Wspomnienie o Rafale Szymaniku

/ 4 zdjęć
Zdjęcia i foto: Wspomnienie o Rafale Szymaniku Słowo pisane sochaczew

„Nadwrażliwość w odczuwaniu życia”

Wspomnienie o Rafale Szymaniku


W ostatni dzień stycznia drugi brzeg rzeki życia przekroczył Rafał Szymanik, perkusista, muzyk, syn i przede wszystkim przyjaciel wielu z nas. Osierocił nas wszystkich. Miał zaledwie 34 lata i wiele życia przed sobą.

Rafała znałem od czasów podstawówki. Chodziłem z nim do jednej klasy. Był szalenie inteligentnym typem. Wśród chłopaków chyba najlepszym uczniem. Pamiętam, gdy ogłoszono w naszej szkole konkurs na podobieństwo tzw. Mini Playback Show, w którym uczniowie mieli przebrać się za swoich ulubionych wykonawców i do muzyki z taśmy udawać, że śpiewają. Rafał podszedł do tej sprawy śmiertelnie poważnie. To była druga klasa podstawówki, jakoś tuż przed komunią. Zebrał kilku chłopaków wśród których byłem również ja. Mieliśmy wcielić się w Guns N' Roses, a Rafał w samego Axla Rose. Mi przypadła rola Matta Soruma, czyli perkusisty grupy. „Frontman” kapeli zorganizował nam nawet próbę, która odbyła się w dawnym Klubie Garnizonowym. Za perkusję posłużył mi stół bilardowy. Pamiętam, że Rafał nie był z nas zadowolony, postanowił nas „wylać” i wystąpić sam. To zresztą wyszło mu na dobre, bo podczas konkursu on nie udawał Axla tylko nim był. Podczas wykonania „Welcome To the Jungle” wyglądał totalnie jak on: w bandanie na głowie, białych bokserkach miotał się po małej scenie naszej mikroskopijnej sali gimnastycznej, biegał w jedną i drugą stronę, wyginał się do tyłu z mikrofonem nad głową, z całą paletą zachowań lidera Gunsów. Gdyby scena była o 10 metrów większa to i tak tego miejsca by mu brakowało. Był w swoim żywiole. Jego występ wzbudził ogromny aplauz. Nie wiem czy nie wygrał nawet. A może przegrał z dziewczyną przebraną za Beatę Kozidrak? Tak czy inaczej był naszym klasowym zwycięzcą. Ja Gunsów polubiłem po części właśnie dzięki niemu, tym samym rzucając słuchanie Roxette i Michaela Jacksona (ten ostatni miał jeszcze powrócić) na rzecz poważniejszej, rockowej muzy. Pamiętam też, że w siódmej klasie podstawówki zaraził mnie słuchaniem Toola. Po ukończeniu szkoły Rafała widywałem jeszcze wielokrotnie. Byłem w jego sali prób, grałem (słowo w moim przypadku nieco na wyrost) na jego perkusji. Widziałem go, gdy już jako znakomity perkusista grał koncerty. Pamiętam dwa: jeden w Domu Rzemiosła na Żeromskiego podczas jakiejś Bitwy Kapel, gdzie zagrał wraz z Tadzikiem w duecie perkusyjnym, który nazywał się „Pod Presją”. Kapela grała tak jakby był to ich tysięczny występ, żadnej presji nie wyczuwałem, tylko ogromny luz, precyzja i pasja. Pamiętam, że grali m.in. utwory Sepultury. Pomyślałem, że też bym tak chciał i wkrótce założyłem swoją pierwszą kapelę, na której grałem oczywiście na perkusji. Potem Rafała widziałem również z Tadzikiem (ten grał na gitarze) w Łowiczu na koncercie plenerowym z ich inną kapelą, Long Dong Silver. Na wokalu był znany mi.n. Z Discriment, Szymon Szymański. Zagrali świetny koncert. A po nich miała wystąpić gwiazda pokroju Hey czy Pidżamy Porno. Sochaczew był wtedy górą.

Potem nasze drogi rozeszły się. Widywałem Rafała od przypadku do przypadku gdzieś na mieście. Ostatni raz niecałe dwa tygodnie przed jego śmiercią. Wprowadzałem się do nowego mieszkania. On wchodził akurat do klatki. Spytał się mnie co tutaj robię. Odpowiedziałem mu, że właśnie się wprowadzam. Zażartował, że będziemy sąsiadami. On mieszkał dosłownie dwa piętra pode mną. Wymieniliśmy się uściskami. Umówiliśmy się na spotkanie, które miało niebawem nastąpić, a które niestety już nie doszło do skutku.

Mimo, że nie miałem z Rafałem jakiegoś lepszego kontaktu to czuję się jak osierocone dziecko. Gdy codziennie widzę drzwi do jego mieszkania czuję pustkę i żal, że już nigdy go nie zobaczę, nie pogadamy, chociażby o muzyce. No cóż, możliwe, że po drugiej stronie rzeki jest mu lepiej. Pewnie teraz naparza w gary z jakimś super składem i daje czadu aż wióry lecą.  

Łukasz „Ch-Fu” Szewczyk


Poniżej wspomnienia osób, które były najbliżej Rafała, czyli jego kolegów i żony.


Cieszę się, że miałem okazję poznać Rafała i grać z nim. Świetny perkusista i dobry człowiek. Zarażał optymizmem nie tylko podczas prób ale przede wszystkim w życiu codziennym. Nigdy nie widziałem Rafała zdenerwowanego i w gniewie. Odszedł człowiek, który sprawiał, że miejsce w którym żyjemy było lepsze.

Drożdżu


 „Nadwrażliwość w odczuwaniu życia”

Pamiętam pierwszą próbę, na którą mnie zabrał… Byłam pod ogromnym wrażeniem Jego umiejętności…

Zawsze powtarzał, że muzyka to będzie najczęstsza przyczyna nieporozumień w naszym domu, nie była… Potrafił zainteresować wręcz zarażać czymś co kochał. Dużo o tym opowiadał z niezmienną pasją. Lubił spędzać wieczory ze słuchawkami na uszach i szukać różnych nowości…

Zawsze mogłam liczyć na konstruktywną opinię z Jego strony. Niestety nigdy już nie usłyszę żartobliwych słów wypowiedzianych z ironicznym uśmieszkiem „jak tego można słuchać”…   

Ania.


W ostatnim czasie odszedł od nas Rafał Szymanik, nasz wspaniały kolega i przyjaciel oraz ceniony w środowisku perkusista. Uważany był za świetnego muzyka, który dla wielu z nas stanowił inspirację i od którego większość domorosłych muzyków mogłaby się wiele nauczyć. Muzyka była Jego wielką pasją i wspaniałą zabawą, która przynosiła mu czystą radość i satysfakcję. Rafał udzielał się muzycznie na scenie naszego miasta przez wiele lat, współtworząc kilka składów i kapel m.in. "Pod Presją" czy "Long Dong Silver". Żegnamy go dziś z ogromnym smutkiem i nadzieją, że po drugiej stronie jest piękniej.


Piotr "Dymek" Dymkowski


31 stycznia tego roku. do Walhalli odszedł Rafał „ Rafitos‘’ Szymanik, kumpel z którym spędziłem dużo czasu w kanciapach tego miasta i na kilku scenach,  grając w duecie perkusyjnym „Pod Presją” i  freakowo- dziwacznym Long Dong Silverze niesamowite koncerty. Co można powiedzieć o Rafale? Na pewno to, że był inspirującym, bystrym, inteligentnym, multiinstrumentalistą nie odmawiającym nikomu pomocy. Świetny kumpel, chętny do niesienia pomocy o każdej porze dnia i nocy. Po prostu do Rafała trzeba było tylko zadzwonić i …był, zwarty i gotowy do działania.

Zostawił wszystkich swoich kumpli tu w tej przestrzeni i w tym czasie, choć obiecywał że damy radę podnieść muzykę LDS i jeszcze trochę pograć dziwnych dźwięków. Niestety nie udało się. ..

RIP Rafitos (*)

 

PS: Stary naprawdę nie mam twojej płyty Toola. 

T.M.


 

5
Oceń
(2 głosów)

 

Dokumenty (3)



Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy