Tragedia w kilku aktach

Zdjęcia i foto: Tragedia w kilku aktach Wypadki sochaczew

Kolejna śmierć, tym razem sprawcy, zakończyła tragedię, do jakiej doszło w minionym tygodniu w Tułowicach. Zwłoki poszukiwanego od soboty, 21 lipca, Włodzimierza Ambroziaka odnaleziono we wtorek rano w stawie w tej samej miejscowości.
Przyczajony zabójca
Znany jest już dokładny przebieg tragicznego zdarzenia z soboty, kiedy to Włodzimierz Ambroziak odwiedził żonę i dziecko w Tułowicach, gdzie Justyna A. przeniosła się po orzeczeniu separacji. Wyprowadziła się wraz z dzieckiem od rodziny męża po niespełna 10 miesiącach małżeństwa i zamieszkała tuż obok rodziców.
Jak relacjonuje szefowa sochaczewskiej prokuratury Beata Sobieraj-Skonieczna, sprawca całej tragedii pojawił się w domu Justyny A. ok. 12.00 i przez kilka godzin zachowywał się bardzo spokojnie, bawił się z dzieckiem, rozmawiał z żoną i nic nie zapowiadało tego, co wydarzyło się kilka godzin później. „Jedyne, co zdziwiło Justynę A. to fakt, że mąż dopytywał się o jej matkę, która była w tym czasie na jagodach w lesie” – opowiada prokurator. – Kiedy Jadwiga Sz. około 17.30 wróciła do domu, rozegrała się tragedia. Nie doszło nawet do żadnej awantury, po prostu w pewnym momencie pani Justyna zobaczyła, że mąż stoi za jej matką i jedną ręką przytrzymuje ją za ramiona, drugą natomiast podcina gardło. Widząc to młoda kobieta, która trzymała na kolanach dziecko, poderwała się, żeby uciec. Mąż zastąpił jej drogę i zadał pierwszy cios w okolicę szyi, dramatyczna walka o życie własne i dziecka zakończyła się kilkoma ranami w przypadku Justyny A. i dwiema u dziecka. W końcu kobiecie udało się wybiec z domu i zaalarmować sąsiadów. Spłoszony sprawca pobiegł natomiast w przeciwną stronę, w kierunku wsi Janów” – mówi Beata Sobieraj-Skonieczna.
Tragiczny bilans
Dwie głębokie rany szyi spowodowały, że Jadwiga Sz. nie przeżyła brutalnej napaści swego zięcia. Siedmiomiesięczne dziecko, dzięki szybkiej decyzji lekarza, przetransportowano śmigłowcem do szpitala w Warszawie, gdzie przeszło operację i jego stan się poprawia. Jak mówi prokurator Sobieraj-Skonieczna, dziewczynka otrzymała dwa ciosy nożem, z których bardzo niebezpieczna była rana klatki piersiowej. Matka dziecka, dzięki temu, że się broniła, została najlżej ranna, otrzymała kilka ciosów: w szyję, klatkę piersiową i głowę, ale rany były raczej powierzchowne, niezagrażające życiu.
Jeszcze w sobotę wieczorem policja podjęła działania poszukiwawcze z użyciem psa tropiącego, ten jednak po kilkuset metrach zgubił trop. Prokurator wyjaśnia, że policja nie posiadała żadnych przedmiotów należących do sprawcy, które mogłyby służyć do „nawęszania” psa. Penetrację terenu kontynuowano w niedzielę i poniedziałek. Rzecznik sochaczewskiej policji Grzegorz Radzikowski twierdzi, że w poszukiwaniach brały udział jednostki z Radomia, Płocka, a policjantów z naszej komendy i okolicznych komisariatów ściągano nawet z domów. Sprawdzono wiele sygnałów od mieszkańców, obserwowano miejsca, gdzie podejrzany mógł się ukryć – w okolicach Iłowa, Młodzieszyna, na terenie Puszczy Kampinoskiej. „Mieliśmy również sygnały z terenu Polski, bo po wydaniu listu gończego i opublikowaniu wizerunku sprawcy w mediach, zaczęli dzwonić ludzie, którzy podobne osoby widzieli w różnych rejonach kraju” – dodaje nadkom. Radzikowski. Sprowadzono nawet śmigłowiec z kamerą termowizyjną. Wszystko na nic. Sytuacja stawała się coraz groźniejsza, bo sprawca miał przy sobie nóż, mógł być zdesperowany, głodny, a przez to bardzo niebezpieczny.
Czy to koniec?
Rozwiązanie przyszło we wtorek rano około 9.00. W stawie oddalonym od miejsca zdarzenia ok. 700 metrów wypłynęły zwłoki mężczyzny. Zauważył je właściciel terenu, na którym staw się znajduje. Ciało było okaleczone, na nadgarstkach, szyi i klatce piersiowej znajdowały się rany zadane nożem. Oględziny, a później sekcja zwłok wykluczyły jednak udział osób trzecich. Włodzimierz Ambroziak popełnił samobójstwo jeszcze tego samego dnia, w którym dokonał napaści. Najpierw się okaleczył, a później utopił, co podobno nie było trudne, bo nie umiał pływać.
Prokurator Sobieraj-Skonieczna pytana, dlaczego nie sprawdzono tego terenu, twierdzi, że był on przeszukiwany, ale nie badano stawu, bo właściwie jest to wyrobisko pożwirowe, miejscami głębokie na 3 m. Poza tym mieli potwierdzone sygnały, że sprawca zaszył się w lesie. Tak wynikało z telefonu, jaki wykonał do kogoś z rodziny po dokonaniu zbrodni.
Teraz prokuratura wykonuje ostatnie czynności, jak twierdzi Beata Sobieraj -Skonieczna, dla czystości procesowej. Mieszkańcy z kolei pytają, czy musiało dojść do takiej tragedii. Jak się okazuje Prokuratura w Płocku prowadziła dochodzenie o znęcanie się 28-letniego mężczyzny nad o rok młodszą żoną. Sprawą zajmował się też komisariat w Iłowie, bo z tej gminy pochodził zabójca. Jego motywów działania zapewne już nie poznamy.
Jedno jest pewne, dwie osoby straciły życie, dwie wyszły z opresji z poranionymi ciałami i psychiką. Tragedia złamała życie dwóm rodzinom, poruszyła serca ludzi w całym kraju. To wystarczający bilans strat, ale dla wielu uczestników ubiegłotygodniowych wydarzeń to nie koniec. Musi minąć dużo czasu, zanim otrząsną się z traumy i ułożą życie od nowa.
Jolanta Sosnowska

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy