Prostota, nie prostactwo... Stefana Biernackiego

/ 2 komentarzy
Zdjęcia i foto: Prostota, nie prostactwo... Stefana Biernackiego Sochaczewianie - sylwetki sochaczew

W czasie II wojny światowej zesłany do prac przymusowych w Niemczech. Wieloletni milicjant i policjant. Wśród młodzieży znany z pracy społecznej w szkołach. W 1997 roku przyznano mu tytuł Honorowego Obywatela Miasta Sochaczew. Ze Stefanem Biernackim rozmawia Daniel Grabarek.

Jak Pan trafił do milicji?
Pracowałem w różnych miejscach, aż w 1951 roku trafiłem do milicji. Wstępując tam nie wiedziałem dokładnie, co będę robił. Ale wiedziałem, że będę robił to rzetelnie. I czego nauczyli mnie w życiu Ci dobrzy ludzie? Cokolwiek się nie robi to nie można udawać ważnego, trzeba być prostolinijnym i rzetelnym. By obojętnie od miejsca pracy nie udawać, że jest się lepszym od innych. Nie prostactwo tylko prostota.

Czym się Pan zajmował podczas pracy w milicji i potem w policji?
Zacząłem pracę począwszy od posterunkowego, przez dyżurnego, aż do inspektora w dziale przestępstw kryminalnych. Na początku nie wiedziałem, z czym to się je. Obserwowałem, jak ludzie spacerują, jak wieczorem wracają do domów, co wieczorem robi młodzież. Lubiłem sobie tak chodzić po mieście. Przez cały okres pracy zawodowej miałem kontakt z młodzieżą sprawiającą trudności wychowawcze, ze szkół podstawowych i średnich. W szkołach było wiele różnych bójek, różnych awantur, wiele kradzieży, włamań. Dziewczynę jakąś pobili, kiedy indziej włamali się do szkoły i ukradli dzienniki. Chciałem mieć wyniki, chciałem żeby w szkole było bezpieczniej. Zacząłem rozpoznawać grupy i wiązać pewne fakty. Część młodzieży mnie lubiła, inni opluwali. Raz krzyknęli, a czasem wysłali anonim.

Na emeryturze nadal pracował Pan z młodzieżą?
Tak. Miałem spore rozpoznanie poprzez pedagogów. To, co wydeptałem, potem procentowało. Z pedagogami informowaliśmy się nawzajem. Młodzież zaczęła mnie lubić. Obiecywałem im, że nie tylko odkryję, kto ich okradł, ale także znajdę towar. Mającym coś na sumieniu mówiłem: masz nie kraść, masz się uczyć, masz nie pić. Potem nauczyciele pytali jak ich przekonałem. Ale czasem uczniowie odpowiadali:, po co mi się uczyć. Mówiłem im wtedy, że wcześniej, czy później będą siedzieć.

Uczniowie się pana bali?
Różnie. Bał się złodziej. Bał się, że go złapię. Z uczniami trzymałem dystans. Nie spoufalałem się. Młodzieży ze starszych klas mówiłem na pan. Byłem skromny. Oni się cieszyli, że ich słucham. Uczniowie lubili tą moją uczciwość. Albo leżysz i kwiczysz, albo możesz wyjść na ludzi. Z perspektywy czasu nawet osoby, które kradły, przyznawały potem, że byłem dobry. „Pan trzymał dyscyplinę. Myśmy się cholernie bali. Jaki ja głupi byłem, nie chciałem słuchać' - mówili.

Ale ganiał pan także za kapcie?
To był pretekst. Kto nie był w kapciach, tzn. że albo wrócił z wagarów, albo w ogóle nie był uczniem danej szkoły. Dzięki temu miałem spore rozpoznanie. Trzeba poznać człowieka, metodę, dlaczego on to robi. Mnie dużo nauczyli od strony psychologicznej pedagodzy. Jak ja chciałem, panie Grabarek wiedzieć, kim Pan jest to musiałem za panem chodzić.

Był Pan kiedyś w sytuacji zagrożenia życia?
W szkole rolniczej bili się ze mną. Czasem dostałem też parę razy po twarzy. To im oddałem. Ale w nocy nie atakowali mnie.

Młodzi ludzie są czasem zdziwieni, że zna Pan ich rodziny. Skąd ma Pan taką dobrą pamięć?
Nie wiem. Może już się z tym urodziłem a może to wynik mojego analitycznego myślenia.

Pomagał Pan wychowawcom w kontakcie z trudną młodzieżą. Dzisiejsza młodzież jest daleka od doskonałości. Skąd to się bierze Pana zdaniem?
Młodzież jest taka, jaka jest. Na to składa się na pewno kilka powodów. Młodzież ukształtowana jest nie przez siebie i wszystko wchłania. Ja myślę, że to może brak czasu rodziców. Gdy młodym ludziom opowiada się o prawych rzeczach oni też otwierają serce. Brak jest takiej dobrej troski rodzica. Tylko ubrać, nakarmić, ewentualnie jeszcze dobry samochód kupić a psychika schodzi na bok. Każdy lubi, gdy się go chwali. Nauczyciele mają zbyt dużo biurokracji i zbyt dużo dzieci pod opieką by z każdym porozmawiać bezpośrednio. Jednak duży wpływ ma także to, na jaki grunt padnie słowo.

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (2)

wilkwilk
0
Czy nie macie o kim pisać? To, że człowiek był na robotach w niemczech to wyrazy współczucia, ale niestety po powrocie w najbardziej podłych latach wkupił się w łaski nowej komunistycznej władzy i służył pachołkom stalina. Naprawdę nie jest postacią godną uwagi. Jeśli już to zasługuje na potępienie. W tych latach co ten "dzielny struż prawa" wykonywał swoje obowiązki setki ludzi nie złożyły broni i nie sprzedały się bolszewikom bo im na to nie pozwolił żołnierski honor. Ci ludzie do końca wierni swojej Ojczyźnie ukrywali się w lasach, walczyli z nowym okupantem, siedzieli w więzieniach i dostawali wyroki śmierci za to, że są prawdziwymi patriotami. A wśród obowiązków pana Biernackiego było donosić na takich ludzi. Zastanówmy się czasem. (2009-10-09 07:36)
Daniel5Daniel5
0
Popieram, Jakie zasługi? to, że był w komunistycznej milicji...? (2009-10-09 08:03)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy