Nie taki Boruta straszny

Z Tomaszem Sołdaczuk, szefującym klubowi Boruta MC Sochaczew, o motoryzacyjnych pasjach, nowej siedzibie i projekcie stworzenia muzeum starych motocykli, rozmawia Małgorzata Pałuba.

Gdy przejeżdżamy ulicą Towarową, nasz wzrok przyciąga od razu mur i brama pokryte malunkami oraz wyłaniający się zza muru czerwony budynek z dwoma fruwającymi motocyklami.

Te fruwające, przyczepione do ściany motory to chęć zasygnalizowania, że jest to siedziba motocyklistów. Taka wizytówka klubu. Maszynę złożył nasz kolega Zbyszek Smus z motocykla, który już swoje wyjeździł. Będą do niej jeszcze podłączone światła, żeby ludzie wiedzieli, że gdy się świecą, to jesteśmy w klubie i... jedziemy. Drugi znajdzie się na innej ścianie. Zawiśnie, gdy tylko zrobimy taras. A na to potrzebne są pieniądze, bo, niestety, sam nasz wkład pracy nie wystarczy. Jeśli zaś chodzi o malunki, to zawsze w świecie motocyklistów pojawiały się czaszki, jako emblematy, a diabeł?, no przecież to jest klub Boruta. Generalnie motocykliści nie zawsze piją mleko, choć ono stymuluje rozwój kości i wzmacnia wapń. Więc to są właśnie takie klimaty.

Wiem, że włożyliście tam nie tylko wiele pracy, ale również pieniędzy, a przecież budynek ten jedynie wynajmujecie.

Mamy umowę z Muzeum Kolejnictwa w Warszawie na 10 lat. Myślimy po cichu, żeby go kiedyś od kolei odkupić. Dlatego włożyliśmy w ten budynek i jego otoczenie już setki przepracowanych godzin. Ale nie wszystko da się wykonać samodzielnie. Na przykład łazienkę mamy zrobioną za przysługę. Ktoś prosił o motocyklową obstawę ślubu syna, więc pojechaliśmy 20 motocyklami i pilotowaliśmy ich z Sochaczewa do Teresina i z powrotem. Teraz jeden z rodziców nowożeńców, który jest glazurnikiem, w ramach rewanżu położył w łazience glazurę. Mimo że budynek jest wynajęty, traktujemy go jak swój. Wymieniamy drzwi, okna, zrobiliśmy schody i całą elektrykę. Udało się też zabezpieczyć dach. No i oczywiście jest pomieszczenie klubowe, gdzie się spotykamy.

Słyszałam, że chcecie jeszcze ciaśniej współpracować z muzeum kolejnictwa. Były nawet spotkania z jego dyrektorem Ferdynandem Ruszczycem.

Tak, to prawda. Były już trzy spotkania. Pierwsze zaraz po wynajęciu, ze sporym powątpiewaniem z jego strony, że tu coś się uda stworzyć. Później było drugie, podczas remontu, pod hasłem: O Boże, to się nigdy nie skończy. I trzecie: O kurde, udało im się! I od tego czasu już nie jest to dla nas pan Ferdynand, a Ferdynand.

Macie też pomysł, by obok siedziby klubu stworzyć niewielkie muzeum starych motocykli, które poszerzyłoby ofertę turystyczną muzeum kolejki wąskotorowej.

Myślimy o tym, zwłaszcza że niektórzy nasi koledzy są właścicielami takich eksponatów. Chcielibyśmy te i inne, które nam się uda pozyskać pokazywać w pawilonie. Mam nadzieję, że niedługo powstanie on na podwórzu klubu. Zamówiliśmy już nawet materiał - 350 podkładów kolejowych, które, pocięte wzdłuż, będą budulcem zewnętrznym pawilonu. Bo ma on wyglądać jak stary kolejowy budynek o powierzchni, jak sądzę, około 150 mkw. W środku dobre miejsca ekspozycyjne z odpowiednim oświetleniem ale to są kolejne koszty. Trochę nas to wszystko ogranicza, bo przecież jesteśmy klubem motocyklowym i chcielibyśmy przede wszystkim jeździć.

Ale z drugiej strony, chcieliście mieć własny kąt.

Oczywiście, pomieszczenie klubowe nie jest może zbyt duże, ale klimatyczne. Tam gromadzimy różne nasze pamiątki czy trofea z wyjazdów. A to ktoś słupek ściął albo tablicę z ciężarówki urwał. Wisi tam oczywiście również rzeźba przyznana nam wraz z tytułem Sochaczewianina Roku 2010. Są też różne prezenty, które dostajemy od zaprzyjaźnionych klubów podczas zlotów. Mamy więc gdzie to wszystko umieszczać.

To kiedy możemy oczekiwać oficjalnego otwarcia siedziby klubu Boruta MC Sochaczew?

No właśnie, pomieszczenie jest zbyt małe, aby pomieścić wszystkich, których chcielibyśmy zaprosić, więc pewnie dopiero wiosną, gdy się ociepli i będzie można zorganizować coś na dworze. Same oddziały klubu Boruta MC to sporo motocyklistów z Kutna, Warszawy, Białogardu i Sochaczewa.

Ale związki motocyklistów z muzeum ciuchci mają podobno być jeszcze bliższe.

To prawda, podpisaliśmy już deklarację, że obejmiemy opieką jeden z muzealnych obiektów. Prawdopodobnie będzie to parowóz. Jesteśmy w trakcie rozmów z dyrektorem sochaczewskiego oddziału Markiem Belczykiem. Więc już niedługo któryś parowóz może zostać odmalowany na czerwono z napisem Boruta. Jest również zgoda na połączenie naszej działki szerokim przejściem z terenem muzeum, by kolejowe zabytki mogli zwiedzać zarówno nasi goście, jak i odwiedzający muzeum mieli dodatkową atrakcję w postaci małego muzeum starych motocykli, o czym była już mowa. To jednak nie wszystko, bo krystalizuje się także pomysł, aby na tej naszej działce ułożyć kawałek torowiska i ustawić na nim zabytkowy wagon restauracyjny, tzw. salonkę, by zwiedzający mogli tu latem odpocząć, napić się herbaty, a może nawet coś zjeść. Wszystkie te projekty, z tego co wiem, bardzo dobrze ocenia dyrektor Ferdynand Ruszczyc. Mało tego, Warszawa sama podrzuca nam pomysły, co jeszcze można by zrobić.

Więcej w najnowszej "Ziemi Sochaczewskiej".

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy