Ratuj i ucz ratować

/ 2 zdjęć
Zdjęcia i foto: Ratuj i ucz ratować Edukacja sochaczew

Wszystko zaczęło się od tego, że Sochaczew, niemal od początku, bardzo aktywnie uczestniczył w akcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka. Głównie za sprawą komendanta miejskiego hufca Krzysztofa Wasilewskiego, który potrafił skupić wokół tej idei nie tylko swoich harcerzy, ale także wiele innych środowisk w mieście. Zaowocowało to po latach aktywnej pracy wytypowaniem Sochaczewa jako jednego z sześciu miast w całym kraju do pilotażu programu WOŚP „Ratujmy i uczmy ratować”.
Byliśmy pierwsi w kraju
- To pospolite ruszenie sochaczewian w corocznych akcjach orkiestry i duże zbiórki pieniędzy zostały docenione – mówi harcmistrz Krystyna Stańkowska. – Najpierw nasz szpital otrzymał od fundacji karetkę pogotowia, a po paru latach to my, jako jedni z pierwszych rozpoczynaliśmy ogólnopolski program nauki pomocy przedmedycznej dla najmłodszych. Świadczy to o tym, że niewiele miast w kraju, zwłaszcza tych mniejszych, tak aktywnie jak my włącza się tę akcję. Oraz o tym, jak silne mamy harcerstwo. To w dzisiejszych czasach nie jest rzecz częsta.
- Jakieś sześć lat temu, gdy ruszał program pilotażowy tej akcji – mówi komendant Krzysztof Wasilewski – zadzwonił do mnie ktoś z fundacji z pytaniem, czy nie chcielibyśmy w nim wystartować. Oczywiście chętnie się zgodziłem, bo była okazja, aby coś fajnego i pożytecznego zrobić. Zażyczyli sobie więc wykazu szkół i nazwisk dwójki nauczycieli każdej z nich, którzy by się tym zajęli. Usiadłem przy telefonie i jednego dnia obdzwoniłem wszystkie szkoły na terenie miasta i powiatu. Już następnego otrzymałem ze wszystkich placówek po dwa nazwiska z danymi nauczycieli. Wysłałem je do fundacji i zaraz miałem telefon z pytaniem: „Jak ty to w jeden dzień zrobiłeś?” Oraz potwierdzenie: „Robimy to u was”.
Potem w MOK w Chodakowie odbyło się dwudniowe szkolenie wszystkich tych sześćdziesięciu kilku nauczycieli, po którym otrzymali oni certyfikaty i wyposażenie w fantomy do ćwiczeń z młodzieżą, a także podręczniki dla dzieci z klas 1-3. Fundacja wyszła bowiem z założenia, że już małe dzieci trzeba uczyć prawidłowych zachowań w sytuacjach kryzysowych. Jak zachować ma się dziecko, które jest świadkiem zasłabnięcia lub jakiegoś wypadku, a nie ma nikogo innego mogącego i umiejącego pomóc.
- Inna strona tej inicjatywy jest taka – kontynuje Krzysztof Wasilewski – że w naszym hufcu przyjęliśmy zasadę, iż każdy harcerz po ukończeniu 16 roku życia powinien ukończyć kurs ratownictwa medycznego na tzw. brązową odznakę ratownika medycznego ZHP. Mamy już w hufcu instruktorów z uprawnieniami do organizowania takich kursów, ale i tak przyjeżdżają do pomocy instruktorzy z Warszawy. Odbywa się to często we współpracy z naszym szpitalem. A Kasia Kaczmarek, studentka akademii medycznej, która jest u mnie szefową Harcerskiej Służby Ratownictwa, jest jednocześnie szefową HSL na wszystkie hufce na Mazowszu.
Zuchy z trójki uczą się ratować
Podobnie jak z innych szkół, również ze Szkoły Podstawowej nr 3 w Sochaczewie wytypowano wtedy na kurs ratownictwa dwie nauczycielki: hm Krystynę Stańkowską i Zofię Szydełko. Jak mówi pierwsza z nich: „Chodziło o to, aby znaleźć osoby, które nie patrzą na zegarek i potrafią poświęcić dzieciom swój wolny czas”. Może właśnie dlatego program „Ratujmy i uczmy ratować” w tej szkole do dziś jest ciągle żywy, a jego efekty widoczne. Inna przyczyna to istnienie w szkole drużyny zuchowej, na której jest on oparty. A wiadomo: zuchy to zuchy! To się udziela innym. Przy całkowitej akceptacji rodziców rozpoczęło się szkolenie pomocy przedmedycznej uczniów klas 1-3. Jak mówi Krystyna Stańkowska, dzieci ucząc się udzielania pomocy przedmedycznej muszą przejść przez kilka etapów. Pierwszy z nich to:
1. Zachowaj spokój w trudnej sytuacji.
Wiadomo, że jeśli wydarzy się coś złego, na przykład omdlenie, to wszyscy wokół biegają i krzyczą: Co tu robić?! Co robić?! Bo tak naprawdę mało kto nieprzeszkolony wie, jak się zachować w takiej sytuacji. – Żeby nauczyć dzieci opanowania i spokoju, – mówi Krystyna Stańkowska. – prowokujemy je do wymyślania różnych, nawet tragicznych, zdażeń. Przez ich opowiadanie dzieci oswajają się z nimi, i z czasem przestają o nich myśleć ze strachem Na przykład, że podczas przejażdżki rowerowej przez las brat spada z roweru, uderza głową o korzeń i jest nieprzytomny. Przede wszystkim trzeba bowiem opanować strach i panikę.
2. Zanim zaczniesz udzielać pomocy sprawdź, czy ty sam jesteś bezpieczny.
Dziecko, które znalazło się w trudnej sytuacji i chce pomóc, musi najpierw zadbać o własne bezpieczeństwo. A więc musi się rozejrzeć, czy przy osobie poszkodowanej nie ma jakiegoś szkła czy drutu, albo innego ostrego przedmiotu, o który można by się skaleczyć. Czy nie ma zerwanego przewodu z prądem elektrycznym, żeby nie było dwóch osób poszkodowanych. Ważnym elementem jest też krzyk dziecka. Trzeba je nauczyć, by nie wstydziło się głośno wzywać pomocy: Ratunku! Lub choćby tylko krzyczeć. Tym zwróci uwagę kogoś starszego, a jak już ktoś podejdzie, będzie mu nawet głupio uciec nie udzielając pomocy leżącemu. Na co dzień bowiem ludzie omijają takie sytuacje z daleka.
3. Sprawdź przytomność osoby poszkodowanej.
Jeżeli nie ma jednak nikogo w pobliżu, dziecko musi samo wkroczyć do akcji. Mały ratownik powinien przyklęknąć i potrząsając leżącego za ramię, by sprawdzić, czy człowiek reaguje. Oczywiście musi być ostrożne, bo gdyby człowiek nagle się ocknął, może wykonać ruchy obronne i zranić dziecko. Jeśli okaże się, że osoba jest nieprzytomna, trzeba sprawdzić czy oddycha. Mały ratownik przykłada więc swoje ucho do nosa i ust osoby poszkodowanej i obserwuje klatkę piersiową. Jeśli człowiek oddycha, a dziecko ma telefon komórkowy, dzwoni na jeden z numerów alarmowych: 112, 997, 998 albo 999. Ważne jest też, aby wyraźnie i głośno przedstawiło się oraz określiło sytuację i miejsce zdarzenia. Na przykład: „Nazywam się Jaś Kowalski, mam 10 lat, na chodniku przy placu przed kościołem, obok sklepu z butami leży nieprzytomny człowiek. Oddycha”. Jeśli dziecko nie ma telefonu, musi zaczepić kogoś dorosłego i stanowczo prosić, by zadzwonił pod numer alarmowy.
4. Resuscytacja, czyli sztuczne oddychanie i masaż serca.
Jeśli osoba poszkodowana nie oddycha, ratownik musi podjąć się próby przywrócenia oddechu. To ćwiczy się na fantomach: dwa wdechy i trzydzieści silnych ucisków klatki piersiowej przy wyprostowanych w łokciach rękach. Następnie sprawdzenie oddechu i jeśli nie powrócił, powtórzenie, i tak aż do skutku lub przyjazdu karetki. Nie może być mowy o tym, że dziecko jest zmęczone i chwilę odpocznie. Ale zanim przystąpi do resuscytacji, trzeba udrożnić drogi oddechowe. Otworzyć usta nieprzytomnego i wydłubać ewentualne resztki jedzenia czy cukierka lub gumę do żucia, a nawet wyjąć sztuczną szczękę. Przy sztucznym oddychaniu dużym problemem jest oswojenie dziecka z bezpośrednim kontaktem z drugą osobą, nieraz brzydko pachnącą, a często starą i pomarszczoną. Wiele czasu poświęca się tej sprawie. Trzeba bowiem przyzwyczaić małego ratownika do takich sytuacji i wpoić mu, że nie może brzydzić się drugim człowiekiem.
W ten sposób przerobiliśmy z Krystyną Stańkowską niemal cały kurs ratownictwa przedmedycznego. Może warto teraz poćwiczyć praktycznie? Nigdy nie wiadomo, kiedy umiejętności te mogą się przydać. Bo chociaż w Szkole Podstawowej nr 3 wykształcono już ponad tysiąc młodych ratowników, to nie możemy liczyć tylko na nich.
- Szliśmy kiedyś z moimi zuchami do biblioteki przez osiedle za ulicą Pokoju. Było gorące popołudnie i dookoła pusto. Nagle zauważyliśmy leżącego na chodniku starszego pana. Zanim zareagowałam, one już wiedziały, co mają robić. Tym razem ostatecznie ja go reanimowałam, ale one cały czas mi podpowiadały. Były bardzo przejęte. Jestem przekonana, że dałyby sobie radę same – dodaje na koniec Krystyna Stańkowska.
Sławomir Burzyński

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy