Po tabletkach ich poznacie - gopnik cz. II

/ 2 komentarzy

Gopnik. Drapieżnik stadny współczesnych blokowisk. Raczej padlinożerna hiena, niż król lew. 


Ale, ale – dlaczego hiena, zapytacie? Przecież z dotychczas przytoczonych we wcześniejszym wpisie opisów wyłania się obraz iście epicki: prostego, wyrosłego z matuszki-ziemi młodziana o prostej, szczerej słowiańskiej twarzy, może i nieco dziwnie ubranego, ale bynajmniej nie zasługującego na pogardę. Raczej awanturnika, niż bandziora, bardziej gangstera aniżeli rzezimieszka. Więc – gdzie się podziali gopnicy tamtych lat?


Są wśród nas. Żyją w naszej pamięci. Ustawieni równiutkimi, karnymi rządkami granitowych nagrobków w cichych, zielonych alejkach cmentarzy pod Moskwą i Jekaterynburgiem, uwiecznieni po wsze czasy tacy, jakimi zapamiętali ich ówcześni: z kluczykami od mercedesa, w skórzanej kurtce i kaszkieciku, w słynnym „słowiańskim przykucu”, o którym jeszcze napiszemy. Na cmentarzach Rosji można znaleźć całe kwartały w których królują takie właśnie wymyślne mogiły: w kształcie mercedesów i beemwic, ze zdjęciami złożonych w nich bohaterów swego czasu, nierzadko zza grobu grożących przechodniowi lufą pistoletu. Prawdziwi gopnicy lat 90. wyginęli dokładnie tak, jak dinozaury – gdy niespodziewany kataklizm dojścia do władzy struktur wywodzących się z dawnego KGB postawił im prosty wybór: asymiluj się lub zdychaj. Zbyt dumni by zgiąć karki, zbyt wielcy i powolni by uciec z majątkiem, nazbyt hardzi, by pozwolić wtłoczyć się w garnitur i zająć miejsce wśród siepaczy władzy oficjalnej, zostali najpierw zepchnięci na margines, a potem planowo, skrupulatnie wytrzebieni. W dzisiejszej Rosji nie ma mafii w naszym tego słowa rozumieniu; są tylko oficjalne struktury władzy, które przyjmują nie do końca oficjalne płatności za chronienie człowieka od kłopotów. I nie mówimy tutaj bynajmniej o pożarze lokalu, nie; raczej o inspekcji Urzędu Skarbowego. A potem Sanepidu. Następnie ichniego odpowiednika UOKiKu, inspekcji p-poż, służb walutowych, lokalnego samorządu, gazowni… Tak, dokładnie tak.


Dzisiejsi gopnicy są dla ówczesnych tym, czym kura domowa dla velociraptora – dalekim echem niegdysiejszej świetności, zachowaniem pewnej formy i podobieństwa, ale niczego więcej. Na szczęście… Chociaż wcale nie czyni ich to mniej groźnymi.


Smutno się zrobiło i nostalgicznie, więc przejdźmy może do opisu klinicznego: skąd wziął się współczesny nam gopnik i po czym rozpoznać przedstawiciela tego gatunku?


Pierwszą i absolutnie podstawową cechą umysłowości gopnika jest zupełny brak dystansu do siebie, nie mówiąc już o autoironii. Jest to charakterystyka dość niezwykła w czasach, gdy właśnie umiejętność obiektywnego spojrzenia na rzeczy jest uważana za wartość najwyższą, ale tak jest: gopnik nigdy nie uzna żartu na swój temat za śmieszny, reagując typową dla gatunku agresją. Co jeszcze ciekawsze, przyczyna tego tkwi zapewne w tym, że gopnik przenigdy nie uznałby się za gopnika! „Dobry chłopak”, „swój chłop”, „prawilny chłopak” albo „twardy chop” to tylko wariacje na temat słowa pacan, które w języku polskim znów nie ma dobrego odpowiednika – byłoby to zapewne coś pomiędzy „facet”, „gość” a „ziomek”. O ile członkowie innych subkultur próbują podkreślać swoją do nich przynależność, o tyle gopnik będzie aktywnie jej zaprzeczać – jest to więc nie tyle zwarta grupa, ile raczej to co zostanie, jeśli ze zbioru wszystkich subkultur wydzielić te, które są swego istnienia świadome.

Następnie: gopnik wykazuje się absolutną, niczym nie sprowokowaną i nieuwarunkowaną nienawiścią i agresją wobec przedstawicieli innych (sub)kultur. Osobniki tego gatunku z założenia postrzegają świat w trzech warstwach: gorsi ode mnie – ja – bogatsi ode mnie, każdego potencjalnie równego sobie traktując jako konkurenta i zagrożenie. Co ciekawe, członkowie jakiejkolwiek subkultury albo kultury będą przez gopnika najczęściej określani jako „pedzie”, co wiąże się z

Homofobią. Zapewne nabytą w związku z pobytem w zakładzie karnym, ale też dziedziczoną po linii męskiej, irracjonalną i wszechogarniającą. Idealnie wpisuje się to w styl myślenia o świecie Rosjan, gdzie każdy kto jest odmienny musi być z założenia gorszy, ergo – każdy kto nie jest mną, może być homoseksualistą. Słowniczek każdego gopnika obfituje w co najmniej pięć różnych określeń homoseksualisty plus wachlarz niezbędnych czasowników związanych z czynnościami seksualnymi, przeważnie nadużywanych i wraz z innymi przekleństwami. Oskarżenie o homoseksualizm należy do najcięższych argumentów wytaczanych przez gopnika, będąc samo w sobie doskonałym pretekstem do użycia siły; tym bardziej, że obrażona ofiara przeważnie nie potrafi się odpowiednio werbalnie obronić, co tylko utwierdza agresora w słuszności jego racji.

Język. Gopnik udowadnia dobitnie, że języki słowiańskie przynajmniej częściowo spokrewnione są  z grupą aglutynacyjnych, więc szerokie zastosowanie najróżniejszych przedrostków (wy-, za-, przy-, od-, do- i temu podobnych) umożliwia budowanie przynajmniej pozornie bogatych, piętrowych i soczystych wyrażeń, przeważnie bazujących na jednym z kilku ogólnodostępnych słów. Niestety, cały koloryt i finezja tych karkołomnych, łańcuchowych, wielokrotnie złożonych przekleństw ginie i zaciera się w niewyraźnej, zlewającej się w modulowany bełkot mowie gopnika, na którą niebagatelnie wpływają

Piwo i pestki. Piwo jako najtańszy z napojów alkoholowych, obowiązkowo ciepłe i z plastikowej butelki. Pestki słonecznika, niełuskane, ale prażone, wsypane w rożek zwinięty z wczorajszej gazety (wersja deluxe) albo wyciągane prosto z kieszeni (tzw. dostawa luzem). Pestkę rozgryza się zębami, ziarenko wyjada, a łupinę wypluwa najlepiej pod nogi przechodzącym. To z kolei wymaga odpowiedniego umiejscowienia obozowiska, z którym wiąże się kolejny święty obyczaj gopników:

Tusowka, czyli tasowanie się pod blokiem. Najlepiej na ławeczce zaraz przy wejściu, żeby kontrolować przepływ lokatorów na klatkę. Pozwala to tez robić odpowiednie wrażenie na wychodzących którzy nie spodziewając się niczego wychodzą prosto w środek grupy, oraz wchodzących, którzy objuczeni siatkami zakupów już z daleka widzą, że niezłomne straże stoją na posterunku. Odpowiednie długie przesiadywanie na tusowce pozwala dość szybko opatrzeć się ze wszystkimi znajomymi twarzami na osiedlu (tak zwanym rajonie, czyli po naszemu „dzielni”), co z kolei umożliwia szybką identyfikację

Frajerów. Frajerem, czyli po rosyjsku łochem, może być albo stać się w zasadzie każdy, od zabłąkanego na osiedlu wegetarianina po kolesia z sąsiedniej klatki, który akurat kupił sobie nowe buty (o stroju za chwilę). Ciekawym jest fakt nieświadomej kanibalizacji w ramach gatunku, jako że za frajera może zostać uznany też inny gopnik pochodzący z innego, bądź nawet tego samego stada. Daną osobę nie tyle identyfikuje się jako frajera, ile stygmatyzuje – zawołanie na kogoś „E, frajer! Cho no tu!” jest dla pozostałej części stada wyraźnym sygnałem, że w zasięgu wzroku pojawiła się ofiara. Jeżeli frajer podejdzie, to po nim; jeśli zacznie uciekać, to po nim; jeśli zacznie pyskować, to po nim; jeśli zgodzi się na wszystko, to też po nim. Niebagatelne znaczenie ma tu rytuał tzw. nagruzki, czyli „obciążania”, w którym samiec alfa wytacza naznaczonemu frajerowi listę przewinień: zły strój, niewłaściwy chód, bycie na nieswoim terenie, nieprzywitanie się, przywitanie się bez znajomości etc etc. Co ciekawe, każda próba polemiki (logicznej czy też nie) tylko i wyłącznie doprowadzi do wzrostu agresji u zaczepiających frajera gopników, prowadząc do szybszej eskalacji konfliktu. Przy wyborze niebagatelne znaczenie ma wiek ofiary (im młodsza tym łatwiej odebrać zdobycz), liczebność stada (nigdy nie atakującego przeciwnika mającego przewagę liczebną) oraz przynależność do jednej z subkultur, z założenia odróżniających się strojem i zachowaniem (czynniki ułatwiające sprowokowanie konfliktu) jak również sygnalizujących gopnikom, że nieszczęśnik może pochodzić z bogatszej rodziny. Frajera pomagają w razie czego po prostu znaleźć charakterystyczne

Maniery, będące kwintesencją wsiurskości ze skrzywieniem aspołeczno-socjopatycznym: uporczywe patrzenie się na przechodzących (służące prowokacji konfliktu – jeśli się spojrzy, to „Czego się gapisz, ciulu?!”, jeśli spuści oczy, to „Ej, ty! No nie bój się, chodź tu!”), nadmierna poufałość („jesteśmy twoimi kumplami, ziom!”), niestabilność emocjonalna („Ale powiedział! Ha, ha, ha! No i czego się śmiejesz, chcesz w ryj?!!”), prowokowanie konfliktów („Co, taki odważny jesteś?!”), wymuszanie przysług („Kopsnij szluga!”) oraz innych rzeczy wartościowych („Te, podskocz!” – żeby sprawdzić czy w kieszeniach zabrzęczą drobne), ksenofobia globalna („Te, Polak, daj kasy!”) oraz lokalna („A ty z którego osiedla jesteś?!”). Specyficzną częścią zachowania jest

Strój plemienny. W latach 90. oraz w początkach XXI wieku najczęstszym strojem gopnika były materiałowe spodnie w kant (jako relikt jedynego słusznego dostępnego produktu) albo dresy, do tego bluza „olimpijka” (z coraz bardziej popularnym kapturem) oraz nieśmiertelna czapka „tabletka”, czyli kaszkiet – skórzany dla szczycących się osiągnięciami kalibru zabójstwa z premedytacją, materiałowa z ilością pasków odzwierciedlających pomniejsze dokonania, jak na przykład rozboje, ucieczki przez milicją albo przygodny gwałt zbiorowy na ogródkach działkowych. Do spodni zakładano buty typu adidasy, albo bardziej charakterystyczne pantofle-ostronoski o wyszukanym, nierzadko absurdalnym kroju i kolorystyce. Szczególnym mirem cieszyły się produkty markowe, najczęściej zastępowane tanimi substytutami z lokalnego bazaru, a więc Abibas Toroisn, Nice, Reebak i temu podobne. U bardziej zamożnych (albo pozycjonujących się jako tacy) członków stada zauważyć można tzw. „kajdan” (szeroką bransoletę w kolorze złota), sygnety i pierścienie (przeważnie tombakowe), zegarki (wielkością i poziomem szpanu wyznaczające status noszącego), torebki-kopertówki noszone na skos przez ramię, trzymane w ręku borsetki (nieduże męskie aktówki, na pierwszy rzut oka przypominające torebkę śniadaniową robotnika budowlanego z amerykańskiego filmu) oraz okazjonalnie tzw. kołczan prawilności (torebkę na pas, często noszoną przerzuconą przez prawe ramię). Obrazu dopełnia wsadzony za ucho papieros oraz przyklejona za płatkiem drugiego ucha guma do żucia – wyjęta z ust i schowana na później.

Słowiański przykuc – typowa pozycja spoczynku dla wszystkich plemion Trzeciego Świata, polegająca na kucnięciu tak, by obydwie pięty dotykały ziemi. Ciężar ciała przenosi się do przodu poprzez charakterystyczne wysunięcie przez siebie zaplenionych rąk, co umożliwia też przykucającemu gopnikowi operowanie nieskomplikowanymi przedmiotami (telefon komórkowy, butelka piwa, papieros albo pestki). W pozycji słowiańskiego przykucu można wytrzymać bliżej nieokreślony czas (potwierdzone naocznymi obserwacjami autora), czasem nawet wykonując bardziej zaawansowane czynności, takie jak spawanie albo naprawa uszkodzonych mechanizmów; w wypadku gopników jednak ma to raczej związek z pobytem (prawdziwym bądź zmyślonym) w izolatce więziennej pozbawionej krzeseł i ławek, gdzie tylko tak można odpocząć od stania unikając siedzenia na wilgotnym betonie podłogi (nota bene, złapanie mitycznego „wilka” od zimnego betonu zdaje się też być czysto słowiańskim przesądem). Zaletą słowiańskiego przykucu jest też korzystne dla wypróżnienia ułożenie ostatniego odcinka jelita grubego, co jest czynnikiem nie bez znaczenia dla osobników przez większą część doby koczujących poza domem.

Ciekawe jest też to, że wczesnych latach 90. gopnicy byli jedyną grupą społeczną, która nie słuchała żadnego konkretnego gatunku muzyki. Co prawda potem zostali oni poniekąd pasożytniczo zawłaszczeni przez muzykę typu hura-patriotycznego typu Lube, bądź tzw. ruski szanson, czyli wariację rodzimego nam disco polo, często wzbogacanego o nutę nostalgiczno-wojenną; co poniektórzy słuchają też ruskiego rapu i ruskiego hip-hopu (pomimo deklarowanej nienawiści do zachodnich gałęzi tej muzyki) albo prymitywnej, chałupniczej techniawy. Intrygującym fenomenem jest tu wiara wielu gopników w autentyczność i prawdziwość Rapera Sjawy, który jest tak naprawdę umiejętnie spozycjonowaną w mass-mediach sceniczną kreacją muzyka i komika Wiaczesława Chachałkina, mającą z rzeczywistością mniej więcej tyle wspólnego, co Borat Sagdijew.

Gopnik przeważnie interesuje się sportem, ale wyłącznie kontaktowym i mocno wysiłkowym – boks, zapasy i sporty walki są tu najczęstszymi przykładami. Część co bardziej aktywnych samców poza uprawianiem pasywnym (oglądanie u sąsiadów albo na telewizorze wystawionym przed blok) zajmuje się też tymi rodzajami sportu aktywnie, ale przeważnie powierzchownie, traktując pewien podstawowy wybór ciosów i chwytów jako narzędzie służące ułatwieniu rozboju i podwyższenia swego statusu w stadzie. Co ciekawe, wszystkie „pedalskie” w rozumieniu gopnika dyscypliny (piłka nożna bo się przebierają, breakdance bo śmieszne ubrania, parkour bo biegają po śmietnikach, skating bo subkultura) za wyjątkiem hokeja (sport narodowy w Rosji!) są przez niego aktywnie wyśmiewane, pogardzane i tępione, czytaj: wykorzystywane jako pretekst do skrojenia frajera, będącego przeważnie wspomnianym już nastolatkiem z nieco lepiej sytuowanego rodziny.

Intrygująca jest też sytuacja z kobietami – otóż gopnik aktywnie interesuje się płcią przeciwną, wyrażając swe zainteresowanie przez gwizdy, okrzyki i wygłaszanie uwag na temat walorów estetycznych stroju i wyglądu samicy, ale ciekawe jest to, że uwagi te nie mają na celu zwrócenie uwagi samicy jako takiej. Można postawić tu śmiałą tezę, że z założenia gopnik jest samotnym samcem, bo posiadanie rodziny (a dzieci już szczególnie) w zasadzie dyskwalifikuje go w oczach współplemieńców. Nieustanne nagabywania donoszące się z kuchennego okna, konieczność wykonywania upokarzających zadań (zakupy, wynoszenie śmieci, odprowadzanie dzieci do szkoły) i ograniczenia czasowe (niedziele i święta z rodziną, wspólne posiłki) prędzej czy później prowadzą do utraty statusu i wykluczenia ze stada. A zatem – wszelkie zachowania godowe (agresja, krzykliwy ubiór i prowokujące zachowanie etc.) gopnika mają uczynić go atrakcyjnym, ale wyłącznie w oczach innych osobników płci męskiej, potwierdzając jego pozycję i (teoretyczną) możliwość wyboru samic, do którego jednak nigdy nie dochodzi w praktyce.


Czym zatem jest dzisiejszy gopnik? Na pewno nieodłącznym elementem pejzażu pustyni wielkiego blokowiska. Z puntu antropologii kulturowej - współczesnym nam koczownikiem-barbarzyńcą, z braku innych wzorców sięgającym po najbardziej atawistyczne zachowania stadne i plemienne. W ujęciu biologicznym – formą przechodnią, przetrwalnikową pomiędzy słabym podrostkiem a w pełni dojrzałym, ukształtowanym okazem pysznego, tłustego grubasa-wyrobnika na lokalnej fabryce. Fenomenem, który jak wszystkie cuda natury zasługuje na naszą uwagę i własne miejsce na świecie.


Czytała Krystyna Czubówna.

 

5
Oceń
(2 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (2)

figafiga
0
Znakomite! Polecam, dowcip autora i dokonana głęboka analiza pozwalają złapać odprężający dystans do zjawiska. (2015-04-10 17:49)
wbienkowbienko
0
Przez cały czas, gdy czytałem, odczuwałem jakiś brak. Na końcu się okazało, że to był brak głosu Krystyny Czubówny :)))). Musiałem przeczytać drugi raz. (2015-04-10 20:02)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy