Matka Polka Uciekająca cz.1

Zdjęcia i foto: Matka Polka Uciekająca cz.1 Słowo pisane sochaczew

Całkiem niedawno byłam świadkiem takiej rozmowy w sklepie. Osoby: młoda kobieta z dwójką dzieci, około 5 i 3 lata (chłopcy) i jej znajoma właśnie spotkana, starsza pani:

- Jejku, jakie cudne masz te chłopaki. Och, jakie małe rozrabiaki. Cały czas się kręcą.

Chłopcy rzeczywiście nie bardzo interesują się robieniem sprawunków, zaglądają to tu to tam, popychają się, za chwilę młodszy uderza w płacz, bo brat go złapał za kaptur. Mama reaguje:

- Ej!!!!! Ostatni raz do Was mówię. Spokój!!!!! – wraca do półek z bułkami.

- To co? Już takie odchowane masz te dzieciaki… to teraz chyba dziewczynka, co? – kontynuuje starsza kobieta.

- O mój Boże. NIE!!!!!! – broni się młodsza.

- Ale wiesz, to najlepszy moment. A dziewczynka by się Wam przydała.

- Nie. Chcę wrócić do pracy. Mam już dość siedzenia w domu. Młodszy idzie od września do przedszkola a ja do roboty. Dzieci nam wystarczy.

- Po co będziesz szła do pracy? No co Ty? Dostajesz przecież 500 zł, nie? Jak będzie trzecie dostaniesz 1000. A ile Ty zarobisz w tej swojej pracy?

- Nieważne. Ja chcę do ludzi.

- Oj tam. Dzieci to skarb. Im więcej tym lepiej. Poza tym tak już jest, że wychowasz chłopaków  i nawet się nie obejrzysz jak będą Cię miały w dupie. A dziewczynka to zawsze przy matce zostanie. Mówię Ci.

Myślałam, że właśnie z tego powodu, że dzieci szybko rosną trzeba by pomyśleć o sobie. Myliłam się. Niestety nie mogłam już dalej słuchać tej wymiany zdań z przyczyn obiektywnych. Spieszyłam się. Do pracy!!!!! Gdybym znała tę straszą kobietę, powiedziałabym jej, że moja babcia tak chciała dziewczynkę, że ma czterech synów. Ale pracowała całe życie. Chłopcami zajmowała się jej babcia. Bo ją mieli, bo chciała, bo pewnie były inne czasy. Dzisiaj z babciami jest problem, bo z reguły pracują. A jak nie pracują to mają gdzieś wychowywanie wnuków. Owszem, od święta się zajmą, ale na co dzień? Wcale się nie dziwię.

Współczuję tej młodej matce, bo dwóch chłopców w takim wieku może dać się we znaki nawet jeśli jesteśmy oazą spokoju. Trzymam za nią kciuki, żeby mogła wrócić do pracy jak najszybciej.  Bo żadne 500 czy 1000 złotych plus nie zastąpi kontaktu z ludźmi. Nic też nie zastąpi najprostszej nawet i najbardziej monotonnej pracy, ale bez ciągłego: Mamooooooo! Siku, jeść, kupę, gdzie jest moja zabawka, wylało mi się, on mnie ugryzł, nie będę tego jadła… itp., itd.

Od kilku lat prowadzę różnego rodzaju zespoły wokalne, w których uczestniczą dorośli. Są to przede wszystkim matki. W bardzo różnym wieku, bardzo różnej profesji. Jedne pracujące zawodowo inne zajmujące się domem. Co roku pojawiają się kobiety, które choć na chwilę potrzebują wyjść z domu. Porobić coś, co sprawia im przyjemność, pogadać z innymi matkami, skupić się na czymś ciekawym. A jednak niestety z taką grupą są również problemy. Problemy natury „życiowej”. Gdy choruje jedno z dzieci, a taty akurat nie ma w domu lub nie nadaje się do opieki (bo tak też się zdarza), mama nie przyjdzie na próbę. Jeśli jest zebranie w przedszkolu lub w szkole, mama nie przyjdzie na próbę. Przed świętami są porządki, lepienie pierogów i ubieranie choinki. Mama nie przyjdzie na próbę. Mama nie przyjdzie na próbę również wtedy, gdy dziecko potrzebuje po prostu matczynego cyca, żeby się wyżalić, przytulić, popłakać czy pobawić. I jest to jak najbardziej naturalne. Ale wiem też, że nawet jeśli matka pada na przysłowiowy ryj po całym dniu zajmowania się dziećmi, potrzebuje chwili dla siebie. W samotności wziąć prysznic, poczytać książkę, pośpiewać… ale jest to już taka godzina, że tylko rzucić się na łóżko i zasnąć. Byle szybko. Znam kobitkę, która namiętnie odwiedza stomatologa, bo może poleżeć z zamkniętymi oczami i nikt ją w tym czasie nie szarpie za bluzkę.

Niestety  po wprowadzeniu dodatku 500+ mama i praca jakoś się nie chcą spotkać. Mama ma być w domu, chować dzieci, rodzić kolejne, co najmniej trójkę, bo wtedy dodatek się najbardziej opłaca, sprzątać, gotować itd. Naprawdę myślałam, że te czasy są już za nami, że kobiety jakoś inaczej na to patrzą, chcą się realizować, spełniać marzenia, że społeczeństwo to rozumie i te kobiety wspiera. Jak widać – niekoniecznie. Nawet jednej kobiecie trudno zrozumieć drugą, gdy ta chce do pracy.

Dlatego nawet jeśli matka nie pracuje, poszukuje dla siebie zajęcia poza domem. Kursy, warsztaty, chór. U mnie w grupach zawsze zaczynałyśmy próbę od pogaduszek, żalenia się, opowiadania o dzieciach i problemach. Czasem się dostało jakiemuś mężowi czy teściowej, najczęściej dzieciom. Pośmiałyśmy się, pożartowałyśmy i brałyśmy się do roboty. Po takim spotkaniu do domu wracała inna matka. Zrelaksowana, bardziej skupiona na tu i teraz.

Okazuje się, że wyprawa do fryzjera, kosmetyczki czy nawet stomatologa nabiera innego znaczenia gdy się ma dzieci. Matki, które znam nie zawsze lubią swoją pracę, ale jest ona o niebo lepsza niż gdyby jej w ogóle nie było. Czy w takim razie matkę, o której mówimy można nazwać matką-uciekającą? Można. Bo wiele z nich marzy też, żeby uciec. Gdziekolwiek. Wziąć minimum do przeżycia i ruszyć przed siebie. Po wielogodzinnej wędrówce zatrzymać się byle gdzie, zjeść cokolwiek, pomyśleć, popłakać, wreszcie zatęsknić. I ewentualnie wtedy wrócić. Czy to źle? Myślę, że każdej matce powinno się to zapisywać na receptę. Albo jako badanie okresowe. Bo czasem te biedne istoty nie wiedzą, że można. I, że to nie grzech mieć wszystkiego dość. A my niestety jako społeczeństwo potępiamy takie zachowanie. Dlatego warto zacząć od małych kroczków.

Dla takich uciekających kobiet powstał w Teresinie KLUB NA OBCASACH. Stworzyła go Karolina Krukowska. To, co wyda się dziwne to to, że Karolina jest praktykującą katoliczką. Dlaczego w takim razie staje w opozycji do powszechnego katolickiego trendu, że kobieta ma siedzieć w domu i rodzić dzieci i być z tego powodu najszczęśliwszą na świecie? Dowiecie się z rozmowy  z Karoliną w następnym poście. Zapraszam.

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy