Muzyka to nie dyscyplina sportowa

Zdjęcia i foto: Muzyka to nie dyscyplina sportowa Koncerty i muzyka sochaczew

Udostępniam rozmowę, którą przeprowadziła ze mną Ania Syperek już prawie półtora roku temu. Bardzo dobrze nam się rozmawiało, a i sporo ten wywiad o mnie mówi. 

Już za dni parę kolejny wpis o problemach matki, która chciałaby coś więcej niż zmienianie pieluch. :) 


"W październiku obchodzimy Międzynarodowy Dzień Muzyki. Z tej okazji z Joanną Cieśniewską, instruktorką muzyki w Teresińskim Ośrodku Kultury rozmawiamy o muzyce i nie tylko…

Jak duże znaczenie w Twoim życiu ma muzyka?
Jeśli mówimy tu o muzyce-muzyce, czyli czymś stworzonym przez człowieka, to nie tak wielkie, jakby można było się po mnie spodziewać. Nie słucham muzyki na okrągło. Są dni, że nie słucham jej w ogóle. Są takie, kiedy mam jej dość i wyłączam radio w samochodzie. Bywa, że kiedy włączam mp3, na której mam tylko ulubione utwory, muzyka mnie drażni. Chyba się starzeję, ale brakuje mi ciszy.

Na swoim blogu piszesz, że kochasz muzykę. To znaczy?
Bo kocham. I wcale nie jest to sprzeczne z tym, co powiedziałam przed chwilą. Myślę, że każdy kocha muzykę, tylko musi odnaleźć tę właściwą. Jesteśmy bombardowani muzyką z każdej strony, ściągamy z internetu lub kupujemy albumy naszych ulubionych zespołów i katujemy je całymi dniami. Ustawiamy na dzwonki w komórce, w samochodzie obowiązkowo musimy mieć super zestaw nagłośnieniowy. To nie jest miłość do muzyki. Myślę, że zagłuszamy tylko stres, problemy, jakąś walkę, którą właśnie toczymy. Prawdziwą miłość odkrywa się tylko wtedy, kiedy się ją spotka na żywo. Tak jest ze wszystkim. Żeby powiedzieć, że coś ci smakuje, musisz spróbować, powąchać, dotknąć. Z muzyką jest tak samo. Żeby pokochać jakiś utwór czy artystę musisz go zobaczyć, posłuchać, dotknąć, zobaczyć jak reaguje twoje ciało. Jeśli masz dreszcze i motyle w brzuchu, to jest to. Jestem ogromną zwolenniczką koncertów z muzyką graną na żywo.

Muzyka może być dla nas lekarstwem na smutek, natchnieniem, inspiracją, motywacją. Czym jest dla Ciebie?
Muzyka przede wszystkim może być terapią. Bo dźwięk jest lekarstwem i powinien być zapisywany przez lekarzy na receptę. Istnieje wiele badań i dowodów na lecznicze działanie dźwięku. Są utwory, które potrafią leczyć. Samo śpiewanie działa terapeutycznie, jeśli posługujemy się głosem z pełną świadomością.
Ja słucham muzyki żeby odpuścić. Odlecieć, zrelaksować się. Nieważne czy jestem smutna, szczęśliwa czy wkurzona. Codziennie potrzebny jest człowiekowi spokój. Choć chwilka. Jeden utwór, niekoniecznie relaksacyjny, trwa około 3 minut. Tyle czasem wystarczy, żeby się znaleźć w innym świecie. Ale jeśli trafimy na „swoją” muzykę, to będziemy chcieli jej więcej. Ale musimy być tu i teraz. W tym utworze. Nie lubię sprzątać czy gotować przy muzyce. To dodatkowe bodźce, które mnie tylko denerwują.

Muzyka Cię nastraja na każdy kolejny dzień? Na życie?
Muzyka to moja praca. A przede wszystkim śpiew. W związku z tym trudno, żebym od rana o niej nie myślała. Dlatego często po całym dniu pracy wracam samochodem do domu i wyłączam radio. Zasypiam z utworami, które „przerabiałam” w pracy. Tworzą się wtedy w mojej głowie nowe aranżacje czy rozwiązania problemów uczniów. Następnego dnia już wiem jak pomóc. Co i jak zrobić, żeby było lepiej. A że bardzo lubię swoją pracę, jest moją pasją, to trudno, żeby nie determinowała mojego życia…

Jakie klimaty muzyczne są Ci najbliższe?
Bardzo nie lubię klasyfikowania muzyki. Uznaję tylko podstawowe gatunki muzyczne, ale i tak zdarza mi się nie rozróżniać piosenki popowej od rockowej. W każdym z tych gatunków jest coś fajnego i brzydkiego. Są utwory dobre i złe. I tyle. Nie mam wspólnego mianownika, którym bym określiła, co lubię. Są np. wokaliści, którzy powodują u mnie zachwyt wewnętrzny, a są tacy, których nie mogę słuchać, choć grają całkiem fajną muzę. Są też instrumenty, które kocham nad życie, jak gitara akustyczna czy harfa, a są takie, które wzbudzają we mnie autentyczny lęk np. drumla, klawesyn czy dźwięk harmonijki ustnej w utworze Ennio Morricone z filmu „Dawno temu na Dzikim Zachodzie”. To, czy coś mi się podoba, zależy od tego, jak jest zagrane, jak zaaranżowane. Radzimir Dębski pokazał, że nawet piosenka „Jesteś szalona”, zaśpiewana po angielsku i zagrana na gitarze akustycznej może być całkiem wdzięcznym numerem.

Masz swe autorytety muzyczne, mentorów? Kim są?
Największym autorytetem muzycznym pod względem technicznym jest dla mnie Jan Sebastian Bach. To niestety znienawidzony kompozytor uczniów szkół muzycznych. Ja też byłam takim uczniem. Ale granie Bacha jest świetną szkołą techniczną i jak dobrze go zagrasz, to zagrasz wszystko. Poza tym kocham Piotra Czajkowskiego. Uwielbiam balet. Chłonę ten rodzaj spektakli wszystkimi zmysłami. Nie lubię opery. Artyści operowi śpiewają w rejestrach, które mnie drażnią. Ale wracając do autorytetów. Są w tak wielu dziedzinach i gatunkach, że wymienić wszystkich nie sposób ale choć kilka, nie wdając się w szczegóły: mój nauczyciel, mentor i absolutny idol nie tylko piosenki, ale i prowadzenia koncertów to Andrzej Korycki, od którego nauczyłam się wszystkiego, co wiem; Eric Clapton, którego kocham całym sercem i nie ma utworu, który by mi nie pasował; Jassie J – kobieta, która potrafi zrobić z głosem niewiarygodne rzeczy; Tommy Emmanuel – mistrz gitary akustycznej, John Mayer, a z polskiego podwórka Tomasz Szwed, artysta wszechstronny, z poczuciem humoru, Dorota Osińska, Dorota Miśkiewicz, Urszula Dudziak, Czarek Makiewicz, Seweryn Krajewski, Edyta Geppert, Marek Napiórkowski czy Wojciech Młynarski i przede wszystkim Piotr Bukartyk, który jest dla mnie ucieleśnieniem swobody i inteligencji scenicznej.

Jesteś instruktorką muzyki w TOK-u, ale z muzyką związałaś się zdecydowanie mocniej, bo jesteś m.in. wokalistką, autorką tekstów, muzyki.
Od tego się zaczęła moja zawodowa muzyczna podróż. Od koncertów, potem pierwszych twórczych prób, potem zespół, własne utwory. Kiedy okazało się, że w środowisku, w którym śpiewam to się podoba, nabrałam pewności siebie. Nie wszystko jest dobre, ale i nie musi. Nigdy nie pokazuję światu piosenki, z którą nie jestem sercem. Jeśli coś mi nie leży w piosence, musi swoje odczekać. A jak po tygodniu nadal jestem utworem zachwycona, to znaczy, że to jest to. Mam nadzieję, że wreszcie ruszą prace nad płytą, na której będę mogła się pokazać z tych właśnie stron: wokalistki, autorki tekstów i muzyki.

Muzyka to Twój sposób na życie, pasja, bo chyba nie tylko sama praca?
W mojej pracy najbardziej lubię moment, kiedy wpada mi do głowy pomysł na koncert z udziałem moich uczniów. Siedzę do późna w nocy, wszystko układam, piszę scenariusz, potem zwołuję ekipę, robimy próby, praca wre. Lubię ten rozgardiasz organizacyjny, tempo pracy, spieranie się, a potem finał. Było już kilka takich sytuacji w mojej pracy i uwierz mi, że wtedy cały mój dom niczym innym nie żyje i niczemu innemu nie jest podporządkowany. Ot, tak mam i już.

Gdzie, w jakich okolicznościach, przy jakich nastrojach najbardziej czujesz się twórcza muzycznie?
Późnym wieczorem. Z reguły wygląda to tak, że kładę się do łóżka, ale coś mi nie daje zasnąć. Czekam więc na to, co przyjdzie. I przychodzi, a ja wstaję, biorę kartki, długopis, herbatę, idę w kąt i wszystko notuję, żeby nie zapomnieć. I około 3-4 rano kładę się spać. Rano mam gotową piosenkę albo pomysł na koncert czy spektakl muzyczny. Ale zdarza się, że pomysły wpadają w trakcie rozmowy, nawet kłótni ze współpracownikami. Wtedy tworzymy coś wspólnie, a ja to tylko dopieszczam.

„Dobra muzyka” to według Ciebie…
Taka, która porusza najczulszą strunę w twoim wnętrzu. Taka, od której chce ci się żyć, realizować marzenia, pojechać gdzieś, nawet uciec. Taka, która cię ciągnie w górę, a nie w dół, która z tobą zostaje. Dla mnie zawsze będzie to śpiew delfinów, szum morza, poranne ćwierkanie ptaków, harfa…

Masz do czynienia z młodymi jeszcze, nieukształtowanymi muzycznie osobami. Co im radzisz na początku ich muzycznej drogi?
Instruktorką śpiewu zostałam przypadkiem, ale spodobało mi się i zaczęłam się szkolić w tym kierunku. Na wielu kursach i warsztatach odkryłam, jakim wspaniałym instrumentem jest ludzki głos – jest to instrument dla każdego unikalny, wyjątkowy. Staram się pomóc odkryć w ludziach tę indywidualność. Ale nie wiem czemu, rzadko komu zależy na odkrywaniu siebie. Chcemy być jak ktoś. Śpiewać jak Adele, Bruno Mars, Freddie Mercury czy Celine Dion. Na zajęciach oczywiście podpieramy się tzw. coverami, ale nigdy nic nie zastąpi twórczości własnej, choćby niezgrabnej. I nie mówię o tym, żeby od razu pisać przeboje, ale aby śpiewać swoim głosem, swoje dźwięki, po swojemu, tak jak to czujemy. Najpierw odkryjmy, kim jesteśmy, a potem coś z tym zróbmy. Większość adeptów wokalistyki najpierw chce Bóg wie czego i do tego dąży, a potem okazuje się, że to „nie jest moje”. Niestety media nie robią w tym temacie nic dobrego. Dziś młodym ludziom zależy na tym, aby być celebrytą, gwiazdą, a to nie na tym polega.

W telewizji jest ostatnio wiele muzycznych programów, otwierających ludziom drogę do kariery. Warto brać w nich udział, by sprawdzić się lub nie przed profesjonalnym jury?
Właśnie o tym mówię. Wszelkiego rodzaju talent show czy festiwale młodych talentów to nie jest dobry pomysł. Głos, śpiew to zjawisko nieporównywalne. W takich programach ktoś musi odpaść, ale czy na pewno jest gorszy od tego, który wygrał? Nic podobnego. Telewizja czy festiwale rządzą się swoimi prawami, a mnie do tego daleko. Jeśli odkryjesz w sobie „to coś” i umiesz to przekazać dalej, zawsze znajdą się fani. Mam taką zasadę, że jeśli na sali jest choć jedna osoba, której się podoba to, co robisz, to warto występować. To znaczy, że ma to dla kogoś znaczenie. I to jest ważne. Artysta to sługa. O tym nie można zapominać. Konkursy to niszczą, zrobiono z muzyki dyscyplinę sportową. Jestem przeciwna konkursom, festiwalom i talent „szołom” szczególnie, gdy rywalizują dzieci.

Jakiej muzyki nie lubisz i dlaczego?
Nie lubię złej muzyki, albo czegoś co nazywa się muzyką, ale nią nie jest. Z reguły to kupa dźwięków bez ładu i składu. Pewnie się spodziewasz, że zmieszam z błotem disco polo. Tak, owszem, nie jestem fanką tego rodzaju muzyki. Jednak, i tu cię zaskoczę, uważam, że ma swoje miejsce, czyli wesela i zabawy. Ten rodzaj muzyki pokazuje tylko, że każdy śpiewać może. I że zabawa jest człowiekowi potrzebna. Muzyka biesiadna jest jak najbardziej dla ludzi i jestem zwolenniczką wspólnego śpiewania na przyjęciach czy właśnie weselach. Zacieśniamy wtedy więzy, rodzi się wspólnota, nie ma znaczenia, jak kto śpiewa. To bardzo wartościowe. Zostawiłabym tę muzykę tam, gdzie jej miejsce. Niestety nowa muzyka biesiadna, czyli właśnie disco polo, pogrąża te wartości. Dziś jest to nie proste a prostackie, ordynarne, bez wartości emocjonalnej, teksty spod budki z piwem i muzyka wołająca o pomstę do nieba. Tu niestety ilość przeważa nad jakością. To smutne. Poza tym nie lubię głośnych zespołów tzw. metalowych. Szczególnie takich początkujących. Gdzie nie ma ani muzyki, ani tekstu, ani aranżacji, jest tylko trzepanie łupieżem po widowni, szarpanie strun i walenie w gary z reguły potwornie nierówno i nieczysto. Nic ciekawego.

Czy na przestrzeni lat muzyczne klimaty zmieniały się w Twoim życiu?
Bardzo. Będąc dzieckiem chodziłam do szkoły muzycznej, więc dużo słuchałam muzyki klasycznej. Raczej z obowiązku. Ale mój tata uwielbiał Tadeusza Nalepę, Elvisa Presley’a i Johnny Cash’a. Ich dużo słuchałam. Była w domu też płyta Dalidy. Potem zapałałam miłością do śpiewania w zespole wokalnym i tak pokochałam piosenkę harcerską i turystyczną, czyli Wolną Grupę Bukowina czy SDM. W okresie tzw. buntu słuchałam Kultu, Big Cyca, Elektrycznych Gitar, Metalliki, The Doors. Każda nowa miłość wnosiła w moje życie inne brzmienia: od Ray’a Charles’a, poprzez muzykę filmową, Stinga, muzykę irlandzką, Electric Light Orchestra, Fleetwood Mac czy Sheryl Crow. Wszyscy mają swoje miejsce w moim sercu, czasem do nich wracam. Ale jak już wspomniałam, Eric Clapton ma u mnie swoją specjalną szufladkę, która nigdy nie jest zamknięta.

Co jest niesamowitego w muzyce country? Bo ostatnio z tym nurtem najbardziej nam lokalnie się kojarzysz.
Gitara akustyczna. Ten instrument nieodzownie kojarzy mi się z country. Uwielbiam jej brzmienie, a że sama nie gram dobrze, podpieram się mistrzami. Country to taki gatunek, przy którym można potańczyć, wspólnie pośpiewać, zadumać się i nie potrzeba wygórowanego instrumentarium. Poza tym piosenki są o życiu. O problemach, emocjach, to historie-ballady. Jest tam i blues, i muzyka irlandzka czy szkocka, ale i szanta. Country kocham za melodyjność, bo dla mnie piosenka przede wszystkich musi być melodyjna. Wtedy nie wnerwia tylko uspokaja.

Czujesz się spełniona muzycznie?
Nie. I mam nadzieję, że nigdy nie będę. Chciałabym cały czas mieć nowe pomysły, nagrać wreszcie płytę, tworzyć nowe projekty, odkrywać swój głos, bawić się nim, nauczyć się grać na gitarze. Mam nadzieję na długą muzyczną podróż bez końca.

Rozmawiała Anna Syperek, fot.: Dagmara Meller

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy