Paulina Danecka - poezja kobieca

/ 3 zdjęć
Zdjęcia i foto: Paulina Danecka - poezja kobieca Słowo pisane sochaczew

„Słowa mają wiele znaczeń...”

...dziewiczy...wyuzdanie...puszcza... dosadny...erotyzm...spółkuję... igraszek...

Niedawno wydała swój tomik, ale znana stała się jeszcze przed jego ukazaniem się.
Paulina Danecka, sochaczewianka, 15 lutego w Restauracji Kameralna gościła na wieczorze z poezją miłosną. Niedługo po owym wieczorze spotkaliśmy się z nią na dłuższą niż w Restauracji Kameralna pogawędkę.

J: Opisz swój pierwszy slam, swój dziewiczy slam. Kiedy to miało miejsce, gdzie, jak wyglądał, czy miałaś tremę?
Pierwszy slam miał miejsce rok temu, w marcu, w Cafe Kulturalnej (w PKiN – przyp.). Wtedy nie byłam jeszcze dobrze do niego przygotowana, scena, nieznana publiczność, itd. Po występie nie byłam też do końca z siebie zadowolona, nie udało mi się wyjść z pierwszej rundy. Dzięki pomocy jednej ze znajomych, która jest reżyserką, w opanowaniu zachowania na scenie, kolejny slam, w kwietniu, był już zwycięski.
J: Na polu slamowym masz już pewne sukcesy, opowiedz o nich.
Dla mnie zawsze największym sukcesem jest wygrać w nowym miejscu przed nową publicznością. Udało mi się to cztery razy, gdyż wygrałam slam w Warszawie, Sopocie, Toruniu i Łodzi. W Łodzi był to finał AHE Slam Tour, czyli ogólnopolskiego slamu, odbywający się w kilku miastach naszego kraju.
Każdy slam jest pojedynczym wydarzeniem, wiąże się z przygotowaniem jakiegoś programu, nie trzeba wygrać, aby się czegoś ze slamu nauczyć. Również te slamy, w których nie udało mi się zająć pierwszego miejsca dały mi bardzo dużo, zwłaszcza w obserwacji publiczności, i wyciągania wniosków na przyszłość.
J: Wspomniałaś o AHE Slam Tour, którego efektem jest wydanie przez Ciebie tomiku poezji...
D: „Wy-ust-danie” (wyuzdanie?), czyli...
Prezentacja języka. Zauważ, że tam są myślniki.
J: Ale kojarzy się z czymś innym... Skąd taki tytuł tomiku?
Chodzi także o wieloznaczność języka, zabawy z konwencją i przyzwyczajeniem do pewnych słów. W całej mojej twórczości bardzo bliski jest mi język. I wieloznaczność, zarówno słowa „język”, jak i języka polskiego, możliwość zabawy tym językiem. Chciałam pobawić się z językiem i możliwością jego odbioru. Doprowadzić do pewnej prowokacji, używać słów w troszkę innym znaczeniu, czasami lekko przekręconym, i tym sposobem sprawdzać uwagę czytelnika, i puszczać do niego oko.
J: Poezja, którą prezentujesz w tomiku jest z gatunku poezji miłosnej, nawet lekko erotycznej, czasami można ją tak odebrać. Czy jest to tylko fikcja literacka, jakaś pamięć o przeszłości, opis teraźniejszości czy marzeń do spełnienia?
Poezja miłosna to obszerny gatunek, mieści w sobie wiele różnego typu tekstów. Tak samo jak każdy utwór ma po trosze wszystkiego o czym mówisz. Po pierwsze na pewno odnosi się do różnego typu doświadczeń, ale jak każda fikcja literacka jest przesadzony, celowo ubrany w słowa, które prezentują go w nowy, ciekawszy, bardziej dosadny sposób.
D: Erotyzm i wrażliwość można pogodzić?
Jedno wypływa z drugiego. Lub raczej słowo „erotyzm” jest traktowane bardzo marginalnie, spychane jedynie do obszarów zabronionych, tabu itd. Wrażliwość jest po prostu reagowaniem. Wrażliwość i erotyzm łączą się ze zmysłowością. To je łączy. Wrażliwość jest funkcją zmysłowości, erotyzm działaniem. Uważam, że pytanie jest podchwytliwe.. :)
D: Jeden ze swoich wierszy kończysz, mniej więcej tak: „w brzasku spółkuję z winą”. Co miałaś na myśli?
Odniosłeś się do bezpośredniego znaczenia słowa „spółkowanie”, to jest zwykle pierwsze skojarzenie. A ja w większości moich utworów staram się pokazać, że słowa naprawdę mają wiele znaczeń, a my często używamy ich, tylko w jednym podstawowym. Nie chcę tłumaczyć metafor tego, co piszę. To jest moja gra słów, i raczej łączenie słów, które się nie łączą. Ten sposób, jak widać, wzbudza zaciekawienie, i pozwala spojrzeć na język z trochę innej strony.
J: Jak rodzice odbierają Twoją twórczość, jak zareagowali na tomik przeczytawszy go już?
Rodzice byli świadomi tego, co ja pisze, i w jaki sposób piszę. Czasami było to dla nich ciekawe, czasami śmieszne, ale zawsze wspierali mnie w tym co robię, nawet jeśli sądzili, że jest to lekko ekscentryczne i inne.
J: Czy nie zadawali krępujących pytań?
Nie, bo tak naprawdę cała treść tego tomiku nie jest w żaden sposób krępująca. Jeśli ktoś się naprawdę wczyta w te wiersze, to okazują się one bardziej zabawą z konwencją języka niż opisem erotycznych przeżyć. A wydaje mi się że współczesny odbiorca potrzebuje tej kalki erotyczności, żeby go coś zaciekawiło. Jeśli już zostanie zaciekawiony, to jest w stanie odbierać poezję na trochę wyższych rejestrach, niż tylko seksualnych. Tak samo dzieje się na slamach.
D: Na wieczorze z poezją miłosną w Restauracji Kameralna byli także Twoi rodzice. Jest w Tobie odwaga mówienia przy rodzicach o tematach trudnych, miłości...
Wydaje mi się, że w każdym człowieku jest zarówno potrzeba miłości, jak i pamięć własnej młodości, i język służy do tego, żeby o wszystkim mówić w odpowiedni sposób. Jeśli nie przekracza się granic dobrego smaku lub nie obraża się nikogo, to wydaje mi się, że to może być interesujące dla przedstawicieli różnych pokoleń.
D: Dla rodziców również?
Tak. Rodzice mnie znają. Nigdy nie zaprosiłabym ich na wydarzenie, które w moim mniemaniu, mogłoby się im nie podobać, i prawdopodobnie nie robiłabym rzeczy, które mogą im się nie podobać.
J: Jak będziesz pisała za 10 lat? Albo kiedy będziesz już mamą i miała załóżmy dwójkę dzieci... Czy Twój poezja będzie inna, bo teraz jest dziewczęca, zabawna, kontrowersyjna i drapieżna.
Moim zdaniem każda kobieta powinna, niezależnie od wieku, mieć w sobie małą dziewczynkę. I nawet nie jest to moje marzenia, ale fakt. Ja to odkrywam kiedy moje wiersze czyta osoba starszego pokolenia i dobrze się w nich odnajduje. Nie wiem jak będę pisać za 10 lat. Ja widzę że to jest w dużej mierze sprawa języka, tego jak się on rozwija, w jaki sposób odbieram świat. Pewne cechy tego, co piszę są bliskie mi od kilku lat, więc możliwe że będzie to nadal podobne.
J: Dlaczego klasyfikujesz to, co piszesz jako poezję kobiecą? To określenie już jest chyba bliższe prawdzie, niż poezja miłosna...
Poezja kobieca, bo piszę z perspektywy własnej wrażliwości, i jest to wrażliwość typowo kobieca. Często mówiło się do tej pory o poezji męskiej. Większość znanych poetów to mężczyźni. A w tym co piszą kobiety można dopatrywać się pewnych cech wspólnych właśnie na poziomie wrażliwości, użycia języka, zabaw tym językiem, igraszek z konwencją.
Mówię o poezji kobiecej, gdyż zaczynając przygodę ze slamem startowałam z pozycji opozycji względem twórczości freelancerów, raperów, ogólnie męskich reprezentantów, dlatego starałam się tworzyć coś kompletnie odmiennego, by mieć szansę kontrastu.
W związku z tym że jest to poezja kobieca chcę prezentować ją w okolicach dat ważnych dla kobiet, mam na myśli np. walentynki, dzień kobiet. Chciałabym robić to pośród osób, które będą tym zainteresowane. I często na slamach zdarzało się, że dużo dziewczyn utożsamiało się z tym, co piszę, twierdząc nawet, że to jest o nich. A dodatkowo uważam, że warto jest rozmawiać o kobiecości, o tym, co się przez to pojęcie rozumie, i fajnie jeśli mówią o tym kobiety, a nie jest to kategoria nadawana im przez mężczyzn.
J: Masz swoje ulubione poetki, wzorujesz się na kimś?
Jestem przesiąknięta Agnieszką Osiecką, ale językowo bliżsi mi są poeci lingwistyczni. Bardzo lubię Białoszewskiego i eksperymenty ze słowem.
J: Slam można określić jako rywalizację poetów. Czy nie uważasz, że ta forma zabija ducha poezji? Bo często wygrywają osoby, które są showmenami...
Teoretycznie pojedynki poetyckie miały już miejsce w czasach Mickiewicza, romantyzm jest epoką poetów. To pytanie dotyczy kwestii tego, czy poeta powinien pojedynkować się na swoje utwory. Wydaje mi się każdy, kto jest świadomy tego, co pisze i utożsamia się z tym, lub uważa to za wartościowe, powinien mieć odwagę prezentowania tego na scenie, nawet w zestawieniu z kimś innym. A duch poezji to pojęcie bardzo umowne. Być może slam niweluje bardzo asekuracyjne podejście do poezji, myślę o próbach bronienia jej przed rzeczywistością... Moim zdaniem jeśli poezja jest prawdziwa, odnosi się do rzeczywistości i ma jakąś wartość, to nie zaszkodzi jej nawet slam ani inne formy prezentacji, konfrontacji.
D: Jedną z Twoich specjalności jest piosenka slamowa. Na czym polega taka forma artystyczna?
Piosenka slamowa to jest określenie, które wymyśliłam dla powiązania, z jednej strony melorecytacji, a z drugiej prób bardziej muzycznej prezentacji na scenie. Jest to utwór bez akompaniamentu, przeważnie z melodią własną, lub zapożyczoną z innych,z obszaru kultury, dobrze znanych słuchaczowi. To coś na pograniczu piosenki aktorskiej, recytacji i melorecytacji.
J: Jak można wygrać slam?
Na slam trzeba mieć sposób, ale trzeba też pamiętać, że ten sposób nie zawsze działa, nie jest na wieczność. Moim sposobem na slam była piosenka slamowa i działało to mniej więcej przez rok. Teraz obserwuję, że kiedy występuję przed starą publicznością, tj. tą, która mnie już zna, muszę wymyśleć już cos nowego, bo publiczność spragniona jest odmiany i zaskoczenia. Metodą na slam jest działanie przez zaskoczenie oraz podejmowanie dość ambitnych, interesujących tematów, bo publiczności nie można traktować z góry, trzeba mieć świadomość, że nadal od poezji czegoś się oczekuje.
J: Twój najtrudniejszy występ slamowy.
Nie lubię występować przed publicznością, która nie jest zainteresowana występem, bo często zdarza się występować w pubach, gdzie ludzie przyszli na przykład tylko pić piwo, i spotykają się z poezją totalnie przypadkowo. Nie każdy odbiorca jest gotowy na przyjęcie poezji, bo panuje takie ogólne przeświadczenie, że poezja to domena akademicka, szkolna, i kojarzy się z czymś nudnym, z uczeniem się wierszy na pamięć. Odbiorca jest nierzadko tak nastawiony i ciężko mu przeskoczyć na poziom tego, że poeta może występować w pubie. Ale to też jest bardzo ciekawe poznawczo, więc każdy trudny występ jest tym, który daje najwięcej wiedzy na przyszłość.
D: Na pamiętnym wieczorze powiedziałaś, że Twoi słuchacze, to nie zawsze refleksyjnie nastawione osoby, że bywali nimi także Panowie w obcisłych koszulkach. Jak się czujesz przed takimi słuchaczami?
Do tak ubranych mężczyzn nic nie mam. Użyłam takich słów, aby pokazać, że odbiorcami poezji na slamach bywają bardzo różne osoby, nie jest to na przykład jedynie środowisko akademickie, uczniowskie. A często zdarza się że z poezją obcuje ktoś zupełnie przypadkowy, ktoś kto właśnie przyszedł sobie wypić piwo ze znajomymi, a slam jest zjawiskiem, w którym ta poezja go spotyka. W tym momencie bardzo ciekawa jest obserwacja, jak taka osoba / osoby reagują.
D: Jak reagują?
W wypadku, kiedy występującym jest kobieta, przeważnie zwycięża szacunek czy poczucie męskości, i nie reagują wrogo. Aczkolwiek tego samego wieczoru występowało kilku moich znajomych płci męskiej i względem nich byli dość kąśliwi.
J: Podróżujesz po Polsce prezentując swoje wiersze, gdzie jak dotąd publiczność była najlepsza?
Osobiście najbardziej lubię publiczność toruńską, jest tam duża grupa studentów zainteresowanych tym zjawiskiem, jak i występujących. Toruń przyjmował mnie najcieplej, i jest to aktualne miejsce mojego zamieszkania, więc tym bardziej jest mi bliski.
J: Dlaczego jesteś w Playboyu?
Jestem w Playboyu, abyście mogli zadawać takie pytania i te wywiady nabierały więcej pikanterii. :) A tak naprawdę znajomy piszący artykuł o slamie i prowadzący slamy, Dominik Rokosz, wymienił mnie jako aktualnie najbardziej znaną polską slamerkę. Aczkolwiek, jak wspomniałam, slam jest bardzo płynną dziedziną, więc być może za kilka miesięcy zniknę z Playboya na zawsze.
J: Odnośnie tomiku – nie jest on typowy. Nie będziemy mówić teraz o słowie, ale o grafice... Czyj to pomysł, jak się zrodził i dlaczego akurat tak wygląda to wydawnictwo?
Chcieliśmy zrobić książkę nie nudną. My, czyli ja i mój kolega Patryk, który w bardzo dużym stopniu pomógł mi w graficznej oprawie. Pragnęłam połączyć w niej różne media sztuki, tak by książka nie była tylko tekstem, dlatego znajdują się w niej też rysunki kolegi Henryka. Chcieliśmy by każdy tekst opatrzony był odwołaniami, by cały tomik był przygodą, bez numeracji stron, tak, by można było otworzyć go w każdym dowolnym miejscu i wyciągnąć coś dla siebie.
J: A ja spotkałam się z taką opinią, że ten tomik się trudno czyta. Właśnie dlatego, że nie ma tam takiej standardowej czcionki.
Czcionka bardzo odpowiada mojemu charakterowi pisma. Często spotykam się z uwagami, że piszę niewyraźnie. Ale wydaje mi się, że przez to iż coś nie jest banalnie łatwe, dostępne, staje się tym bardziej interesujące i kuszące. To taka kobieca kokieteria, żeby ten tomik nie był zbyt łatwy. I nawet, skoro tak mówisz, to widzę, że cel został osiągnięty. Dla mnie taka wersja tomiku jest o tyle miła, że jest z mojego pomysłu i została dopięta na ostatni guzik. Za kilka lat chciałabym z całą powagą powiedzieć, że mieści się w niej jakiś obszar mojego życia i mojej pracy.
J: Strony nie mają numeracji, ale może powiesz ile jest wierszy w tomiku?
Nie wiem ile jest wierszy, wiem że stron jest 32. Co w odwrotności czyta się 23, i jest to magiczna, symboliczna liczba. Tomik był najcięższym prezentem urodzinowym jaki dostałam w tym roku, bo ważył 30 kilo, mieścił się w dwóch wielkich, kartonowych pudełkach.
J: Na plakacie promującym tomik mowa jest o rozmowach koronkowych, skąd takie hasło?
Wyszłam od symboliki kobiecości, a koronki wydają mi się takim kulturowym symbolem kobiecości, także tej nacechowanej erotycznie. Rozmowy koronkowe jako forma promocji moich wierszy mają być rozmową dwóch młodych kobiet o tym, jak my rozumiemy zarówno kobiecość, jak i całą kulturową otoczkę wokół niej, czyli strój, ekspresję, teatralizację kobiecą, również w życiu.
Ja często na scenie, świadomie, przebieram się w pewien sposób, bywam np. fame fatale, sekretarką, tancerką flamenco, kobietą motylem czy jak dzieckiem. Za każdym razem wywołuje to inne reakcje. Na przykład, kiedy jestem w skórze dziecka i śpiewam piosenki o bajkach, wtedy jestem inaczej odbierana. To jest bardzo ciekawe że nadal jestem tą samą osobą, a wystarczy lekka zmiana wizerunku, by odbiór był totalnie inny.
Stąd chcę z moimi koleżankami rozmawiać o kobiecości jako konstrukcie, czyli świadomym lub nieświadomym konstruowaniu siebie w oczach drugiego człowieka, przeważnie mężczyzny. Rozmowy koronkowe to także sposób na mówienie o poezji kobiecej, o tym co i jak kobiety piszą, oraz dyskusję o tym, jak jesteśmy, my kobiety, widziane. Istotna jest moim zdaniem świadomość jak pewne nasze zachowania, stroje są odbierane. Wiele kobiet świadomie tym gra, co może być zarówno bardzo budujące, jak i krzywdzące dla nich
D: Co robisz poza „slamowaniem”?
Studiuję w Warszawie i Toruniu. W Warszawie jestem na kulturoznawstwie, wiedzy o kulturze. Ale tymczasowo przebywam na rocznej wymianie w Toruniu, na wydziale sztuk pięknych, na edukacji artystycznej. Aktualnie udaje mi się godzić te studia, czyli dwa kierunki oscylujące wokół kulturoznawstwa, dzięki programowi ‘Most’ mogę być tam i tu równocześnie.
D: Co chcesz robić w życiu?
Na razie mam bardzo wiele pomysłów na to, co chciałabym robić. Z jednej strony chciałabym łączyć moją aktywność ze sztuką, jej uprawianiem, głównie pisaniem. Z drugiej strony od czasu do czasu mam pokusy naukowe i rozważam także możliwość zostania na uczelni.
J: Na zakończenie zapomnieliśmy zapytać o początek, czyli skąd pseudo artystyczne - Niczelina? Dlaczego takie akurat??
Oj, ja nie lubię tego pytania. Odpowiem ci Gombrowiczem: „Nieszczęsna pamięci która każesz wiedzieć jakimi drogami doszliśmy do obecnego stanu posiadania!” „Niczelina” jest ładnie, czasem filozoficznie, choć i do niczego, w ówczesnym stanie umysłu chodziło mi po głowie też jakieś „Słoneczko” lub „Płomyczek”, więc sama przyznaj, że „Niczelina” jest po prostu ładnie :p

Justyna Marciniak, Daniel Grabarek

Ps. Osoby zainteresowane nabyciem tomiku poezji Pauliny Daneckiej prosimy o kontakt e-mailowy z redakcją „Kulturki” pod adresem: kulturkakts@gmail.com.

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy