Potrzebny jest komuś jakiś Banksy?

/ 2 komentarzy

Siedzimy sobie, pilnujemy własnego nosa nie wadząc nikomu, a tu taki to oto tekst. Street art. Banksy. Co. Gdzie. Jak. Oraz najważniejsze dla nas – po co? Przestaliśmy więc w nosie dłubać i zabieramy głos. O sztuce. O Sochaczewie.

Uważamy sztukę która wchodzi do przestrzeni publicznej za niezwykle ważną. Uważamy, że każdy człowiek ma potrzebę obcowania ze sztuką, choć nie zawsze ma świadomość czym jest sztuka. Uważamy, że człowiek pozbawiony wrażliwości jest bezmyślnym robotem. Uważamy, za niemieckim performerem Josephem Beuysem, że każdy człowiek jest artystą. Uważamy wreszcie, że artystów w Sochaczewie traktuje się w najlepszym razie jak dziwaków, w najgorszym – jak oszustów, naciągaczy.

Uważamy, że Banksy miałby tu przechlapane.

A jeśli tu jest jakiś, to zapewne anonimowo, po cichu robi swoje – gdzieś indziej. Nie znaczy to oczywiście,że nie ma sensu robić w Sochaczewie czegokolwiek – my traktujemy to jak wyzwanie. Zapewne nie tylko my.

 Jeżeli nie utożsamiamy się z przestrzenią, która nas otacza to traktujemy ją podle – najlepszym przykładem jest  przystań nad Bzurą – i to nie chodzi tylko o mural, ozdobiony przez lokalnych „artystów” penisami i wulgaryzmami, ale też o ogólne robienie śmietniska przez ludzi, którzy przychodzą tam regularnie. To, że odpowiada im siedzenie w syfie który zrobili świadczy o tym, jaki mają stosunek do naszej wspólnej przestrzeni  - nic na to nie poradzi żaden Banksy, raczej trzeba tu głębokiej zmiany mentalnej. My również życzylibyśmy sobie, aby kibice druzyn piłkarskich zlitowali się nad ścianami budynków w naszym mieście – jesteśmy jednocześnie pewni, że pośród kibiców są ludzie, którzy miłość do footballu są w stanie manifestować w dużo ciekawszy sposób.

Nam, nieobojętnym na kulturę ciężko często pozbyć się wrażenia, że oto żyjemy w mieście lunatyków – uśpione są ulice, uśpione urzędy, skwery i place, drzemią parki i przystanki autobusowe, bloki i kamienice, senni włóczą się mieszkańcy, chrapią panie sklepowe, mocnym snem śpią urzędnicy. A czynnik ludzki, o którym mowa w artykule powszechnie postrzegany jest jako negatywny – stąd mylenie artystycznego, społecznego działania w przestrzeni miejskiej z wandalizmem czy huligaństwem jest dla mieszkańców Sochaczewa zupełnie naturalne. Nie ma szczególnych oczekiwań co do działań na mieście, raczej obawa i niechęć.  Więc street art, ten nielegalny jest zwykłym niszczeniem, bazgraniem, świnieniem po murach - tym bardziej cieszymy się, że pomysł muralu się spodobał .  Fakt, że kuglarze i bębiarze spoglądają w okna urzędu nie jest przypadkowy – ma przypominać, że artyści, zwłaszcza ci uliczni są tuż za rogiem, nie pozostawieni na ulicy, jak wielu mogłoby się wydawać, ale będący tam z wyboru. Zapewniam, że na pewno zostaną tam dłużej, niż jakikolwiek burmistrz patrzący na nich z góry.

Chielibyśmy przy okazji wspomnieć, że stary młyn nie otrzymałby swego nowego, kolorowaego oblicza bez aktywnego wsparcia właściciela budynku, którego gorąco pozdrawiamy.

Czy potrzebny jest street art w Sochaczewie? Pytamy zupełnie serio – czy jest zapotrzebowanie, czy ktokolwiek chciałby by zamieszkał u nas jakiś Banksy? Czy może jest tak, że odbiorcy kultury w naszym mieście to tylko promil mieszkańców, a reszta życzy sobie świętego spokoju, pragnie słodko drzemać dalej?

Nie my powinniśmy na te pytania odpowiadać. To do was, drogie śpiochy są one skierowane. To jak, budzimy się z zimowego snu wreszcie?

A czy pojawi się mural nowy, tu czy tam czy gdzieś indziej na ścianach naszego pięknego miasta? Pewnie się pojawi, prędzej czy później. Jeden mural nie czyni street artowej wiosny, ale głęboko wierzymy, że ona nadchodzi – jej drobne oznaki już się pojawiają, wystarczy wytężyć wzrok. 

 

5
Oceń
(3 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (2)

figafiga
0
Ważne słowa. Brzmią jak manifest i pewnie nim w istocie są. Niemal każdym akapitem podpisać można szczególne dla Sochaczewa fragmenty miasta. Chciałoby się każdy z nich nakleić na tablicy i tablicę ustawić na Przystani, w parku, przy starym młynie, na osiedlach, obok Urzędu Miasta, w tym miejscu, które władze Socho zamieniły w obskurny płatny parking zamiast w reprezentacyjny skwer chociażby, w każdym domu kultury. Mogłabym tak wymieniać bez końca. W miejscu setek wyciętych drzew, na Farnej, gdzie unikalny dom rybaków, jeden z niewielu, ocalałych sochaczewskich zabytków, popada w ruinę. 
W całej rozciągłości popieram myślenie Autorów tego artykułu, jak sądzę, przeważnie Janka. Może tylko bardziej optymistycznie patrzę w przyszłość, gdy myślę o lokalnych artystach i czytam takie teksty. Może nie takie z nas wszystkich susły, skoro reagujemy. Choć przyznaję, w Sochaczewie doświadczam zbyt wiele smętnego nie robienia niczego ponad, a jeśli już to naznaczonego nadmierną ambicją różnego, ale nie duchowego (czytaj: dobrego), pokroju.
Pozdrawiam Lombelico (2014-03-28 21:16)
fiołkafiołka
0
Czuję sie wywołana do odpowiedzi i jedyne co mogę rzec - trzymam kciuki. Za ulicznych sztukmistrzów i za przebudzenie miasta z letargu. :-)
(2014-03-29 17:22)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy