Niezły pasztet

/ 9 komentarzy / 32 zdjęć
Zdjęcia i foto: Niezły pasztet Wystawy, projekty sochaczew
+27

Łukasz Majewski z Akademii „e-Sochaczew.pl” wraz z Joanną Czubak, młodą artystką z Wiązownej koło Warszawy, zostali wyróżnieni w konkursie plastycznym, który Telewizja Polska przeprowadziła w ramach dobrze już znanego projektu DOLINA KREATYWNA. Majewski i Czubak zaprezentowali komiks pt. „Niezły Pasztet”, który w całości można obejrzeć na stronach www.esochaczew.pl.

Więcej o Łukaszu Majewskim można się dowiedzieć w dziale Akademii „e-Sochaczew.pl”. Joanna Czubak, z którą tworzył komiks, jest absolwentką wydziału fotografii w Studio Sztuki w Warszawie. „Niezły pasztet” powstawał w dość specyficzny sposób. – Inspirowaliśmy się dadaizmem, tym wszystkim, co wiemy o podświadomości – mówi Łukasz. – W taki sposób powstawał też scenariusz. Jedno z nas pisało kawałek scenariusza i wysyłało drugiemu, po czym to drugie, bez konsultacji dopisywało dalszy ciąg historii, także nikt do końca nie widział, jak się to wszystko potoczy, pozwalaliśmy historii rozwijać się samej, rządziła intuicja.

Relację z finałowego spotkania artystów będzie można obejrzeć na antenie Programu II TVP 20 lutego w poniedziałek o godzinie 19:35. Zapraszamy!


Przypomnijmy, to już drugi sukces mieszkańców Sochaczewa i okolic w DOLINIE KREATYWNEJ. Zupełnie niedawno, II miejsce w 'multimediach' zajął Szymon Szymański.


„Problem Kartezjański” – subiektywnie o „Niezłym pasztecie”

Już w pierwszej ze swych Medytacji, która nosi nazwę „O czym można wątpić” pisze Kartezjusz: 'Otóż wszystko co dotychczas uważałem za najbardziej prawdziwe, otrzymywałem od zmysłów lub przez zmysły. Przekonałem się jednak, że te niekiedy mnie zwodzą, a roztropność nakazuje nie ufać nigdy w zupełności tym, którzy nas chociaż raz zwiedli. Jednakowoż – choć nas zmysły niejednokrotnie zwodzą, gdy chodzi o jakieś przedmioty małe i bardziej oddalone, to może jest wiele innych rzeczy, o których wcale nie można wątpić, chociaż też od zmysłów je przyjmujemy, jak np., że teraz tutaj jestem, że siedzę koło ognia, że jestem odziany w zimową szatę, że dotykam papieru rękoma itp. W jakiż sposób można by zaprzeczyć, że te właśnie ręce i całe to ciało moje jest? Musiałbym chyba siebie porównać do nie wiem jak szalonych, których mózg jest tak osłabiony przez uporczywe wyziewy czarnej żółci, ze stale zapewniają, iż są królami, podczas gdy są bardzo biedni lub że są odziani w purpurę, gdy tymczasem są nadzy, albo że mają głowę z gliny, albo, że całe ich ciało jest dzbanem, lub że są wydęci ze szkła. Ale to są właśnie szaleńcy i ja bym się wydawał niemniej szalonym, gdybym ich sobie nie wziął za przykład. Doskonale – to tak – jakbym sam nie był człowiekiem, który ma zwyczaj w nocy spać i który we śnie doświadcza tego samego, a nawet rzeczy jeszcze mniej prawdopodobnych niż owi szaleńcy na jawie. Jak często w nocy każe mi sen wierzyć w rzeczy zwyczajne, jak np. że tu jestem, że jestem ubrany, że siedzę przy ogniu, a tymczasem leżę w łóżku rozebrany. Lecz przecież teraz całkiem pewnie na jawie patrzę na ten papier, ta głowa, którą poruszam, nie jest we śnie pogrążona. Rękę tę wyciągam przed siebie z rozmysłu i ze świadomością i mam w niej czucie; tak wyraźnie nie przedstawiałoby się to śpiącemu. A jednak przypominam sobie, że podobne rozważania zwiodły mnie innym razem w snach. Gdy o tym myślę uważniej, widzę tak jasno, że nigdy nie można na podstawie pewnych oznak odróżnić jawy od snu, iż ogrania mnie zdumienie właśnie utwierdza mnie w mniemaniu, że śnię'.
Wypada przeprosić za ten stanowczo zbyt długi cytat. Nigdy jednak nie przywołałbym go w pełnej wersji, gdyby nie pewność, że jest on tu w całości bezwzględnie potrzeby. Choć przecież mogłem się posłużyć słowami innych, którzy myśl Kartezjusza sformułowali bardziej lakonicznie. A jest ich niemało – tych, którzy niemożność odróżnienia snu od jawy uczynili poniekąd zasadą własnego tworzenia: Szekspir, Lewis Carrol, Borges… Jest jeszcze inna wersja tego pytania. 'Kto wie, czy życie to nie śmierć, a śmierć czy nie jest życiem''– pisze Eurypides. Ono także w specyficzny sposób funkcjonuje w 'Niezłym pasztecie'.
Komiksowy Barney, który nieprzypadkowo przecież paraduje w szlafmycy, pyta babcię na samym początku opowiastki: 'Czy często wydawało ci się, że bliscy ludzie wokół ciebie nie są tymi, za kogo się podają? No bo widzisz babuniu, ja często mam takie sny, w których wszyscy okazują się być kimś zupełnie innym, niż mogłoby się wydawać'. Ale też nieprzypadkowo babcia i wnuczek słuchają dziwnej i przerażającej piosenki Billie Holiday 'Strange Fruit'. Południowe drzewa rodzą dziwne owoce, krew na liściach, krew na korzeniach, kołysząc się na południowym wietrzyku, dziwny owoc wisi na drzewie topoli… Może staje się tak bez intencji autorów, ale piosenka o powieszonym na drzewie niewolniku sprawia, że nie sposób, przyglądając się wędrówce Barneya, myśleć jedynie o antynomii 'sen-jawa', bo ta druga 'życie-śmierć' narzuca się z ogromną siłą. Kto chce, niech zaryzykuje i podczas czytania komiksu włączy płytę z nagraniem Holiday.
Na którymś z obrazków Barney pojawia się z fajką w ustach. Czy pali jedynie tytoń – nie sposób nie zadać takiego pytania, kiedy już za chwilę widzimy go jak uczestniczy w niezwykle podejrzanym przyjęciu, na którym duszą towarzystwa jest… babciny kot. Kot, raczący Barneya klasycznym 'idziemy, bo do poznania prawdy jeszcze daleka droga'. W swej onirycznej wędrówce Barney odwiedza piękny ogród (Eden?), który za chwilę przeobraża się w obskurne miasto (Piekło?). To nie jest lekka wędrówka, i trzeba mieć nie lada hart ducha, żeby ją przybyć ('Żeby tylko nie pęc' – zaklina się Barney). Na jej końcu kot mówi Barneyowi wprost: 'Rób, co chcesz, za tymi drzwiami jest odpowiedź na wszystkie twe pytania, ale pamiętaj, robisz to na własną odpowiedzialność. Ze swojej strony powiem, że ci się nie opłaca. Pamiętaj, stamtąd nie ma wyjścia'.
I to również jest stara teza, jeśli raz już poznamy 'drugą stronę' odwrotu nie będzie. Problem w tym, że ta wiedza może okazać się dla nas niemożliwa do zaakceptowania. Ostatecznie nawet tam, już po stronie prawdy, dostajemy kolejne pytanie: 'Ale chyba nadal kochasz swoją babunię Barneyku?'.
Autorzy komiksu pozostawiają nas z nim niczym na środku zamarzniętego jeziora, które zaczyna pękać pod stopami. Czasu na udzielenie odpowiedzi jest bardzo mało.
Kartezjusz swoje problemy rozwiązał w dość prosty sposób. Przywołał Boga, który uporządkował mu świat. Wszystko stało się porządne i poukładane. Majewski i Czubak, choć nie zajmują się przecież w komiksie filozofią, również dają odpowiedź na wątpliwości Kartezjusza. Na pewno nie tak konkluzywną jak jego, ale może przez to bardziej prawdziwą. Czymkolwiek zresztą jest prawda.

Andrzej Gąsiorowski


Akademia 'e-Sochaczew.pl'

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (9)

EwaEwa
0
GRATULUJE !!!!
bo w życiu przecież najważniejsza jest pasja... (2006-02-16 00:00)
PolinaPolina
0
ja rówież gratuluję:)) i życzę kolejnych twórczych sukcesów!:) (2006-02-16 00:00)
GąsiorGąsior
0
Pasja, owszem, to widać, ale w twórczości Łukasza jest coś więcej, coś tajemniczego, dziwnego niepokojącego. To się jeszcze kształtuje, ale kiedy już utrwali tę swoją formę, to będzie prawdziwy twórczy czołg.

Nie chciałem się o tym rozpisywac wyżej, ale rysunki przypominają mi nieco naszego kochanego i wielkiego Papcia Chmiela. Daleko bardzij niedbałe i umowne, ale coś wspólnego chyba jest. Pomijając fakt, że Tytus niejednokrotnie wpadła w podobne "narkotyczne" sytuacje.

No i ta więź z babcią! Poruszające! (2006-02-16 00:00)
GąsiorGąsior
0
widziałem program. Łukasz jak zwykle skromy, trochę nieobecny. Tak trzymać, Łukasz, tak trzymać! (2006-02-20 00:00)
zybizybi
0
serdeczne gratulacje!! (2006-02-21 00:00)
orestesorestes
0
noo..gratuluję również..jak się konkurs podobał? (2006-02-21 00:00)
majamaja
0
dzięki, dzięki wszystkim, a na planie fajnie było- spoko osoby, luźna atmosfera..
chciałem też wyjaśnić żeby nie było, że Aśka również wykonała połowę rysunków zawartych w komiksie
pozdr (2006-02-21 00:00)
DaimonionDaimonion
0
Do wrażliwych tego forum!

Wszystkich tych, którzy gratulowali, uprzejmie proszę o wytłumaczenie mi czego gratulowali autorowi / autorom.
Każdą natchnioną głowę proszę o pomoc w znalezieniu w tym komiksie jakichkolwiek wartości. Zapewne samo jego istnienie jest wartością, proces twórczy również też, wspaniała zabawa w tworzenie lub jej brak o ile został zauważony - tak. A coś więcej? Czy tylko ja nie widzę?
A może piszecie - a tak na prawdę nie rozumiejąc o czym?
Andrzeju, Ciebie prosze byś ostatni zabrał głos.
Boję się również że będziesz również pierwszym.

(2006-02-22 00:00)
GąsiorGąsior
0
Daimonionie, ja wszystko powiedziałem wyżej w mojej interpretacji tego komiksu. Myślę, że ta opowiastika nie ma za zadania generowania wartości i to jest jej plus. Oglądam całe mnóstwo komiksów z morałem i czasami trzeba od tego odpocząć. Oczywiście to nie jest jakieś dzieło skończone, ale pewnie tak też miało być. Najlpesze słowo to chyba "strumień świadomości", który po raz pierwszy stał się zasadą dzieła u Jamesa Joyce'a (z taką wyrazistością).

Dziękuję natomiast za Twoją opinię, cieszę się, że wziąłeś Sobie do serca to, co napisałem w innym miejscu.

(2006-02-22 00:00)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy