Poseł Marek Opioła nie lubi siedzieć w Sejmie

/ 4 zdjęć
Zdjęcia i foto: Poseł Marek Opioła nie lubi siedzieć w Sejmie Partie polityczne sochaczew

- Irytuje mnie siedzenie na sali posiedzeń Sejmu i uczestniczenie w seriach wiecznie przegrywanych głosowań. Tak wygląda życie opozycji w Sejmie. Dlatego pragnę przeprowadzić więcej inicjatyw w terenie – opowiada kolejny bohater naszego cyklu rozmów z parlamentarzystami płockiego okręgu. E-Sochaczew zaprasza do lektury wywiadu z posłem PIS Markiem Opiołą.



Marek Opioła - absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz Podyplomowego Studium Bezpieczeństwa Narodowego przy Instytucie Stosunków Międzynarodowych - jest związany z Prawem i Sprawiedliwością od 2002 roku. Pełni funkcję Sekretarza Komitetu Politycznego oraz Prezesa Zarządu PiS okręgu płockiego.
Jako poseł V kadencji był wiceprzewodniczącym Komisji Obrony Narodowej, członkiem Komisji do Spraw Służb Specjalnych i wiceprzewodniczącym Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia przedstawionych przez Prezydenta RP projektów ustaw o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego i o Służbie Wywiadu Wojskowego.
W wyborach parlamentarnych w 2007 roku po raz drugi uzyskał mandat poselski, otrzymując 14 709 głosów. Współpracuje z Kancelarią Prezydenta RP w zakresie bezpieczeństwa państwa w dobie terroryzmu. W Sejmie jest Przewodniczącym Podkomisji ds. Współpracy z Zagranicą i NATO.
Prywatnie Marek Opioła to, jak sam przyznaje, doskonały kucharz, zapalony żeglarz, instruktor turystyki kajakowej. Żonaty, ojciec Franka.



Proszę opisać swój zwykły dzień pracy w płockim biurze poselskim i poza nim?

W Płocku spędzam przede wszystkim poniedziałki. Mój dzień zaczynam od spotkania z moimi młodymi współpracownikami, by ustalić, jakie sprawy stoją przed nami w danym tygodniu oraz, co udało się zrobić w minionym. Dzięki temu na bieżąco śledzę losy podejmowanych przeze mnie interwencji poselskich, które mają pomóc ludziom przychodzącym do mnie ze swoimi problemami. Wtedy też patrzę, czy poszczególni ministrowie odpowiedzieli na moje zapytania poselskie i czy odpowiedzi te są sensowne, czy coś wyjaśniają, czy też są urzędniczym laniem wody. W tym drugim przypadku domagam się rzetelnej odpowiedzi.

Chcę zaznaczyć, że pisma poselskie mogą wpływać na rzeczywistość nawet jak jest się posłem opozycji. Przykładowo, ostatnio w wyniku mojego zapytania Prokurator Generalny podjął decyzję o ponownym wszczęciu śledztwa w sprawie fałszowania uchwał w Gminie Sochocin, oraz zdecydował o przeniesieniu śledztwa w sprawie nielegalnego składowania odpadów petrochemicznych w Gminie Zawidz do innej prokuratury, w celu zapewnienia bezstronności organów ścigania.

Wracając do moich poniedziałków, potem zwykle spotykam się z interesantami bądź sam jadę do płockich urzędów w celu przeprowadzenia ważnych rozmów. Pod koniec dnia podsumowuje pracę i ustalam „rozkład jazdy” mojego biura na cały tydzień. Proszę mi wierzyć, że taki dzień mija błyskawicznie.

Zupełnie inaczej wygląda dzień „w terenie”. W najbliższym czasie, podobnie jak na wiosnę, planuję odwiedzać szkoły gimnazjalne i licealne w poszczególnych powiatach, by przeprowadzać w nich lekcje o parlamentaryzmie, a dokładnie mowiąc - o procesie legislacyjnym. Liczę, że dyrektorzy sochaczewskich szkół będą otwarci na moją inicjatywę.

Myślę, że bezpośredni kontakt z młodzieżą i szczera rozmowa o tym, co to znaczy być posłem i z czym to się wiąże, może uatrakcyjnić lekcje historii i WOSu. Takie spotkanie pozwala na przekazanie wiedzy, której nie ma w żadnym szkolnym podręczniku. Uczniowie lubią zadawać mi trudne pytania, ale na tym właśnie polega wartość tych lekcji. Po prostu prowadzę z młodzieżą uczciwą do bólu rozmowę o polskim parlamencie. Szczerze mówiąc te lekcje to jedna z najprzyjemniejszych form mojej poselskiej pracy.

W przypadku dużych szkół, w klasach spędzam czas od poranka do popołudnia. Potem spotykam się z lokalnymi dziennikarzami lub odbywam dyżur poselski w biurze, bądź rozmawiam o sprawach regionu z lokalnymi działaczami PiSu.

Sochaczewski Komitet PiS jest tu dobrym przykładem, bo jego członkowie aktywnie udzielają się w sprawach społecznych. Mam na myśli obok Maćka Małeckiego takie osoby jak Arka Karasia, Anię Ulicką, Piotra Ciurzyńskiego, Jarka Chudzyńskiego, Łukasza Gołębiowskiego, Zbyszka Tempczyka, Sylwestra Lewandowskiego czy Michała Orzeszka prowadzącego Forum Młodych.

Tak czy inaczej, taki dzień w terenie sprawia, że nie jestem oderwany od rzeczywistości, wiem, jak żyją mieszkańcy danego powiatu i z jakimi problemami się borykają. Dodam, że w naszym okręgu wyborczym, który obejmuje prawie jedną trzecią Mazowsza, zakres tematów ważnych dla lokalnych społeczności jest bardzo różnorodny.

Wprawdzie nie jest Pan bezpośrednio związany z Sochaczewem, ale sam Pan przyznaje, że dużo pracuje w terenie, zatem z czym kojarzy się Panu ziemia sochaczewska, czy dostrzega Pan u nas jakieś palące problemy do rozwiązania?

Rzeczywiście moje rodzinne korzenie nie sięgają ziemi sochaczewskiej. Ale z samymi mieszkańcami staram się mieć możliwie częsty kontakt. W tej kadencji już kilka szkół z terenu powiatu oraz koło emerytów z Brochowa i członkowie Młodzieżowej Rady Miasta zwiedzali na moje zaproszenie kuluary Sejmowe oraz Pałac Prezydencki. Natomiast w Sochaczewie na miejscu staram się corocznie wspierać organizację Turniejów Dzikich Drużyn o Puchar Stowarzyszenia „Zamek”.

Sama ziemia sochaczewska kojarzy mi się przede wszystkim z niewykorzystanym potencjałem turystycznym w postaci zarówno ciekawych miejsc w okolicach Sochaczewa, które warto odwiedzić, jak i zdaje się, że nie do końca odkrytego przez turystów mazowieckiego krajobrazu. Moim zdaniem trzeba starać się, by szczególnie warszawiacy, którzy do Sochaczewa mają blisko, chcieli spędzić weekend w tych okolicach. Myślę, że region by na tym bardzo skorzystał. Dlatego wspieram inicjatywy Stowarzyszenia „Zamek” promujące turystykę w tych okolicach, choćby przez pomoc w wydaniu książki pt. „Wędrówki z duchami po ziemi sochaczewskiej“.

Co do palących problemów Sochaczewa, to dzięki aktywności sochaczewskiego PiSu wiem, że jest ich całkiem sporo. Zaczynając od kwestii związanych z uwłaszczeniem mieszkań i funkcjonowaniem spółdzielni, która jest istnym molochem, poprzez problemy z dojazdami do Warszawy i najnowszymi zmianami w rozkładzie PKP oraz kłopoty z utrzymaniem dróg przebiegających przez miasto w przyzwoitym stanie, a kończąc na problemach prowadzonego przez Józefa Szajewskiego Klubu Sportowego Bzura Chodaków, który ostatnio obchodził jubileusz 80-lecia działalności, a któremu burmistrz nie chce dać odpowiednich środków na działalność, choć przecież wiadomo, że jak ryby potrzebują wody, tak inicjatywy sportowe – samorządowego wsparcia.

Wspomniał Pan o naszej spółdzielni, która od lat monopolizuje rynek, skupiając około trzech tysięcy członków. Jest Pan honorowym członkiem stowarzyszenia SOS działającego na rzecz uwłaszczenia mieszkań spółdzielczych i propagatorem możliwości, jakie w tym zakresie daje ostatnia ustawa autorstwa PiS. Zatem jakie działania, Pana zdaniem, powinni podejmować członkowie takich spółdzielni, by żyło im się wygodnie, w dobrych warunkach i za rozsądne pieniądze?

Jeśli chodzi o sprawy spółdzielcze to wydaje mi się, że sochaczewski PiS wraz z panem Tadeuszem Borowickim, który prowadzi SOS, zrobił naprawdę sporo, by mieszkańcy spółdzielni przede wszystkim poznali swoje prawa, jakie dała im nowa ustawa autorstwa PiS oraz, by nauczyli się je egzekwować. Jeszcze w 2007 roku z inicjatywy radnego Macieja Małeckiego zorganizowaliśmy w Sochaczewie dwa duże merytoryczne spotkania dla spółdzielców, by przedstawić im najważniejsze kwestie związane z ustawą. Wydaliśmy również obszerną broszurę informacyjną na temat procesu uwłaszczenia, zaś w biurze PiS można było i do tej pory można prosić o indywidualne porady dotyczące tych kwestii.

A w jaki sposób można poprawić jakość miejskich dróg?

Uważam, że poważnym błędem ze strony władz miasta było wejście w konflikt z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad o remont dróg krajowych, które po oddaniu obwodnicy w 2003 r. stały się drogami gminnymi. Można było próbować załatwić to wcześniej, bez konfliktu w Trybunale Konstytucyjnym, bez sprowadzania reporterki Elżbiety Jaworowicz. Wynegocjowanie z Generalną Dyrekcją wspólnego finansowania tych dróg takich jak Warszawska, Traugutta czy Licealna rozwiązałoby problem. Zatem pierwszym krokiem musiałoby być przyjęcie przez samorządowców postawy bardziej negocjacyjnej, niż konfliktowej. Ubolewam, że mleko zostało rozlane, bo przecież czasu nie cofniemy. Ale podejście do problemu zawsze można zmienić, szczególnie, że skutki tej sytuacji odczuwają przede wszystkim mieszkańcy miasta.

Czy naprawdę uważa Pan, że negocjacje z GDDKiA mogły dać cokolwiek? Przecież Dyrekcja czekała z oddaniem obwodnicy do dnia wejścia w życie ustawy, na podstawie której drogi zastąpione obwodnicą, znajdujące się w opłakanym stanie, mogła oddać samorządowi miejskiemu. Trudno uwierzyć, by chciała remontować nieswoje ulice. A wyrok w Trybunale Konstytucyjnym dał samorządowi podstawę do ubiegania się o odszkodowanie. Licząc na te pieniądze, władze miasta wyremontowały ulicę Traugutta i planują w najbliższych dniach rozpocząć remont Warszawskiej…

Chciałbym zauważyć, że powstanie obwodnicy było owocem działań podjętych przez mieszkańców Sochaczewa, przede wszystkim Komitetu Protestacyjnego, który od 1997 r. prowadził intensywne działania od protestów na pasach dla pieszych po jeżdżenie do Prezydenta Polski. Samorząd, w tym czasie opanowany przez SLD, nic w tej sprawie nie zrobił. Biernie przyglądał się całemu zamieszaniu. Natomiast nowa ekipa samorządowa, która doszła do władzy, praktycznie dostała obwodnicę w prezencie (oddano ją rok po wyborze obecnego burmistrza), bo decyzje o jej powstaniu zapadły już wcześniej, w wyniku działań mieszkańców. I właśnie w tym momencie uważam, że zabrakło podjęcia rozmów z Generalną Dyrekcją. Moim zdaniem pozyskanie środków na remont ulic w drodze wyroku sądowego było załatwianiem sprawy od końca, bo ograniczyło ono możliwość potencjalnej współpracy samorządu z instytucją, która utrzymuje sochaczewską obwodnicę.

Jak można rozwiązać problemy z PKP, rozładować panujący w pociągach w godzinach szczytu tłok?

Szczerze mówiąc, kwestię złych warunków, w jakich muszą podróżować pociągami mieszkańcy Sochaczewa, przedstawił mi ostatnio radny Maciek Małecki, który w imieniu Komitetu PiS poprosił mnie o zdecydowaną reakcję w tej sprawie. Osoby dojeżdżające do pracy i na studia do Warszawy powinny mieć godziwe warunki podróży, a nie spędzać czas w ścisku w przedziałach i na pomostach wagonów. Postanowiłem w tym temacie wystąpić do przewoźników, by wykonali badania natężenia ruchu, które powinny wykazać zbyt dużą liczbę pasażerów w składach i potrzebę zwiększenia liczby kursów na trasie Warszawa – Sochaczew. Jak tylko uzyskam w tej sprawie jakieś konkrety, po prostu dam Wam znać.

Wracając jeszcze do problemów miasta, to wiem, że Donald Tusk w ramach walki rządu z kryzysem i ogłoszeniem konieczności cięć budżetowych, postanowił zaoszczędzić środki na bezpieczeństwie mieszkańców Sochaczewa. Konkretnie mówiąc, w Komendzie Powiatowej Policji obcięto sporą liczbę wakatów. Wiem, że wcześniej policja borykała się z problemem znalezienia osób na te stanowiska, bo ludzie znajdowali lepiej płatną pracę w innych branżach, zwłaszcza, że Sochaczew leży niedaleko Warszawy. Jednak w czasie kryzysu i wzrostu bezrobocia na pewno nie zabrakłoby chętnych, a pamiętajmy, że w czasie kryzysu wzrasta również zagrożenie przestępczością. Myślę, że w sprawie tej również zdecyduję się na wystosowanie interpelacji, bo można oszczędzać na wielu rzeczach, ale nie na podstawowych obowiązkach państwa względem obywateli. Muszę tylko wiedzieć do kogo mam ją wystosować, bo po dymisji Grzegorza Schetyny ze stanowiska ministra MSWiA na razie nie znamy jeszcze jego następcy. Miejmy nadzieję, że będzie to ktoś bardziej kompetentny.

Na pewno znany jest Panu plan uruchomienia cywilnego portu lotniczego w Sochaczewie, a ściślej na terenie byłego lotniska wojskowego w Bielicach? Nasze miasto jest jednym z wielu, które starają się o uruchomienie regionalnego portu. Jedne, jak nasze, usiłują przekształcić istniejące, a nie działające lotniska wojskowe, inne chcą budować od podstaw. Jak ocenia Pan szanse Sochaczewa? Czy to dobry pomysł, by uruchomienia portu podejmowały się samorządy we współpracy z partnerami prywatnymi?

Osobiście postrzegam lotnisko jako obiecujące narzędzie, które może pomóc w rozwoju regionu. Ale pamiętajmy, że jest to jedynie środek komunikacji. Podobnie sprawa ma się z położeniem miejscowości przy dużej drodze tranzytowej czy przy ujściu ważnej rzeki. Dlatego nie postrzegam lotniska jako lekarstwa na wszystkie problemy Sochaczewa. Nie wierzę w takie złote środki. Lotnisko może być pomocnym argumentem w zabieganiu przez władze samorządowe o lokowanie inwestycji przez przedsiębiorców na terenie powiatu. Jednak dopiero potencjalni inwestorzy mogą dać Sochaczewowi nowe miejsca pracy. A oni będą przede wszystkim kalkulować koszty. A więc, czy bardziej im się opłaci inwestycja w okolicach Modlina, Łodzi, gdzie również ma powstać lotnisko, czy pod Sochaczewem? Na to pytanie trudno teraz o jednoznaczną odpowiedź. Swoją drogą warto się zapytać, jak wielu przedsiębiorców korzysta w Polsce z transportu lotniczego, a ilu z kolejowego i drogowego? Myślę, że proporcje te mogą podpowiedzieć, czy po ewentualnym powstaniu portu lotniczego nastąpi gwałtowny boom gospodarczy w regionie, czy też należy się liczyć z tym, że Sochaczew będzie czekać wieloletni proces narastania nowych inwestycji.

Natomiast co do współpracy samorządów z partnerami prywatnymi to uważam, że jest ona konieczna, ale powinna być prowadzona pod szczególnym nadzorem. Po ostatnich wydarzeniach w kraju i wybuchu afery hazardowej wiemy, jak groźne dla państwa mogą być związki polityki z biznesem. W takim przedsięwzięciu na pewno się one pojawią i trzeba zadbać o to, by były one zgodne z literą prawa i służyły dobru mieszkańców.

Stowarzyszenie Upowszechniania Nowych Technologii i Rozwoju Społeczności Lokalnych „e-Sochaczew.pl” jest organizacją pozarządową. Naszą największą ambicją jest udział w rozwoju lokalnej demokracji. Z tego powodu interesuje nas Pana stosunek do koncepcji społeczeństwa obywatelskiego, jakie chcielibyśmy budować, i informacyjnego zarazem, które budujemy na pewno?

Pojęcie społeczeństwa obywatelskiego umarło na początku lat 90. po tym, jak Polacy wierzący w to, że wolna Polska będzie realizować ideały Solidarności przekonali się, że okazała się ona zupełnie innym krajem niż się powszechnie spodziewano. Rozwój organizacji pozarządowych jest rzeczą ważną, bo są one niezależnymi podmiotami, które mogą patrzeć władzy na ręce, prowadzić inicjatywy dla lokalnych społeczności i przekazywać ważne informacje. Jednak mi osobiście najbardziej brakuje obecnie w Polsce nie tyle organizacji pozarządowych, co poczucia tego, że każdy z nas jest członkiem wielu wspólnot, a tym samym, że jako Polak, a potem mieszkaniec, przykładowo Sochaczewa, mam coś wspólnego z człowiekiem, który mieszka za ścianą, lub którego codziennie widuję w sklepie. Moim zdaniem takie przekonanie, że coś nas łączy, powinno rodzić też poczucie, że jesteśmy odpowiedzialni za naszą wspólną sprawę. Pozytywny przykład takiego zachowania widać było ostatnio choćby w działaniach kibiców bojkotujących decyzję PZPNu, który zabronił uczczenia rocznicy 17 września. Natomiast w wymiarze lokalnym chodzi mi o to, że brakuje poczucia zbiorowej odpowiedzialności za nasze miasta, osiedla czy parafie. PRL przyzwyczaił i utwierdził w nas przekonanie, że wspólne znaczy niczyje, podczas gdy wspólne oznacza, że coś należy do każdego z nas i że powinniśmy o to zadbać.

Natomiast każda inicjatywa społeczna, która włącza się w proces promowania postawy udziału w życiu społecznym i działania dla dobra mieszkańców Sochaczewa, jest oczywiście godna pochwały.

Jaką rolę przypisuje Pan internetowej komunikacji z wyborcami?

Uważam, że Internet staje się coraz ważniejszym środkiem komunikacji. Gorąco zachęcam Państwa do pisania swoich uwag i przedstawiania pomysłów i spraw poprzez wysłanie do mnie maila czy odwiedzenie mojej strony internetowej. Mam jednak świadomość, że nic nie zastąpi rzeczywistego kontaktu i rozmowy w cztery oczy. Dodatkowo w przypadku północnego Mazowsza na razie sytuacja wygląda tak, że dość niewielki procent mieszkańców, szczególnie na wsi, ma regularny dostęp do sieci. Ale z czasem na pewno sytuacja się polepszy i Internet będzie coraz ważniejszym środkiem komunikacji.

Stowarzyszenie „e-Sochaczew” podejmuje szereg działań mających na celu stworzenie właściwego pola współpracy i wymiany doświadczeń pomiędzy organizacjami pozarządowymi i przedstawicielami instytucji samorządowych. Czy Pana zdaniem organizacje NGO mogą i powinny przejmować od samorządów właściwe dla swojej działalności zadania do realizacji?

NGO są na pewno potrzebne jako partnerzy dla naszych samorządowców. Uważam, że na odcinkach, gdzie jakaś organizacja jest w stanie profesjonalnie włączyć się w działalność społeczną, przykładowo poprzez prowadzenie świetlicy dla młodzieży, to jak najbardziej samorząd powinien skorzystać z takiej oferty.

Połowa kadencji parlamentu za nami. Jak ją Pan podsumowuje?

O, to trudne pytanie. W porównaniu z poprzednią kadencją muszę powiedzieć, że w parlamencie jest o wiele mniej pracy. O ile za czasów rządów PiSu Sejmy często trwały po cztery dni, a posłowie spędzili niejedną noc na sali plenarnej, by głosować nad kolejnymi ustawami, obecnie Sejmy są krótkie i mało produktywne. Proszę sobie wyobrazić, że sejmowa Komisja Obrony Narodowej, w której pracuję, przez ponad półtora roku czekała na plany reformy armii ministra Klicha, a gdy się doczekała, to okazało się, że konsekwencje planowanych zmian są nieprzemyślane. Do dziś piszę w tej sprawie interpelacje dla ministra, i nie rozumiem, dlaczego zamiast zająć się dozbrajaniem polskich kontyngentów, przebywających na bardzo niebezpiecznych misjach, MON podczas trwania kryzysu gospodarczego bawi się w budowanie siedzib rozmaitych sztabów i wydaje środki na kosztowne przeprowadzki, których cel, zdaniem wielu ekspertów, jest wątpliwy. Jako poseł starałem się dotąd zajmować sprawami najważniejszymi z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. W tym się specjalizuję. Kwestię zaopatrzenia naszych misji poruszałem już przed ostatnimi wakacjami, ale minister Klich nie zareagował. Niestety, miesiąc potem zaczęło dochodzić w Afganistanie do tragedii z udziałem naszych żołnierzy. Taka jest więc logika władzy, że to rządzący mają inicjatywę w wielu sprawach, natomiast opozycja ma zwracać uwagę na błędne decyzje i zagrożenia. Myślę, że ze swojej roli dotychczas się wywiązywałem dobrze. Natomiast przeciwną opinię mam o ministrze Klichu.

A jakie Pan ma plany na drugą połówkę?

W drugiej połówce, która będzie prawdopodobnie krótszą połówką, bo wybory parlamentarne odbędą się najpewniej na wiosnę 2011 roku, mam zamiar więcej zaangażować się w sprawy lokalne. Irytuje mnie siedzenie na sali posiedzeń Sejmu i uczestniczenie w seriach wiecznie przegrywanych głosowań. Tak wygląda życie opozycji w Sejmie. Dlatego pragnę przeprowadzić więcej inicjatyw w terenie. Tam mam poczucie, że mogę zrobić coś dobrego. O konkretach nie będę mówił, wolę byście się o nich po prostu przekonali.

Z dumą ujawnia Pan swoje silne niepodległościowe korzenie, uzasadniające Pana życiowe wybory i zainteresowania. Czy ten obecny w Pana rodzinie duch walki o wolną Polskę, połączony z zamiłowaniem do wojskowości, którą wyczuwam, skusił może Pana do zobaczenia którejś z rekonstrukcji Bitwy nad Bzurą, jakie od lat dla uczczenia pamięci poległych podczas II wojny światowej organizowane są na polach brochowskich? Czy to dobry pomysł, by w tej formie obchodzić rocznice tego wydarzenia?

Oczywiście widziałem rekonstrukcję bitwy i zrobiła ona na mnie duże wrażenie. W przyszłym roku planuję zabrać na nią mojego dwuletniego syna, by i w nim zaszczepić pasję do wojskowości i dumę z polskiej historii. Uważam, że to bardzo dobra inicjatywa, bo przybliża w atrakcyjny sposób polskie dzieje. Doprawdy nie rozumiem, dlaczego Amerykanie mają dziesiątki filmów o swoich bohaterskich czynach, a my nie doczekaliśmy się na razie choćby jednej nowoczesnej produkcji na temat Powstania Warszawskiego. Myślę, że bitewne rekonstrukcje robione na tak wysokim poziomie jak w Brochowie są jednym z nielicznych sposobów, w jaki obecnie w Polsce uczy się patriotyzmu i dumy narodowej.

Foto:
Marek Opioła z synem na meczu Bzury Chodaków, podczas pasowania pierwszoklasistów w Szkole Podstawowej w Żukowie, na tle mazowieckiego krajobrazu i podczas konferencji w Płocku



 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy