The Kurws- Porozumienie ponad podziałami

/ 7 zdjęć
+2

Jesteśmy narodami słowiańskimi! Czemu daliśmy się skłócić?”



Wrocławski The Kurws w przyszłym roku będzie świętował dziesięciolecie istnienia, Zaczynali od hałaśliwego punk rocka, by dorzucać do swojej muzyki coraz to nowe brzmienia i muzyczne formy, gwałcić je, brukać, burzyć piosenkowe struktury i zarazem tworzyć je na nowo. Od lat bawią się formami czerpiąc z tego co najlepsze w kraut rocku, post punku, no wave, czy nawet jazzie. Przez ten czas zagrali ponad 200 koncertów w całej Europie. A ostatnio odwiedzili naszych wschodnich sąsiadów. O rosyjskiej trasie, stereotypach wokół naszych narodów, Putinie, a także o nowej płycie grupy, „Alarm”, rozmawialiśmy z gitarzystą, Hubertem Kostkiewiczem i basistą, Jakubem Majchrzakiem. Zapis tej arcyciekawej rozmowy przeczytacie poniżej.



Za Wami chyba najbardziej ekscytująca trasa koncertowa w historii działalności bandu. 26 dni, 16 koncertów i 11 tysięcy kilometrów po Rosji. Opowiedzcie skąd pomysł na taką trasę i jak ona przebiegała. Jak się Wam jechało „Gazelą Śmierci”? :)

Hubert:

Każda trasa jest ekscytująca, bo łączy się z poznawaniem nowych ludzi i nowych miejsc, ale rzeczywiście obok naszej wyprawy na Bałkany, był to jak dotąd najbardziej egzotyczny wyjazd. Opuściliśmy gęsto zorganizowaną Unię Europejską i ruszyliśmy w nieznane, żeby ostatecznie przekonać się, że Rosja, której mieliśmy okazję doświadczyć, przynajmniej na pierwszy rzut oka nie różni się tak bardzo od znanego na nam świata i znalezienie wspólnego języka ze spotkanymi ludźmi nie nastręcza większych problemów. Nawet jeśli w zespole nie mówimy po rosyjsku. Choć pewnie w dużej mierze to też zasługa naszych kompanów. Myślę, że różnica polega przede wszystkim na tym, że tam wszystko jest większe i dojmujące poczucie dużej skali towarzyszyło mi przez cały wyjazd. Mieszanka fascynacji i niepokoju. Jeszcze jakiś czas po powrocie miałem w głowie wirującą karuzelę obrazów, przyjaznych twarzy i miejsc. Świeżą pamięć imponujących, a czasem przytłaczających miast i nieludzko pięknej pustki, nad którą - będąc uwięzionym w samochodzie - można było tylko medytować. Wróciłem bardzo zmęczony, ale szczęśliwy i pełen uznania dla wysiłków ludzi, którzy organizowali nam to wszystko. A z pomysłem trasy zgłosili się do nas Denis razem z Timofem i Kostją ze świetnego, krautrockowego duetu Matuszka, z którym graliśmy wszystkie koncerty. Ta trójka była najlepszymi przewodnikami na jakich mogliśmy trafić. Bez nich bylibyśmy jak dzieci we mgle.



Wiem, że Waszym kierowcą był Denis Alekseew, który dotychczas raczej działał w drugą stronę, tzn woził kapele z bloku wschodniego po Polsce. Jak się poznaliście?



Hubert:

Denis napisał do nas proponując trasę wokół basenu Morza Czarnego. Pomysł był dość ekstremalny, ale ujęła nas jego fantazyjność. Niestety napisał do nas zbyt późno, a my nie jesteśmy tak spontaniczni. Jedyne co mogliśmy zaproponować, to żeby napisał do nas dużo wcześniej jak wymyśli coś nowego. Wymyślił, napisał na tyle wcześniej, że mieliśmy czas żeby wszystko przygotować. Dlatego się udało. A poznaliśmy się - pomijając momentami absurdalne spotkania na Skypie - na parkingu sanktpeterburskiego lotniska Pułkowo, kiedy przyjechał spóźniony i wyczerpany nocną jazdą z Moskwy. Naprawdę nie wiedziałem wtedy co mam o tym wszystkim myśleć.     

Zamierzacie ściągnąć zapoznane w Rosji kapele do naszego kraju?

Hubert:

Na razie chcemy ściągnąć Denisa żeby był kierowcą na naszej przyszłorocznej trasie do Portugalii i z powrotem. W następnej kolejności chciałbym ściągnąć chłopaków z Matushki, bo wspaniale byłoby znowu wsiąść razem do samochodu i dzielić scenę. Ale trzeba to budżetować, znaleźć czas, zorganizować tak żeby to miało ręce i nogi. Wszyscy jesteśmy mocno zajęci nie tylko zespołem, ale po prostu życiem, więc nawet jeśli by się bardzo chciało, to trzeba znaleźć sposób, bo nie jest to takie proste.



Każda podróż związana jest z jakimiś anegdotami, ciekawymi przygodami. Zapewne takowe też mieliście. Podzielicie się z naszymi czytelnikami najciekawszymi z nich?



Hubert:

Graliśmy na niezależnej miejscówce w Sarańsku, która nazywa się “Secret Place” i na co dzień jest oddolnie zorganizowaną salką prób w postprzemysłowym budynku na obrzeżach miasta, a raz na jakiś czas zmienia się w imprezownie dla hordy młodzieży, która najzwyczajniej w świecie nie ma gdzie się podziać w swoim mieście. Towarzystwo jest wymieszane, większość nie miała do czynienia z naszą muzyką. Jest super, nie ma żadnej sceny, gramy na podłodze, nic nie oddziela nas od publiczności więc ta szalejąc wpada nam na sprzęt. Ludzie są zaskoczeni nagłymi zwrotami akcji jakie im serwujemy, a my pękamy ze śmiechu, szczególnie wtedy kiedy “Torsje” i pojawiające się znienacka pauzy, wprowadzają pogujące towarzystwo w zakłopotanie. Choć bardzo by chcieli to nie mogą nadążyć, a z naszej perspektywy wygląda to tak jak stara zabawa z przedszkola. Pamiętacie “Krzesełka”? Pani gra na pianinie, na środku sali stoją krzesła, a my tańczymy, ale właściwie to z podekscytowania biegamy, bo krzeseł jest o jedno za mało, a kiedy muzyka przestanie grać musimy szybko zająć miejsce, bo ten dla którego nie starczy krzesła, odpada z gry. Tak to wyglądało w Sarańsku i do tej pory kiedy przypomnę sobie te zdziwione miny rześkich rycerzy pogo, to się do siebie uśmiecham.



Ta cała niby genetyczna paranoja na punkcie Rosjan to po części efekt oddziaływania narracji naszego rządu, po części zaszłości historyczne”

Jaka jest Rosja i jej mieszkańcy? Pobawimy się w burzenie stereotypów?!

Kuba:

Powtórzę to samo, co we wszystkich wywiadach: oni wcale nie piją tyle wódki. Przez blisko miesiąc mieliśmy jeden wieczór suto zakrapiany tym trunkiem. Jak w Polsce, preferowaną używką alkoholową jest piwo. To po pierwsze. Po drugie, nie natrafiliśmy na żadne objawy polakofobii, mimo iż znajomi ze wschodu przestrzegali, że w rosyjskiej telewizji publicznej jest jakaś amba, wyemitowano blisko godzinny reportaż poświęcony Polakom i Polsce, ukazujący nas w nieszczególnie dobrym świetle. Sam jednak takiego programu nie widziałem ani żadnych oddolnych prób okazania nam wrogości. Wręcz przeciwnie. Wszędzie ramiona w “V”, szczeny w dół więc buzie w “O” i super rozmowy. Sympatia raz nawet uderzyła w podniosłe tony ocierające się o panslawizm: “Jesteśmy narodami słowiańskimi! Czemu daliśmy się skłócić?”. W tonie w jakim padły te słowa, nie doszukałem się fanatyzmu, tylko smutku za przeminionym. “Kiedy byliśmy razem” (przypomniał mi się pewien Serb w Słowenii, który wzdychał przy garnku z makaronem nad rozpadem Jugosławii i przebiegu tamtejszej wojny - powiedział dokładnie to samo). Pomyślałem, że to może być również samoobrona przed propagandą. Dalszy rozwój rozmowy pokazał jednak na czym może polegać fenomen Putina. W retoryce antyamerykańskiej można odpierać ataki, że nie tylko Rosja zachowuje się imperialnie - bo USA również, tyle, że w białych rękawiczkach - że każdy rząd manipuluje swoim społeczeństwem i tak dalej, i tak dalej. I nawet nie trzeba zapuszczać się w gadkę o skłonności narodu rosyjskiego do poddawania się silnym przywódcom - że tak zawsze było a obecny wódz nie jest przecież taki zły. Nie, wystarczy brak perspektywy, że mogłoby być inaczej. Może kiedy nie można mieć godności, zamiennikiem staje się duma? A nasz rozmówca nie był proputinowski. Nikt z napotkanych nie był (wiadomo, undergeround to niekoniecznie środowisko w którym poznaje się przekrój społeczny - mamy to na uwadze). Dlatego dało mi to do myślenia. Nie twierdzę, że rzeczywistego poparcia dla Putina tam nie ma, bo mam za mało danych. Wśród ludzi niekoniecznie mu przychylnych usłyszałem ten głos bezwiednego poddawania się status quo - jeszcze nie wiem co z tym zrobić.

Jak zostaliście przyjęci w kraju, który jest ponoć wrogo nastawiony do nas Polaków?

Kuba:

Bardzo, bardzo serdecznie. Serio, ta cała niby genetyczna paranoja na punkcie Rosjan to po części efekt oddziaływania narracji naszego rządu, po części zaszłości historyczne - nie widzę się w tym i strasznie się cieszę, że poznałem tych wszystkich mega miłych, otwartych ludzi, ciekawych świata - w tym tego naszego, pokracznie cudacznego mikroświata który wozimy ze sobą w samochodzie wte i wewte po Europie a teraz i po Azji.

Za wokale i okładkę Waszej  płyty „Pustostany” odpowiada Maciej Salamon z zespołu Nagrobki. Skąd taka kooperacja?

Kuba:

Gwoli ścisłości, chodzi o płytę “2012” której autorem są Pustostany, czyli Kurwsi w ówczesnym składzie (z Piotrkiem Zabrodzkim z LXMP za klawiszami) i Maciek z Nagrobków, wówczas w zespole Gówno - a więc osobny zespół o innej nazwie. Bardzo lubię zarówno twórczość plastyczną jak i głos Maćka. Barwa jego głosu przypomina mi polskie kapele punkowe i nowofalowe z lat 80tych. Kiedy w końcu poznaliśmy Maćka, pomysł na tą kooperację był już tylko kwestią czasu. Bardzo fajnie nam się wspólnie pracowało. Nie trwało to długo. Było jak na koloni, spędziliśmy razem ok. pięciu dni klecąc na kolanie zestaw kawałków na koncert w biurze wrocławskiego BWA, drukując i składając okolicznościowy śpiewnik narysowany flamastrem przez Macka. Słowa, które wypełniły stronice śpiewnika i zwrotki utworów również powstały w tym czasie. Wszystko było błyskawiczne. Po tym koncercie jako zespół spotkaliśmy się jeszcze tylko raz - aby popełnić ostatni koncert w Warszawie na nielegalnym techno- party pod mostem, zrobić jeszcze jeden numer i zarejestrować wreszcie całość w salce prób LXMP, nim tytułowy rok “2012” dobiegnie końca. Ten epizod wydłużył życie Pustostanów o jakieś 3 dni. Po tym już było po wszystkim. To był fajny czas.



Płyta powstawała jak w warunkach konspiracji, jak w trakcie drugiej wojny światowej. Jakby na zewnątrz spadały bomby a nas - aliantów - ukrywano na poddaszu.”



Alarm” to płyta bardzo niepokojąca, wręcz drażniąca uszy. Opowiedzcie jak przebiegała jej sesja nagraniowa i jak bardzo się ten album różni od Waszych poprzednich dokonań?

Kuba:

Jak rzucił Dawid jeszcze podczas nagrywki, płyta powstawała jak w warunkach konspiracji, jak w trakcie drugiej wojny światowej. Jakby na zewnątrz spadały bomby a nas - aliantów - ukrywano na poddaszu. W rzeczywistości przesiedzieliśmy trzy zimowe dni w pomieszczeniu dogrzewanym między kawałkami dwoma olejakami i jedną farelką. Było ciężko, ale cóż, chyba chcieliśmy, żeby było pod górkę. Teraz w tym budynku jest full pro studio i wygląda zawodowo, ale wtedy remont trwał - w dodatku uparliśmy się, żeby nagrywać akurat na jego poddaszu - w przestrzeni nie objętej remontem. Jak zawsze potrzebowaliśmy nagrywać w jednym pomieszczeniu, bo my nie tylko musimy nagrywać na tzw. “setkę” - czyli jedność czasu, miejsca i akcji - ale też musimy się widzieć. Rozejście się po osobnych pomieszczeniach nie wchodzi więc w grę. Gra toczy się o to wszystko, co wyniknie z komunikacji - również z błędów. Ta metoda ma swoje mankamenty, bo sygnały instrumentów nakładają się i czasem ciężko nad tym zapanować w miksie, ponadto w tym wypadku, ze względu na temperaturę w pomieszczeniu, zwyczajnie wymiękaliśmy manualnie.

Przed czym/kim alarmujecie?

Kuba:

Ja się przyznaję - późno do mnie dotarła wieloznaczność tego tytułu. Mniej więcej wszyscy widzimy co się dzieje teraz na świecie i w naszym małym, lokalnym bagienku - w te rejony powędrowała więc moja wyobraźnia. Dopiero kiedy zdecydowaliśmy się na użycie sampli budzików przyszło mi do głowy, że istnieją różne alarmy. Alarm kojarzy mi się z bodźcem który ma wyrywać z letargu, pewnego poczucia bezpieczeństwa, tymczasem budziki mają odwrotną funkcję: służą podtrzymywaniu dziennej rutyny. Regularnie wyrywają nas z tego co eskapistyczne i osobiste - kiedy na moment wymykamy się wszystkim komunikatom, zależnościom i przez te osiem godzin jesteśmy wolni. To oczywiście bardzo naiwna perspektywa, ale jest ona jedną z równoległych. Jest jeszcze parę innych funkcji alarmów o których nie chcę perorować bo ciekawiej będzie, jeśli sami je z nami zbadacie.

Czy Kurws ma obecnie bardziej wkurwiać, rozkurwiać, podkurwiać, czy wykurwiać?

Hubert:

Nie chodzi o skojarzeniowe wariacje na temat nazwy tylko o poszerzanie nieskończenie bogatego pola tej ludzkiej aktywności jaką jest muzyka.

Dzięki wielkie za wywiad i życzę wielu równie ekscytujących tras co ta ostatnia.




Wywiad przeprowadził i spisał: Łukasz „Ch-Fu” Szewczyk

 

0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy