The Vintage Caravan w Hydrozagadce- relacja

/ 12 zdjęć
Zdjęcia i foto: The Vintage Caravan w Hydrozagadce- relacja Koncerty i muzyka sochaczew
+7

Poszerzyliśmy Swoje Umysły z Vintage Caravan


Relacja z koncertów: The Vintage Caravan, Wucan, Black Mirrors

Klub Hydrozagadka, Warszawa, 17.10.2018)


-Ty Zdzisiek, a wiesz, że w tej Islandii to grają Stoner Rocka?

-Człowieku. Nie może być. Przeca tam zima i niedźwiedzie po ulicach latajo.

-No jak to nie. Zobacz se na youtube: The Vintage Caravan się zowią.


Islandia, czyli państewko o populacji 1/3 Warszawy zaskakuje od lat. Dotychczas znane było z gejzerów, muzyki Bjork, Sigur Ros, Mum, czy Sólstafir. O tym małym skandynawskim państwie zrobiło się znowu głośniej, gdy ich piłkarska kadra podbiła Mistrzostwa Europy w 2016 roku wygrywając chociażby z Anglią. Islandia to taki Kopciuszek wśród europejskich narodów.

Historia The Vintage Caravan również przypomina Kopciuszka. Otóż w 2006 roku w stolicy kraju, Rejkiawiku dwóch dwunastolatków zakłada kapelę. Trzy lata później wydają własnym sumptem pierwszą płytę. A w 2012 roku już jako trio wypuszczają przełomowy „Voyage”. I tak się zaczyna ich „Długa Podróż” w trakcie której szturmem zdobywają kolejne lądy i fanów, by zakotwiczyć do jednej z największych wytwórni na świecie, „Nuclear Blast”. Resztę historii już znacie.

Óskar Logi Ágústsson- lider grupy ma obecnie 23 lata, 4 płyty na koncie i 11 lat funkcjonowania pod szyldem The Vintage Caravan. Grupa po latach dotarła znowu do naszego kraju.

U swego boku przywiozła dwie mało znane, ale jak się miało okazać równie ciekawe bandy.


Black Mirrors- Indiańskie Pieśni Wojenne


Black Mirrors to nowa kapela w klimacie retro rocka, która ma na swoim koncie jedną epkę z 2017 roku („Funky Queen”) i długograja wydanego w tym roku („Look into the Black Mirrors”). Zespół z Belgii przyjechał więc promować swój debiutancki album. Przyznam się szczerze, że przed ich koncertem nie miałem żadnych wymagań co do kapeli, a moja wiedza o nich była równa zeru. Od samego początku swojego show kupili mnie jednak swoją energią i świeżym podejściem do retro rocka, który to styl zdaje się nieco zjadać swój ogon. Niby nic odkrywczego, bo słychać i Queensów (gitarzysta kapeli miał zresztą koszulkę z logiem grupy), gdzieniegdzie Zeppelinów, albo z nowszych rzeczy Kadavar, ale to wszystko podbarwione szamanizmem i indiańskością, a przede wszystkim ogromnym powerem. Ten dość szybko udzielił się publiczności, która zaczęła przybywać w tempie ekspresowym. Wokalistka grupy, której maniera wokalna i ekspresja mi osobiście kojarzyła się nieco z Alison Mosshart z The Dead Wheater, przebrana była i umalowana jak Indianka. Jej statyw od mikrofonu również przystrojony został w pióropusze. Ich muzyka szorstka, do bólu brudna i rock'n' rollowa oddawała hołd czasom, gdy rock był jeszcze manifestem, krzykiem, środkowym palcem wymierzonym w stronę polityki i establishmentu.

Większość utworów była bardzo przebojowa, a refreny niezwykle nośne. Złapałem się na tym, że nucę sobie te utwory jakbym słyszał je od dawna. Zaskoczyli podbarwioną stoner rockiem wersją MC5 „Kick Out The Jams”. Bardzo fajny początek wieczoru. Być może kapela nie zginie wśród setek retro rockowych kapel i na dłużej zagości w naszej świadomości. Czego im oczywiście życzę.


Wucan- Kraut Rock wiecznie żywy


Niemiecki Wucan to zespół z dużo większym stażem i scenicznym obyciem od Black Mirrors. Kapela powstała w 2011 roku w Dreźnie. Od początku centralną postacią jest wokalistka, gitarzystka, flecistka, Francis Tobolsky. Grupa ma na swoim koncie trzy płytki, które są pomostem pomiędzy Retro Rockiem a Kraut Rockiem. Supportowali swego czasu szwedzkich gigantów sceny vintage Siena Root. Grali na Desert Feście i Od frontmenki grupy ciężko jest oderwać wzrok. Zwierz Sceniczny, który zaraża wszystkich swoją charyzmą i energią. Słychać było jej klasyczne, muzyczne wykształcenie. Oprócz gry na gitarze i flecie wzbogaca brzmienie grupy o theremin, czyli instrument wykorzystujący fale elektro magnetyczne i modulacje, powodujące zmiany w częstotliwości dźwięku, powodowane ruchem rąk wokół jednej z anten. Z pomocą drugiej z nich, w podobny sposób, reguluje się jego głośność. Brzmi to niczym śpiew syreny, czy dźwięk grania na pile. Odjazd, człowieku!

Muzycy promowali na trasie z Vintage Caravan płytę „Reap the Storm” z poprzedniego roku

Najłatwiej było by ich muzykę wrzucić do jednego wora z: Blues Pills, Jess And The Ancient Ones , Blood Ceremony, ale z nimi tak łatwo nie ma. Pobrzmiewają czasem echa Black Widow, Jethro Tull, a nawet Amon Duul 2. Folk, stoner rock połączony z heavy metalem z wąsem.

Muzyka kapeli jest pełna kontrastów: od mantrowych, spokojnych, transowo- psychodelicznych fragmentów przez naprawdę ciężkie metalowe riffy, funkowe, taneczne, acz masywne pasaże, po punkowy wręcz wykop. Wokalistka, która raz była Kingiem Diamondem (totalnie old schoolowy ubiór od razu kojarzył się z latami 80-tymi), innym razem wcielała się w hinduską boginię, czytając po niemiecku fragmenty „Sri Isopanisad”, czyli hinduskich pieśni religijnych, by za chwilę biegać niczym opętana przez jakieś siły nieczyste. Porywające widowisko. Ciekaw jestem ich koncertu jako główny headliner.

Chwila przerwy. Wszystko przebiega punktualnie jak w szwajcarskim zegarku. Na scenie wskakują Oni...


The Vintage Caravan- Muzykoterapia


Po świetnych supportach przyszła kolej na danie głowne, a więc islandczyków z The Vintage Caravan. Zaczęli z grubej rury, od utworu: „Set Your Sights”. I już od pierwszych taktów wiadomo było, że będzie to świetny koncert. Publika jadła z ich rąk jak tylko chcieli. Następnie jeden z największych hitów, czyli „Crazy Horses”, który sprawił, że nikt już nie stał. Swoją drogą Oskar i Aleksander to świetni frontmani. Co rusz rzucali głupkowate miny, walili różnymi tekstami, skakali jak w ukropie. Zabił mnie basista udający koncertowe gadki Jamesa Hetfielda.

Potem kolejny killer z doskonałej płyty „Arrival”, czyli „Reset” poprzedzony krótkim odezwem do narodu Aleksandra. Zresetowałem się zupełnie. Trzeba powiedzieć, że muzycy na scenie czują się jak ryba w wodzie, czy też gejzer w islandzkich górach. Zero pozerstwa, Karawaniarze bawili się swoją muzyką nie mniej niż my, a każda chwila na scenie sprawiała im ogromną radochę. Zresztą zarówno przed samym gigiem, w trakcie koncertów supportów (o których ze sceny w samych superlatywach wypowiedział się sam Oskar) i po własnym koncercie byli dostępni dla fanów. Z chęcią z nimi wymieniali uściski, przybijali piątki i pozowali do wspólnych zdjęć. Mimo iż kapela ma już swój status i istnieje 11 lat to na szczęście jeszcze przysłowiowa palma im nie odbiła.

Wracając do samego koncertu dalej mieliśmy przeplatankę starych hitów z nowymi utworami pochodzącymi z płyty wydanej dosłownie przed chwilą, a więc „Gateway”. Poleciały więc po kolei: rozpędzający się „Let Me Be”, posiadający jeden z najbardziej chwytliwych refrenów „Midnight Meditation”, hipnotyzujący„On The Run”, super mocny „Babylon”, czy promujący nowy album, masywny „Reflections”. Zakończyli część zasadniczą „Expand Your Mind”, a więc utworem, na który chyba wszyscy najbardziej czekali, i którego klip ich wypromował. Zgodnie z tytułem „Poszerzyliśmy swoje umysły”. Oczywiście o końcu koncertu nie mogło być mowy i na deser dostaliśmy przeplatankę złożoną m.in. z „Craving” i „Last Day Of Light”. Niestety zabrakło widniejącego w ich setliście coveru Fletwood Mac, „The Chain”, który tak pięknie kończy ich nowy album. Po koncercie zapytałem o to Oskara i powiedział, że faktycznie mieli go zagrać, ale w ostatniej chwili zrezygnowali, za co gorliwie mnie przepraszał. Przeprosiny oczywiście zostały przyjęte, bo koncert to prawdziwa petarda. W niektórych momentach brzmieli jak wirtuozi z Rush ze swojego prog-rockowego okresu. Innym niczym mogli skojarzyć się z Atomic Bitchwax. Dużo fajnego, zagranego na ogromnym luzie, bezpretensjonalnego, klasycznego rocka. Ich koncert był taką muzykoterapią i sprawił, że z pewnością będzie łatwiej co niektórym dotrwać do weekendu.

Warto wspomnieć, że nagłośnienie było niezwykle klarowne. Jak to w Hydrozagadce. Wszystkie instrumenty wybrzmiały w pełni. Dźwięk czysty. Uczta dla uszu.


Dziękujemy P.W. Events i klubowi Hydrozagadka mając nadzieję, że przy najbliższej okazji The Vintage Caravan znowu zaszczycą nasz kraj. Oby.


Tekst i zdjęcia: Łukasz „Ch-Fu” Szewczyk


Nasze filmowe fragmenty z wszystkich opisanych koncertów obejrzycie klikając w te linki:


https://www.youtube.com/watch?v=vSgBiihzGsQ


https://www.youtube.com/watch?v=5FRi4duSQik


https://www.youtube.com/watch?v=hnMAn-FbNzE


 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy