Sprawa wiosennych podpaleń zamknięta

 

Prokuratura Rejonowa w Sochaczewie nie widzi związku między podpaleniami SAM-u, pawilonu przy ul. Żeromskiego oraz Biedronki. 

Jak pamiętamy, w połowie maja tego roku spłonął w znacznej części pawilon handlowo-gastronomiczny przy ul Żeromskiego. Wtedy pojawiła się wśród mieszkańców teoria o seryjnym podpalaczu.

Przypomnijmy, że wcześniej ktoś podpalił mlekomat przy ul. Pokoju, być może mając nadzieję, że od niego zajmie się sklep LUX. Podobnie było z Biedronką i sklepem obuwniczym na targowisku miejskim. Na koniec doszedł słup ogłoszeniowy, od którego zajął się pawilon. Mówiono nawet o szaleńcu, który w ten radykalny sposób pragnie usunąć z centrum miasta niezbyt estetyczny siding, bo występował on we wszystkich czterech przypadkach.

Jak się jednak okazuje, sochaczewska prokuratura nie posiada dowodów na taką tezę. Prokurator Przemysław Tarczyński przyznaje, że można mieć takie odczucie i dlatego policja została uczulona, aby wnikliwie się przyjrzeć, czy nie ma między tymi przypadkami związku. Jednak, jak na razie, żadnych dowodów na to nie znaleziono. A nie można opierać się na domniemaniach. 

Sprawa ostatniego podpalenia, w wyniku niewykrycia sprawcy, została co prawda zamknięta, ale, jak twierdzi prokurator, nadal trwają działania operacyjne policji i nie jest wykluczone, że w końcu jakiś trop się pojawi. W międzyczasie, jak widzimy przechodząc ul. Traugutta, pawilon został odbudowany i wróciły do niego sklepy.

Największych zniszczeń dokonał pożar pawilonu przy ul. Żeromskiego. Jak twierdzili strażacy, ktoś musiał się bardzo postarać. Nie ma takiej możliwości, żeby słup zajął się od tego, że ktoś rzucił w niego zapałką lub niedopałkiem papierosa. Słup wykonany był z solidnego tworzywa sztucznego. Oklejony był grubą warstwą plakatów. Ponieważ ostatnio dużo padało, papier był wilgotny. W takich warunkach dla rozprzestrzenienia się płomieni potrzeba o wiele więcej, niż iskra.

Ogień szybko się rozprzestrzeniał. Błyskawicznie zajęły się znajdujące się w sklepie odzieżowym ubrania, buty, manekiny i inne wyposażenie. Parter budynku spłonął doszczętnie. Udało się ocalić znajdujący się na pierwszym piętrze bar oraz sąsiednie budynki.

W barze znajdowały się butle z gazem i CO2. Gdyby wybuchły, byłaby prawdziwa  katastrofa. Już wtedy strażacy zauważali pewną zbieżność w serii podpaleń. Uważali że za każdym razem było to działanie celowe, w wyniku którego  ulec zniszczeniu mogły obiekty komercyjne.

(ap), bus

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy