Zaloguj się do konta

Po prostu Sylwek

EP
Tygodnik Echo Powiatu
2013-01-03
Sochaczewianie - sylwetki

Jeśli ktoś z Sochaczewa go nie zna, to albo mieszka tu bardzo krótko, albo mu się tylko wydaje, że mieszka w Sochaczewie. Nasz redakcyjny kolega, Sylwester Rozdżestwieński, związany jest z naszym miastem od zawsze. Sportowiec, nauczyciel, dziennikarz, radiowiec, komentator sportowy. Gdyby nie przypadki, których początkiem było powstanie warszawskie, być może mieszkałby do tej pory w stolicy. Można więc wysnuć wniosek, że powstanie dla Warszawy zakończone tragicznie, dla okolic Sochaczewa i ich mieszkańców zakończyło się szczęśliwie.

 

Od czego więc się zaczęło?

- Początek jest standardowy. Urodziłem się 17 maja 1941 roku w Warszawie. Trwała wojna. W 1944 roku gdy miałem ledwo trzy lata wybuchło powstanie. Po powstaniu, trafiłem z rodziną na blisko rok do Niemiec. Po wojnie los rzucił nas do Iłowa, w którym mieliśmy rodzinę. Tu, w 1954 roku skończyłem, wtedy jeszcze siedmioklasową, szkołę podstawową. Później było Liceum Ogólnokształcące im. Fryderyka Chopina w Sochaczewie. Dyrektorem była zacna pani Kowerczuk, a matematyki uczył nas czołowy piłkarz sochaczewskiego Orkana Tadeusz Tomaszewski. Po liceum poszedłem do Studium Nauczycielskiego w Płocku na kierunek wychowanie fizyczne + biologia (było wtedy coś takiego), a potem do pracy w Szkole Podstawowej nr 2 w Sochaczewie. Zawsze ciągnęło mnie do sportu, więc w 1974 roku zacząłem studia na AWF w Warszawie. Po trochu stało się to za sprawą wspaniałego nauczyciela WF z Chopina - Ryszarda Łakomskiego, od którego uczyłem się sportu.

 

AWF, więc zapewne i czynne uprawianie sportu…

- Oczywiście! Nie mogło być inaczej! Miałem sporo sukcesów w „królowej sportów”, czyli lekkiej atletyce. Kilkakrotnie byłem mistrzem Mazowsza na dystansach 400 i 800 metrów. Grałem chyba także nieźle w tenisa stołowego, bo w 1971 roku wygrałem w Wołominie puchar „Trybuny Mazowieckiej”. Dwukrotnie zdobyłem też w ping-ponga mistrzostwo nauczycieli. Uprawiałem także piłkę nożną, siatkówkę i koszykówkę.

 

Jak układała Ci się praca w szkole?

- Do 1984 roku pracowałem w kilku miejscach. Na początku mojej kariery byłem na przykład przez pewien czas nauczycielem kontraktowym w szkole w Iłowie. Potem Szkoła Podstawowa nr 2 w Sochaczewie, a po niej Zakład Wychowawczy, też w naszym mieście. Jakiś czas uczyłem także w Szkole Podstawowej nr 4 (oczywiście Sochaczew) aż na koniec „utknąłem” na stanowisku dyrektora Szkoły Podstawowej w Żukowie. Tam i na tym stanowisku pracowałem przez 17 lat, czyli do przejścia na emeryturę.

 

Czy pamiętasz jakieś śmieszne wydarzenia związane z pracą w szkole?

- Było tego sporo, ale często najlepiej pamięta się rzeczy z początku pracy. Zdarzyło mi się, gdy pracowałem w Iłowie, że jeden z uczniów, niejaki Czesław Błaszczyk (mam nadzieję, że nie będzie miał pretensji, że po tylu latach to ujawniam), pojawił się w szkole kompletnie nieprzygotowany do lekcji. Zastanawiałem się jak go ukarać aż chłopak sam się zgłosił i zaproponował, że przebiegnie 20 razy naokoło boiska (8 kilometrów). Zgodziłem się a on 20 razy obiegł boisko. Później już wszystko było OK.

 

Na swojej „drodze sportowej” miałeś też wielu podopiecznych. Kogo z nich wspominasz?

- Rzeczywiście opiekowałem się kilkoma zawodnikami. Przez pewien czas byłem nawet trenerem w sekcji lekkoatletycznej Orkana. W 1966 roku moim zawodnikiem był Zbysław Stępniak, który był dobrym biegaczem. Stępniak trenował do mistrzostw Europy, które miały się odbyć w Odessie. Uzyskał nawet minimum na 1500 m z przeszkodami to jest 4 minuty19 i 2 dziesiąte sekundy. Minimum uprawniało do startu. Co z tego! Oprócz niego to minimum osiągnęło jeszcze trzech zawodników a na zawody miało jechać tylko trzech. Stępniak został w kraju. W sporcie oprócz wyników trzeba mieć również szczęście.

W 1968 roku byłem trenerem stażystą w S.C. Magdeburg. Tam miałem przyjemność pracować z późniejszą mistrzynią olimpijską z Monachium w biegu na 100 metrów przez płotki, Amelią Jens Erhardt, która zresztą startowała wcześniej na zawodach w Sochaczewie i to na dodatek akurat w trakcie mojego debiutu mikrofonowego.

 

Jesteś także znanym komentatorem sportowym. W jakich imprezach jako komentator uczestniczyłeś?

- Trochę się tego przez te lata uzbierało. Komentowałem, nieraz dużej rangi zawody, w 15. dyscyplinach. Mam na swoim koncie Półmaraton Warszawski a także 31 razy Półmaraton w Wiązownie. Także 31 razy komentowałem Półmaraton w Łowiczu oraz 20 razy Europejskie Biegi Młodych Olimpijczyków. Jako komentator brałem też udział w Mistrzostwach Polski w Kolarstwie Torowym, w Mistrzostwach Polski w Pływaniu a także komentowałem biegi przełajowe i wiele innych dyscyplin. 21 lat prowadziłem społecznie wszystkie imprezy Chodakowskiej Bzury. Nieraz bywało około 50 imprez w roku. Na terenie miasta i powiatu uzbierało się ich w sumie około 600. Wiele lat prowadziłem też maratony Trybuny Ludu, a moim spikerem pomocniczym był wtedy znany wszystkim Wojciech Zieliński. Kiedyś zdarzył mi się nawet mecz koszykówki St. Petersburg - Warszawa w Łowiczu. Poznałem wtedy trenera radzieckiego zespołu Jurija Kondraszyna, złotego medalistę Igrzysk Olimpijskich w Monachium. Kondraszyn opowiedział mi ciekawą historię meczu na olimpiadzie. Sędzia zakończył go 3 sekundy przed końcem, gdy wynik był 50 do 51 dla przeciwników Rosjan. Protest! I sędzia musiał na trzy sekundy wznowić mecz. Jeden z Rosjan rzucił od własnego kosza przez całe boisko. Piłkę pod koszem przeciwników przejął Biełow. Rzut! I mecz zakończył się wynikiem 52:51. Jak już mówiłem, w sporcie trzeba mieć także szczęście.

 

Od początku istnienia Radia FAMA Sochaczew jesteś jednym z jego dziennikarzy. „Popełniłeś” w tym czasie wiele wywiadów. Kogo masz w swojej kolekcji?

- Przed moim mikrofonem siedziało wiele znakomitości polskiego sportu. Wśród nich byli: Irena Szewińska, Jan Tomaszewski, Grzegorz Lato, Magdalena Grzybowska, Grzegorz Kreiner, Władysław Komar, Luiza Złotkowska, Natalia Partyka i wielu, wielu innych doskonałych sportowców. Mam nadzieję, że dzięki tym wywiadom mogłem trochę przybliżyć ich sylwetki sochaczewianom.

 

Sylwester Rozdżestwieński jest także piszącym dziennikarzem „Echa Powiatu”. Od wielu lat prowadzi imprezy w Hali Widowiskowo Sportowej w Iłowie. Cieszy się bardzo z sukcesów naszych sportowców szkolnych. Niedawno gmina Iłów nadała Sylwestrowi Rozdżestwieńskiemu tytuł Honorowego Obywatela, a Szkoła Podstawowa w Brzozowie równie zasłużone miano Przyjaciela Szkoły.

Od dwóch lat jest przewodniczącym Sochaczewskiej Rady Sportu, która opiniuje nagrody i stypendia sportowe przyznawane przez burmistrza.

 

Nasz kolega. Po prostu Sylwek.

                                                                                                                       

                                                                                                                      Piotr Gadziński

Opinie (1)

predathor

Szczerze to nie wierze panie Sylwku, że pana już nie ma wsród nas. Zawsze pan mówił za zawodachszkolnych że moja szkoła jest faworytem i żartował że jestem najsłabszym treneremsochaczewskiego rugby :). Stały punkt naszych rozmów to kto lepszy w rugby Rosja czy Gruzja orazwspominka o meczu siatkówki z przed 16 lat w lokalnej lidze na temat spornego punktu w tie break'u.Spotykaliśmy się przy okazji zawodów rugby, siatkówki, piłki ręcznej, tenisa stołowego orazLA. Nigdy nie zapomnę audycji w radiu FAMA po zdobyciu przez Orkan 4 rech Mistrzostw Polski wkategoriach młodzieżowych w rugby. Nie da się zapomnieć pana komentarzy, encyklopedycznej wiedzyna temat lekkiej atletyki tenisa i sportu lokalnego. Jeśli chodzi o spikerke był pan naszymsochaczewskim połączeniem redaktorów Tomaszewskiego i Ciszewskiego. Acha jeszcze raz dziekuję zaświetne sędziowanie finału mistrzostw powiatowych w piłkę siatkową chłopców w styczniu tegoroku gdzie moi podopieczni z ZSCKP "80" zdobyli upragione pierwsze miejsce...tam dłużejmięliśmy okazje ostatni raz pogadać....

Maciek

[2013-05-16 23:34]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Portal Społeczności Sochaczewa 2000 - 2019