Kilkanaście minut temu odebrałem telefon stacjonarny. Zdążyłem powiedzieć tylko:"słucham" i usłyszałem, że dzwoni do mnie nie byle kto, tylko sam poseł Bronisław Komorowski.Dzwonił , to dużo powiedziane. Poseł Komorowski gadał, ale z taśmy. Oczywiście zachwalał jednego z kadydatów swojej partii startującego w najbliższych wyborach z naszego terenu. Przez kilka sekund słuchałem ochów i achów, zachwytów nad kandydatem nie było końca. Po paru chwilach odłożyłem słuchawkę z małym niesmakiem. Nie życzę sobie bowiem, by kampania wyborcza właziła w buciskach do mojego mieszkania. Jak tak dalej pójdzie, będę zmuszony odbierać telefony od innych posłów. Może nawet usłyszę głos Giertycha czy Leppera? Coraz bardziej zastanawiam się czy nadal korzystać z dotychczasowego operatora telefonu stacjonarnego, który funduje mi takie niespodzianki. A na rekomendowanego przez posła B.K. kandydata nie zagłosuję, tym bardziej dlatego, że sposób prowadzenia jego kampanii nie bardzo mi odpowiada.
Także odebrałem taki telefon, ale moje odczucia są skrajnie różne. Po krótkim wstępie zaczął mówić o sobie rzeczowo sam kandydat. Usłyszałem także rekomendacje dla jego osoby od osób które cenię i szanuję. Oczywiście nie jest to idealna forma kontaktu, ale lepsza niż ulotki.
A żartując, cieszę się, że nie zadzwonił do mnie, jak do Macieja Rybińskiego Tober. Albo sam przewodniczący Olejniczak.
Wczoraj czytałem jedną z gazet lokalnych. Na lekturę poświęciłem niecałe 20 minut. Stało się tak gdyż zamiast artykułów wydrukowane zostały autoreklamy kandydatów. One dobre są na wybory samorządowe a nie parlamentarne. W radiu Tok FM usłyszałem że około 90% wyborców skreśla pierwsze miejsca na listach. Nie baczymy na nazwiska tylko na partie. Tak już jest przy ordynacji proporcjonalnej. Pominąłbym tą kwestię gdyby chociaż te reklamy nie były po prostu żenująco słabe
Bardziej nie zniesmaczył mnie tekst sponsorowany stylizowany na list wydrukwany na drugiej stronie. "Czytelnik" radzi w nim na kogo nie głosować. Sądze, że można by nie publikować tak prymitywnych tekstów.
Kilkanaście minut temu odebrałem telefon stacjonarny. Zdążyłem powiedzieć tylko:"słucham" i usłyszałem, że dzwoni do mnie nie byle kto, tylko sam poseł Bronisław Komorowski.Dzwonił , to dużo powiedziane. Poseł Komorowski gadał, ale z taśmy. Oczywiście zachwalał jednego z kadydatów swojej partii startującego w najbliższych wyborach z naszego terenu. Przez kilka sekund słuchałem ochów i achów, zachwytów nad kandydatem nie było końca. Po paru chwilach odłożyłem słuchawkę z małym niesmakiem. Nie życzę sobie bowiem, by kampania wyborcza właziła w buciskach do mojego mieszkania. Jak tak dalej pójdzie, będę zmuszony odbierać telefony od innych posłów. Może nawet usłyszę głos Giertycha czy Leppera? Coraz bardziej zastanawiam się czy nadal korzystać z dotychczasowego operatora telefonu stacjonarnego, który funduje mi takie niespodzianki. A na rekomendowanego przez posła B.K. kandydata nie zagłosuję, tym bardziej dlatego, że sposób prowadzenia jego kampanii nie bardzo mi odpowiada.
Tu sie zgadzam z Gliną. To juz lekka przesada. By the way, ja już z tego operatora dwano zrezygnowałem i dobrze mi z tym. Grali nie fair.
Także odebrałem taki telefon, ale moje odczucia są skrajnie różne. Po krótkim wstępie zaczął mówić o sobie rzeczowo sam kandydat. Usłyszałem także rekomendacje dla jego osoby od osób które cenię i szanuję. Oczywiście nie jest to idealna forma kontaktu, ale lepsza niż ulotki.
A żartując, cieszę się, że nie zadzwonił do mnie, jak do Macieja Rybińskiego Tober. Albo sam przewodniczący Olejniczak.
Wczoraj czytałem jedną z gazet lokalnych. Na lekturę poświęciłem niecałe 20 minut. Stało się tak gdyż zamiast artykułów wydrukowane zostały autoreklamy kandydatów.
One dobre są na wybory samorządowe a nie parlamentarne. W radiu Tok FM usłyszałem że około 90% wyborców skreśla pierwsze miejsca na listach. Nie baczymy na nazwiska tylko na partie. Tak już jest przy ordynacji proporcjonalnej. Pominąłbym tą kwestię gdyby chociaż te reklamy nie były po prostu żenująco słabe
Bardziej nie zniesmaczył mnie tekst sponsorowany stylizowany na list wydrukwany na drugiej stronie. "Czytelnik" radzi w nim na kogo nie głosować. Sądze, że można by nie publikować tak prymitywnych tekstów.