Mamy plan satelitarny cmentarza

O cmentarzu, monitoringu i inwestycjach z ks. Kazimierzem Wojtczakiem, proboszczem parafii Narodzenia NMP w Trojanowie rozmawia Jolanta Śmielak-Sosnowska
- Księże proboszczu, staraniem parafii powstał ostatnio plan satelitarny cmentarza w Trojanowie. To pierwsze takie przedsięwzięcie na naszym terenie. Czemu ma ono służyć, w czym pomóc?
- Przede wszystkim stworzyliśmy dokładną ewidencję grobów. Każdy z nich został zmierzony, sfotografowany, nadano mu numer i następnie umieszczono na mapie w systemie komputerowym. Jeśli zgłasza się do nas osoba w sprawie pogrzebu, klikając na mapę możemy łatwo odszukać dany grób, a nawet obejrzeć jego fotografię w komputerze. Dzięki temu unikamy pomyłek w identyfikacji grobów i ich właścicieli, bo trzeba pamiętać, że właścicielem jest najbliższa rodzina. Ma to szczególne znaczenie w przypadku starych zaniedbanych mogił, którymi nikt się nie interesuje, bo np. najbliższa rodzina nie żyje, bądź wyprowadziła się z tego terenu.
- Dzięki tej ewidencji parafia może odzyskiwać tereny po takich zaniedbanych grobach.
- Nie jest żadną tajemnicą, że cmentarz parafialny w Trojanowie jest już w całości zapełniony, nie ma wolnych miejsc. Jeśli więc ktoś z parafian chciał sprawić pochówek na naszej nekropolii, musieliśmy odmawiać. Mówię tu o nowych miejscach, bo oczywiście, jeśli ktoś ma rodzinny grób, może w nim chować kolejnych zmarłych. Teraz, po wykonaniu planu satelitarnego, okazało się, że, zwłaszcza w starej części cmentarza, jest wiele grobów, którymi od lat nikt się nie zajmuje, nie mają nawet tabliczki. Takie mogiły, jeśli minęło co najmniej 20 lat, możemy wskazywać zgłaszającym się do nas osobom. Oczywiście staramy się zachować daleko idącą ostrożność i delikatność w tych sprawach, żeby nikogo nie skrzywdzić. Jednak zgodnie z ustawą o cmentarzach, według której działamy, 20 lat to okres, po którym można na miejscu istniejącego grobu pochować inną osobę. Muszę powiedzieć, że w wielu miastach bezwzględnie przestrzega się tej zasady i duże nekropolie komunalne, np. w Warszawie, jeśli grób jest ewidentnie zaniedbany, nieodwiedzany przez nikogo, natychmiast po upływie terminu sprzedają teren innej osobie. My staramy się podchodzić do tego po ludzku, choć, jak mówię, przepisy są tu jasne.
- Cmentarz w Trojanowie był przez wiele lat miejscem pochówku dla parafii Chodaków, która nie posiada własnej nekropolii.
- To prawda, ale nie tylko, przez lata był to też ogólnomiejski teren pochówku. Cmentarz parafialny w Sochaczewie był zamknięty, cmentarza na Wypalenisku jeszcze nie było, więc ta nowa część za kaplicą szybko się zapełniła.
- Czy fakt stworzenia satelitarnego systemu ewidencji daje możliwość wprowadzenia monitoringu? Wiem, że cmentarz w Trojanowie upodobali sobie lokalni wandale, jest też miejscem chuligańskich zachowań w sąsiedztwie nekropolii. Czy ksiądz proboszcz rozważał taką możliwość?
- Powiem szczerze, że nie myślałem o monitoringu, choć rzeczywiście do nas też ciągle docierają sygnały o chuligańskich wybrykach na cmentarzu. Nawet dzisiaj był starszy pan, któremu zniszczono grób żony. Właściwie nie ma dnia, żeby nie działo się tu coś złego. Niszczone są nagrobki, kwiaty, ogrodzenie cmentarza. Jesteśmy wobec takich zachowań bezradni, bo czasami nawet strach zwrócić uwagę bandzie chuliganów. Może rzeczywiście współpraca z ratuszem, który jest dysponentem miejskiego monitoringu, przyniosłaby efekt. Cmentarz parafialny sąsiaduje przecież z nekropolią wojskową, też narażoną na akty wandalizmu. Ale takiej bezpośredniej możliwości, aby nasz system ewidencji połączyć z kamerami, nie mamy, a przynajmniej ja o niej nie wiem.
- A jak kosztowne było wykonanie planu satelitarnego cmentarza?
- Powiem tak, wykonaliśmy go własnymi siłami . Znaleźli się dobrzy ludzie, którzy pomogli nam tę wielką pracę wykonać. Gdybyśmy mieli za to wszystko płacić jakiejś firmie zewnętrznej, pewnie nie byłoby nas na to stać. Powstała też tablica, na którą przenieśliśmy ten nowo wykonany plan wraz z numerami grobów. Tablica stoi na cmentarzu i teraz każdy może sprawdzić numer ewidencyjny i jeśli zgłosi się do nas, na jego podstawie natychmiast odnajdujemy mogiłę i możemy ją zobaczyć w komputerze. To bardzo ułatwia pracę, bo nie trzeba już szukać grobu w księgach parafialnych, co zabierało mnóstwo czasu i bywało, że kończyło się niepowodzeniem.
- A jakie inne plany inwestycyjne ma ksiądz proboszcz w związku ze świątynią?
- Przede wszystkim jest to remont więźby dachowej nad starą częścią kościoła, która nigdy nie była naprawiana. Jestem po rozmowach z konserwatorem zabytków, bo dodam, że ten stary kościółek jest wpisany do rejestru zabytków i wszelkie prace trzeba uzgadniać z urzędem konserwatorskim. Staraliśmy się także o pieniądze na remont z funduszu kościelnego, ale niestety nie otrzymaliśmy pozytywnej odpowiedzi, więc z konieczności prace te musimy odłożyć do przyszłego roku, podobnie jak malowanie tej części. Mamy też problemy z dachem na nowej części świątyni, gdzie dochodzi do przecieków. A poza tym na bieżąco wykonujemy szereg małych inwestycji. Wyremontowaliśmy, łącznie z ogrzewaniem, domek kościelnego, zwany dawniej organistówką, urządziliśmy zakrystię, podłączyliśmy kościół do Geotermii, rezygnując z indywidualnego ogrzewania i konieczności zakupu dodatkowego pieca, urządziliśmy pralnię na potrzeby parafialne, przeprowadziliśmy konserwację oświetlenia i renowację Drogi Krzyżowej, a także nagłośnienie wewnątrz i na zewnątrz kościoła. Są to może mało widoczne, ale niezbędne prace, na przykład sprawa ogrzewania kościoła i plebanii. Piec, który dotychczas nas ogrzewał, przestał wystarczać, trzeba by kupić dodatkowy. W tym czasie nadarzyła się okazja, aby podłączyć się do przedsiębiorstwa Geotermia, które dostarcza ciepło do tej części miasta. Okazało się, że koszty utrzymują się na takim poziomie jak poprzednio, kiedy korzystaliśmy z wewnętrznego ogrzewania. Gdyby więc doliczyć zakup i koszty funkcjonowania drugiego kotła, na pewno zapłacilibyśmy dużo więcej. Wydaje się więc, że była to opłacalna dla parafii inwestycja.
Niezwykle ważną dla mnie sprawą był także generalny remont organów kościelnych. Pewnie nie wszyscy wiedzą, że nasz instrument pochodzi z 1941 r., a więc z czasów wojny i ma swoją bogatą historię. Zachowała się nawet dokumentacja, a trzeba dodać, że są to organy pneumatyczne, a więc napędzane powietrzem. W całości ufundowali je ówcześni darczyńcy i co więcej, lista fundatorów też przetrwała. Organy, przeniesione ze starej części kościoła, teraz zostały dokładnie odrestaurowane, co, mam nadzieję, słyszą parafianie podczas każdej Mszy św.
Dodatkowo naszą ciągłą troską jest cmentarz. Usuwamy stare, zagrażające bezpieczeństwu drzewa, zmagamy się z ogrodzeniem, które jest notorycznie niszczone, porządkujemy teren. Pracy jest naprawdę dużo, także duszpasterskiej.
- I tematów do rozmowy również, ale może zostawmy je na inną okazję.
Dziękuję za rozmowę.

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy