Uczciwie przepracowałem dziesięć miesięcy

Cieszę się, że mogłem pomóc, przenosząc problem do komisji sejmowej i na spotkania z przedstawicielami ministra Gowina. Dzięki zaangażowaniu wielu ludzi sprawa rzeczywiście nabrała dużego rozgłosu i na dzisiaj mamy taką sytuację, że sąd rejonowy pozostaje w Sochaczewie, podobnie jak w Płońsku i kilku innych miastach...

 

Z Maciejem Małeckim, posłem na Sejm RP rozmawia Jolanta Śmielak-Sosnowska

Mija 10 miesięcy od objęcia przez pana mandatu poselskiego. Czy tak wyobrażał pan sobie pracę w polskim Sejmie?

Szczerze mówiąc, nie miałem żadnego wyobrażenia. Po wygranych wyborach chciałem po prostu jak najszybciej rozpocząć tę pracę.

Ale oglądał pan przecież relacje z obrad Sejmu w telewizji. Często pusta sala plenarna, posłowie krążący w kuluarach i tłumaczący się posiedzeniami komisji. Jak to wygląda w rzeczywistości?

Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, że jest bardzo dużo pracy w Sejmie i w terenie. Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że przepracowałem ten czas uczciwie. I bardzo się z tego cieszę, bo intensywność pierwszych miesięcy spowodowała, że szybko wszedłem w obowiązki posła.

O tym, że nie przespał pan tego czasu świadczy choćby liczba interpelacji i wystąpień sejmowych. O niektórych pisaliśmy w naszej gazecie.

Rzeczywiście, dotychczas zgłosiłem 25 interpelacji i pracuję nad następnymi.

Przez kilka miesięcy nasze miasto żyło sprawą planowanej przez ministerstwo sprawiedliwości likwidacji sądu w Sochaczewie i kilkudziesięciu innych miastach. W tych działaniach też miał pan swój udział.

Dla mnie to była sprawa priorytetowa. Cieszę się, że mogłem pomóc, przenosząc problem do komisji sejmowej i na spotkania z przedstawicielami ministra Gowina. Dzięki zaangażowaniu wielu ludzi sprawa rzeczywiście nabrała dużego rozgłosu i na dzisiaj mamy taką sytuację, że sąd rejonowy pozostaje w Sochaczewie, podobnie jak w Płońsku i kilku innych miastach.

Przypominam sobie także sprawę autostrady A2, interpelację dotyczącą wyboru firmy Falck, jako operatora pogotowia w naszym regionie i otwarcia dostępu do niektórych zawodów.

Występowałem również m.in. w sprawach pracowniczych, zabezpieczenia powodziowego miejscowości nad Wisłą czy zmniejszenia zatrudnienia w administracji rządowej, która rozrasta się ponad miarę.

Skupmy się jednak na tych najważniejszych, choćby głośnej ostatnio w Sochaczewie sprawie firmy Falck, która obsługuje pogotowie i wywołuje wiele kontrowersji.

Pierwszą interpelację wystosowałem jeszcze na etapie trwania konkursu, który miał wyłonić operatora pogotowia. W mojej ocenie już sam przetarg budzi wątpliwości. Zwróciłem uwagę ministra zdrowia na takie sprawy jak sygnał o wyniesieniu nagrania negocjacji konkurenta Falcka z obrad komisji konkursowej, wątpliwości dotyczące jakości sprzętu Falcka, mniejszą obsadę karetek, brak znajomości terenu. Mimo tych niejasności komisja NFZ wybrała ofertę Falcka. Jeśli dołożyć do tego wiedzę, że dyrektorem regionalnym firmy Falck jest Martyna Barycka, żona działacza PO, Lecha Baryckiego, byłego szefa gabinetu politycznego minister zdrowia Ewy Kopacz, który w oświadczeniu zapomniał napisać, że wcześniej związany był z firmą Falck. Zarzucano mu, że naciska na samorządowców by wsparli firmę, którą zarządza jego żona. Dlatego sprawę trzeba wyjaśnić. Po pierwsze, w trosce o życie i zdrowie mieszkańców, którzy nie mogą czekać aż karetka wreszcie znajdzie właściwy adres, po drugie ze względu na przejrzystość finansów publicznych.

Podobno ostatnio prowadzi pan trudne rozmowy z PKP w sprawie wspólnych biletów.

Chodzi o bilety okresowe, jakie mieszkańcy wykupują na dojazd do pracy, czy do szkoły w Warszawie. Do czerwca było tak, że ten sam bilet pozwalał na jazdę pospiesznymi TLK i osobowymi Kolei Mazowieckich. Było to wygodne dla podróżnych, także ze względu na częste spóźnienia pociągów. Od dwóch miesięcy praktyka się zmieniła. Teraz każda kolejowa spółka żąda, aby to były bilety wykupione na ich pociąg. Dla przykładu, czeka pani rano na pociąg pospieszny relacji Szczecin - Warszawa. Z megafonu rozlega się zapowiedź, że pociąg się opóźni 40 minut. Co pani robi?

Przeliczam minuty, wychodzi mi, że do pracy przyjeżdżam spóźniona.

No właśnie. Ale wie pani, że za dziesięć minut powinien być pociąg osobowy, którym być może pani zdąży.

Czyli mogę nim jechać.

No właśnie nie. Chyba, że kupiła pani drugi bilet miesięczny, albo jednorazowy na ten konkretny pociąg. I tu jest właśnie problem. Jestem już po wymianie korespondencji z tymi spółkami i spotkaniu w jednej z nich. Niby widzą problem, ale wszystko idzie bardzo ślamazarnie. Ja nie widzę u nich energii do szybkiego załatwienia problemu. Dlatego sprawa trafi, wraz z innymi tematami kolejowymi, w formie interpelacji do ministra Nowaka.

Jeśli chodzi o sprawy komunikacyjne, to zajmował się pan również autostradą A2, przebiegającą w pobliżu Sochaczewa i Żyrardowa. Czy chodzi o nieprawidłowości przy jej budowie?

Chodzi zarówno o nieprawidłowości w budowie, jak i problemy z zatrudnianymi na niej firmami. Przytoczę tylko jeden przykład. Minister Nowak w dniu 24 lutego bieżącego roku zaklinał się w radiu RMF, że spółka DSS nie jest zagrożona upadłością, jej sytuacja finansowa jest stabilna, a ministerstwo na bieżąco ją monitoruje. Trzynaście dni później wyszło na jaw bankructwo DSS. Dlaczego Nowak publicznie podał nieprawdę? Czy kłamał, że na bieżąco monitoruje finanse DSS, czy kłamał, że sytuacja bankruta jest dobra? Zresztą zanim spółka DSS dostała bez przetargu budowę autostrady to już dwukrotnie Skarb Państwa miał z nią poważne problemy przy prywatyzacjach. Ale nikt nie wziął tego pod uwagę. Poza tym zgłosiłem konieczność zbadania przez NIK budowy autostrady w okolicach Żyrardowa, a także obwodnicy tego miasta. Nieprawidłowości są poważne prowadzenie prac w sposób zagrażający ujęciu wody pitnej dla Żyrardowa, zniszczone lokalne drogi, złamana decyzja środowiskowa wójta gminy Wiskitki. Za swój osobisty sukces uważam fakt, że udało mi się przekonać do mojego wniosku sejmową Komisję Skarbu Państwa, potem wniosek poparła też Komisja ds Kontroli Państwowej.

Zapewne temu tematowi moglibyśmy poświecić cały wywiad, a ja chciałabym zapytać jeszcze, czy w pana biurze poselskim w Sochaczewie pojawia się dużo mieszkańców i jakie zgłaszają problemy?

Zakres tych spraw jest bardzo szeroki. Są to tematy osobiste, rodzinne, urzędowe. Ze względu na charakter zgłaszanych problemów jestem zobowiązany do ochrony danych osób, nawet przybliżania takich spraw, które w małych społecznościach mogą być łatwo skojarzone z konkretnym człowiekiem. Ważne jest, że część z nich udaje się załatwić. W niektórych przypadkach wystarczy pokierować naszych interesantów, wskazać możliwości rozwiązania problemu, w innych potrzebna jest osobista interwencja. Jako pozytywny przykład mogę wskazać sprawę Michała Jasińskiego. Włączyła się w nią również państwa gazeta, a chodziło o zakup akumulatorów do wózka inwalidzkiego. W imieniu własnym i Michała serdecznie dziękuję wszystkim, którzy pomogli.

Czy, aby zgłosić swój problem, trzeba się spotkać z panem osobiście, czy można to załatwić za pośrednictwem biura?

Specyfika pracy posła jest taka, że nie może być cały czas w biurze. Zresztą spotykam się z mieszkańcami także w innych miejscowościach. Między innymi w Żyrardowie. Dlatego zatrudniani są asystenci, którzy, jeśli mogą, sami załatwiają sprawy lub, w przypadku trudności, przekazują je posłowi. W biurze poselskim w Sochaczewie pracuje pan Łukasz Gołębiowski, który chętnie pomaga zgłaszającym się do nas mieszkańcom. 

więcej w najnowszym numerze "Ziemi Sochaczewskiej".

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy