkowo wiatr powodował przesuwanie chmury chloru w stronę pozycji rosyjskich. Za chmurą posuwało się natarcie niemieckie, które zdobyło pierwszą linię rosyjskich okopów. Wtedy wiatr zmienił kierunek i zepchnął obłok gazowy na Niemców. Środki ochrony okazały się niewystarczające i około 1200 z nich zostało zatrutych gazem. Aby ukryć ten fakt przed własnym wojskiem, śmiertelnie zatrutych gazem pochowano bezpośrednio w okopach. Dopiero po przejściu frontu Niemcy wynajęli miejscową ludność do ekshumacji poległych. Przy okazji odzyskano to, co się jeszcze nadawało z oporządzenia żołnierskiego.

Monika: Z jakich powodów chcecie przypominać te straszne wydarzenia?

Zawsze interesowała nas humanitarna strona Wielkiej Wojny i tej niesamowitej hekatomby, która rzuciła naprzeciw sobie miliony ludzi. Tragedia okopów, wojny pozycyjnej, ataków artyleryjskich i gazowych, rewolucji komunistycznych, była wielkim preludium do nieszczęśliwego XX wieku. Fritz Haber – niemiecki profesor chemii stworzył wzór chemiczny opisujący, jaka ilość gazu powietrzu potrafi zabić człowieka, co skutecznie wypróbowywano na żołnierzach na wszystkich frontach I wojny, a w II wojnie do eksterminacji setek tysięcy ludzi. Do dziś zadajemy sobie pytanie jak to możliwe, że spokojna, kulturalna Europa stoczyła się w odmęty wojny, która w swoim ludzkim wymiarze przypominała najgorsze i najprymitywniejsze walki sprzed stuleci, przy użyciu łopatek, bagnetów ale i maczug owiniętych drutem kolczastym. Jak to możliwe, że w Europie pogodnych władców uruchomiono tak wielką machinę śmierci, która w 4 lata zmiotła wszelkie granice i idee belle epoque?

Tak to wyglądało w wymiarze globalnym, ale tak naprawdę straszne też było to, co wojna zrobiła z Ziemią Sochaczewską. Po walkach pozostały zniszczone wsie (niektóre z nich już się nigdy nie odrodzą np. Borzymów, Dołowatka), wypalone miasteczko Bolimów, poważnie zrujnowane Skierniewice, zniszczony w 90% Sochaczew, wyjałowiona atakami gazowymi ziemia, poorane okopami pola i leje po pociskach. Na miejscu pobojowisk powstały nowe wsie, a w nazwach niektórych pozostały ślady pierwszo wojennych walk, jak np.: w nazwie wsi „Okopy”. W Brochowie artyleryjski ogień podpalił zabudowania, kościół i dwór. Z kościoła, w którym ochrzczono Fryderyka Chopina 105 lat wcześniej pozostały właściwie tylko mury. Nie lepszy los spotkał kościoły w Giżycach, Iłowie, Mistrzewicach, Kamionie nad Wisłą, Kozłowie Biskupim i Pawłowicach. Szczególny los spotkał kościół w Kozłowie Biskupim, który niszczony był dwukrotnie, w 1914 i 1915 roku. W Rybnie Niemcy w dniu 15 lutego 1915 roku skradli kościelne dzwony. Wojna nie oszczędziła dworu w Witkowicach i zespołów pałacowych w Kożuszkach i Kuznocinie. Z Woli Szydłowieckiej pozostała właściwie tylko nazwa, a wieś Borzymów i Dołowatka i Sucha przestały istnieć – dziś odnajdujemy po nich ślady w nazewnictwie nowych miejscowości: „Nowa Sucha” i „Borzymówka”.

 

Monika: Nie chcecie, byśmy o tym zapomnieli.

Paweł: Tak, chcemy ocalić pamięć o tych wydarzeniach, ale przede wszystkim o ludziach. W obu armiach walczyło wielu Polaków. Nie ominęła ich tragedia wszystkich Polaków, którzy w czasie I Wojny Światowej zmuszeni zostali do służby w szeregach zaborczych armii i bratobójczej walki. Przypomnę, że w zaborczych mundurach walczyło kilka milionów Polaków, najwięcej chyba w historii. Podczas wielomiesięcznych walk żołnierze obu stron walczących nad Bzurą i Rawką wychodząc z okopów po wodę krzyczeli po polsku, żeby do nich nie strzelać. Kronikarz tamtych czasów tak opisywał Boże Narodzenie w 1914 roku w okopach nad Bzurą i Rawką: "O Gwiazdka! (...) Bóg się rodzi! Przełamali się struclą białą polskie wojaki, wzięli się do śledzia, zakąsili razowym chlebem, potem podzielono pierniki i orzechy, dopiero potem Piotrek Sadzon, (...) zanucił wzruszony: - Bóg się rodzi... I o dziwo! Po chwili od okopów wrażych chór silnych głosów podchwycił słowa pieśni i oba okopy rozbrzmiewały pieśnią prastarą... - A słowo ciałem się stało  i mieszkało między nami!". Przechodząc obok pierwszowojennych cmentarzy nad Bzurą, często zapomnianych i zarośniętych niepamięcią, warto uświadomić sobie jak wielu żołnierzy w rosyjskich i niemieckich mundurach było Polakami, którym przyszło ginąć w I Wojnie Światowej za obcy język, kraj i interesy. A przypominać to należy, abyśmy wiedzieli i umieli cenić własną niepodległość, może nie do końca idealną i wymarzoną, ale dająca nam szansę na samostanowienie i wolność. A jest to bardzo dużo, bo wtedy Polacy nad Rawką i Bzurą ginęli podrywani do ataków rosyjskimi i niemieckimi komendami.

Nie wolno nam o tym nigdy zapomnieć.

 

Program

sobota, 22 czerwca 2013

Tułowice

V Rekonstrukcja Bzura – Rawka 1915

 

Od godz. 12.00 - zwiedzanie pozycji i otwarcie stoisk handlowych;

16.00 – próba generalna bitwy i nagrywanie scen do filmu

18.00 – promocja książki autorstwa Pawła Rozdżestwieńskiego i Jakuba Wojewody „Bzura Rawka 1914 – 1915. Wielka Wojna na terenie powiatu sochaczewskiego”

19.00 – widowisko historyczne

 

Edwarda Słoński

KIEDY ZGINĘ.

Kiedy zginę, może przyśnią się tobie

siwe oczy zabitego żołnierza,

może cień mój ujrzysz w lustrze przy sobie,

może głos mój poznasz w szepcie pacierza.

(…)

— Jezus Marya!—krzykniesz we łzach i trwodze—

Krew czerwona, krew czerwona, jak róże.

Boże mogił, Boże krzyżów przy drodze,

czemuś dał mu ginąć w obcym mundurze? —

Zarży koń mój, nogą w ziemię uderzy,

jęknie ziemia od Warszawy po Kraków,

wstaną z grobów cienie śpiących żołnierzy,

wielkie pułki niezrównanych junaków.

Wstaną z grobów gdzieś z nad Warty, z nad Bzury,

i głos rzucą: — Bóg się o nas zatrwożył

i na wszystkie te niepolskie mundury

polską ziemię, polską ziemię położył.

14 grudnia 1914 r.

 

Widowisko Bzura Rawka 1914-1915 w pigułce:

Liczba uczestników: 150 osób z Rosji, Białorusi, Ukrainy, Litwy, Czech, Niemiec i Polski.

Scenariusz i reżyseria: Sławomir Cisowski, Jakub Wojewoda

Pirotechnika: Rober Murawski – Thunder Toruń

Broń: Mariusz Komacki, SH „Na Posterunku”, Litwa, Czechy

Artyleria: Fundacja Wojskowości Polskiej

Budowa okopów i scenografii: MGRH II bat. 18 p.p., SH Gloria Victoria, GRH Marienberg, SRH Pionierzy 40 p.p., GRH Front Wschodni

Tłumacz: Ihar Melnikow

Zarządzanie polem bitwy: Sławomir Cisowski

Kwatermistrz: Jacek Haber

Muzyka: Paris Music

Organizatorzy: Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą, Fundacja Polonia Militris, Fundacja Wojskowości Polskiej, Ośrodek w Tułowicach

Produkcja filmu z widowiska: Wadera Studia, Fudex Film

Scenariusz filmu z widowiska: Sławomir Cisowski, Leszek Giziński

Produkcja: Paweł Rozdżestwieński, Jacek Haber, Maciej Brażuk

Wsparcie finansowe: Ministerstwo Obrony Narodowej, Powiat Sochaczewski, Gmina Brochów, Miasto Sochaczew, Chabrowy Dworek w Seroki Wieś

Wsparcie: Helio S.A., Ośrodek w Tułowicach, Maciej Brażuk, Kampinoski Park Narodowy, Gmina Brochów, Policja w Sochaczewie, OSP Brochów, MOSiR w Sochaczewie

Patronat medialny: e-Sochaczew.pl, dobroni.pl, „e-Sochaczew.pl extra”, „Polska Zbrojna”, „Ziemia Sochaczewska”.


 

Informacje dodatkowe




    0
    Oceń
    (0 głosów)

     

    Lokalizacja wydarzenia




    Zobacz kto wybiera się na tą imprezę:




    wybieram się tam!

    Opinie i komentarze użytkowników (3)

    jerzyk2205jerzyk2205
    0
    Gratuluję planów. Życzę, aby kolejne rekonstrukcje były równie udane jak pierwsza. Rewelacja! Pomysł z głównymi uroczystościami wojewódzkimi 100 rocznicy w Tułowicach zapowiada rozmach! Powodzenia! :)
    (2013-03-07 22:28)
    GuzikGuzik
    0
    A gdzie jest CZEREC ??????? (2013-03-12 19:45)
    gajgaj
    0
    Monika: Z jakich powodów chcecie przypominać te straszne wydarzenia?
    Zawsze interesowała nas humanitarna strona Wielkiej Wojny i tej niesamowitej hekatomby, która rzuciła naprzeciw sobie miliony ludzi. Tragedia okopów, wojny pozycyjnej, ataków artyleryjskich i gazowych, rewolucji komunistycznych, była wielkim preludium do nieszczęśliwego XX wieku. Fritz Haber – niemiecki profesor chemii stworzył wzór chemiczny opisujący, jaka ilość gazu powietrzu potrafi zabić człowieka, co skutecznie wypróbowywano na żołnierzach na wszystkich frontach I wojny, a w II wojnie do eksterminacji setek tysięcy ludzi. Do dziś zadajemy sobie pytanie jak to możliwe, że spokojna, kulturalna Europa stoczyła się w odmęty wojny, która w swoim ludzkim wymiarze przypominała najgorsze i najprymitywniejsze walki sprzed stuleci, przy użyciu łopatek, bagnetów ale i maczug owiniętych drutem kolczastym. Jak to możliwe, że w Europie pogodnych władców uruchomiono tak wielką machinę śmierci, która w 4 lata zmiotła wszelkie granice i idee belle epoque?
    Jestem ciekaw czy znacie odpowiedź na to pytanie. Jak człowiek człowiekowi mógł to uczynić? Ile złości i nienawiści musiało zebrać się w ludziach by chwycili za te maczugi? A może jak sprawnym trzeba być demagogiem by skłonić ludzi do tego by rzucili się na siebie?
    "Robimy to po to by ocalić własnych ludzi" - powiedział ten profesor.  Jakie to proste... Po drugiej stronie też byli ludzie. Dobrze że przypominacie historię. Człowiek uświadamia sobie kim może się stać w określonych warunkach. (2013-06-20 15:07)

    skomentuj ten artykuł

    e-Sochaczew.pl poleca filmy