Relacja z koncertu Yawning Man

/ 11 zdjęć
Zdjęcia i foto: Relacja z koncertu Yawning Man Koncerty i muzyka sochaczew
+6

Catamaranem w Chmurach 


YAWNING MAN- CHMURY, WARSZAWA, 06.8.18



O tym, że Yawning Man to kapela legendarna i kultowa dla wszystkich fanów Desert/Stoner Rocka nikogo przekonywać nie trzeba. Wiadomo przecież, że była to ogromna inspiracja choćby dla muzyków Kyussa, w którym swego czasu grał na garach ex- perkusista Yawning Man, Alfredo Hernandez, a na ostatnim albumie „And Circus Leaves Town” wybrzmiał klasyk kalifornijczyków, utwór „Catamaran”. Tym samym na pewno mieli wpływ na reunion legendy Desert Rocka i zwiększenie zainteresowania grupą. Warto zaznaczyć, że wokół Yawning Mana wytworzyła się odrębna, prężnie działająca scena, na którą składają się tak zacne i godne polecenia (jeśli ktoś nie zna to proszę o odrobienie pracy domowej) kapele jak: Ten East, The Sort Of Quartet,  Dark Tooth Encounter, Waterways, Fatso Jetson i off course...Across the River.

Yawning Man przyjechał do Polski po raz trzeci. Natomiast po raz drugi ściągnął ich Grand Circus. Za co ogromny szacun. Po raz drugi również miejscem koncertu (nie licząc wrocławskiego i chorzowskiego gigu) był warszawski klub „Chmury”. Kameralny i bardzo rodzinny klimat tego obiektu na pewno wpłynął na pozytywny odbiór samej muzyki. Ciekaw jestem jakby kapela wybrzmiała na dziedzińcu lokalu. Muszę przyznać, że wczorajszy koncert nawet przyćmił ten poprzedni. Przede wszystkim był mega spójny. Zaczęli tak jak na swojej ostatniej płycie, od utworu „Black Kite”. Potem były kolejne nowe utwory, które zyskały na przestrzeni i nabrały nowego, jeszcze bardziej psychodelicznego, luzackiego klimatu. Taki „Skyline Pressure” (utwór tytułowy z płyty kapeli Ten East), który jest zresztą moim ulubionym na „The Revolt Against Tired Noises” został wyciągnięty aż do 12 minut. Zresztą długich improwizacji i jammów podczas gigu nie brakowało. Oczywiście największy aplauz i najbardziej gorące przyjęcie było podczas dwóch największych „hitów” kapeli, a więc wspomnianym wcześnie „Catamaranie”, który został pięknie odświeżony na nowej płycie, i „Perpetual Oyster” z „Rock Formation”. Trochę zabrakło mi kilku utworów z tego genialnego debiutu Kalifornijczyków, ze „Stoney Lonesome” na czele, ale w sumie taki greatest hits mogliśmy podziwiać poprzednim razem. Dlatego też fajnie, że Gary, Mario i Greg zagrali zupełnie inny set. Postawili na pływanie w dźwiękach i niczym nieskrępowaną wolność. I to udzieliło się wszystkim.

Mario Lalli to totalna czołówka gitary basowej. Reprezentuje mniej więcej podobną szkołę i poziom co Mike Watt, czy Chuck Dukowski. Jego bas po prostu wywala flaki. Warto zresztą nadmienić, że nagłośnienie było mega dobre. Dla niektórych mogło być za głośno (brzęczenie nadal słychać w uszach), ale ogólnie było bardzo klarownie i wszystkie instrumenty zabrzmiały selektywnie. Perkusista kapeli, Greg Saenz, który zastępował Billa Stinsona okładał swoje gary niczym psychopata swe ofiary. Pastwił się nad nimi wymachując jak Dave Grohl, czy inny Keith Moon. Warto dodać, że swe doświadczenie dobosza zbierał w takich kapelach jak: Suicidal Tendencies, czy Dwarves, a w Yawning Manie grał wcześniej w latach 2011-12.

Osobne słowa należą się Gary'emu Arce, którego brzmienie gitary jest niepodrabialne. Trochę tutaj słychać surf rocka w rodzaju Dicka Dale'a przefiltrowane przez punk rocka. Można totalnie odpłynąć przy tych jego pejzażach dźwięków, które maluje w tylko sobie znany sposób. Dla niego czas się chyba zatrzymał.

Muzycy Yawning Mana prezentują starą punkową zasadę: „Do it yourself”. Zero gwiazdorstwa, pozerstwa, sami zajmują się wszystkim: od sprzedawania merchu, kierowania wynajętym busem. Po prostu trzech facetów, bez żadnej obsługi technicznej, pierdyliarda usługujących im ludzi. Fajnym gestem ze strony kapeli jeszcze przed koncertem było wręczenie płyt z autografami naszemu redakcyjnemu koledze, Chrissowi w podzięce za wykonanie grafiki do ich albumu „The Birth of Sol”. Zresztą muzycy jeszcze długo podpisywali płyty i pozowali do zdjęć z fanami. Byli totalnie otwarci i przyjacielscy.

Na koniec trochę dziegciu do beczki miodu, tak by za słodko nie było. Zastanawiam się nad jedną rzeczą: stoner rock w Polsce cieszy się coraz większą popularnością. Trend ten można zauważyć od ładnych kilku lat. Polskie kapele grają na największych stonerowych festach na świecie, a i my dorobiliśmy się profesjonalnego festiwalu (Red Smoke). Koncertów stoner, czy doomowych jest w brud, natomiast kapela taka jak Yawning Man nadal jest znana tylko wybrańcom. Może to i dobrze, bo trafia do prawdziwych fanów, a nie pozerów. Mimo iż koncert został wyprzedany, a Chmury to bardzo fajny lokal, to jedna moim zdaniem kapela zasługuje na koncert w większym klubie, jak choćby sąsiadka, Hydrozagadka. Zastanawiam się gdzie byli tego wieczoru Ci true fani Stoner Rocka? Pewnie siedzą na Fejsie i po raz n-ty wrzucają Sleep, Electric Wizard i Bongzillę (oczywiście szacun dla tych kapel) i męczą bułę wyświechtanymi sloganami.

Tak czy inaczej był to piękny koncert, który na pewno pozostanie na długo w pamięci wszystkich, którzy się na nim stawili. Dziękuję za wspaniałą zabawę i podładowanie akumulatora życiowego na maksa.


P.S. Chciałbym być jak Gary Arce :)


Poniżej linki do nagrań, które zrobiłem z wczorajszego koncertu:


https://www.youtube.com/watch?v=sBnPlm5cnC4&feature=youtu.be

https://www.youtube.com/watch?v=vHbLfQG7Y24

https://www.youtube.com/watch?v=UnRscImggKI

https://www.youtube.com/watch?v=182r0XyItD8

Zapraszam do subskrybowania naszego kanału na youtube i polubenia naszego fanpejdża:

/www.facebook.com/kulturkakts/



Tekst i zdjęcia: Łukasz „Ch-Fu” Szewczyk


 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy