Piotr Zieliński – mistrz kulturystyki, trener

/ 3 komentarzy

Śniadanie. 8 jajek plus 30 gramów odżywki białkowej. Kolejne cztery posiłki, co trzy godziny. W sumie 7 torebek ryżu i 600 gramów mięsa, najlepiej z indyka, do tego warzywa duszone na wodzie w nieograniczonej ilości. Godzina 23.00, ostatni, szósty posiłek. Makaron z olejem lnianym, ewentualnie odrobiną przecieru pomidorowego. I tak codziennie. Bez żadnych wyjątków.

 

Ani Piotrowi, ani jego rodzinie, ani ich przyjaciołom i znajomym nawet przez chwilę nie śniło się to, co się wydarzyło. Historia jest jak sen, nawet nie jak film, bo film mógłby się wydać mało wiarygodny. Piotr marzył o kulturystyce od dzieciństwa. Podobało mu się takie zdrowe, ładnie wyrzeźbione, wysportowane ciało.

Miał kim się sportowo inspirować. Pod okiem ojca, absolwenta AWF, mając  siedem lat rozpoczął swoją, jak się miało okazać, blisko dwunastoletnią przygodę z tenisem stołowym. Najpierw była trzecia, potem druga, wreszcie pierwsza liga. Podczas Mistrzostw Polski poznał swoją przyszłą żonę, tenisistkę Natalię z Sochaczewa.

Piotr opuścił rodzinną Warszawę i przeprowadził się do naszego miasta. Wspólnie z żoną postanowili otworzyć tu pierwszy klub fitness z prawdziwego zdarzenia. Pięć lat temu drzwi dla sochaczewian otworzyło Gymme Fitness Club. Te drzwi, ku zadowoleniu właścicieli, z powodzeniem i często otwierają się do dziś. Mają wielu stałych klientów, biznes się udał.

Piotr realizuje się w klubie w całości. To konsekwencja pasji, którą uprawiał równolegle z tenisem od 16 roku życia, kiedy to tata nareszcie pozwolił mu chodzić na siłownię. To z powodu tej pasji podczas studiów na Akademii Wychowania Fizycznego zdobył tytuł trenera drugiej klasy kulturystyki, fitness i trójboju siłowego. Przy okazji też trenera pływania, które Piotr również uwielbia.

Na siłowni jest codziennie. Lubi siebie po wysiłku, lubi ten stan świadomości, że zadbał należycie o swoje zdrowie i ciało, to pozytywne, odprężające zmęczenie. Już dawno zaczęła kiełkować w nim myśl, że chciałby sprawdzić się jako kulturysta. Tylko wciąż nie było czasu, najpierw klub, ogromny wysiłek jego urządzenia i prowadzenia na najwyższym poziomie. Potem urodziła mu się córeczka.

W końcu złapał oddech i postanowił zrealizować swoje kulturystyczne marzenie. W lutym bieżącego roku wziął udział w Debiutach we Wrocławiu, zawodach pozwalających wyłonić rokujących sukcesy kulturystów. Poszło dobrze, choć do finałowej szóstki się nie dostał, był siódmy. W marcu wziął udział w otwartych Mistrzostwach Wielkopolski i… zajął pierwsze miejsce. Łał.  Za namową trenera już w kwietniu wyjechał na Maltę na zawody o randze Pucharu Świata. I tu… szok. Piotr stanął na trzecim podium. Jeszcze w tym samym miesiącu wystartował w Mistrzostwach Polski w Kielcach i zdobył wicemistrzostwo. Cztery godziny później w eliminacjach do Mistrzostw Europy pokonał tego, z którym przegrał cztery godziny wcześniej. Był najlepszy i jako jedyny z seniorów kadry reprezentował nasz kraj w Hiszpanii. Został wicemistrzem Europy.

Tak, to tempo jest zawrotne. Sukcesy oszałamiające. Piotr Zieliński z Sochaczewa, o którym jeszcze w styczniu tego roku nikt nie słyszał, pokonuje światowej sławy kulturystów. W każdych zawodach marzy tylko o finałowej szóstce, a wraca z medalem. Nic dziwnego, że nie może ochłonąć. Rodzina też nie.

Liczy się wszystko. Nie tylko to, że trenuje na siłowni codziennie od wielu lat. Nie tylko zdrowe odżywianie, a od lutego rygorystyczna dieta opisana na początku tego tekstu. Nie tylko fakt, że potrafi się pokazać na scenie, jak na prestiżowych wyborach miss, co sędziowie wysoko punktują. Nie tylko umiejętne dobranie samoopalacza i bronzera, dzięki czemu dobrze widać każdą linię mięśnia. Nie tylko ścisłe dostosowanie się do wielu zaleceń, jak do tego, że na tydzień przed zawodami musi pić 10 litrów wody dziennie, a na 30 godzin przed wyjściem przed jury nie można mu pić w ogóle. Ogromną wagę mają naturalne predyspozycje Piotra, jego proporcjonalność i wdzięk.

Chce nadal iść tą drogą, już planuje kolejne mistrzostwa, mierzy jak zwykle w finałowe szóstki, ale kto wie, co przywiezie…

 

tekst Monika Figut

foto Wiktor Wachowski


 

0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (3)

robroyrobroy
0
podziwiam takich zapaleńców konsekwentnie dążących do zamierzonego celu,czy to jest wywiad z Panem Piotrem?,fonia mnie uciekła na tym filmiku
https://youtu.be/j61XDFMrWyQ (2017-05-19 17:11)
robroyrobroy
0
https://youtu.be/j61XDFMrWyQ (2017-05-19 17:12)
robroyrobroy
0
albo ze mną coś nie ak w ten piątek,piateczek,albo znów kłopoty w zamieszczeniu linka,a tak kopiuj,wklej,kopiuj wklej......https://youtu.be/j61XDFMrWyQ (2017-05-19 17:14)

skomentuj ten artykuł