Na początku był motor

/ 2 komentarzy / 6 zdjęć
Zdjęcia i foto: Na początku był motor Motocross sochaczew
+1

W styczniu tego roku minęło 45 lat od powstania Klubu Motorowego „Szarak”, ale niektórym jego członkom stuknęła pięćdziesiątka za kierownicą. Tyle bowiem lat ma historia sportów motocyklowych w Sochaczewie. Do takich dinozaurów, jak sami się określają, należą Władysław Dudziński i Bogdan Zakrzewski.
Młodzi zafascynowani

- Początki sportu motocyklowego na terenie Sochaczewa sięgają co najmniej 1958 r. –wspomina Władysław Dudziński. - Wtedy w naszym mieście, w klubie motorowym Ligi Przyjaciół Żołnierza, działał najsilniejszy ośrodek sportów motocyklowych na terenie ówczesnego woj. mazowieckiego. To była grupa ok. 10 zawodników stanowiących trzon województwa na zawody centralne. Była też grupa ludzi mocno zaangażowanych w działalność klubu z Markiem Mońko na czele. To były czasy nieżyjących już braci Janusza i Bogdana Harazińskich, Stasia Felczaka.
- Jesienią 1962 r., podpisem jakiegoś generała, został zlikwidowany sport motocyklowy we wszystkich klubach LPŻ na terenie kraju. Wtedy było to kilkuset zawodników w skali kraju, którzy jeździli na koszt ojczyzny, bo takie były czasy. LPŻ przemianowano na Ligę Obrony Kraju, organizację, która do dzisiaj istnieje. Stanęliśmy przed dylematem: albo w ogóle nie będziemy jeździć, albo coś wymyślimy. W spadku zostało kilkanaście motocykli, była więc baza sprzętowa, była też grupa zapaleńców - działaczy i zawodników, którzy chcieli się w to bawić. W ten sposób 17 stycznia 1963 r. powstał Klub Motorowy „Szarak”, którego nazwa pochodzi od emblematu zająca szaraka, jaki od początku widniał na naszych motocyklach - opowiada Władysław Dudziński.
Na wyjeździe
Przez 2-3 lata bazowali na tym odziedziczonym sprzęcie, na własnym zaangażowaniu i na prywatnych środkach finansowych. Kiedy motocykle „się skończyły”, najlepsi motocykliści - Zbyszek Rutkowski i Władek Dudziński przeszli do Legii Warszawa, a po roku udało im się ściągnąć pozostałych zawodników „Szaraka”. Do końca lat 60. sochaczewianie jeździli w barwach Legii. Rutkowski i Dudziński zdobywali w tym czasie tytuły mistrzowskie zarówno w rajdach jak i w motocrossach, a szczególnym trofeum są dwa medale na sześciodniówkach motocyklowych. Pod koniec lat 60. obaj odeszli z Sochaczewa, aby kontynuować kariery sportowe – Dudziński w Świdniku, Rutkowski – w Szczecinie.
- Zbyszek Rutkowski – chłopak z Domu Dziecka, który w krótkim czasie, na moich oczach, osiągnął szczyty sportu motorowego, to jeden z najwspanialszych talentów w powojennej historii sportu motocyklowego – wspomina Władysław Dudziński. – Po zakończeniu kariery sportowej występował w cyrkach czeskich i niemieckich, w których na motorach wykonywał cuda, był doskonałym kaskaderem, organizował pokazy na całym świecie. Kilka lat temu, kiedy już zupełnie zakończył karierę, poproszono go o pokaz podczas jakiejś imprezy w Szczecinie, gdzie mieszkał. Pokaz zakończył się tragicznie, Zbyszek pięć miesięcy leżał w śpiączce, z której już się nie wybudził. Bardzo to przeżyliśmy, a jego imieniem nazwano później tor motocrossowy pod Szczecinem.
Z izbą pamięci w tle
Klub „Szarak”, mimo różnych losów jego członków, nadal działał, organizując imprezy sportowe i turystyczne. Lata 70. to epoka nieżyjącego już Tadeusza Malickiego i Bogdana Zakrzewskiego. Ten ostatni zaczynał karierę razem z Władysławem Dudzińskim w latach 50., niestety kilka lat później uległ poważnej kontuzji, która uniemożliwiła mu dalszą karierę sportową. Jak przypominają jego koledzy, historia wydarzyła się w 1963 r. na zawodach w Puławach. Pięćdziesiąt metrów przed metą, niemal wprost pod koła motoru wbiegło dziecko. Żeby nie uderzyć w nie rozpędzoną maszyną, Bogdan Zakrzewski musiał wykonać natychmiastowy manewr, który zakończył się dla niego poważnymi obrażeniami i pobytem w szpitalu. Ale z „Szaraka” nie zrezygnował, z zawodnika przeistoczył się w działacza. Przez wiele kadencji pełnił funkcję prezesa klubu i całkiem poważnie myśli o stworzeniu czegoś na wzór izby pamięci, w której znalazłyby miejsce liczne pamiątki i dokumenty gromadzone przez lata. Być może uda się to na 50-lecie klubu.
Dzisiaj wspomina, że oprócz motocrossów, rajdów były też organizowane zawody turystyczne. Polegały one na tym, że w określonym dniu, najczęściej na placu Kościuszki, na którym odbywał się start, zbierali się posiadacze samochodów, którzy na wyznaczonej trasie mieli do wykonania określone zadania. - To była typowa turystyka weekendowa i rodzinna, bo w tych zawodach uczestniczyły całe rodziny. Meta znajdowała się w Prewentorium w Młodzieszynie lub w Koszelówce, gdzie później organizowaliśmy jakiś piknik albo ognisko, były drobne nagrody, no i fajnie spędzaliśmy czas – opowiada Bogdan Zakrzewski. – Trzeba przy tej okazji wspomnieć o pp. Budzyńskich – nauczycielach z Sochaczewa, którzy mieli duże zasługi w tej dziedzinie naszej działalności.
Szarakomania
Lata 80. to prawdziwy wybuch talentów i rozkwit działalności „Szaraka”. - W tym czasie powstała grupa ok. 15 zawodników, którym przewodził Tomek Kodym – czterokrotny medalista Mistrzostw Świata w rajdach enduro, czyli słynnej sześciodniówki motocyklowej. Towarzyszyli mu Paweł Pietrzak, Zbyszek Sierociński, Daniel Wódka – olbrzymi talent, który później uległ kontuzji, Tomek Kurczyński, Jasio Majewski, Wojtek Bliźniak, Artur Kacprzak – przypomina Władysław Dudziński. - Wojtek Bliźniak i Tomek Kurczyński to gwiazdorzy w kl. 50 cm, oni rozjeżdżali wszystkich w Polsce, nawet słynnych braci Golob. Wtedy też „Szarak” znalazł siedzibę w spółdzielczym klubie „Cegiełka”, gdzie odbywały się liczne spotkania i imprezy. W latach 80. klub uzyskiwał także wielką pomoc od władz miasta, w tym finansową. - Zwłaszcza p. Andrzej Dąbrowski bardzo się interesował naszą działalnością, wielkie zasługi miał też nieżyjący już Michał Fabisiak i Halina Pędziejewska – wspominają działacze.
W tym samym czasie „Szarak” doczekał się własnego toru motocrossowego na podzamczu. Wielkie zaangażowanie przy jego realizacji wykazał Józef Kacprzak, późniejszy właściciel hurtowni „Jutex”, który niestety również już nie żyje. To był niezwykle ważny moment dla klubu, bo wcześniej zawodnicy jeździli w różnych miejscach, np. w Plecewicach, czy przy dawnej przystani nad Bzurą. Bogdan Zakrzewski opowiada, że w latach 60. i 70. organizowali zawody na ruinach różnych budynków, na terenie dawnego tartaku przy zbiegu ulic Trojanowskiej i 600 - lecia i w różnych innych dziwnych miejscach. Od tej pory dysponowali profesjonalnym terenem do treningów.
Młodzi na start
W latach 90. kariery kończą Kodym i Pietrzak, a rozpoczyna Paweł Adamkowski – zdobywca czołowych miejsc na zawodach krajowych.
Na przestrzeni lat zmieniali się szefowie „Szaraka”. W lata 60. kierowali nim Władysław Dudziński i Bogdan Zakrzewski, który wraz z Tadeuszem Malickim pozostał na następną dekadę. Lata 80. to krótka kadencja Andrzeja Ścigockiego, którego zastąpili Bogdan Zakrzewski i Wojciech Górnicki, a później Janusz Szymański i Zbigniew Sierociński. Od dwóch lat funkcję prezesa pełni Artur Wrzesiński, który w latach 80. rozpoczynał zabawę z motocyklem, a teraz sukcesy odnosi jego syn Oskar.
Artur Wrzesiński mówi, że w „Szaraku” działalność rozpoczęło trzecie pokolenie . – W ubiegłym roku mieliśmy 3 zawodników, którzy startowali w Mistrzostwach Polski, w mistrzostwach PZMot. i zajmowali czołowe miejsca. Należą do nich Dawid Sierociński – wicemistrz Polski w kl. 65cm z 2004 r., Oskar Wrzesiński – wicemistrz z 2005 r. i Marcin Zientara – wicemistrz w rajdach enduro z roku 2007. Poza tym jest grupa zawodników, którzy jeżdżą amatorsko.
Konie mechaniczne w akcji
Mieszkańcom Sochaczewa „Szarak” kojarzy się głównie z imprezami sportowymi na podzamczu. Należą do nich: Puchar Wiosny organizowany w święta majowe, Puchar Sochaczewa podczas czerwcowego święta miasta i najstarsza – Grand Prix Niepodległości organizowana od 1989 r. Impreza ta charakteryzuje się, jako jedyna, długim biegiem trwającym 45 min + 2 okrążenia, czyli prawie 50 min morderczej jazdy. W tym roku odbędzie się 20 edycja zawodów. Artur Wrzesiński dodaje, że od kilku lat jest to największa motocrossowa impreza towarzyska w kraju. Przyjeżdża tu cała czołówka polskich zawodników, ok. 120-140 osób, a zawody oglądają tłumy mieszkańców.
Do sztandarowych imprez należy doliczyć, odbywający się od czterech lat, Cross Country w Kurdwanowie, który od zeszłego roku, w wyniku zainteresowania starostwa powiatowego, został przemianowany na Cross Country Ziemi Sochaczewskiej. Pomysłodawcami imprezy są ks. proboszcz z Kurdwanowa - Maciej Mroczkowski i Władysław Dudziński, na którego polu odbywają się zawody. Są one zawsze połączone z piknikiem, a ostatnio także mszą polową. W zeszłym roku w sierpniowym wyścigu uczestniczyło ponad 100 zawodników.
Z pasją przez półwiecze
W czym tkwi fenomen „Szaraka”, jego sukcesy i długowieczność? - pytam moich rozmówców. - Może w tym, że klub nigdy nie został sformalizowany, zawsze działał na zasadach społecznych – odpowiadają działacze. – Nigdy nie pobieraliśmy żadnego wynagrodzenia, diet, wręcz odwrotnie – zawsze wnosiliśmy coś od siebie. I my i rodzice zawodników. Wystarczy tylko powiedzieć, że najprostszy motocykl to koszt ok. 10 tys. złotych. A przez nasz klub przewinęło się tylu zawodników – mówi Bogdan Zakrzewski. – Padły inne, bogate kluby, a „Szarak” przetrwał 45 lat, tworząc pół wieku historii sportu motorowego w Polsce. I przeżył wielu z nas – dodaje Władysław Dudziński.
Teraz szansą dla klubu są młodzi zawodnicy i działacze, czy wystarczy im pasji, czy podołają zadaniu, oby tak.
Jolanta Śmielak-Sosnowska

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (2)

erkalerkal
0
Składam wyrazy szacunku i uznania dla p. Dudzińskiego i wszystkich,którzy tworzyli historię i dni świetności "Szaraka". Pamiętam jeszcze zawody w Plecewicach. Dla szczeniaka (malutki byłem) było to niesamowite przeżycie. Potem każde zawody na Podzmczu. Ja, widz, dostawałem dawkę niezłej adrenaliny. I ten męski zapach spalin, specyficzny, który w normalnym ruchu ulicznym byłby smrodem. Na torze natomiast stawał się błogosławieństwem, wypelniał niemal słodką wonią nos i podniebienie. Ach. Wspaniałe były te czasy.
Życzę kolejnych 45 lat i przynajmniej 180 pucharów!!! (2008-02-05 22:18)
trycjatrycja
0
Dołączam się do przedmówcy. Chociaż Plecewic nie pamiętam, to zawody na Podzamczu owszem. Dzieciństwo kojarzy mi się z zapachem rycyny i dźwiękiem motocykli. Nie ominęłam żadnych zawodów, tata zabierał mnie na każde. A na tych wielkich wtedy dla mnie maszynach wożono mnie chętnie i nawet oparzone czasami o zbiornik nogi nie zatarły miłych wspomnień :)

Pozdrowienia dla "Szarakowców" :)

PS: Gwoli ścisłości - bracia Janusz i Bohdan Harasińscy (2008-02-07 08:38)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy