Wywiad z Marcinem Świetlickim

/ 4 zdjęć
Zdjęcia i foto: Wywiad z Marcinem Świetlickim Koncerty i muzyka sochaczew

Marcin Świetlicki: „To tylko alkohol i papierosy utrzymują człowieka przy życiu!”

  • Wywiad z liderem Świetlików

Marcin Świetlicki-poeta, pisarz...bla bla bla, tak jak mówi to na początku i końcu filmu Wojciecha Smarzowskiego „Małżowina” sam zainteresowany. W zasadzie wszystko już o nim zostało napisane, powiedziane, więc tym razem głos oddajemy samemu Marcinowi Świetlickiemu, z którym miałem przyjemność przeprowadzić wywiad tuż po koncercie jaki zespół Świetliki zagrał w żyrardowskim Centrum Kultury.

Szczerze powiedziawszy nie wiedziałem czego mogę się spodziewać po człowieku, który: „Brejka wszystkie rule” i zachęca: „Nie bądź gnidą, poczuj Freedom”, ale też mającego opinię artysty, który często jest „w nastroju nieprzysiadalnym”, a rzadko kiedy lubi spowiadać się mediom. W obiegowej opinii to raczej typ zblazowanego cynika niż otwartego kompana do rozmowy. Na szczęście Pan Marcin okazał się niezwykle sympatycznym i ciepłym rozmówcą. Całkowitym zaprzeczeniem stereotypów, które wcześniej słyszałem. Rozmawialiśmy standardowo o papierosach, alkoholu i Krakowie, ale też o „robieniu nieporządku w chaosie”, czy... willi Palikota.

Zapraszam do obszernych fragmentów tego wywiadu...


Łukasz „Ch-Fu” Szewczyk: Na samym wstępie chciałbym pogratulować Wam koncertu. Zagraliście przekornie, z dużą dozą nihilizmu, ale bardzo mrocznie, i adekwatnie do dzisiejszej pogody i też publiki. A jak długo zamierzacie jeszcze tak intensywnym blaskiem świecić?

Marcin Świetlicki: Zanosiło się jakieś 2-3lata temu, że już niedługo, ale teraz zatrudniliśmy młodzież i musimy dać im zarobić na ich przyszłe rodziny, wille i te inne rzeczy.

Ł.Sz: A Wy już na nie zarobiliście?

M.Ś. Już dawno zarobiliśmy. Mamy w c..j tych willi.

Ł.Sz: No to się świetnie składa bo znam wielu młodych artystów. Jak byście chcieli jakiś big band złożyć, czy też combo jazzowe to polecam.

M.Ś: Zrobimy kiedyś.

Ł.Sz: A co robiliście w ciągu ostatnich kilku lat?

M.Ś: Koncertowaliśmy, ale graliśmy tylko stare numery, których mieliśmy nieco dosyć. Weszliśmy, więc do studia i nagraliśmy ponad 130 minut nowej muzyki, która w sumie wypełniła trzy płyty. Zmieściło, by się na dwie, ale konceptualnie wyglądało tak, że lepiej będzie jak wydamy trzy. Nagraliśmy w ciągu krótkiego czasu tą muzykę. Odrzutów było naprawdę niewiele i tylko dwie piosenki nagrane w trakcie sesji na płytę nie weszły...Ale ze względu na prawa autorskie, gdyż nie były to nasze kompozycje tylko covery.

Ł.Sz: Można wiedzieć jakie to utwory były?

M.Ś: Nagraliśmy Komedy „Kołysankę” z filmu „Rosemary's Babe”. Problem polegał na tym, że tekst tutaj dopisałem. Gdyby była bez tekstu to pewnie, by nie było problemu. Drugi utwór to już zupełnie inna bajka. Zespół za którego numer się wzięliśmy był coverowany tysiące razy natomiast my wybraliśmy taki utwór, który bodajże jako ich jedyny nigdy nie został przerobiony. Chodzi o Velvet Underground.

Ł.Sz: „Heroin”?

M.Ś: Nie, „Heroin” to wszyscy grali, a za „Murder Mistery” z ich trzeciej płyty nikt się nie zabrał.

Ł.Sz: Wiem, że jesteście przekorni, ale skąd taki pomysł?

M.Ś: Nasz kolega, który zbiera wszystkie możliwe covery podsunął nam taki pomysł wskazując, że tego numeru nikt nie przerobił i spytał się czy my byśmy nie mogli tego nagrać, więc weszliśmy do studia i nagraliśmy ją bez problemu. Po sesji stwierdziliśmy jednak, że podarujemy go jemu. Jest on teraz jedynym posiadaczem coveru „Murder Mistery” na świecie (śmiech).

Ł.Sz: Jak myślicie: Czy uda się tą batalię Wam kiedyś wygrać i te nagrania ujrzą światło dzienne?

M.Ś: Ale to nieudolność menadżera jest. Po prostu nie załatwił tego (mówi oczywiście żartobliwie z dużą nutką ironii i fałszywej złośliwości).

Ł.Sz: To pozdrawiamy Pana Piotra ogólnie (śmiech)

M.Ś: Obiecał, że załatwi, ale nie załatwił na czas. Może wydamy je na kolejnej płycie...Jak zmienimy menadżera oczywiście.


Jak bym sobie pomyślał, że jutro nie zapalę kolejnego papierosa to, by nie było sensu żyć”


Ł.Sz: Powiedz mi: Jak myślisz to jest drugie życie zespołu, bo mówiłeś, że byliście bliscy rozpadu?

M.Ś: To już chyba piąte życie...

Ł.Sz: Czyli jesteście niczym kot...

M.Ś. My będziemy chyba mieli więcej żyć niż kot. To już chyba piąte życie. Pozwól, że wymienię nasze wszystkie żywoty: Drugie było jak przyjęliśmy do zespołu Artura Gasika, trzecim życiem było jak do zespołu zaprosiliśmy Bogusława Lindę, czwartym jak wyrzuciliśmy z zespołu Artura Gasika, a to obecnie piąte życie.

Ł.Sz: No to znaczy, że pożyjecie jeszcze. Jaki jest przepis na długowieczność zespołu, że świecicie cały czas tak jasnym blaskiem jako te „Świetliki”?

M.Ś: To tylko alkohol i papierosy utrzymują człowieka przy życiu. Jak bym sobie pomyślał, że jutro nie zapalę kolejnego papierosa to by nie było sensu żyć.

Ł.Sz: A w twoim domu jest problem z alkoholem, czy go nie ma? Powiedz mi jak to jest?

M.Ś: Nie, w moim domu nie ma problemu z alkoholem, bo piję na mieście. W moim domu jest dziwnie, ponieważ jak mam butelkę jakiegoś alkoholu to potrafi ona stać nawet z pół roku. Zazwyczaj jak ludzie do mnie wpadają z wizytą to przyjeżdżają autem, więc się nie napiją. Jak ktoś przyjdzie do mnie kto nie jest autem to mogę się z nim napić. Natomiast alkohol może u mnie stać dniami i nocami i nie pociąga, a na mieście jakoś smakuje inaczej.

Ł.Sz: A jak to jest z tą wojną papierosową („Utwór „Papierosy” z ostatniej płyty zespołu, przyp. Red.)? Czy jest jakiś konflikt pomiędzy palącymi, a nie palącymi? Czy stoisz po określonej stronie?

M.Ś: Ja bardzo lubię zakaz palenia ponieważ uwielbiam swój dym. Natomiast cudzy mnie bardzo wkurza. Jak wchodzę do pomieszczenia, w którym pali sto osób to jestem bardzo wkurzony. Bardzo lubię grać koncerty w miejscach dla niepalących ponieważ ja sobie wtedy palę, a inni nie. Nikt mi swoim dymem nie zawraca głowy. Bardzo lubię to wychodzenie przed knajpę, bo można wiele znajomości zawrzeć, popatrzeć co się dzieje na mieście, a tak w pomieszczeniu to nudne jest.

Ł.Sz: Oglądałeś film Jarmusha „Kawa i Papierosy”?

M.Ś: Jasne, wiele razy.

Ł.Sz. Nadal „Brejkasz wszystkie rule”?

M.Ś: Nieee. To przecież tytuł piosenki Tiny Turner jest. Ona pewnie nadal brejka.

Ł.Sz: W tekście jednej z piosenek z ostatniej płyty śpiewasz, że masz we władaniu Żydów, Polaków itd...

M.Ś: To nie ja. To Pan Bóg.

Ł.Sz: No właśnie Pan Bóg. Czy uważasz, że on się naprawdę tak nami bawi?

M.Ś: Nie, to jest piosenka o złym Bogu. Bo ja uważam, że jest Bóg może i jeden, ale ma różne wcielenia, tzn czasami ma gorszy dzień. To jest piosenka o złym Bogu. Bóg jest cudowny, ale ma też złe dni.

Ł.Sz: Takie wyznanie tego gorszego Boga?

M.Ś: Tak jest.

Ł.Sz: Czy „Sromota”...”Wieczna Sromota” to taki obraz Polski tego co się u nas dzieje od wieków?

M.Ś: Jesteśmy zespołem krakowskim i Stanisław Wyspiański był artystą krakowskim. To jest fragment „Wesela”- wiecznie aktualnej sztuki Wyspiańskiego. W każdym momencie może być odniesiona do współczesnej Polski. My się w to wpisujemy. Wyspiański był wielkim artystą. Ja czuję z nim łączność, bo On nie tylko pisał, ale i rysował. Ja też wydałem książkę z własnymi rysunkami. Sztuki pisał - ja sztuki nigdy nie napisałem, bo byłbym fatalnym dramaturgiem. Witraże robił - ja witraży nie robiłem, Owsiak za to robił, a jak skończył? To już lepiej witraży nie ruszać (śmiech). Wyspiański robił różne rzeczy i ja też robię różne, bo artysta nie może się ograniczać do...grania na altówce np. (tutaj celowo żartobliwie, podniesionym głosem wskazuje w stronę koleżanki z zespołu, która gra na tym pięknym instrumencie). Do tego trzeba jeszcze pięknie tańczyć i umieć różne sztuczki cyrkowe.

Ł.Sz: Rozumiem, że w przyszłości na waszych koncertach będzie można zobaczyć prawdziwy cyrk? Czyli ten Big Band to jakaś opcja jest! Możecie ewentualnie wszyscy w jakieś podwójne role się wcielić?!

M.Ś: Tak, zmierzamy do tego. Michał np. może grać na pianinie i żonglować...

Ł.Sz: A Pan co takiego potrafi jeszcze robić dodatkowego na tej scenie oprócz palenia papierosów, śpiewania i picia wódki?

M.Ś: Ja mogę dodatkowo po linie chodzić.

Ł.Sz: „I Walk the Line” (jakby ktoś nie wiedział to nawiązanie do utworu Johnny'ego Casha, przyp. Red.). Wróćmy jeszcze na chwilę do tego Krakowa. Utwór z nowej płyty zatytułowany„Gotham”. Mógłbyś opowiedzieć historię jego powstania?

M.Ś: Poszedłem sobie latem do kina. Akcja działa się na Śląsku w 2012 roku. Poszliśmy z narzeczoną na „Batmana” i jak wyszliśmy z filmu to od razu mi się ten refren w głowie pojawił. Jak się wyjeżdża z Krakowa do Śląska to mija się ten rozpadający motel „Krak”. Dlatego pojawia się w tekście motyw tego motelu, który gnije i się rozpada. Dawno temu był on bardzo słynny. Tam królowały dziwki, narkotyki i gangsterzy. Piosenka powstawała bardzo powoli, gdyż najpierw była ona śpiewana wierszem później tekst zmieniłem, a chłopcy skomponowali cudną muzykę.

Ł.Sz: Klimat jest bardzo mroczny. Jak na zespół, który ma w swojej nazwie „Świetliki” to zarówno w swojej muzie, jak i na okładkach płyt mało dosyć tego światła. Zazwyczaj mrok dominuje...

M.Ś: Tak, ale ja już to powoli przełamuję i zespół też to niedługo przełamie...

Grzegorz Dyduch (basista i założyciel grupy): A „Przełamując Fale” oglądał Pan?

Ł.Sz: Oczywiście.

G.D: No właśnie to my też je przełamujemy.

M.Ś: Nowa okładka mojej książki z wierszami jest bardzo kolorowa. Następna nasza płyta będzie potwornie kolorowa. Odchodzimy od czerni.

Tomasz Radziszewski (gitarzysta): Zmierzasz w stronę tęczy(śmiech)

M.Ś: Tęczę omijamy szerokim łukiem, dobra?!

T.R: Bo w krainie Marcina nie pada deszcz. Zawsze świeci słońce.

Ł.Sz: Chyba, że złoty deszcz.

M.Ś: Złoty deszcz jest mojej krainie nieobcy (Konwulsyjny, głośny śmiech wszystkich)


Z piosenkami tak jest, że one niekoniecznie wyrażają to co myśli sobie ich autor.”


Ł.Sz: No dobra to skończmy te bezeceństwa i wróćmy do tego Krakowa. W utworze „Opluty” śpiewasz, że niestety pomyliłeś się, że ten Kraków nie będzie należał do Ciebie, bo tam jest i Turnau, Tischner...

M.Ś: I Preissner...

Ł.Sz: I gołębie, i te wycieczki...i właśnie to wszystko zabiera Ci ten Kraków. A jak to jest obecnie?

M.Ś: Obecnie się wyniosłem z centrum miasta na Kazimierz.

Ł.Sz: Też w Kazimierzu spędziłem wiele mistycznych chwil. Aha nie mówisz o Kazimierzu Dolnym.

M.Ś. Nie, ale Kazimierz Dolny to miejsce, gdzie się wychowałem.


Tutaj odeszliśmy nieco od tematu, zaczęliśmy rozmawiać o kwaśniewskich i ich „związku” z Kazimierzem Dolnym, a także willi Palikota w Lublinie. Padła nawet propozycja by zadedykować mu jakiś utwór Świetlików, np. „Psa”, (cover The Stooges „I Wanna Be Your Dog”, przyp. Red.). Okazja ku temu znakomita ponieważ Świetliki mają zagrać na wiosnę koncert w Lublinie, w odległości kilkuset metrów od tejże willi Palikota


Teraz mam jedną małą uliczkę, którą chodzę sobie. To mi w zupełności wystarczy.”



M.Ś: Najpiękniejsza willa w Lublinie należy do Palikota! Jak będziemy tam grali to zrobimy manifestację pod jego domem”. Myślałem o „Karolu Kocie”. O właśnie Karola Kota zmienimy na Palikota...

Ł.Sz: Od razu mi się skojarzyło z innym utworem, w którym jest pewna ciekawa postać, a mianowicie „Henryk Kwiatek”. Możesz opowiedzieć nieco o tej postaci i samym tekście?

M.Ś: A to jest dziwne zupełnie, bo kompletnie nie wiem skąd mi przyszedł ten tekst i ta postać. Henryk Kwiatek pojawia się jako taka postać w „Ulissesie” w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego. W oryginale ta postać nazywa się inaczej oczywiście.

Ł.Sz: Wydawała Ci się postacią jakąś mroczną?

M.Ś: Nie, nazwisko mi się spodobało. Henryk Kwiatek wydawało mi się tak jakoś „śmisznie”. Jechałem tramwajem linii 8 i ta historia mi wtedy przyszła.

Ł.Sz: Coś jest na rzeczy z tymi tramwajami chyba...

M.Ś. Teraz tramwajami już nie jeżdżę, ale dużo tekstów, pomysłów czerpałem jeżdżąc tramwajami. W aucie też nie bardzo mi się pisze, w samochodzie nie, ale w pociągach tak. Obecnie raczej często chodzę. Chodząc też mam pomysły, ale nie mam tak naprawdę gdzie chodzić, bo wszystko, co potrzebuję mam w zasięgu pięciu minut. W innych dzielnicach niż Kazimierz rzadko bywam. Jak z psem raz na kwartał wybieram się do weterynarza to wtedy jadę tramwajem właśnie do innej dzielnicy.

Ł.Sz: Ten Kraków nadal jest Twój? Czy czujesz z nim związek?

M.Ś: Teraz mam jedną małą uliczkę, którą chodzę sobie. To mi w zupełności wystarczy. Tam mam kilku kolegów.

Ł.Sz: Jak uważasz: Nadal „Trzeba krwi. Bagnet na broń”?

M.Ś: To napisał Broniewski. Ja się tylko wygłupiałem na bazie tego tekstu. Z piosenkami tak jest, że one niekoniecznie wyrażają to co myśli sobie ich autor.

Ł.Sz: Lubisz często przytaczać, przywoływać, czy też bawić się słowami, które zostały wcześniej przez kogoś wymyślone?

M.Ś: Tak, choć nie robię tego aż tak często. Tylko wtedy, gdy zajdzie wyraźna potrzeba. Nie jestem jak Grzegorz Turnau, który gdy potrzebuje do swego utworu tekstu to wertuje książki z poezją, gdyż sam biedaczek nie potrafi niczego napisać, a uważa się za poetę.

Ł.Sz: Cóż cytując: „Cicho sza”.

M.Ś: No tak. W każdym razie to nie jest tak. Ja w młodości miałem taką małpią umiejętność, że umiałem zapamiętywać cudze utwory. Znałem ich na pamięć kilkadziesiąt. Potrafiłem je zinterpretować. Nie uczyłem się ich na pamięć, ale one we mnie właziły.

Ł.Sz: Jakie były twoje największe inspiracje literackie podczas Twojej kariery?

M.Ś: Jako nastolatek czytałem mnóstwo. Wszystko co wchłonąłem przetrawiłem. Teraz, gdy chcę sobie coś dobrego poczytać to sam piszę. W tym momencie nie wskażę żadnego mistrza. Literaturę przewaliłem jako nastolatek. Koledzy się dziewczynami interesowali, mieli inne zajęcia , a ja czytałem wiersze, prozę... i głupiałem trochę od tego. A teraz zarabiam na tym pieniądze (Śmiech)

Ł.Sz: Kto Ci zrobił ten „Nieporządek w chaosie”?

M.Ś: Tekst powstał potwornie dawno temu. Stał się piosenką kilkanaście lat po tym. Opowiadał o tym po prostu jak jedna baba mnie rzuciła. Co ciekawe ta kobieta już nie żyje. Taka ciekawostka: jedna z moich kobiet już nie żyje, ale to było w sumie bardzo dawno temu.

T.R: Wtedy jeszcze Marcin mordował swe dziewczyny (śmiech)

Ł.Sz: I tym oto miłym akcentem kończymy wywiad. Dziękuję serdecznie i zapraszam do Sochaczewa.

M: Dziękuję. Czekam na kontakt i postaramy się pojawić.

P.S. Dziękuję miłym ludziom z Centrum Kultury w Żyrardowie, a także menadżerowi Świetlików za pomoc przy przeprowadzeniu tego wywiadu.

Wywiad przeprowadził i spisał: Łukasz „Ch-Fu” Szewczyk

Zdjęcia: Maja Pawlik

Zdjęcia Motelu "Krak" pochodzą ze strony: http://krakowexploration.blogspot.com

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy