SUPERMARKET zamiast szkoły?

/ 11 komentarzy / 2 zdjęć
Zdjęcia i foto: SUPERMARKET zamiast szkoły? Edukacja sochaczew

SUPERMARKET zamiast szkoły?

Czy szkoła o profilu przede wszystkim ogrodniczo-rolniczym może funkcjonować bez gospodarstwa? Wydawałoby się, że praktyczna nauka zawodu jest bez niego niemożliwa. Jednak według niektórych, między innymi burmistrza Sochaczewa, starosty powiatowego w Sochaczewie, a także wojewody mazowieckiego i Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, jest inaczej.

Gospodarstwo szkolne stanowi integralną część placówki w organizacji procesu dydaktyczno-wychowawczego, jaką zajmuje praktyczna nauka zawodu - ocenia Tadeusz Szymańczak, członek zarządu Mazowieckiej Izby Rolniczej. - Program jest tak skonstruowany, aby absolwenci mogli sprostać przyszłym zadaniom w nowoczesnych gospodarstwach.

Tymczasem z 60 ha należących do gospodarstwa pomocowego przy Zespole Szkół Rolniczych Centrum Kształcenia Ustawicznego w Sochaczewie, 52 ha przeznaczono na sprzedaż.

Inwestycje zamiast upraw - to się bardziej opłaca

To jest (a może była?) elitarna szkoła z ogromnymi tradycjami i dużą liczbą absolwentów dostających się na studia wyższe. W ubiegłym roku obchodziła 50-lecie istnienia. W ciągu tego okresu przechodziła wiele przekształceń - od Technikum Ogrodniczego i Rolniczego poprzez rozszerzanie kierunków rolniczych i innych, aż po powstanie dodatkowo m.in. Technikum Hodowli Koni, Liceum Ekonomicznego, Agrobiznesu, Językowego i Centrum Kształcenia Ustawicznego dla edukacji osób dorosłych. Szkoła od wielu lat prowadzi wymianę z podobnymi placówkami w Norwegii, Danii i Niemczech, jej uczniowie zdobywają „zielone dyplomy' będące przepustką na wyższe uczelnie. Od 1999 roku, w związku z reformą administracyjną i oświatową, organem prowadzącym szkołę jest Starostwo Powiatowe w Sochaczewie. Czy placówka bez gospodarstwa będzie miała szansę dalszego funkcjonowania, a przynajmniej czy na takim, jak dotychczas poziomie?

- Tego typu gospodarstwa doskonale funkcjonują przy innych szkołach, m.in. w Zwoleniu, a tam są gorsze ziemie - mówi Tadeusz Szymańczak. - Tu z 52 hektarów 48 ha stanowią grunty klasy II. To najlepsze ziemie na Mazowszu. A przecież wokół Sochaczewa nie brakuje tych znacznie gorszej jakości, z możliwością przeznaczenia ich na inwestycje. Jednak trzeba by było zapłacić za wykup ich od rolników, a tę ziemię starostwo ma za darmo.

Dwa lata temu burmistrz Sochaczewa wystąpił do wojewody mazowieckiego o przekwalifikowanie ziemi należącej do gospodarstwa przyszkolnego z gruntów rolnych na przeznaczone pod inwestycje.

Niestety dyrektor szkoły nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia, bo gospodarzem ziemi jest starosta.

- Może na tym terenie powstanie centrum logistyczne albo kolejny supermarket - zastanawia się Tadeusz Szymańczak. - Nam jednak trudno się z tym pogodzić, mimo że decyzję argumentuje się powstaniem nowych miejsc pracy. Dlaczego na ziemiach najlepszej klasy? Zresztą nasze zdanie na zebraniu w 2004 roku podzielili przewodniczący komisji rolnictwa Rady Gminy w Teresinie i sołtysi.

W sierpniu 2004 roku Mazowiecka Izba Rolnicza przesłała do Wydziału Środowiska i Rolnictwa Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego negatywną opinię w sprawie wniosku burmistrza miasta Sochaczew o zmianę przeznaczenia gruntów rolnych, należących do gospodarstwa przyszkolnego, na cele nierolnicze.

MIR się nie zgadza

W kwietniu ub. roku po ponownym wniosku burmistrza Sochaczewa, znowu do Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego trafiła nasza opinia - oczywiście negatywna - mówi Tadeusz Szymańczak. - Burmistrz stwierdzał w swoim wniosku, że gospodarstwo jest za duże jak na potrzeby szkoły i nie ma uzasadnienia dla realizowania praktyk na tak sporym areale, ponieważ nie może generować strat. Z tym MIR nie może się zgodzić, bo celem gospodarstw przyszkolnych jest edukacja młodzieży w kierunku praktycznego przygotowania do pracy w zawodzie, a nie przynoszenie zysku na zasadach czysto komercyjnych.

Po tym, jak wojewoda mazowiecki nie wsparł MIR, ta obawiając się, że sprzedaż gospodarstwa może być początkiem likwidacji ZSR CKU w Sochaczewie, zwróciła się w tej sprawie do ówczesnego ministra rolnictwa Jerzego Pilarczyka. Na spotkaniu w sierpniu 2005 r. minister Pilarczyk zapewnił, że sprawa ta zostanie szczegółowo wyjaśniona. Natomiast już w grudniu Andrzej Kowalski, podsekretarz stanu w ministerstwie rolnictwa odpowiedział pisemnie Wiktorowi Szmulewiczowi, prezesowi MIR, że na skutek ponownego wniosku burmistrza Sochaczewa, przesłanego za pośrednictwem wojewody mazowieckiego w sprawie przekwalifikowania gruntów, uznaje argumenty burmistrza i wojewody. W uzasadnieniu podał, że ziemie te 'położone są przy drodze tranzytowej, co powoduje ich skażenie, poza tym usytuowanie ich pomiędzy terenami budownictwa wielorodzinnego wewnątrz miasta Sochaczew predestynuje je do przyszłej zabudowy, a nie do produkcji rolnej'.

Należy dodać, że pierwsza opinia wojewody mazowieckiego była zgodna z tą MIR. Potem to się zmieniło.

W grudniu ub. roku zarząd Mazowieckiej Izby Rolniczej spotkał się z wiceministrem rolnictwa Janem Krzysztofem Ardanowskim. Po raz kolejny poruszono sprawę gospodarstwa przyszkolnego w Sochaczewie, przekazując na ręce ministra pismo z tym związane. Chyba bez efektu...

Do nauki trzeba dopłacać

Obecnie ziemia należąca do gospodarstwa znalazła nowego właściciela, z którym spisano umowę przedwstępną i który wpłacił już wadium. Za owe 52 ha ma zapłacić 10 min zł.
- Trzeba będzie zwolnić pięciu pracowników gospodarstwa i oczywiście sprzedać sprzęt, bo jego utrzymywanie na areale ok. 8 ha byłoby nieuzasadnione - stwierdza Tadeusz Szymańczak. - A przecież maszyny - pług 5-skibowy, siewnik do warzyw, kombajn do fasolki, 8-tonowa przyczepa i inne, z pomocą ARiMR zostały przeznaczone na potrzeby gospodarstwa.

Dyrektor szkoły nie ma, niestety, w tej sprawie nic do powiedzenia, bo organem prowadzącym jest starosta. Szkoła funkcjonuje w pewnym sensie w zawieszeniu, bo choć obiecano jej pieniądze na inwestycje, to na razie o tym cicho. Gołym okiem widać, że budynki niszczeją i wymagają nakładów, nie ma z czego odnawiać zasobów dydaktycznych. Z 1100 uczniów na kierunku ogrodniczym, który kiedyś był chlubą tej szkoły, kształci się tylko ok. 100 uczniów. Tymczasem starostwo powiatowe, które kiedyś mieściło się w budynku urzędu miasta, zajęło część obiektów ZSR CKU. To nie grzech, skoro szkole wystarcza pozostała powierzchnia, ale trochę dziwnie wyglądają przylegające do siebie obiekty tych dwóch instytucji - jeden sypiący się, drugi z wymienionymi oknami i bardzo nietanim tynkiem.

- Nie wyobrażam sobie skończenia szkoły o kierunku rolniczym bez praktycznej nauki zawodu. Poza tym czasami, żeby młodzież czegoś się nauczyła, potrzebny jest eksperyment, na którym na kawałku ziemi straci się, a nie zyska. Bo czasami, a nawet często, do nauki trzeba dopłacać - stwierdza Tadeusz Szymańczak. - W starostwie natomiast uważa się, że uczniowie mogą odbywać praktyki w gospodarstwach indywidualnych. To nie to samo. To może być jedynie dodatek. Myślę, że problemy szkół rolniczych były lepiej rozumiane, gdy podlegały one resortowi rolnictwa, a nie edukacji i do tamtych praktyk powinniśmy wrócić. W przeciwnym razie szkolnictwo rolnicze upadnie. Jeśli baza dydaktyczna zostanie niedoinwestowana, młodzież na egzaminy praktyczne i techniczne będzie musiała jeździć do innych szkół.

To nie wszystko. Na początku lutego na posiedzeniu Rady Powiatu w Sochaczewie zapowiedziano likwidację internatu.

- W ten sposób ZSR CKU może umrzeć śmiercią naturalną - komentuje Tadeusz Szymańczak. - Wszelkie działania starostwa powiatowego argumentowane są mniejszym naborem.

Ale jak może być inaczej? Jaki rodzic będzie chciał wysłać dziecko do szkoły, która zamiast się rozwijać, to się „zwija'? Sygnały o podobnych sytuacjach w szkołach rolniczych dotarły do MIR także z innych rejonów woj. mazowieckiego. Nie wróży to dobrze edukacji młodzieży pod kątem konkurencyjności w stosunku do Zachodu. Nie wszystkiego można się nauczyć w gospodarstwie rodziców.

Mimo wielu prób z naszej strony, starosta nie miał czasu na rozmowę w tej sprawie.
Fot. Jacek Zakrzewski
Fot. Tadeusz Szymańczak

Źródło: Poradnik Rolniczy, Nr 12, 19 marca 2006 r.
Autor: JOANNA ZWOLIŃSKA-KRAWCZAK

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (11)

K O N I UK O N I U
0
W tym kraju nie długo wszyscy bedą kształceni "teoretycznie", a później jeden z drugim nie będzie wiedział jak się używa przysłowiowego "młotka". (2006-04-05 00:00)
zenzen
0
Głos zabrał tylko Koniu - ale wygląda to na głos wołającego na puszczy głuchej i ciemnej....

A gdzie są włodarze naszego miasta i powiatu? Gdzie ich rzecznicy? Skoro podjęto decyzję słuszną i pożyteczną dla mieszkańców - dlaczego nie chcą upublicznić uzasadniena swoich decyzji skoro są wywoływani do tablicy?

(2006-04-06 23:19)
ccieccie
0
Mnie osobiscie zdziwilo stanowisko Burmistrza naszego miasta ... Ciekawe dlaczego podjeto taka decyzje. Czekam na wyjasnienie sprawy przez Rzecznika Burmistrza. (2006-04-07 03:09)
Daniel WachowskiDaniel Wachowski
0
Nie wdając się w zbyt zawiłe szczegóły na wstępie należy wyjaśnić, jaki był i nadal jest klimat wokół pól. Właściciel gruntów, czyli starostwo, słusznie założyło, że stanowią one najbardziej atrakcyjny inwestycyjnie teren w Sochaczewie. Władze powiatu, niektóre media i wiele innych środowisk zwracało uwagę, że miastu potrzebne są miejsca pracy. Do odrolnienia terenu doszło w odpowiedzi na liczne głosy w tej sprawie.
Nie każdy musi się z tym zgadzać, MIR ma prawo inaczej widzieć przyszłość pól.
Co jeszcze istotne w tej sprawie, jeśli organ zarządzający szkołą, w tym przypadku starosta, zwraca się do Burmistrza o odrolnienie określonej powierzchni gruntu, to oznacza, że przemyślał i dokładnie przeanalizował swoją decyzję. Uczniowie powinni mieć zapewnione miejsce do prowadzenia praktyk, ale o potrzebach w tym zakresie muszą rozmawiać starosta z dyrekcją szkoły. (2006-04-07 08:18)
EwelinsEwelins
0
To co robic Starasosta jest poprostu smieszne,gdzie my uczniowie techniukum mamy obywac praktyki...Co prawda jezdzac do innych ludzi do gospodarstw indywidualnych mozna sie czegos nauczyc,ale takie praktyki sa raz na jakis czas.Jednak przydaloby sie zeby praktyki odbywaly sie na terenie szkoly...Kazdy by na tym wiecej skorzystal.Ja osobiscie nie wyobrazam sobie mojego przyszlego egzaminu zawodowego.To czego nauczylam sie na praktykach w indywidualnych gospodarstwach to moze i duzo,ale nie wystarczajaco duzo zeby dobrze zdac egzamin zawodowy.Wiadomo ze praktyka to nie wszystko bo do tego dochodzi sysytematycznosc i nauka,ale jak mozna chodzic do techniukum i nie miec gdzie odbywac praktyk. (2006-04-07 09:00)
WachWach
0
Ponieważ artykuł zawiera parę ciekawych tez wymagających wyjaśnienia, pozwolę sobie na kilka słów odniesienia.
SUPERMARKET zamiast szkoły?
Autor dobrze wie, co ma być na polach czerwonkowskich, więc tytuł może jedynie sugerować wywołanie niechęci do całego dalszego postępowania władz. Zamiast jakiej szkoły ? A może zamiast części gospodarstwa pomocniczego, bo przecież pozostaje ponad 9 ha ?
Czy szkoła o profilu przede wszystkim ogrodniczo-rolniczym może funkcjonować bez gospodarstwa?
Zespół Szkół Rolnicze Centrum Kształcenia Ustawicznego liczy ponad 1200 uczniów. Z tego około 110 kształci się na kierunkach rolniczych – z własnego wyboru kierunku. Gdyby było więcej chętnych, szkoła co roku oferuje możliwość otwierania kolejnych klas w tym kierunku. Czy to jest więc szkoła o profilu przede wszystkim ogrodniczo – rolniczym ? Czy dla 110 uczniów konieczne jest gospodarstwo o powierzchni 60 ha ?
Wydawałoby się, że praktyczna nauka zawodu jest bez niego niemożliwa. Jednak według niektórych, między innymi burmistrza Sochaczewa, starosty powiatowego w Sochaczewie, a także wojewody mazowieckiego i Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, jest inaczej.
Gospodarstwo szkolne stanowi integralną część placówki w organizacji procesu dydaktyczno-wychowawczego, jaką zajmuje praktyczna nauka zawodu - ocenia Tadeusz Szymańczak, członek zarządu Mazowieckiej Izby Rolniczej. - Program jest tak skonstruowany, aby absolwenci mogli sprostać przyszłym zadaniom w nowoczesnych gospodarstwach.
Tymczasem z 60 ha należących do gospodarstwa pomocowego przy Zespole Szkół Rolniczych Centrum Kształcenia Ustawicznego w Sochaczewie, 52 ha przeznaczono na sprzedaż.

To była decyzja, która rodziła się od prawie 7 lat. Nie było tajemnicą, że taki obszar w centrum miasta wykorzystywany od lat pod uprawę zboża lub cebuli, której zbieranie było jedynym zajęciem praktycznym uczniów. Szkoda, że przez tyle lat także organizacje rolnicze nie pomyślały lub nie zaproponowały szkole innego wykorzystania pól, i nie zrobiły nic, żeby zwiększyć zainteresowanie tą szkołą w środowiskach wiejskich. Dla nauki pozostawiono gospodarstwo o powierzchni 9 ha, natomiast praktyczna nauka musi siłą rzeczy i tak przebiegać w dużej części w gospodarstwach produkcyjnych, gdyż nikt nie może zapewnić całościowego zestawu koniecznych do nauki rolnictwa pomocy.
Inwestycje zamiast upraw - to się bardziej opłaca

W tym przypadku – oczywiście. Czy wyobrażamy sobie, ze kilkuset mieszkańców Sochaczewa dojeżdża codziennie do pracy np. do Młodzieszyna, a w centrum 40. tysięcznego miasta hodujemy szkolną kukurydzę ? Na terenie powiatu jest setki, jeżeli nie tysiące hektarów, które odpowiadają potrzebom rolniczym, także do celów nauki.

To jest (a może była?) elitarna szkoła z ogromnymi tradycjami i dużą liczbą absolwentów dostających się na studia wyższe. W ubiegłym roku obchodziła 50-lecie istnienia. W ciągu tego okresu przechodziła wiele przekształceń - od Technikum Ogrodniczego i Rolniczego poprzez rozszerzanie kierunków rolniczych i innych, aż po powstanie dodatkowo m.in. Technikum Hodowli Koni, Liceum Ekonomicznego, Agrobiznesu, Językowego i Centrum Kształcenia Ustawicznego dla edukacji osób dorosłych. Szkoła od wielu lat prowadzi wymianę z podobnymi placówkami w Norwegii, Danii i Niemczech, jej uczniowie zdobywają „zielone dyplomy' będące przepustką na wyższe uczelnie. Od 1999 roku, w związku z reformą administracyjną i oświatową, organem prowadzącym szkołę jest Starostwo Powiatowe w Sochaczewie. Czy placówka bez gospodarstwa będzie miała szansę dalszego funkcjonowania, a przynajmniej czy na takim, jak dotychczas poziomie?

Powtórzę – gospodarstwo pozostaje – powierzchnia 9 ha dla 110 uczniów.
- Tego typu gospodarstwa doskonale funkcjonują przy innych szkołach, m.in. w Zwoleniu, a tam są gorsze ziemie - mówi Tadeusz Szymańczak. - Tu z 52 hektarów 48 ha stanowią grunty klasy II. To najlepsze ziemie na Mazowszu. A przecież wokół Sochaczewa nie brakuje tych znacznie gorszej jakości, z możliwością przeznaczenia ich na inwestycje. Jednak trzeba by było zapłacić za wykup ich od rolników, a tę ziemię starostwo ma za darmo.
Dwa lata temu burmistrz Sochaczewa wystąpił do wojewody mazowieckiego o przekwalifikowanie ziemi należącej do gospodarstwa przyszkolnego z gruntów rolnych na przeznaczone pod inwestycje.
Niestety dyrektor szkoły nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia, bo gospodarzem ziemi jest starosta.
- Może na tym terenie powstanie centrum logistyczne albo kolejny supermarket - zastanawia się Tadeusz Szymańczak. - Nam jednak trudno się z tym pogodzić, mimo że decyzję argumentuje się powstaniem nowych miejsc pracy. Dlaczego na ziemiach najlepszej klasy? Zresztą nasze zdanie na zebraniu w 2004 roku podzielili przewodniczący komisji rolnictwa Rady Gminy w Teresinie i sołtysi.
Wystarczy wyrazić nadzieję, że sołtysi i rada rolnictwa z Teresina nadal będą dbać o przyszłość sochaczewskiej szkoły, co wyrazi się konkretną pomocą.

W sierpniu 2004 roku Mazowiecka Izba Rolnicza przesłała do Wydziału Środowiska i Rolnictwa Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego negatywną opinię w sprawie wniosku burmistrza miasta Sochaczew o zmianę przeznaczenia gruntów rolnych, należących do gospodarstwa przyszkolnego, na cele nierolnicze.

MIR się nie zgadza

W kwietniu ub. roku po ponownym wniosku burmistrza Sochaczewa, znowu do Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego trafiła nasza opinia - oczywiście negatywna - mówi Tadeusz Szymańczak. - Burmistrz stwierdzał w swoim wniosku, że gospodarstwo jest za duże jak na potrzeby szkoły i nie ma uzasadnienia dla realizowania praktyk na tak sporym areale, ponieważ nie może generować strat. Z tym MIR nie może się zgodzić, bo celem gospodarstw przyszkolnych jest edukacja młodzieży w kierunku praktycznego przygotowania do pracy w zawodzie, a nie przynoszenie zysku na zasadach czysto komercyjnych.

I znów niestety nieprawda. Gospodarstwa pomocnicze to nie warsztaty szkolne, i niestety zgodnie z ustawą muszą się utrzymywać z dochodó własnych (chyba, że ktoś ma ochotę pomóc, jak powiat, który umożliwił spłatę zaciągniętych przez gospodarstwo w latach 90. kredytów).

Po tym, jak wojewoda mazowiecki nie wsparł MIR, ta obawiając się, że sprzedaż gospodarstwa może być początkiem likwidacji ZSR CKU w Sochaczewie, zwróciła się w tej sprawie do ówczesnego ministra rolnictwa Jerzego Pilarczyka. Na spotkaniu w sierpniu 2005 r. minister Pilarczyk zapewnił, że sprawa ta zostanie szczegółowo wyjaśniona. Natomiast już w grudniu Andrzej Kowalski, podsekretarz stanu w ministerstwie rolnictwa odpowiedział pisemnie Wiktorowi Szmulewiczowi, prezesowi MIR, że na skutek ponownego wniosku burmistrza Sochaczewa, przesłanego za pośrednictwem wojewody mazowieckiego w sprawie przekwalifikowania gruntów, uznaje argumenty burmistrza i wojewody. W uzasadnieniu podał, że ziemie te 'położone są przy drodze tranzytowej, co powoduje ich skażenie, poza tym usytuowanie ich pomiędzy terenami budownictwa wielorodzinnego wewnątrz miasta Sochaczew predestynuje je do przyszłej zabudowy, a nie do produkcji rolnej'.
Należy dodać, że pierwsza opinia wojewody mazowieckiego była zgodna z tą MIR. Potem to się zmieniło.

Wdzięczny byłbym za podanie jakichkolwiek faktów świadczących o zamiarze likwidacji Zespołu – szkoły z ponad 1200 uczniami (prosiłbym tylko o niewykorzystywanie zdartej płyty internatu).

W grudniu ub. roku zarząd Mazowieckiej Izby Rolniczej spotkał się z wiceministrem rolnictwa Janem Krzysztofem Ardanowskim. Po raz kolejny poruszono sprawę gospodarstwa przyszkolnego w Sochaczewie, przekazując na ręce ministra pismo z tym związane. Chyba bez efektu...
Do nauki trzeba dopłacać
Obecnie ziemia należąca do gospodarstwa znalazła nowego właściciela, z którym spisano umowę przedwstępną i który wpłacił już wadium. Za owe 52 ha ma zapłacić 10 min zł.
- Trzeba będzie zwolnić pięciu pracowników gospodarstwa i oczywiście sprzedać sprzęt, bo jego utrzymywanie na areale ok. 8 ha byłoby nieuzasadnione - stwierdza Tadeusz Szymańczak. - A przecież maszyny - pług 5-skibowy, siewnik do warzyw, kombajn do fasolki, 8-tonową przyczepa i inne, z pomocą ARiMR zostały przeznaczone na potrzeby gospodarstwa.

Nie w tym kościele dzwonią. Aktualnie dwie osoby odchodzą na wcześniejszą emeryturę, reszta pozostaje i wystarczy do obsługi. A ciekawi mnie jako nie rolnika, co robił w gospodarstwie na przykład kombajn do fasolki i kiedy ostatni raz była ona uprawiana na polach czerwonkowskich.
Chyba, że służy jako przedmiot poglądowy.


Dyrektor szkoły nie ma, niestety, w tej sprawie nic do powiedzenia, bo organem prowadzącym jest starosta. Szkoła funkcjonuje w pewnym sensie w zawieszeniu, bo choć obiecano jej pieniądze na inwestycje, to na razie o tym cicho. Gołym okiem widać, że budynki niszczeją i wymagają nakładów, nie ma z czego odnawiać zasobów dydaktycznych. Z 1100 uczniów na kierunku ogrodniczym, który kiedyś był chlubą tej szkoły, kształci się tylko ok. 100 uczniów. Tymczasem starostwo powiatowe, które kiedyś mieściło się w budynku urzędu miasta, zajęło część obiektów ZSR CKU. To nie grzech, skoro szkole wystarcza pozostała powierzchnia, ale trochę dziwnie wyglądają przylegające do siebie obiekty tych dwóch instytucji - jeden sypiący się, drugi z wymienionymi oknami i bardzo nietanim tynkiem.
Na wszystko musi przyjść kolej. W ciągu ostatnich lat powiat wydał ponad 8 milionów złotych na inwestycje oświatowe z własnych pieniędzy – ponad subwencję oświatową. Wszystkiego na raz się nie da zrobić, ale popatrzmy, na ZS CKP, PUP, Poradnię Psychologiczno – Pedagogiczną, ośrodek w Załuskowie itp. Aktualnie pracuje wspólny zespół starostwa i szkoły, który wypracowuje kierunki zmian i restrukturyzacji szkoły. W tym roku istnieje możliwość, oprócz wykonania uzgodnionych prac, pozyskania na dokończenie termomodernizacji 3,2 mln zł.

- Nie wyobrażam sobie skończenia szkoły o kierunku rolniczym bez praktycznej nauki zawodu. Poza tym czasami, żeby młodzież czegoś się nauczyła, potrzebny jest eksperyment, na którym na kawałku ziemi straci się, a nie zyska. Bo czasami, a nawet często, do nauki trzeba dopłacać - stwierdza Tadeusz Szymańczak. - W starostwie natomiast uważa się, że uczniowie mogą odbywać praktyki w gospodarstwach indywidualnych. To nie to samo. To może być jedynie dodatek. Myślę, że problemy szkół rolniczych były lepiej rozumiane, gdy podlegały one resortowi rolnictwa, a nie edukacji i do tamtych praktyk powinniśmy wrócić. W przeciwnym razie szkolnictwo rolnicze upadnie. Jeśli baza dydaktyczna zostanie niedoinwestowana, młodzież na egzaminy praktyczne i techniczne będzie musiała jeździć do innych szkół.

Pisałem już o zasadach działania gospodarstw pomocniczych.

To nie wszystko. Na początku lutego na posiedzeniu Rady Powiatu w Sochaczewie zapowiedziano likwidację internatu.

- W ten sposób ZSR CKU może umrzeć śmiercią naturalną - komentuje Tadeusz Szymańczak. - Wszelkie działania starostwa powiatowego argumentowane są mniejszym naborem.

Ale jak może być inaczej? Jaki rodzic będzie chciał wysłać dziecko do szkoły, która zamiast się rozwijać, to się „zwija'? Sygnały o podobnych sytuacjach w szkołach rolniczych dotarły do MIR także z innych rejonów woj. mazowieckiego. Nie wróży to dobrze edukacji młodzieży pod kątem konkurencyjności w stosunku do Zachodu. Nie wszystkiego można się nauczyć w gospodarstwie rodziców.

Autor „zapomniał” dodać, że internat utrzymywany był od kilku lat z pieniędzy powiatu, bo chętnych w tym roku było 13, na wiosnę liczba ta zwykle się zmniejsza. Wcześniej też nie było więcej. Już od kilku lat słychać było zapowiedzi, że jeżeli nabór do internatu będzie mały, to jego utrzymanie, a tym bardziej remont, staje się nieopłacalny. Pomysły o stworzeniu przez powiat małego hotelu lub internatu o wysokich standardach spowodują zwiększenie kosztów, a co za tym idzie, konieczność większych opłat lokatorów, i koło się zamyka.
Mimo wielu prób z naszej strony, starosta nie miał czasu na rozmowę w tej sprawie.

Szkoda, że nie próbowano porozumieć się z rzecznikiem, który od tego w końcu jest – Andrzej Wach – rzecznik prasowy Starostwa Powiatowego.
Fot. Jacek Zakrzewski
Fot. Tadeusz Szymańczak

Źródło: Poradnik Rolniczy, Nr 12, 19 marca 2006 r.
Autor: JOANNA ZWOLIŃSKA-KRAWCZAK

(2006-04-07 09:32)
Daniel WachowskiDaniel Wachowski
0
Do Ewelins:
Bardzo proszę o stosowanie polskich znaków w wypowiedziach na forum. Wiem, że bez "ż" czy "ź" łatwiej jest przelewać własne myśli na klawiaturę, ale z szacunku dla języka polskiego piszmy kropki i ogonki... (2006-04-07 14:01)
EwelinsEwelins
0
Następnym razem postaram się napisać po polsku...Ale i tak każdy rozumie o co mi chodzi. (2006-04-08 12:15)
zenzen
0
Jako osobnik "zarażony" instynktem społecznym chciałem podziękować obydwu Panom Rzecznikom za wypowiedzi.

Pomijając meritum sprawy, które jest dyskusyjne, chciałem zaapelować do Pana Starosty i instytucji Starostwa o większą obecność na eSochaczew. W dzisiejszych czasach komunikacja za pośrednictwem internetu jest obywatelom bardzo potrzebna. Doceńcie to Szanowni Państwo! Im więcej komunikujecie się z obywatelami tym bardziej się oni z Wami oswajają. Mając więcej informacji mają podstawę do bardziej racjonalnego osądu o funkcjonowaniu urzędu. Z kolei - jeśli jest mniej informacji - wzrasta rola emocji, domysłów, plotek itp. nieracjonalnych czynników.

Widzę też pewien problem z komunikacją wewnętrzną w starostwie. Dziennikarka Poradnika Rolniczego wspomina, że wielokrotnie zwracała się do starostwa o rozmowę na temat poruszanych kwestii i starosta nie znalazł dla niej czasu. Do kogokolwiek się zwracała powinien ją skierować do Pana Rzecznika jeśli taka procedura jest. A całą winę że nie doszło do prezentacji stanowiska starostwa w poruszanych kwestiach zrzuca się na dziennikarkę właśnie... To jakaś paranoja. Jeśli przyjdę do starostwa załatwić jakąś sprawę i trafię na nie tego urzędnika w którego to jest kompetencjach to powinien on mnie skierować do właściwej instancji, a nawet przy odrobinie uprzejmości - ustalić mi termin spotkania...

Weźcie Państwo przykład z Marszałka Sejmu w niedawno głośnej sprawie, który mimo braku czasu potrafił odesłać redaktora Kunicę do własnego rzecznika - Kunica co prawda z tego nie skorzystał - ale to już inna bajka... (2006-04-09 16:01)
WachWach
0
Dziennikarka dzwoniła dokładnie dwa razy w odstępie pół godziny, za pierwszym razem Starosta miał spotkanie, później musiał wyjechać do Warszawy. Dziennikarka chciała rozmawiać tylko z nim. To zresztą charakterystyczne, że dziennikarze traktują rzeczników jako instrument pomocniczy do uzyskania niektórych wiadomości, traktując ich czasem przedmiotowo. Przykład - rzecznik starostwa od cztrerech lat nie został ani razu zaproszony do lokalnego radia, w którym o powiecie prawie codziennie coś jest. Policzmy, ile razy w radiu byli burmistrzowie, ile razy starostowie. Rozumiem, że nie jest to rozgłośnia publiczna, ale liczby świadczą same za siebie. (2006-04-10 08:50)
zenzen
0
Podał pan kilka interesujących faktów, których nieznałem. eSochaczew na pewno jest otwarte na inicjatywy również ze strony starostwa. Mam nadzeję, ze tutaj nie widzi Pan żadnych barier i że jakeś wspólne projekty uda sie zrealizować. (2006-04-10 17:07)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy