Zmieniajmy świat i siebie. Tak niewiele trzeba, by pomagać innym...

/ 2 zdjęć
Zdjęcia i foto: Zmieniajmy świat i siebie. Tak niewiele trzeba, by pomagać innym... Sochaczewianie - sylwetki sochaczew

Kiedyś Jan Paweł II powiedział: „Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest i nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi”. Myślę, że te piękne słowa w pełni podkreślają idee wolontariatu. Są to słowa, którymi powinien kierować się w życiu każdy człowiek, bo przecież pomoc drugiej osobie, szczególnie tej nieznajomej mnoży dobro i siły w naszych sercach.


Wolontariat ma wiele wymiarów. Ciężko jest ubrać w parę słów całą jego idee, która zawiera w sobie zarówno poświęcenie, ofiarność, jak i wdzięczność. Wolontariat jest sposobem na kształtowanie człowieczeństwa, to spotykanie ludzi i pacjentów oraz bezpośredni z nimi kontakt, dla których uśmiech, dobre słowo potrafią wiele zdziałać. Pomoc innym daje nam satysfakcję i nagrodę w postaci uśmiechu obdarowanego.


Podziwiam wolontariuszy za wiele rzeczy: za to, że ich doba w niesamowity sposób „się wydłuża”, za to, że materializm nie ma dla nich znaczenia, za to, że są totalnie bezinteresowni i za to wreszcie, że często traktują obcych sobie ludzi, jak rodzinę…


Swoje pierwsze spotkanie z wolontariatem miałam w gimnazjum, gdzie zainteresowałam się działalnością Jurka Owsiaka. Na jednym z finałów zbierałam pieniądze i zajmowałam się pracą w sztabie. W szkole średniej wraz z grupą koleżanek i kolegów odwiedzaliśmy bardzo często dzieci ze świetlicy „Kleks” w Sochaczewie pomagając im w nauce i bawiąc się z nimi. To niesamowite uczucie sprawiać komuś radość, zwłaszcza dzieciom. Ich uśmiech tak wiele znaczy… Niestety zbyt szybkie przywiązywanie się do nich przekonało mnie, że to nie jest praca dla mnie. Od zawsze chyba brakowało mi samozaparcia, konsekwencji i… czasu, mimo, że przecież wtedy miałam go tak naprawdę „na pęczki”. Moja krótka przygoda z wolontariatem została w moim sercu na zawsze i czegoś mnie nauczyła… 


Przede wszystkim pozwoliła mi na uczestnictwo w wielkich wydarzeniach (WOŚP), bycia organizatorem, gospodarzem, sprawiając, że można się przy tym też świetnie bawić. Nauczył mnie odpowiedzialności i pokory. Uważam jednak, że w gruncie rzeczy trzeba być człowiekiem wyjątkowym, żeby zostać wolontariuszem. Jest to jedno z zajęć, do którego niezbędne jest powołanie. Widać mi go zabrakło. Znam jednak bardzo dobrze osobę, która jest dla mnie wielkim autorytetem i z którą po wielu latach odnowiłam kontakt.


Z K. znam się od czasów szkoły średniej. Zawsze był nietuzinkową osobą. Jest świetnym przykładem na to, że „dobro zawsze zwycięża”! Jeszcze parę lat temu, jak sam mówi, śmiał się z ludzi, którzy robią coś „za free”. W końcu żyjemy w XXI wieku, w czasach komercji, życia w pośpiechu, gdzie zanikają więzi międzyludzkie, a rozwija się świat wirtualny, gdzie wszystko działa jak bumerang: „Paula, wcześniej najważniejsze były dla mnie narkotyki. W nich znalazłem swoich przyjaciół, z nimi budowałem mój własny świat, a to dlatego, że nie doceniłem tego, że prawdziwych przyjaciół miałem zawsze przy sobie –Was”.


Po kilku latach takiego życia mój kolega trafił do ośrodka „Monar” w Wyszkowie założonym w 1982 r. przez Marka Kotańskiego, współpracującym z ruchem ATD Czwarty Świat: „Rozpoczynając terapię w wyszkowskim ośrodku nie potrafiłem wskazać żadnych zainteresowań. Tutaj po raz pierwszy spotkałem się z wolontariatem. Po wielu latach leczenia uzmysłowiłem sobie, że byłem niewolnikiem ciągle tych samych nawyków i przyzwyczajeń. Narkotyki tak zawładnęły moim życiem, że musiałem wyjechać z Sochaczewa, mojego domu rodzinnego i szukać pomocy. ‘Tam’ poznałem różne osoby, które zaraziły mnie tym, co robią (…). Pierwszą moją akcją był piknik i parada Szchumana na ulicach Warszawy i od tamtej pory wszystko się zaczęło. Potem pierwsze podwórkowe biblioteki i uśmiech dzieci, który był dla mnie największą zapłatą (…). Praca wolontaryjna ma duże znaczenie w mojej terapii. Dzięki niej poznałem dużo fajnych osób, w różnym wieku, pochodzących z różnych kultur, które nie patrzą na mnie, jak na narkomana, tylko osobę, z która mogą realizować wiele ciekawych projektów zarówno w kraju, jak i za granicą. Praca w wolontariacie jest dla mnie też pewnego rodzaju sposobem na ‘trzeźwe życie’. Dzięki ośrodkowi i pracy w nim znowu mam uczucia i nie jestem obojętny na innych ludzi. Oprócz współpracy z ATD udzielam się w WOŚP, jak również wraz z pacjentami i nasza kierowniczką organizujemy prelekcje w szkołach na temat narkotyków. Od tego roku jestem tez Członkiem Pokojowego Patrolu. W sierpniu byłem na Woodstocku. Wiele osób nie mogło się nadziwić, że kiedy oni świetnie się bawią, ktoś w tym czasie pracuje. Właśnie z tego ostatniego patrolu mam najwięcej radości, tutaj poznałem Anię. Razem pełniliśmy warty, podczas których kontrolowaliśmy, czy ktoś nie potrzebuje pomocy, pilnowaliśmy stref strażackich i razem z resztą grupy wpuszczaliśmy tam tylko osoby  z upoważnieniami. Tutaj nawiązałem trwała przyjaźń z Anulą…”.


Osoba, której losy opisuję, jest dziś innym człowiekiem -  samodzielnym, wszechstronnym, tolerancyjnym pomocnym: „Paula ja zdaję sobie sprawę, że to gdzie teraz jestem i co robię, osiągnąłem dzięki pracy w wolontariacie. Moje życie odtąd stało się bogatsze o nowe doświadczenia. W ciągu kilku lat zwiedziłem wiele ciekawych miejsc w Europie. Poznałem fajnych ludzi, dzięki którym biegle posługuje się angielskim i włoskim. Wolontariat to dla mnie przygoda – ale taka, która nauczyła mnie odpowiedzialności i dobrej organizacji czasu. Jako wolontariusz napotykam na swojej drodze wiele (często nieprzewidzianych) sytuacji – ale dzięki temu nauczyłem się wiele o sobie, wreszcie poczułem się komuś potrzebny. Nauczyłem się od życia nie tylko brać, ale również dawać. Jednym słowem, znalazłem cel w życiu!” .


Istota wolontariatu należy do najważniejszych i najbardziej intymnych wartości człowieka, niesie w sobie wyzwanie, jakąś tajemnicę, która sprawia, że człowiek przekracza samego siebie. Praca niezarobkowa, jest sposobem na zwolnienie tempa codziennego życia, okazją do spojrzenia z innej strony na rzeczy ważne. To wreszcie doskonały sposób na przełamanie własnej nieśmiałości, okazją do uśmiechu, sposobem na zrobienie czegoś pozytywnego i chwilą, kiedy można poczuć się potrzebnym. 


Wolontariat daje poczucie dobrze wykorzystanego czasu. Dzięki niemu docenia się to, co jest. Przypomina o tym, żeby żyć tak, jakby każda chwila i każdy dzień był pierwszym i zarazem ostatnim dniem naszego życia. Pokazuje, by dostrzegać piękno świata, ufnie angażować się w nowe sytuacje  i jednocześnie robić wszystko tak, żeby niczego nie żałować. Wolontariat to wyzwanie. Nie zawsze mamy czas i ochotę angażować się w działalność charytatywną. Gdy jednak spojrzymy na to z innej strony - że to szansa nauczenia się czegoś nowego, poznania nowych ludzi i emocji, zmieniania świata i siebie, wtedy dostrzegamy, że to sprawa warta zachodu.


„Dobroć serca jest tym, czym ciepło słońca: ona daje życie” – te słowa wypowiedział Henryk Sienkiewicz, który pomagał Polakom podczas zaborów wierzyć w lepsze jutro. Bądźmy więc jak wielcy artyści – sercem tego świata – uczynni i życzliwi. Takich ludzi teraz trzeba, by świat stał się miejscem miłości i wdzięczności. To wszystko zależy od nas samych.


 
Pamiętajmy o tym nie tylko 5 grudnia, kiedy obchodzimy Międzynarodowy Dzień Wolontariuszy – ludzi wielkich serc, ale także w naszym życiu codziennym. Z tej okazji życzę wszystkim wolontariuszom naszego powiatu wielu nowych międzykulturowych, międzypokoleniowych, pozaformalnych doświadczeń, a także zapału i pasji w realizowaniu wolontariackich planów.
 
 
 

 



5
Oceń
(1 głosów)

 

Opinie i komentarze użytkowników (0)

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy