"Starosta sochaczewski to zwykła kanalia, burmistrz zresztą też"

     Czesio mój znajomy, zresztą warszawski bloger, ostatnio radził mi początkującemu blogerowi, jeśli chcesz by ktoś chciał twoje teksty wogóle czytać, a redaktorzy strony umieszczali w czołówce, musisz być ostry w wypowiedzi i dawać konkretne tytuły. W tym całym błotku, jakim obrzucają się ludzie w internecie – chcący pozostać anonimowymi – musisz się jakoś wyróżnić. Ja mu na to, że to błotko to nie dla mnie. Ale? Ten tytuł to zresztą pomysł Czesia. Ale od początku.

     Wyemitowany przez TVP1 niemiecki serial „Nasze matki, nasi ojcowie” wywołał w polskich mediach sporą burzę. Część polityków, przekonując, że produkcja ma antypolski charakter i wybiela Niemców, domaga się nawet odwołania prezesa Telewizji Polskiej Juliusza Brauna. Ale takich seriali, książek i artykułów mówiących nie prawdę lub manipulujących prawdą w Niemczech jest coraz więcej. My mieszkańcy Sochaczewa też powinniśmy bronić swojej godności, swojej prawdy historycznej. W tym też celu założyłem autorską stronę pod nazwą Niezależne Centrum Informacji Historycznej i Turystycznej Miasta Sochaczewa „bkwiatkowski.pl”. Strona może nie rozwija się w zawrotnym tempie, bo jest przezemnie tworzona tylko z prywatnych środków, a tych w dobie kryzysu wiadomo coraz mniej. Ale jest potrzebna i już wpisała się w krajobraz. Świadczą o tym dziesiątki maili od Czytelników właściwie z całego świata, szukających swoich przodków w Sochaczewie, chcących coś dowiedzieć się o nieruchomościach, które przed wojną należały do ich przodków, chcących przekazać stare zdjęcia i dokumenty miasta, chcących ocalić od zapomnienia pewne wydarzenia.

     Ze współczesnych prac niemieckojęzycznych, w których można dostrzec świadome lub nie (w to ostatnie akurat nie wierzę) manipulowanie historią należy wymienić opracowanie niemieckiego historyka i pracownika naukowego Instytutu Herdera w Marburgu i Uniwersytetu w Giessen dr Markusa Rotha noszące tytuł „Herrenmenschen. Die deutschen Kreishauptleute im besetzten Polen - Karrierewage, Herrschaftspraxis und Nachgeschichte” (Nadludzie. Niemieccy starostowie w okupowanej Polsce) wydane w Göttingen w 2009 roku, będące jego rozprawą doktorską na temat roli niemieckiej administracji cywilnej w okupowanej przez nazistów Polsce.

     Książka zawiera m.in. 130 biografii starostów niemieckich sprawujących swoje funkcje w okresie istnienia Generalnego Gubernatorstwa w latach 1939–1945. W biografiach obu sochaczewskich starostów z okresu okupacji hitlerowskiej (Potta i Scheu) opracowanych przez autora napróżno szukać informacji o licznych zbrodniach przez nich firmowanych, a nawet dokonywanych osobiście. Choć we wstępie Roth podkreśla, że do najważniejszych zadań niemieckiej administracji w Generalnym Gubernatorstwie należały: wyzysk polskich rolników, rekrutacja i deportacja robotników przymusowych i wreszcie plądrowanie majątków i zagłada Żydów to praca ta – choć autor dostał za nią wyróżnienie – jest bardzo stronnicza i nie odzwierciedlająca – przynajmniej w stosunku do Sochaczewa – prawdy. Można się z nią zapoznać w Bibliotece Narodowej w warszawie, a i miejscowe muzeum w Sochaczewie też chyba ją posiada.

     W biogramach obu starostów sochaczewskich z lat okupacji, urzędujących w budynku obecnego Urzędu Miejskiego, a mieszkających w gmachu obecnej Szkoły Muzycznej możemy przeczytać o ich drodze życiowej. Jeden z nich studiował prawo i nauki społeczno-polityczne w Getyndze, Monachium i Królewcu; obronił nawet doktorat z prawa w Berlinie. Karierę urzędniczą rozpoczął od pracy w Urzędzie Miejskim w Petershagen, następnie pracował m.in. w Urzędzie Powiatowym w Minden, w Urzędzie Miejskim w Düsseldorfie, a później objął stanowisko burmistrza w Hanowerze. Pracował także w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w Berlinie, został starostą w Saarbrücken, później prezydentem w Münster. Wreszcie został starostą powiatu Oststernberg. Z tego ostatniego miejsca pod koniec września 1939 roku przybył do Sochaczewa z żoną i dziećmi. Swoją funkcję pełnił do połowy okupacji. Jednym słowem urzędnik pełną gębą, doświadczony i wykształcony. W niemieckiej biografii niemiecki czytelnik, w przyszłości i Polski czytelnik (bo zapewne książka zostanie przetłumaczona na język polski, wszak dotyczy obszaru Polski) nie przeczyta o jego niszczycielskich dokonaniach i zbrodniach. W polskiej historiografii jest bogata literatura na ten temat, a i w archiwach nie brakuje setek dokumentów.

     Już w 1940 roku pierwszy z omawianych starostów ogłosił w obwieszczeniu, że spalił młyn Niedzińskiego w Kuklówce koło Radziejowic, gdyż zawinił on „przeciwko rozporządzeniom zmierzającym do zapewnienia wyżywienia w Generalnym Gubernatorstwie”. Jest on odpowiedzialny za liczne egzekucje sochaczewskich Żydów. W obwieszczeniu rozplakatowanym na ulicach Sochaczewa w 1941 roku donosił o zastrzeleniu dwóch Żydów z Sochaczewa Arona Zeliga Marienfelda i Arie Szmelca, którzy „usiłowali bez zezwolenia przeszmuglować zboże i żywność do Warszawy”. Następnie zarządził utworzenie żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej (getta) w Sochaczewie, natomiast w marcu 1941 roku zarządził liczne represje przeciwko mężczyznom uchylającym się od pracy. To z jego inicjatywy wysadzono w powietrze sochaczewską synagogę i kościół parafialny. To w czasie pobytu w Sochaczewie wstąpił do SS.

     Jego następcą został znany z sadyzmu i okrucieństwa wobec ludności polskiej Scheu. Wśród sochaczewskich starostów okresu okupacji był postacią typową, był młody i ambitny, posiadał formalnie tytuł doktora praw, jak wielu zresztą Niemców zajmujących główne stanowiska w administracji okupowanej Polski. W przeciwieństwie do swojego poprzednika – który również posiadał tytuł doktora – podkreślał to na każdym kroku, podpisując prawie każde obwieszczenie jako dr Scheu.

     Podczas gdy za Potta eksterminacyjna polityka hitlerowska skupiona była głównie na osobach pochodzenia żydowskiego, a w stosunku do Polaków rozpoczęła się dopiero w końcowym etapie jego urzędowania, cały okres rządów Scheu w powiecie sochaczewskim wypełniony był terrorem i prześladowaniami Polaków. Scheu jako starosta obwieścił mieszkańcom powiatu sochaczewskiego decyzję o utworzeniu w Boryszewie karnego obozu przejściowego dla osób pochodzenia polskiego, informując, że wszyscy, którzy „opuszczą swe miejsce pracy (…), nałożony kontyngent dostawy nie wykonują w terminie lub tylko częściowo, nie poddadzą się obowiązkowi punktualnej dostawy zaprzęgów i wyżywienia (…)” będą aresztowani i przekazywani do niego.

     W wydawanych licznych obwieszczeniach Scheu groził karą śmierci za jakąkolwiek pomoc udzielaną ludności żydowskiej. W egzekwowaniu kontyngentów był również bezwzględny. Często nie zważając na prośby ludności, osobiście podpalał zagrody chłopskie. Szczególne środki represji stosował w okresie letnich akcji żniwnych oraz jesiennych akcji ściągania kontyngentu ziemniaków. Kierował on do obozu w Boryszewie nie tylko gospodarzy, lecz także ich żony, a oprócz tego z jego rozkazu zabierano żywy inwentarz. Podczas tej pierwszej akcji na rozkaz Scheu Niemcy dokonali publicznej egzekucji – przez powieszenie – m.in. dwudziestojednoletniego Józefa Ciesielskiego, który został posądzony o sabotaż, polegający na umyślnym podpaleniu sterty zbożowej. W rzeczywistości żandarmi znaleźli go śpiącego pod stogiem siana na polu, podczas gdy nieopodal dopalała się sterta ze świeżo uprzątniętym kontyngentowym zbożem. W następnym roku wydał nawet rozkaz „specjalnie ustanowionym strażnikom (…), strzelać bez uprzedniego wezwania do każdego”. Scheu jest również odpowiedzialny za rozstrzelanie w 1942 roku 15 osób w odwet za zastrzelonego w Nartach przodownika Policji Polskiej – Tadeusza Wiktorowskiego.

     W jednym z licznych sprawozdań Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej możemy przeczytać, że starosta sochaczewski „jest w całym tego słowa znaczeniu szowinistą i jest osobiście odpowiedzialny za cały szereg morderstw, podpaleń i gwałtów. Rabuje powiat bez skrupułów (...)”.

     A w książce Rotha tego nie przeczytamy. Tam są informacje o tym, że Scheu studiował prawo w Tybindze, Wiedniu i Monachium, że uzyskał tytuł doktora. Był oddanym działaczem narodowosocjalistycznym o długim stażu partyjnym. Autor wymienia wszystkie jego funkcje służbowe. Wreszcie wspomina o tym, że przed przybyciem w 1942 roku do Sochaczewa pracował w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w Berlinie. A w Sochaczewie ot sprawował sobie funkcję starosty powiatowego. I tyle. Kilka słów. A przecież cały okres sprawowania przez niego funkcji starosty wypełniony był terrorem i prześladowaniami ludności polskiej.

     Scheu w licznych obwieszczeniach wzywał „do dobrowolnego stawienia się do pracy w Niemczech”. Często osobiście udawał się z żandarmerią do opornych, którzy nie chcieli udać się do pracy do Niemiec, lub nie chcieli tam wysłać swoich dzieci. Ekspedycja karna żandarmerii na czele z starostą podpalała gospodarstwa opornych. W piśmie do gubernatora dystryktu warszawskiego Fischera starosta sochaczewski Scheu stwierdził, że sam podwyższył wyznaczony przez władze dystryktu warszawskiego kontyngent o około 1 000 osób. Powiat sochaczewski wówczas dostarczył zatem więcej robotników do pracy w Rzeszy, niż pozostałe dystrykty Generalnego Gubernatorstwa razem wzięte. Generalny gubernator Hans Frank wyraził osobistym pismem specjalne uznanie staroście sochaczewskiemu.

     Jedną z pierwszych decyzji Scheu po przybyciu do Sochaczewa było oficjalne zarekwirowanie majątku Czerwonka, wraz z dworem, który stał się jego miejscem zamieszkania. Scheu wprowadzając się do dworu, urządził go po swojemu, dokonując przeróbek we wnętrzu. Sprowadził wiele nowych mebli. Wśród cennych nabytków w dworze znalazł się fortepian koncertowy Pleyel, który przed wybuchem wojny znajdował się w dworku w Żelazowej Woli.

     Za swój wrogi stosunek do ludności polskiej Hans Scheu został skazany w przez Sąd Polski Podziemnej Armii Krajowej na karę śmierci. Po trzykrotnych nieudanych próbach likwidacji hitlerowskiego dygnitarza dowództwo AK akcję odwołało. Powodem było oficjalne oświadczenie Scheua w starostwie, że jeśli stanie mu się jakakolwiek krzywda, zostanie straconych 150 mieszkańców Sochaczewa.

     O tych zbrodniach i jeszcze wielu innych niemiecki Czytelnik już nie przeczyta. Dla niemieckiego Czytelnika obaj mogą się wydawać porządnymi ludźmi, dobrze wykształconymi, z doświadczeniem urzędniczym, którzy do Sochaczewa przynieśli ład i porządek. W przeszłości rodzimi burmistrzowie to nawet czytać nie umieli, a Niemcy to i doktoraty posiadali. Nie lepsi byli i dwaj burmistrzowie sochaczewscy z lat okupacji sochaczewskiej, szczególnie drugi z nich. Ale to opowieść na inną okazję.

     Kiedy to wszystko Czesiowi opowiadałem, ten mi mówi napisz, że szczególnie ten pierwszy okupacyjny „starosta sochaczewski to zwykła kanalia, burmistrz zresztą też”. Obaj są odpowiedzialni za zło wyrządzone w Sochaczewie w latach okupacji hitlerowskiej. Taki też dałem tytuł temu blogowi. Wśród ponad 200 burmistrzów, którzy sprawowali w Sochaczewie władzę i z ponad 80 starostów czarnych charakterów było więcej. Więcej o innych starostach i burmistrzach już nie długo Szanowny Czytelniku będziesz mógł się dowiedzieć z strony bkwiatkowski.pl., której niżej podpisany jest redaktorem i w przyszłości z przygotowywanych przez autora książek, do których zbiera materiały: „Poczet burmistrzów sochaczewskich. Geniusze i nieudacznicy” oraz „Poczet starostów sochaczewskich. Bohaterowie i zdrajcy”.

     Więcej o obu wyżej omówionych starostach sochaczewskich Szanowny Czytelniku będziesz mógł przeczytać zapewne już jesienią, kiedy ukaże się kolejna książka niżej podpisanego, omawiająca dzieje Sochaczewa w okresie okupacji hitlerowskiej. A może Szanowny Czytelniku chciałbyś podzielić się z autorem zdjęciami lub dokumentami z tego okresu, które ewentualnie zostałyby umieszczone w książce. Dane kontaktowe na stronie www. bkwiatkowski.pl Wydana jesienią książka będzie kontytuacją wydanej w zeszłym roku książki autora, poświęconej dziejom naszego miasta we wrześniu 1939 roku. Ta pozycja omawia nie tylko dni obrony miasta przed hitlerowskim najeźdźcom, ale i to co działo się wcześniej i później. Porusza wiele aspektów do dzisiaj przemilczanych w sochaczewskiej historiografii, lub ukrywanych pod korcem. Ostatnie egzemplarze tej książki są chyba dostępne tylko w muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą w Sochaczewie.

                              Statystyczny mieszkaniec Sochaczewa, szary obywatel grodu nad Bzurą


P.S. Przy okazji zapraszam Szanownych Państwa na swoją autorską stronę historyczną (www.bkwiatkowski.pl) poświęconą dziejom Sochaczewa. Tam znajdziesz Szanowny Czytelniku kontakt mailowy z autorem bloga. Tam też będę umieszczał spośród setek napływających:) wybrane Państwa komentarze i opinie na poruszone przezemnie tematy, ma się rozumieć te najciekawsze i te chwalące autora:)

 

 

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Autor tego artykułu: Blog Bogusława Kwiatkowskiego wyłączył możliwość komentowania.

e-Sochaczew.pl poleca filmy