Krzysztof Regulski – pasjonat zielarstwa

/ 5 zdjęć
+0

To była krótka piłka. Któregoś dnia idąc po ulicach Sochaczewa dotarła do niego myśl: kurczę, po co ja te zioła ściągam ze świata, przecież mogę otworzyć sklep w swoim mieście. W jednej sekundzie zapadła decyzja. Rzucił dotychczasową pracę i wypłynął na głęboką wodę. Dziś, po czterech latach, do Zielarni na Warszawskiej drzwi się prawie nie zamykają. Ludzie przychodzą nie tylko po zioła, naturalną żywność czy kosmetyki bez chemii. Przychodzą pogadać. Krzysztof dzieli się swoją dużą wiedzą o medycynie niekonwencjonalnej chętnie. Wie, że wspólnie z żoną – pielęgniarką - mogą pomóc innym na poziomie profilaktycznym. Mówi, że spłaca w ten sposób dług za to, że kiedyś ktoś zupełnie bezinteresownie pokazał mu światło, którego tak potrzebował.


Moment krytyczny miał miejsce podczas jednego z wesel, na którym grał wspólnie z kolegą – czasami tak sobie dorabiali. – Spojrzałem wokoło, wszyscy się świetnie bawili, a ja byłem łysy, gruby, zmęczony, miałem problemy z sercem. Miałem dość. Poszedłem do lekarza, wyniki badań wyszły źle. Miałem 40 lat i poważne kłopoty ze zdrowiem – opowiada. Prowadził wtedy życie zawodowego kierowcy i akwizytora jednocześnie.  Jak to jest, wiadomo, siedzący tryb życia, śmieciowe, szybkie jedzenie w podróży, zmęczenie, stres.

Już będąc pod opieką lekarską, zaczął czytać książki o zdrowiu i naturalnych sposobach dbałości o nie. To były coraz poważniejsze publikacje. Mając solidne podstawy teoretyczne, zdecydował się na tzw. dietę Kwaśniewskiego, czyli tłuste menu z wykluczeniem cukrów i ograniczeniem do minimum węglowodanów. – Do dziś na niej jestem, ale nie polecam jej nikomu, kto nie jest odpowiednio, wręcz fachowo przygotowany. Bo można sobie zaszkodzić – mówi.

Szybko i bardzo schudł. Po jakimś czasie skończyły się problemy z sercem, wyniki badań były w normie. Zanim to się jednak stało, wywrócił do góry nogami swoje myślenie o jedzeniu. – Ktoś kiedyś mi powiedział, nic, co widzisz w sklepie na półkach, nie nadaje się do jedzenia. I to prawda – i tu Krzysztof opowiada, jak „zniszczył” przydomowy trawnik i założył ogródek, który uprawia do dziś. Czuł się coraz lepiej i na tej drodze złapał kolejnego i chyba największego bakcyla – zielarstwo. Z wielką pasją przekazuje swoją wiedzę o mieszankach praktyka Sroki i wizjonera Klimuszki. Uważa je za najznakomitsze z ziół, leczące wiele zdrowotnych problemów.

Zgłębianie prozdrowotnej literatury zaprowadziło go też do medycyny chińskiej, z której wiele wyniósł. To w dużej mierze dzięki niej rozumie dziś, jak wielki wpływ na kondycję naszego ciała ma psychika. – Jeśli będziemy ciągle odczuwać niepokój, zdenerwowanie, nigdy nie zbijemy poziomu cholesterolu – przekonuje. Dlatego dziś do zdrowej diety dołączył między innymi ćwiczenia Qigong.

- Trzeba pozytywnie zbzikować, żeby dojść do zdrowia fizycznego i psychicznego – śmieje się. Ten bzik sprawił,  że dziś jest prawdziwym ekspertem w dziedzinie zielarstwa. Ukończył wiele specjalistycznych szkoleń, uzyskał uprawnienia, dające mu m. in. dostęp do najbardziej profesjonalnych, najlepszych hurtowni. W swoim sklepie ma 5000 artykułów z najwyższej półki. Wiele z nich sprowadził na życzenie klientów, którym nie zwykł odmawiać.

- Zielarnia stała się elementem porządkującym moje pasję i wiedzę w tej dziedzinie. Przy tym mam pracę, którą lubię, i stale się czegoś nowego uczę. A tym, co spełnia mnie najbardziej, jest chwila satysfakcji, gdy mogę pomóc lub zainspirować innych do nowego spojrzenia na swoje zdrowie.


tekst Monika Figut

foto Wiktor Wachowski

 

5
Oceń
(4 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy