Narkotyki w Sochaczewie

/ 3 komentarzy
Zdjęcia i foto: Narkotyki w Sochaczewie Narkotyki, alkohol sochaczew

Narkotyki pozostają wciąż w świecie swoistego tabu. To temat okrojony mocno przez cenzurę społeczną, tak wynikającą z merytorycznych ograniczeń, jak i czysto mentalnych. O narkotykach mówimy raczej wirtualnie, ogólnie, bez wdawania się w szczegóły i rzadko tak, jakby faktycznie nas dotyczyły. Nawet policja, choć tak skrupulatnie wylicza promile kierowców, pomija milczeniem stan odurzenia narkotykami uczestników wypadków. Tymczasem pierwsza prawda, jeśli przyjąć lokalny punkt widzenia, jest taka, że w Sochaczewie narkotyki są. Sięgają po nie przeważnie ludzie młodzi, również i coraz częściej dzieci. Porcję ecstasy, amfetaminy można kupić u nas niemal wszędzie za cenę jednego piwa średniej marki.
Dziś szczerze o narkotykach rozmawiamy z Jolantą Bajurską, terapeutą ze Stowarzyszenia Pomocy „Arka Noego”, autorką naszej stałej rubryki „Jak rozpoznać, że dziecko bierze?”, która od kilku lat skutecznie pomaga osobom uzależnionym.


Dlaczego milczymy lub tylko dziwnie speszeni szepczemy o narkotykach? Znawcy problemu zdają sobie sprawę, że ujawnianie szczegółów przewrotnie może pobudzać młodzież do sięgania po używki, bo przecież prawdą jest, że narkotyki w pierwszym swym działaniu dają wytchnienie, wprowadzają w stan upojenia, radości, dodają sił, dowartościowują. Lepiej też nie podpowiadać amatorom sposobów na prosty, bezpieczny czy tani odlot, dlatego mówi się raczej o skutkach, o profilaktyce, oddalając od nas w rzeczywistości rozgrywający się bardzo blisko narkotykowy dramat. W szerszym odniesieniu do ściszania głosu w rozmowach na ten temat skłania nas strach, w końcu rynek narkotyków to świat przestępczy, często pełen zbrodni innego rodzaju, jak gwałty, wymuszenia, szantaże, zastraszanie, prostytucja. Na koniec wreszcie milczymy, bo po prostu wolimy nie widzieć problemu.

- Narkotyki w Sochaczewie są i przeważnie dotyczą młodzieży. Moje pytanie brzmi, jakie?
- Najmodniejsza jest amfetamina. Na dyskotekach króluje ecstasy. Poza tym często dzieciaki sięgają po skun. Jest grupa ludzi, która bierze kokainę, ale dużo rzadziej, bo to bardzo drogi narkotyk, używka biznesmenów. Ale wszystkie te narkotyki szybko uzależniają.

- Skun też? Podobno trawa nie uzależnia?
- To stara teoria, dotycząca marihuany. Tylko że my w Polce tylko w latach 60-70. mieliśmy dostęp do tej naturalnej marihuany, tego zioła z czasów dzieci-kwiatów. Kiedy w latach dziewięćdziesiątych zalewała nas subkulturowa fala z Zachodu, od razu dostaliśmy jakiś gorszy jej odrzut. Już ta pierwsza marihuana zawierała jakieś 10% THC, związku chemicznego powodującego odurzenie, dziś sięga on 20% i wraz z uzdatniaczami tworzy tzw. skun, środek w sumie chemiczny, tak samo trujący jak wszystkie inne.

- Czy w naszym mieście spotkała się pani w jakikolwiek sposób z tzw. tabletkami gwałtu?
- Niestety tak. Przede wszystkim znam ten narkotyk z opisów osób, które mogły być bez swojej wiedzy poddane jego działaniu, lub z zasłyszanych przypadkiem rozmów wśród młodzieży. Niestety, ten środek służy dokładnie temu, co wskazuje nazwa, jest potajemnie podawany dziewczętom lub chłopcom w celu ich seksualnego wykorzystania. Tabletki gwałtu powodują zwiotczenie mięśni, utratę przytomności, osoba, która je zażyła, zupełnie nie pamięta, co się stało. Dlatego zawsze mówię na spotkaniach z młodzieżą, jeśli jesteś na dyskotece, na imprezie, nawet ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi, to szklanki z zawartością nie zostawia się, a jeśli już ją zostawiłaś, zostawiłeś, to jej nie wypijasz po powrocie.

- Czy w Sochaczewie istnieje coś takiego, jak narkotykowy rynek?
- Oczywiście. To są ogromne pieniądze, na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, jakie. To są układy, które nazwałabym mafijnymi, to jest niszczenie ludzi. Jak raz wlazłeś w te szpony, będzie ci bardzo ciężko z nich wyjść, a jeśli nawet będziesz próbował, mataczył, to oni znajdą na ciebie sposób, żeby cię przycisnąć. Bardzo szybko dzieci, a i starsi, wchodzą w uzależnienie finansowe, owszem, za pierwszym razem ci damy, za drugim razem zapłacisz, za trzecim możemy nawet dać ci na kredyt, ale kredyt ma to do siebie, że obrasta w odsetki, a tam rosną one bardzo szybko, i nagle okazuje się, że nie masz z czego oddać. No i mają cię.

- Czy dealerem może być dziecko?
- Najlepszym, najbardziej efektywnym dealerem jest ktoś, kto swobodnie porusza się w środowisku odbiorców używek, czyli na przykład uczeń szkoły, który może do niej swobodnie wejść, młody człowiek na pełnych prawach, którego nie można wyrzucić z placówki. Oczywiście nadal są obcy, którzy kręcą się koło sochaczewskich szkół, bracia, siostry, koledzy, ale coraz częściej dealerzy są wewnątrz szkoły.

- Ma pani doświadczenie z młodymi, uzależnionymi od narkotyków. O jakim najmłodszym wieku mówimy?
- Podstawówka, szósta klasa. Rodzice mówią, on tylko pali. A papierosy otwierają drogę do skuna. Albo mówią, on tylko ma tabakę. A ja się pytam, po co dziecku tabaka? Po co temu dziecku do tej tabaki maszynka i bibułki do robienia skrętów?

- Jak im się udaje wnieść do szkoły narkotyki? Gdzie i jak je zażywają?
- W zasadzie nie powinnam o tym mówić. Sposobów jest wiele i na wnoszenie, i na zażywanie, zdziwiłaby się pani, jak wymyślnych. Wcześniej większość dzieciaków wciągała amfetaminę, ale ponieważ powoduje to obrzęki nosa, krwawienia, podrażnienia śluzówki, zaczerwienienie, katar podobny do alergicznego, przerzucili się na picie, bo amfa się rozpuszcza, zresztą podobnie jak ecstasy. Więc ukrywają narkotyk w niedużych butelkach z popularnymi napojami gazowanymi o wyraźnych smakach.

- Dlaczego człowiek mały czy duży sięga po narkotyk ten pierwszy raz?
- Ze słabości lub zwykłej ciekawości. Słyszy te cudowne opowieści o narkotykach lub jest wprost skutecznie namawiany. Koledzy opowiadają, jak jest wspaniale, ile można zrobić, kim się to nie jest, oczywiście pomijają, jak to sponiewiera, jak spać nie można, jakie jest później zmęczenie, jaka złość, że żeby znowu funkcjonować, trzeba wziąć, że zaczynają się omamy wzrokowe, słuchowe, lęki, serce zaczyna wysiadać, nerki, wątroba, a najbardziej mózg.

- Mózg? Narkotyki podobno dają natchnienie, uwalniają umysł?
- Pozornie. Muszę tu powiedzieć coś bardzo ważnego. Osoba, która wchodzi w narkotyki, zatrzymuje się emocjonalnie i społecznie na etapie, w którym to uczyniła. Jednym zdaniem, taki młody człowiek, czasami dziecko, po prostu się nie rozwija. Powiedziałabym wręcz, że się cofa. I jeszcze coś. Każdy narkotyk bardzo szybko wciąga i wyzwala nasze genetyczne uwarunkowania w kierunku chorób psychicznych. Te wszystkie choróbska z czasem wyłażą, czasami narkomani sami sobie je nakręcają w trakcie brania, bo świat im się rozjeżdża, jest ten zwykły, szary i smutny, i ten drugi, nad którym nie panują, potem już nie ma żadnego rozróżnienia, żyje się tylko w dziwnym świecie, bardzo dziwnym...

- I?
- W narkotyki bardzo łatwo jest wejść, bardzo trudno się wychodzi. Zwłaszcza, że już na początku dzieciaki i rodzina włączają mechanizmy zaprzeczania i ułatwiania. Jeżeli tych mechanizmów się nie odblokuje, nie zacznie się rozliczać, dostrzegać, mówić o tym głośno, szukać rozwiązań, to któregoś dnia się okaże, że dziecko siedzi pod stołem i się trzęsie, że nie chce nigdzie wyjść, chodzi w kapturze na głowie, patrzy wściekłym wzrokiem dokoła, boi się ludzi, ma manię prześladowczą, czasami zresztą słusznie, bo bywa, że dealer czy inna windykacyjna firma chce go rozliczyć za to, czego nie oddał. Potem są myśli samobójcze, a potem samobójstwa.

- Jak duża jest skala zjawiska w Sochaczewie?
- Nie powiem, bo nie wiem...

- W jakim czasie to wszystko się dzieje? Kiedy zareagować?
- Utarły się u nas wzorce takie, jak w przypadku alkoholizmu, gdzie konsumpcja używki najpierw idzie do góry, a potem spada, wystarczy butelka wody brzozowej, by przestać kontaktować się ze światem. W przypadku narkotyków krzywa cały czas idzie do góry. Albo się po drodze zatrzymasz i zaczniesz coś ze sobą robić, albo polecisz do końca. Z czasem nie wystarczy kreska, żeby szaleć, ba, żeby w ogóle móc chodzić, żeby móc z ludźmi pogadać normalnie, żeby nie bolało. Trzeba wziąć więcej. A jak więcej, to więcej pieniędzy, jak więcej pieniędzy, to trzeba ukraść, jak nie ukraść, to się sprzedać albo zacząć dealować. Każda z tych form jest tragiczna. Taki człowiek ląduje w matni, nie widzi wyjścia i kończy z sobą. A kiedy zareagować? Im wcześniej, tym lepiej, jak w przypadku wszystkich chorób.

- Czy zdarzył się pani sukces, czy udało się wyprowadzić narkomana z nałogu?
- Na szczęście tak. Cieszy mnie to ogromnie, bo przecież działamy niezbyt długo, jakieś dwa - trzy lata. A mamy kilku neofitów. To prawda, że oni do końca życia będą najwyżej trzeźwymi narkomanami. Nasza terapia jest typowo ambulatoryjna. Czyli my tylko pomagamy, ale pacjent wychodzi z nałogu sam. Ogromna, ba, nie do przecenienia jest tu pomoc rodziców, czasami dziewczyny, chłopaka, wszyscy oni muszą, raz, pozbyć się współuzależnienia, a dwa, być strażnikami, mówić prawdę: „Dziś wypiłeś, wziąłeś, ja to widzę i w ośrodku powiem, że tak było”. Konieczny jest też lekarz wspierający, który potrafi pomóc pacjentowi w dołkach czy stanach depresyjnych. Osoba wychodząca z nałogu musi nauczyć się żyć na trzeźwo i znajdować w tym radość, musi znaleźć cele w życiu i ustalić odpowiedzialności, znaleźć hobby, sposób na życie, który pozwoli na samorealizację i dostrzeżenie dobra. Bo tamten narkotykowy świat długo mami. Ważna jest świadomość mechanizmu uzależnienia. Wystarczy zapomnieć, że wypicie jednej butelki piwa spowoduje, że zgubisz ten hamulec, że sięgniesz po skuna, bo będzie pod ręką. To ciągle nad nimi wisi. Nigdy nie można mieć pewności, że znowu nie wezmą.

rozm. Monika Figut

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (3)

JuniorJunior
0
"Porcję ecstasy, amfetaminy można kupić u nas niemal wszędzie za cenę jednego piwa średniej marki." No ciekawa teoria ze za 2 lub 3 zl mozna kupic anfetamine, dane z kosmosu. (2007-02-21 11:37)
LikeuLikeu
0
Junior uważaj!!!! (2007-02-23 15:39)
JuniorJunior
0
Czemu mam uważac ?? (2007-02-24 16:33)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy