Wszyscy powinniśmy być dumni z inwestycji kanalizacyjnej w mieście

Zdjęcia i foto: Wszyscy powinniśmy być dumni z inwestycji kanalizacyjnej w mieście Inwestycje sochaczew

Z prezesem ZWiK Sochaczew, Stanisławem Grażką rozmawiamy m.in. o cenach wody i ścieków, naprawianiu błędów poprzedników i wielu innych sprawach związanych z działalnością spółki.

 

Dlaczego Zakład Wodociągów i Kanalizacji zdecydował się na wydanie gazety? 

Z dwóch powodów. Po pierwsze chcieliśmy rozwiać wszelkie wątpliwości, jakie narosły wokół inwestycji kanalizacyjnej. Po drugie chcieliśmy uświadomić mieszkańcom, bo chyba wciąż nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, jak wielkiej rzeczy dokonało nasze miasto. Jak ogromnego skoku cywilizacyjnego jesteśmy świadkami. Z projektu Poprawa gospodarki wodno-ściekowej powinniśmy być wszyscy dumni. 

Z jakiego powodu? 

W rok wybudowaliśmy niemal 100 km sieci kanalizacyjnej. Gdy zaczynaliśmy inwestycję, miasto było skanalizowane w 80,7%. Zgodnie z planami do końca roku  ma to być 95,07% W rok przeskoczyliśmy z XIX do XXI wieku. Nadrobiliśmy kilkudziesięcioletnie zapóźnienia cywilizacyjne. 

Ale woda i ścieki kosztują teraz w Sochaczewie 13 zł za metr sześcienny. W okolicznych miejscowościach ceny są znacznie niższe 

To prawda, ale żadna z tych miejscowości nie przeprowadziła tak gigantycznej inwestycji, jak Sochaczew. Przypomnę, że gdy w poprzedniej kadencji powstawał projekt rozbudowy sieci, zakładano, że woda i ścieki będą kosztowały w 2014 roku 23 zł za metr sześcienny, a kosztują 13 zł. Dziś musimy wszyscy razem solidarnie spłacić tę inwestycję. Mówiąc kolokwialnie przesiedliśmy się ze starej zardzewiałej syrenki do nowiutkiego mercedesa. 

Ale może ten mercedes nie był nam potrzebny? 

Do rozbudowy sieci kanalizacyjnej zmuszają nas zapisy umowy akcesyjnej z Unią Europejską. Nieubłaganie zbliża się czas, gdy miasta zaczną być rozliczane z posiadania sieci kanalizacji. Poza tym pamiętajmy, że kanalizacja to zdrowie nasze, naszych dzieci i wnuków. Nie oszukujmy się każdy kto dziś zrzuca ścieki do kanalizacji deszczowej albo ma nieszczelne szambo, nie tylko łamie prawo, ale zatruwa siebie, swoich bliskich i kolejne pokolenia. 

Nie wszystkich mieszkańców taka argumentacja jednak przekonuje. 

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu mieszkańców obecne ceny są wysokie, ale to nieprawda, że najwyższe na Mazowszu, a tym bardziej w Polsce. Choćby w Żyrardowie i ponad 130 innych polskich miastach mieszkańcy płacą więcej za wodę i ścieki. Generalnie ceny w Sochaczewie mieszczą się w polskiej średniej. Zdecydowana większość miast ma stawki między 11 a 13 złotych za metr sześcienny. Czyli tak jak u nas. 

Niedawno były prezes ZWiK Marek Pokora zarzucił wam, że wręcz zaniżacie ceny. To prawda? 

Mogę powiedzieć, że to za czasów poprzedniego burmistrza Bogumiła Czubackiego i prezesa Marka Pokory ceny były zawyżane. Mieszkańcy płacili za tych, którzy nie regulują rachunków za wodę i ścieki.

Jak to możliwe? 

Mówiąc kolokwialnie, przepisy pozwalają nam wrzucić w cenę długi, jakie wobec ZWiK mają odbiorcy. Wtedy te długi pokrywają mieszkańcy płacący regularnie. Oczywiście to podnosi cenę. W poprzedniej kadencji  taka właśnie polityka była prowadzona. Dopiero burmistrz Osiecki znalazł sposób, by przeciąć te praktyki. 

W jaki sposób? 

Największym naszym dłużnikiem był Zakład Gospodarki Mieszkaniowej, a tak naprawdę mieszkańcy budynków administrowanych przez ZGM. Kwota zaległości rosła od lat, przekroczyła w końcu milion złotych. Powołanie do życia Zakładu Gospodarki Komunalnej, jako jednostki budżetowej,  spowodowało, że miasto miało prawo wziąć na siebie długi dawnego ZGM. Do 31 marca tego roku ZGK spłacił już 400 tysięcy, a całość zadłużenia ma być uregulowana do końca lipca. To tylko jedna z form wsparcia, jakie burmistrz Osiecki i Rada Miasta udzielają spółce. W tym roku dostaliśmy też od miasta 2,64 mln złotych na podwyższenie kapitału spółki. To dzięki temu ceny wody i ścieków nie rosną już trzeci rok. 

Dlaczego nie realizujecie II etapu inwestycji, co za tym idzie nie sięgacie po kolejne unijne dotacje i nie budujecie kolejnych kilometrów sieci?

To nieprawda, że nie staraliśmy się o środki na realizację II etapu. Złożyliśmy na początku tej kadencji nawet wniosek, ale został odrzucony. Teraz znów staramy się o pozyskanie środków, ale w zdecydowanie mniejszym zakresie. 

Co było powodem odrzucenia wniosku? 

Zbyt niski tzw. wskaźnik koncentracji mieszkańców, czyli mówiąc prościej liczba osób przypadających na kilometr nowo wybudowanej sieci. Na terenach, które pozostały nieskanalizowane wynosi obecnie 56 osób. Przez najbliższe 20-30 lat może osiągnie 90 osób na kilometr. A dofinansowanie, przynajmniej w VII konkursie, do którego przystąpiliśmy, było dla tych, którzy spełniali normę 120 osób na kilometr. 

Na jaki zakres prac i na jaką sumę złożyliście najnowszy wniosek? 

Tylko na część ulicy Żyrardowskiej. Wniosek jest wart 3,5 mln złotych netto. 

Dlaczego nie staracie się o pieniądze na pełen zakres realizacji II etap, czyli na całej ulicy Żyrardowskiej i na osiedlu Wypalenisko?

Na całym tym terenie wciąż nie spełnialibyśmy wskaźnika koncentracji. Poza tym zakres całego II etapu jest wyceniony na 30 mln złotych. Konieczność spłacania kolejnych pożyczek pociągnęłaby za sobą kolejny wzrost cen. 

To dlaczego chcecie realizować kanalizację przy Żyradowskiej?

Mówiąc wprost, mamy tam pewnego klienta. Bloki za wiaduktem korzystają dziś z kanalizacji należącej do PKP. Płacą niemal dwa razy więcej niż wynoszą ceny w mieście. Mieszkańcy proszą wręcz, by przyłączyć ich do naszej kanalizacji. 

Niektórzy lokalni politycy twierdzą, że skoro zbudowaliście sieć o wiele taniej niż zakładano (wstępne szacunki mówiły o nawet 250 mln złotych), to i ceny powinny być niższe i nie ma się czym chwalić.

To znów nieprawda. Wysokość kwoty za jaką została wybudowana sieć, ma tylko częściowy związek z cenami wody i ścieków. Dzięki temu, że na przetargu uzyskaliśmy niższe ceny budowy, wzięliśmy niższy kredyt. Odsetki są więc niższe. Ale większość pozostałych wskaźników mających wpływ na cenę, jest stała. Poza tym chciałbym zauważyć, że kalkulacja dla 250 milionów złotych zakładała, że cena wody i ścieków wzrośnie w 2014 o 13 zł w stosunku do 2010. Tymczasem wydaliśmy na inwestycję ok. 100 mln. Cena między 2010, a 2014 rokiem wzrosła o 2,84 zł. Gołym okiem widać, że udało nam się zdecydowanie obniżyć cenę w stosunku do prognozowanej nawet przy uwzględnieniu różnicy z wartości inwestycji. A przecież napotkaliśmy po drodze wiele kwiatków pozostawionych nam przez poprzedników. 

Co Pan ma na myśli?

A choćby ugodę z 2009 roku z jednym z właścicieli gruntu przy ul. Staszica, na którego terenie od lat 60. znajdował się kolektor sanitarny. Spółka zawarła ją przed sądem w 10 minut. Tyle zajęło dojście do porozumienia,  które w sumie kosztowało nas i wciąż kosztuje ok. pół miliona złotych. Były też dziwne umowy z firmą doradczą Żak. Zapłaciliśmy za nie kilkaset tysięcy złotych. W dokumentach spółki brakuje jakichkolwiek dowodów, że te umowy zostały wykonane, są tylko rachunki

Podczas sesji Rady Miasta przedstawiliście jeszcze inne fakty.  

Jest ich wiele. Choćby sprawa inżyniera kontraktu. W poprzedniej kadencji za obsługę inwestycji o wartości 11,3 mln złotych firma Socotec zainkasowała 664 120 zł, tj. prawie 6% wartości inwestycji.  W obecnej kadencji udało nam się wyłonić firmę Safege za 1,32% wartości inwestycji! W mojej opinii zupełnie niepotrzebnie wydawano też pieniądze na tzw. rating. Firma Fitch miała zainkasować za tę usługę w sumie 430 tysięcy złotych. Po ciężkich negocjacjach udało nam się uratować 340 tys. zł z tej kwoty. 

Zgłosiliście te nieprawidłowości do prokuratury?

Te najbardziej bulwersujące tak, ale sprawy zostały umorzone z uwagi na brak znamion czynu zabronionego.  Nic więcej nie mogliśmy zrobić. Teraz badamy sprawę zniknięcia kilku kilometrów rur. 

Jak to?

W dokumentach firmy nie ma dowodów na to, co stało się z rurami, które stanowiły napowietrzną linię przesyłową wody w Chodakowie. To wszystko działo się za czasów, gdy prezesem spółki był pan Marek Pokora.

Marek Pokora mówił w radiu o wprowadzeniu taryfy progresywnej. O co chodzi?

Rzeczywiście, opowiada dziwne rzeczy, np. o możliwości wprowadzenia dla mieszkańców taryfy progresywnej, sugerując, że to mogłoby obniżyć cenę wody i ścieków dla tych, którzy zużywają jej mało. 

A mogłoby?

Nie, bo taryfa progresywna nie ma racji bytu, jeśli do kanalizacji trafiają w większości ścieki bytowe z prywatnych domów. To taryfa, w której płaci się większą stawkę za wodę, gdy zużywa się jej więcej. Ale można ją wprowadzić tylko na terenach, gdzie są problemy z zaopatrzeniem w wodę, gdzie jej po prostu brakuje. U nas takich problemów na szczęście nie ma. 

W mediach, zwłaszcza w Expresie Sochaczewskim, pojawiają się często opinie, że jeśli nie osiągnięcie tzw. efektu ekologicznego, czyli nie przyłączycie do sieci 11 138 osób korzystających, trzeba będzie zwracać dofinansowanie unijne w wysokości ponad 50 mln złotych. 

Umowa, jaką mamy z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska rzeczywiście nakłada obowiązek osiągnięcia efektu ekologicznego. Ale tam pracują mądrzy ludzie, z którymi jesteśmy cały czas w bardzo ścisłym kontakcie. Przedstawiamy przyrost przyłączy, pokazujemy problemy, z jakimi się stykamy. Jestem pewien, że nie grozi nam zwrot środków, tym bardziej miastu nie grozi z tego powodu bankructwo, co niektórzy próbują sugerować. Na dziś mamy ok. 48% wymaganych przyłączy. Na tle innych miast, które realizowały podobne inwestycje wypadamy naprawdę dobrze. Wszyscy mają problemy  (patrz str. 7) z terminową realizacją efektu ekologicznego. 

Do kiedy zatem planujecie go zrealizować? 

Negocjujemy w tej sprawie z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, co nie zwalnia nas z obowiązku podłączania mieszkańców do sieci. Ostateczną decyzję w tej sprawie podejmuje jednak Ministerstwo Środowiska. Od tego procesu nie ma już jednak odwrotu. Każdy, kto mieszka przy ulicy, w której wybudowano sieć, ma ustawowy obowiązek podłączenia się do niej. Nie wyobrażam sobie, by to było niekorzystne finansowo. Metr sześcienny  ścieków odbieranych przez szambiarkę kosztuje ok. 20 zł. Metr sześcienny zrzucany do kanalizacji 8,92 brutto. Dwa razy taniej!

Dlaczego nie staracie o pieniądze na dofinansowanie przyłączy dla mieszkańców? 

To kolejne wierutne kłamstwo i wprowadzanie mieszkańców w błąd. W ubiegłym roku była taka możliwości i chcieliśmy z niej skorzystać. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska dofinansowywał budowę przyłączy, ale musiało zebrać się co najmniej 50 chętnych. Mimo szerokiej akcji promocyjnej zgłosiło się tylko 12. W tym roku można dostać, ale już tylko pożyczkę oprocentowaną 3,5% w skali roku. Może ją uzyskać ZWiK, ale spłacać będą musieli mieszkańcy. No i musi zgłosić się minimum 25 osób

Były wiceburmistrz Jerzy Żelichowski, a także były prezes spółki ZWiK Marek Pokora w niedawnej audycji radiowej wyemitowanej na antenie Radia Fama sugerowali, że coś dziwnego stało się z niemal trzema milionami złotych, które przekazano z budżetu miasta na rok 2010. dla spółki w celu podwyższenia jej kapitału zakładowego. Ten sam zarzut postawił Jerzy Żelichowski w swoim blogu. opublikowanym najpierw w Internecie, a potem w gazecie e-sochaczew extra. Tezę, jakoby spółka zgubiła gdzieś trzy miliony złotych postawił również Express Sochaczewski. W Internecie pojawiły się wręcz komentarze, że sprawą powinna zająć się prokuratura. Co się stało z tymi pieniędzmi?

Są tam gdzie były. Nigdzie nie wyparowały, nikt ich nie zwracał do budżetu, nie zostały nikomu przekazane, ani zgubione. Z przykrością muszę stwierdzić, że zarówno pan Jerzy Żelichowski, jak i pan Marek Pokora albo chcieli wprowadzić opinię publiczną w błąd, albo nie mają żadnej wiedzy nie tylko na temat kapitału zakładowego Spółki, ale też sposobu jego weryfikacji. Każdą spółkę, także naszą można sprawdzić w Krajowym Rejestrze Sądowym. Może to uczynić każdy obywatel, nie musi do tego posiadać żadnej wiedzy, żadnych uprawnień. Kapitał się nie zmniejszył. Wynosi na dziś 47 517 123,00 zł. Nie ubyło ani złotówki. 

Ale jest jakaś rozbieżność w aktach notarialnych, co sugerował Jerzy Żelichowski.

Akty notarialne to dokument pomocniczy. Zmienialiśmy je zresztą na polecenie Krajowego Rejestru Sądowego. Nie ma w tym krzty niewiadomej, czy jakiejkolwiek nieprawidłowości. Wystarczyło zapytać. Mam wrażenie, że w tej sprawie nie chodziło jednak o dobro publiczne czy troskę o kapitał spółki, a o podważenie zaufania mieszkańców do władz spółki, a co za tym idzie i do właściciela, którym jest burmistrz miasta. W tej sprawie przedsięwzięliśmy odpowiednie kroki prawne. Będziemy chronić interesy spółki. 

Na koniec zatem jeszcze raz proszę powiedzieć dlaczego warto przyłączyć się do kanalizacji? 

Po pierwsze: dlatego, że każdemu z nas powinno zależeć na zdrowiu swoim i swoich bliskich. Szamba, zwłaszcza nieszczelne, temu zdrowiu poważnie zagrażają. Po drugie: bo tego wymagają od wszystkich mieszkańców przepisy ustawowe. Po trzecie: bo się po prostu opłaca. Zrzucanie ścieków do kanalizacji jest dwa razy tańsze niż wywóz szambiarką. Po czwarte: jeśli przyłączą się wszyscy, jest szansa, że ceny spadną. Bo będziemy mieli większą liczbę odbiorców, a co za tym idzie koszty odbioru ścieków rozłożą się na większą liczbę osób.

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Autor tego artykułu: Urząd Miasta w Sochaczewie wyłączył możliwość komentowania.

e-Sochaczew.pl poleca filmy