Wywiad z sochaczewskim podróżnikiem, zdobywcą Spitsbergenu

/ 4 komentarzy

Ciekawi Ludzie, Ciekawe Historie

Marcin Orliński- W Drodze na Szczyt


Są ludzie, którzy poświęcają naprawdę wiele czasu i siebie dla pasji. Kolejną taką postacią, z którą rozmawiamy w ramach cyklu ‘Ciekawi ludzie, ciekawe historie’ jest Marcin Orliński.

To on wraz z dwoma młodymi ludźmi niedawno znalazł się na ustach całego Sochaczewa (i nie tylko) za sprawą wyprawy na Spitsbergen.

Alpinista, trekkingowiec, podróżnik, fascynat historii i uczestnik bractwa rycerskiego w jednej osobie. Poniżej wywiad z tym jakże ciekawym osobnikiem.


Łukasz Szewczyk- Kulturka: Opowiedz mi na początek jak doszło do tego, że Twoje marzenia o zdobywaniu szczytów górskich, docieraniu do najdalszych zakątków naszej planety stały się faktem. Skąd taki pomysł na życie?

Marcin Orliński: Wszystko rozpoczęło się od podróży po Polsce. Na początku były to podróże z rodziną, bratem, głównie wyjazdy krajoznawcze. Potem sam zacząłem wyciągać swoich znajomych na różne wypady w góry. W technikum byłem związany z PTTK (Polskie Towarzystw Turystyczno Krajoznawcze), więc zwiększyła się perspektywa wszelkich wyjazdów, ale były to nadal podróże po Polsce. Na początku studiów rozpoczęły się wyjazdy w góry poza Polskie granice: na Ukrainę i do Rumuni. Potem miałem kilka lat przerwy ze względów finansowych i rodzinnych. Jakieś trzy lata temu, głównie pod wpływem Przemka Kardy, znów rozpocząłem przygodę z podróżami. Teraz staram się, żeby tych podróży było jak najwięcej.

Ł.Sz: Kto jeszcze oprócz ciebie wchodzi w skład waszej grupy?

M.O.: W skład naszej grupy wchodzą głównie studenci UKSW i Uniwersytetu medycznego, osoby z Sochaczewa, Warszawy, Łodzi. Ponieważ nie jesteśmy (jeszcze) formalną grupą to skład jest bardzo luźny. Jak do tej pory najwięcej podróży miałem przyjemność spędzić z Przemkiem Kardą i Pawłem Gzulą. Tak jak i ja obaj pochodzą z Sochaczewa.

Ł.Sz: Co uważasz za wasze największe dokonanie, sukces?

M.O.: Dla każdego jest to coś innego. Dla mnie w zasadzie, każdy wyjazd, każda podróż to swoisty wyczyn. Ze względu na rodzinę, którą muszą zostawić i za którą zawsze tęsknię. Dla mnie każda podróż związana jest z pokonaniem jakiejś granicy, która jak się okazuje tkwi tylko i wyłącznie w mojej głowie, bo po fakcie okazuje się że tak naprawdę nie było to takie trudne jak zakładałem. Pierwszy wyjazd zagraniczny, pierwszy wyjazd do Afryki, czy na obszar pola podbiegunowego.

Ł.Sz: Czytając relacje z waszych wypraw zarówno na stronie internetowej www.wanderer.com.pl jak i na e-sochaczew natknąłem się na tajemnicze pojęcie: 'trekking'. Przybliż nam wszystkim jego znaczenie.

M.O.: Trekking to nic innego jak piesze wędrówki. Trekking kojarzony jest zwykle z noszeniem całego dobytku na swoim grzbiecie i przejściem jakiejś trasy zajmującej więcej niż jeden dzień. To odróżnia od krótkich wycieczek. W przypadku gór, tam gdzie kończy się trekking rozpoczyna się wspinaczka, czyli dopóki można iść tylko na nogach, czy przy wsparciu kijków trekkingowych jest to trekking. Gdy teren wymaga bezpośredniego użycia rąk, trekking płynnie przechodzi we wspinaczkę i alpinizm.

Ł.Sz: Z tego co się orientuję oprócz alpinizmu, trekkingu zajmujesz się również wyrobem biżuterii i akcesoriów rycerskich, a także czynnie uczestniczysz w bractwie rycerskim. Współtworzysz 'Księstwo Draconii Czarnej' , w którym to jak piszecie na swojej stronie internetowej zajmujecie się odtwarzaniem historii żywej. Opowiedz naszemu pismu o tym.

M.O.: Oprócz podróży, rzeczywiście mam też inne pasje J. Wspomniane „Księstwo Draconii” do którego należę, zajmuje się tak zwanym odtwórstwem historycznym, czyli próbą odtwarzania rzemiosł i życia jak przed wiekami. Taki ruch odtwórczy kojarzony jest najczęściej z walkami rycerskimi jakie można oglądać przy okazji różnych festiwali czy choćby Dni Sochaczewa. Choć samo określenie rycerstwo, a tym bardziej bractwo nie jest w tym kontekście poprawne, ponieważ okres którym się zajmujemy to głównie XI wiek Część naszej zabawy jest związana z walką – to w sumie najbardziej widowiskowa część J, ale kładziemy też duży nacisk na życie codzienne, dla przykładu w grudniu byliśmy w skansenie na Wolinie gdzie mieszkaliśmy w chatach drewnianych, śpiąc pod skórami, pracując w ubraniach i butach, które szyjemy we własnym zakresie według znalezisk i ikonografii z wspomnianej epoki. W ramach tegoż odtwórstwa, wykonywałem biżuterię odlewaną z mosiądzu w oparciu o znaleziska historyczne. Piszę w czasie przeszłym, bo niestety w ostatnim czasie ze względu na brak czasu trochę zaniedbałem to ostatnie.

Ł.Sz: Czy łatwo jest w dzisiejszych czasach, niezbyt przyjaznych dla ludzi z pasją, dla których pieniądze nie są najważniejsze, realizować swoje pasje?

M.O:Mówi się, że dla chcącego nic trudnego. Z jednej strony mógłbym się z tym zgodzić, ale jest kilka „ale”. Każde hobby kosztuje i to nie mało. Jako student cierpiałem pod tym względem bardziej niż teraz, ale za to teraz dochodzą inne trudności. Przede wszystkim konieczność rozstania się z rodziną, ale także ograniczenia wynikające z „przydziałowego” urlopu rocznego. Do tego pracodawcy nie chętnie puszczają na dłuższe urlopy. Jeśli ktoś jest w stanie pogodzić swoje pasje z pracą i rodziną, albo jeszcze lepiej jeśli ktoś jest w stanie utrzymać siebie i rodzinę na bazie swoich pasji to dla takiej osoby zapewne jest to łatwe. Mi niestety nie jest łatwo, tym bardziej że póki co jestem jedynym żywicielem rodziny J

Ł.Sz: Czy masz jakiś idoli, ludzi, których wyczyny sprawiły, że zacząłeś zajmować się alpinizmem, wspinaczką, dzięki którym realizujesz swą życiową pasję?

M.O:Oczywiście jest wiele takich osób i nie są to osoby związane tylko ze wspinaczką. Mógłbym tu wymienić Jacka Pałkiewicza, Marka Kamińskiego. Z ludzi gór to na pewno Jerzego Kukuczkę i Reinholda Messnera.

Ł.Sz: Opowiedz o waszym ostatnim dokonaniu, czyli wyprawie na Spitsbergen

M.O:Spitbergen to wyspa należąca do archipelagu Svalbard, będąca pod jurysdykcją Norweską, leżący w rejonie arktycznym. W wyprawie uczestniczyły trzy osoby: Przemysław Karda, Paweł Gzula i Marcin Orliński czyli ja. Wyprawa odbyła się pod koniec sierpnia i trwała około dwóch tygodni. Naszym celem było poznanie na własnej skórze jak wygląda lato w surowym regionie polarnym. Polecieliśmy samolotem do miejscowości Longyearbyen z przesiadką w Oslo. Po wypożyczeniu broni – koniecznej gdy wyrusza się poza teren miasta ze względu na niebezpieczeństwo napotkania misiów polarnych - udaliśmy się w kilkudniowy trekking. Teren bardzo surowy niemal księżycowy, brak jakichkolwiek drzew czy wyższych krzewów. W dolinach trawy o bagna z lodowatą wodą. Po opuszczeniu obszaru w ścisłym sąsiedztwie Longyearbyen gdzie porozrzucane są drewniane domki, spotkaliśmy tylko kilka osób. Przez kilka dni towarzyszyły nam tylko renifery i jednego wieczoru lis polarny, który wyczuł jedzenie. Odwiedziliśmy starą opuszczoną rosyjską stację badawczą i weszliśmy na grzbiet o wysokości trochę ponad 1000 m.n.p.m. To tak w telegraficznym skrócie. Po więcej zapraszam na naszą stronę www.wanderer.com.pl gdzie można też zobaczyć zdjęcia z tej i innych wypraw.

Ł.Sz: Czy macie już jakieś dalsze plany na przyszłość, jeśli tak to jakie?

M.O:Planów zawsze jest dużo. Z tego co mam nadzieję uda się zrealizować w niedalekiej przyszłości, to chciałbym udać się w Ladakh. To część dawnego królestwa Tybetańskiego obecnie należące do Indii. Region górzysty leżący miedzy Himalajami i Karakorum, gdzie większe miasto Leh leży na wysokości 3500 m.n.p.m. Mam nadzieję że uda się wyruszyć w sierpniu lub wrześniu tego roku.

Ł.SZ: Powiedz na sam koniec kilka słów naszym czytelnikom

M.O:Wszystkich czytelników gorąco zachęcam do podróżowania, nie tylko poza granicę naszego państwa, ale przede wszystkim do podróży po naszym kraju, nawet na krótkie wypady na jeden dzień, czy to pieszo czy rowerem, czy z dzieckiem na sankach. Sam często staram się z rodziną chodzić na wycieczki do pobliskiej Puszczy Kampinoskiej. Wystarczy się rozejrzeć, bo często nie wiemy że pod samym nosem mamy coś wartego obejrzenia J

Ł.Sz:Dzięki wielkie za wywiad i powodzenia w następnych wojażach.

M.O:Nie dziękuję żeby nie zapeszać ;-)

Tekst i wywiad: Łukasz ‘Ch-Fu’ Szewczyk

więcej informacji o MARCINIE ORLIŃSKIM, jego kompanach i pasjach na tych stronach:

www.draconia.pl
www.wanderer.com.pl
www.orel.pl

 



0
Oceń
(0 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (4)

BfPBfP
0
O Matko Boska, ze ZDOBYWCOM Spitsbergenu????? Drogi autorze, może by tak pożyteczniej było podstawówkę odwiedzić? (2009-02-10 19:33)
luciferatuluciferatu
0
'Drogi autor' przyznaje się do tego karkołomnego błędu i zważywszy na fakt, że skończył Filologię polską ze stopniem magistra, to jest on dla niego jeszcze bardziej bolesny. Dziękuję za wychwycenie owego błędu:)
Pozdrawiam
P.S. Mam nadzieję, że rola Pana nie ogranicza się do siedzenia przed netem i wyłapywania czyiś głupich błędów?!
(2009-02-12 20:25)
BfPBfP
0
Nie, nie jest to moim celem, tym bardziej na informacyjnej stronie naszego miasta. Przepraszam za histeryczny ton, ale w mediach na każdym kroku zwalają z nóg takie byki, że naprawdę trudno ocenić, które są wynikiem niedopatrzenia czy zmęczenia autora, a które efektem jego świadomego działania. Każdemu jednak może się czasem zdarzyć, nawet magistrowi filologii. Pozdrawiam i życzę kolejnych udanych wywiadów. (2009-02-13 00:52)
luciferatuluciferatu
0
Wiem, także to zauważyłem, szczególnie na portalach typu onet, czy wp. Kłuje aż w oczy, ale teraz sam 'babola' strzeliłem:) Dzięki za zwrócenie uwagi i dobre słowo na koniec
Pozdrawiam (2009-02-13 01:16)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy