Spółka, której nie ma?

/ 2 komentarzy
Zdjęcia i foto: Spółka, której nie ma? Radni i rady samorządowe sochaczew

W poprzednim numerze pisaliśmy o sytuacji w spółce Telekomunikacja Miejska Sochaczew. Powołana w 2006 r. firma, powiązana z sochaczewskim Przedsiębiorstwem Energetyki Cieplnej, okazała się prawdziwym biznesowym fiaskiem. Obecnie zadłużenie TMS przekroczyło 700 tys. zł.
Nadużycia i błędne decyzje
Jak mówiła podczas ostatniej sesji Rady Miasta Danuta Łuszcz prezes TMS Sp. z o.o., ze spółką związane były liczne nieprawidłowości. „Sprawy były przysłowiowo „zamiatane pod dywan”. Jedną z nich była np. kwestia wyceny aportów spółki, które były robione przez osobę nieuprawnioną. Znając te wszystkie okoliczności, złożyłam rezygnację z funkcji prezesa już pięć dni po moim powołaniu, ale nie została ona przyjęta” – mówiła. Prokuratura prowadzi również postępowania w sprawie dwóch wspólników biznesowych TMS, których podejrzewa się o działania na szkodę spółki, firmie AirLan - za bezumowne korzystanie z infrastruktury TMS oraz PEC - za doprowadzenie do utraty wartości spółki i jej majątku. „Dokumenty dotyczące tych spraw są w trakcie weryfikacji przez prokuraturę. TMS powiadomiła o nich również Prokuraturę Krajową oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne”– powiedziała nam prezes Danuta Łuszcz
W pozostałych przypadkach, zdaniem prawników, nie można mówić jednak o jakichkolwiek nadużyciach. „Przeglądając dokumenty spółki nie zauważyłem jakichkolwiek umyślnych działań na niekorzyść firmy, a jedynie szereg nieprzemyślanych decyzji finansowych” – stwierdził mecenas Wojciech Błaszczyk. „Zawierzyliśmy prezesowi, który zaciągał zobowiązania dla ratowania spółki. Kolejne programy poprawy kondycji firmy nie przynosiły jednak skutku. Głównym powodem odwołania Krzysztofa Wasiaka ze stanowiska prezesa PEC była właśnie sprawa TMS” – stwierdził przewodniczący rady nadzorczej PEC Tadeusz Głuchowski. Nowy prezes spółki Andrzej Guzik nie ukrywał natomiast, że wahał sie jeżeli chodzi o zgłoszenie swojej kandydatury. „Dobrze znam temat ciepłownictwa na terenie Sochaczewa, przez pięć lat byłem przewodniczącym rady nadzorczej, a pomimo to swój wniosek złożyłem dopiero ostatniego możliwego dnia” – mówił.
Bez klientów i bez kamer
Kolejną ważną, a nieco pomijaną w obliczu tak istotnych zmian kadrowych, sprawą jest kwestia klientów pechowej spółki. Telekomunikacja Miejska miała stać się pionierskim rozwiązaniem na sochaczewskim rynku. Tanie połączenia telefoniczne oraz Internet miały zapewnić jej rzesze abonentów. Teoretycznie, przedsięwzięcie to miało olbrzymie szanse na powodzenie – tego typu firmy funkcjonują z sukcesem w wielu polskich miastach. Stało się jednak inaczej. Jak mówił wiceprzewodniczący Rady Miasta Julian Tasiecki, klienci TMS są w sytuacji zupełnie dla siebie niezrozumiałej. „Abonenci Internetu i telefonów są zdecydowanie poszkodowani przez Telekomunikację Miejską, która nie wywiązała się z podpisanych umów. Interesuje mnie również czy ich ewentualne roszczenia mogą być kierowane do PEC - u?” – pytał. „PEC odpowiada jedynie za zobowiązania Telekomunikacji dotyczące Urzędu Skarbowego czy ZUS – u. Z prawnego punktu widzenia sprawy takich roszczeń nie mogą obciążyć ani PEC – u, ani miasta, powinny być bowiem kierowane wyłącznie do TMS. Trzeba otwarcie przyznać, że abonenci są w wyjątkowo trudnej sytuacji. W stosunku do tego operatora istniej wiele roszczeń, np. pracowniczych, które mają zdecydowane pierwszeństwo jeżeli chodzi o spłatę” – odpowiedział radca prawny Wojciech Błaszczyk. „Moim zdaniem w takim przypadku odpowiedzialne powinny być wszystkie organy TMS Sp. z o.o. To one podejmowały kluczowe decyzje” – dodał z kolei radny Edward Stasiak. Niestety, zgodnie z obowiązującym prawem odpowiedzialność kończy się na zarządzie i radzie nadzorczej spółki. Uniemożliwia to więc dochodzenie jakichkolwiek roszczeń, np. od też decyzyjnego zgromadzenia wspólników. „Mówimy tu o odpowiedzialności prawnej. Ocena moralna jest poza moimi kompetencjami” – podsumował mecenas Wojciech Błaszczyk.
Nie tylko świadczenie usług osobom prywatnym, ale również plan uruchomienia systemu miejskiego monitoringu przez TMS zakończył się kompletnym niepowodzeniem. „Już od dłuższego czasu nic nie łączy naszego monitoringu z tą spółką. Nigdy nie była ona technicznie gotowa do uruchomienia takiego systemu. Poza tym oferowane przez TMS ceny były zbyt wygórowane. Koszt zakupu instalacji wynosił około 190 tys. zł. Tyle samo TMS żądał za roczna dzierżawę w 2006 r.” – powiedział sekretarz miasta Andrzej Wierzbicki.
Spółka w niebycie
W lutym prezes TMS Danuta Łuszcz zwróciła się do burmistrza oraz Rady Miasta o dofinansowanie TMS kwotą blisko 147 tys. zł. Pieniądze te miałyby być przeznaczone na zabezpieczenie majątku spółki oraz na bieżące wywiązywanie się ze zobowiązań wobec klientów. W obecnej sytuacji szanse na uzyskanie wsparcia finansowego w praktyce nie istnieją. Z opinii prawnej przygotowanej przez kancelarię mecenasa Wojciecha Błaszczyka jednoznacznie wynika bowiem, że jakiekolwiek dofinansowanie dla TMS nie poprawi już jej kondycji finansowej. Również przeprowadzenie postępowania upadłościowego, które, jak już pisaliśmy, kosztować będzie nawet kilkaset tysięcy złotych, jest zbyt dużym obciążeniem jeżeli chodzi o budżet miasta, nie mówiąc już o PEC– u. Jedynym sensownym rozwiązaniem zdaje się być pozostawienie spółki w swoistym „niebycie”, a więc funkcjonującej tylko w teorii.
„Telekomunikacja otrzymywała pożyczki na „gaszenie pożaru”, tzn. gdy brakowało na płace lub gdy dostawca chciał odłączyć sygnał internetowy. Gdyby pieniądze te przeznaczone zostały na rozwój infrastruktury, spółka zaczęłaby zarabiać. Udało się nam podpisać umowy z dużymi klientami, jednak nie było już środków na podłączenie ich do sieci. Teraz kwota długu będzie jeszcze większa, ponieważ będziemy musieli zapłacić kary za zerwanie umów” – poinformowała nas Danuta Łuszcz. W takiej sytuacji, nawet gdy sprawy sądowe zakończą się dla TMS pozytywnie, nie wiadomo czy odzyskane w ten sposób pieniądze wystarczą na pokrycie piętrzących się zobowiązań.
A miało być tak pięknie ...
Jak doszło do tego, że spółka mająca duże szansę na rynkowy sukces jest bankrutem? Dlaczego osoby zarządzające telekomunikacją nie przeprowadziły postępowania upadłościowego, kiedy było to jeszcze możliwe? Jednoznacznej odpowiedzi na te pytania nie dały ani przeprowadzone w TMS audyty, ani sesja Rady Miasta. Z naszych ustaleń wynika, że prokuratura uważa śledztwo w sprawie TMS za „rozwojowe”. Może jej uda się wyjaśnić wszystkie zawiłości związane ze spółką.
Agnieszka Poryszewska





 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (2)

SkypeSkype
0
Dlaczego taką tajemnicą owiane są pierwsze władze tej spółki?
Nikt nie chce o tym mówić, a warto.
Warto wiedzieć, że:
- pierwszym prezesem TMS był ówczesny prezes PEC
( i tu i tu ) K.Wasiak, a przewodniczącym Rady Nadzorczej TMS był przewodniczący Rady Nazdorczej PEC ( i tu i tu ), a obecny przez PEC A. Guzik.
- to wówczas zrobiono kombinacje, które powaliły TMS
( kombinacje z aportem, kombinacje z podziałem firmy itd.. )
Warto też wiedzieć, że spółka TMS już po 8 miesiącach miała ok. 500 000 zł długu.
Dlatgo w czerwcu 2007r nowy zarząd TMS zawiadomił prokuraturę.
I to by było na tyle....
(2009-03-24 13:07)
MasłowskiMasłowski
0
Trudno cokolwiek tu komentować. Z pewnością już w tym układzie, który funkcjonuje nie podniosę ręki za kolejną spółką czy też zbyciem udziałów na rzecz jakiegoś podmiotu tworzonego przez którąś ze spółek miejskich z podmiotem prywatnym. (2009-03-24 21:10)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy