dlaczego chciano mi wlepic mandat za zalatwianie potrzeby fizjologicznej w ciemnym miejscu o godz 22:45 . na dodatek w sniezyce. GDZIE ZATEM O TEJ GODZ. MOZNA SIE ZALATWIC W TYM MIESCIE ?
Dlatego, ze sikanie nawet w ciemnym miejscu, w snieżycę i niewazne, o której godzinie w miejscu, które nie jest do tego przeznaczone jest wykroczeniem.
Fakt mój znajomy kiedys o 3 w nocy zpstał zatrzymany w parku z instrumentem w reku i sie postawił. Nie przyjął mandatu i w sadzie sprawę wygrał bo była niska szkodliwośc czynu.
ja jestem jak najbardziej za karaniem delikwentów szczających w róznych dziwnych miejscach, ale to zalezy od okoliczności sytuacji i własnie tego miejsca.
Drzewo w parku i np. przystanek czy brama to sa miejsca publiczne ale każde jakze inne.
Za miejsca publiczne powinno się uważać : place i ulice, stałe szlaki turystyczne, obszary kolejowe, pasy drogowe dróg publicznych, drogi wodne z brzegami, dostępne tereny portów i przystani, lotnisk cywilnych, tereny zieleni uzytku publicznego ( parki, skwery itp ), cmentarze, miejsca upamiętnienia walki i męczeństwa narodu polskiego, wnętrza obiektów użyteczności publicznej oraz przynależne do tych obiektów ogrody i dziedzińce dostępne dla ogółu. Czyli chyba ta brama to nie miejsce publiczne.
Mandat winien się należeć także wszystkim właścicielom czworonogów, których pupile robią kupę wszędzie gdzie popadnie, a potem człowiek trafia na taką niespodzianke i klops. Obrzydliwe
Nie będzie git, ale za sikanie, rzucanie mięsem, prowadzenie psa bez kagańca i smyczy, picie napojów wyskokowych w miejscu publicznym możesz od uprawnionych urzędników publicznych otrzymać mandat. Natomiast jeżeli kamienica nie jest obiektem użyteczności to właściciel nie może w przypadku sikania w bramie ukarać sprawcę mandatem ale dochodzić swoich praw inną drogą.
Grabiec nie ma racji. Miejsce publiczne to takie, gdzie może mieć dostęp każdy, bliżej nieokreślona grupa osób czyli zarówno ulica, jak i brama czy tez np. basen, kino, kościół itd. Dabliu Ty nie zostałeś spisany za stanie na czatach. Skoro się czaiłeś i wyglądałeś podejrzanie policjanci wylegitymowali Cię, żeby wiedzieć cóż to za osobnik ...
Chyba ostry Ty nie masz racji. Teren bram i klatek schodowych w kamienicach / prywatnych / np przy Warszawskiej i Staszica nie jest miejscem publicznym. Gdyby tak było to zamknięcie wejścia do kamienicy lub do klatki w bloku i założenie domofonu byłoby nielegalne a tak nie jest.
Ja się nie czaiłem tylko "na bezczela" się śmiałem z moich kumpli... a miałem wtedy chyba coś koło 16 lat i był biały dzień... więc nie wiem czemu miałbym "wyglądać podejrzanie"...
Mam wspaniałą informację, Zrobię w Centrum ubikację!
Bo kto przyjdzie na Mój plac, To nie będzie miał gdzie s..ć!
Święta racja jest okazja, By nareszcie się wykazać!
Na ten pomysł nie wpadł nikt, Więc go zrobię szybko w mig!
Budżet na tym nie ucierpi, I nie będzie już udręki!
I wyborcy się ucieszą, Gdy na koncert Mój pospieszą!
c.d.n. Pozdrawiam
Przepraszam autorke tego wierszyka za wkorzystanie jej tworczosci ,ale jest okazja zeby pokazac problem w naszym miescie.Drodzy Burmistrzowie macie pole do popisu w tak prostej potrzebie fizjologicznej. Bo jesli przypadek dotknie goscia naszego miasta to co zrobic,chyba korzystac z natury i lac gdzie popadnie ,a nie tlumaczyc wszystkim zasady,czy przepisy-ostry.
Ja mieszkam w bloku przy ulicy 600-lecia. Często ludzie parkują samochody na parkingu przed naszym blokiem - zwłaszcza ci przyjeżdżający na rynek. I tu ciekawostka. Bardzo często załatwiają się na trawniku "za drzewkiem". Tylko że z bloku widoki są wtedy, rzekłabym, nieciekawe... Zza drzew wystają gołe tyłki wypięte prosto w nasze okna... Lato, czy zima, przez okno wyjrzeć nieprzyjemnie. I to w dzień!
Dla Grabca: Jeszcze powracam do naszego sporu. Poniżej przedstawiam interpretacje prawną, z której wynika, że na klatce schodowej sikanie tez jest zabronione.Pozdrawiam. Miejsce publiczne to miejsce ogólnie dostępne. Może nim być miejsce, do którego wstęp ma każdy bez ograniczeń, np. ulica, plac, park, sklep, jak również miejsce wymagające posiadania określonej karty wstępu (biletu, zaproszenia), np. kino, stadion sportowy, tramwaj, czyli miejsce dostępne dla bliżej nieokreślonej liczby osób. Podobnie pojęcie to określa A. Marek podając, że jest nim miejsce dostępne większej i nieoznaczonej liczbie osób. M. Sosnowska, opierając się na doktrynie oraz orzecznictwie SN, wyjasnia: „Miejsce publiczne to takie, do którego mają dostęp osoby indywidualnie i liczbowo nieokreślone. Nie będzie nim cela więzienna czy zamknięte pomieszczenie, do którego nikt postronny nie ma wstępu, będzie to natomiast jadalnia, dziedziniec, czy klatka schodowa”. Zdaniem S. Dałkowskiego, kwestia znaczenia pojęcia „miejsce publiczne” została ostatecznie wyjaśniona w wyroku SN z dnia 9.11.1971 r., VKRN 219/71, OSNPG 1972, nr 2, poz. 25, gdzie przyjęto, że za „miejsce publiczne” uważa się każde miejsce dostępne dla nieokreślonej liczby osób. Nie można więc w całości zgodzić się ze stanowiskiem sądu, według którego „czyn (z art. 51 k.w.) musi być popełniony w miejscu, do którego dostęp jest niczym nieograniczony dla nieokreślonej liczby osób”, zaś „dostęp niczym nieograniczony” dotyczy miejsc, do których jest on całkowicie swobodny, nieograniczony godzinowo ani mechanicznie (bramami, drzwiami lub innymi przeszkodami). Sąd stosuje wykładnię znacznie ograniczającą zakres znaczeniowy pojęcia miejsca publicznego. Podane wyżej definicje „miejsca publicznego” nie uprawniają do tak wąskiego, jak uczynił to sąd, pojmowania tego pojęcia. Ograniczoność dostępu do określonego miejsca nie musi oznaczać, iż nie jest ono miejscem publicznym. Dla uznania danego miejsca za publiczne wystarczy stwierdzenie, że dostęp do niego ma bliżej nieokreślona liczba osób (każdy). Dostęp ten może jednak być ograniczony zarówno czasowo jak i mechanicznie, a niekiedy koniecznością spełnienia jakiegoś warunku, np. posiadania biletu wstępu, przepustki itp. Za absurdalne należy uznać stanowisko, w świetle którego nie jest wykroczeniem z art. 51 k.w. zakłócenie wybrykiem seansu w kinie, ponieważ sala kinowa jest miejscem, do którego dostęp jest w pewnym stopniu ograniczony (np. określoną liczbą miejsc, potrzebą posiadania biletu wstępu, a także czasowo). To nie ograniczenie czasowe, mechaniczne lub inne, lecz charakter i właściwości danego miejsca powinny decydować o tym, czy jest ono publiczne, czy nie. Zasadniczą kwestią przy określaniu charakteru takiego miejsca jest to, czy jest ono dostępne dla bliżej nieokreślonej liczby osób i to niezależnie od tego, czy wstęp do niego jest wolny, czy nie. Nie ma więc podstaw do przyjmowania, jak uczynił to sąd, że miejscem publicznym jest miejsce, do którego „dostęp jest niczym nieograniczony dla nieokreślonej liczby osób”, czyli całkowicie swobodny, nieograniczony godzinowo ani mechanicznie (bramami, drzwiami lub innymi przeszkodami). W świetle powyższego, miejscami publicznymi są: klatki schodowe bloków mieszkalnych, choćby dostęp do nich był ograniczony np. poprzez zainstalowanie domofonu, zarówno małe jak i duże sklepy, zakłady pracy (biura, place budowy itp.) z wyjątkiem zamkniętych pomieszczeń, gdyż dostęp do tych miejsc mają bliżej nieokreślone osoby, a nie tylko wyłącznie indywidualnie oznaczone osoby, np. lokatorzy lub właściciele mieszkań.
dlaczego chciano mi wlepic mandat za zalatwianie potrzeby fizjologicznej w ciemnym miejscu o godz 22:45 . na dodatek w sniezyce. GDZIE ZATEM O TEJ GODZ. MOZNA SIE ZALATWIC W TYM MIESCIE ?
Przyzwoitosc nakazywalaby w domu.
Dlatego, ze sikanie nawet w ciemnym miejscu, w snieżycę i niewazne, o której godzinie w miejscu, które nie jest do tego przeznaczone jest wykroczeniem.
Fakt mój znajomy kiedys o 3 w nocy zpstał zatrzymany w parku z instrumentem w reku i sie postawił. Nie przyjął mandatu i w sadzie sprawę wygrał bo była niska szkodliwośc czynu.
ja jestem jak najbardziej za karaniem delikwentów szczających w róznych dziwnych miejscach, ale to zalezy od okoliczności sytuacji i własnie tego miejsca.
Drzewo w parku i np. przystanek czy brama to sa miejsca publiczne ale każde jakze inne.
Za miejsca publiczne powinno się uważać : place i ulice, stałe szlaki turystyczne, obszary kolejowe, pasy drogowe dróg publicznych, drogi wodne z brzegami, dostępne tereny portów i przystani, lotnisk cywilnych, tereny zieleni uzytku publicznego ( parki, skwery itp ), cmentarze, miejsca upamiętnienia walki i męczeństwa narodu polskiego, wnętrza obiektów użyteczności publicznej oraz przynależne do tych obiektów ogrody i dziedzińce dostępne dla ogółu.
Czyli chyba ta brama to nie miejsce publiczne.
Mandat winien się należeć także wszystkim właścicielom czworonogów, których pupile robią kupę wszędzie gdzie popadnie, a potem człowiek trafia na taką niespodzianke i klops. Obrzydliwe
czyli spokojnie mógłbym wejsc w bramę np. Twojej kamienicy i naszczać na ściane albo za drzwi i będzie git?
a w parku gdzies pod drzewem to już źle?
Nie będzie git, ale za sikanie, rzucanie mięsem, prowadzenie psa bez kagańca i smyczy, picie napojów wyskokowych w miejscu publicznym możesz od uprawnionych urzędników publicznych otrzymać mandat. Natomiast jeżeli kamienica nie jest obiektem użyteczności to właściciel nie może w przypadku sikania w bramie ukarać sprawcę mandatem ale dochodzić swoich praw inną drogą.
Ja zostałem spisany za "stanie na czatach" podczas gdy moi znajomi załatwiali swoje potrzeby, a ja się z nich śmiałem... To już dla mnie przegięcie :/
Grabiec nie ma racji. Miejsce publiczne to takie, gdzie może mieć dostęp każdy, bliżej nieokreślona grupa osób czyli zarówno ulica, jak i brama czy tez np. basen, kino, kościół itd. Dabliu Ty nie zostałeś spisany za stanie na czatach. Skoro się czaiłeś i wyglądałeś podejrzanie policjanci wylegitymowali Cię, żeby wiedzieć cóż to za osobnik ...
Chyba ostry Ty nie masz racji. Teren bram i klatek schodowych w kamienicach / prywatnych / np przy Warszawskiej i Staszica nie jest miejscem publicznym. Gdyby tak było to zamknięcie wejścia do kamienicy lub do klatki w bloku i założenie domofonu byłoby nielegalne a tak nie jest.
Ja się nie czaiłem tylko "na bezczela" się śmiałem z moich kumpli... a miałem wtedy chyba coś koło 16 lat i był biały dzień... więc nie wiem czemu miałbym "wyglądać podejrzanie"...
Część XXVI
Mam wspaniałą informację,
Zrobię w Centrum ubikację!
Bo kto przyjdzie na Mój plac,
To nie będzie miał gdzie s..ć!
Święta racja jest okazja,
By nareszcie się wykazać!
Na ten pomysł nie wpadł nikt,
Więc go zrobię szybko w mig!
Budżet na tym nie ucierpi,
I nie będzie już udręki!
I wyborcy się ucieszą,
Gdy na koncert Mój pospieszą!
c.d.n.
Pozdrawiam
Przepraszam autorke tego wierszyka za wkorzystanie jej tworczosci ,ale jest okazja zeby pokazac problem w naszym miescie.Drodzy Burmistrzowie macie pole do popisu w tak prostej potrzebie fizjologicznej.
Bo jesli przypadek dotknie goscia naszego miasta to co zrobic,chyba korzystac z natury i lac gdzie popadnie ,a nie tlumaczyc wszystkim zasady,czy przepisy-ostry.
Ja mieszkam w bloku przy ulicy 600-lecia. Często ludzie parkują samochody na parkingu przed naszym blokiem - zwłaszcza ci przyjeżdżający na rynek. I tu ciekawostka. Bardzo często załatwiają się na trawniku "za drzewkiem". Tylko że z bloku widoki są wtedy, rzekłabym, nieciekawe... Zza drzew wystają gołe tyłki wypięte prosto w nasze okna... Lato, czy zima, przez okno wyjrzeć nieprzyjemnie. I to w dzień!
To chociasz bracie popatrzysz sobie na gołe tyłki.
Dla Grabca: Jeszcze powracam do naszego sporu. Poniżej przedstawiam interpretacje prawną, z której wynika, że na klatce schodowej sikanie tez jest zabronione.Pozdrawiam. Miejsce publiczne to miejsce ogólnie dostępne. Może nim być miejsce, do którego wstęp ma każdy bez ograniczeń, np. ulica, plac, park, sklep, jak również miejsce wymagające posiadania określonej karty wstępu (biletu, zaproszenia), np. kino, stadion sportowy, tramwaj, czyli miejsce dostępne dla bliżej nieokreślonej liczby osób. Podobnie pojęcie to określa A. Marek podając, że jest nim miejsce dostępne większej i nieoznaczonej liczbie osób. M. Sosnowska, opierając się na doktrynie oraz orzecznictwie SN, wyjasnia: „Miejsce publiczne to takie, do którego mają dostęp osoby indywidualnie i liczbowo nieokreślone. Nie będzie nim cela więzienna czy zamknięte pomieszczenie, do którego nikt postronny nie ma wstępu, będzie to natomiast jadalnia, dziedziniec, czy klatka schodowa”. Zdaniem S. Dałkowskiego, kwestia znaczenia pojęcia „miejsce publiczne” została ostatecznie wyjaśniona w wyroku SN z dnia 9.11.1971 r., VKRN 219/71, OSNPG 1972, nr 2, poz. 25, gdzie przyjęto, że za „miejsce publiczne” uważa się każde miejsce dostępne dla nieokreślonej liczby osób. Nie można więc w całości zgodzić się ze stanowiskiem sądu, według którego „czyn (z art. 51 k.w.) musi być popełniony w miejscu, do którego dostęp jest niczym nieograniczony dla nieokreślonej liczby osób”, zaś „dostęp niczym nieograniczony” dotyczy miejsc, do których jest on całkowicie swobodny, nieograniczony godzinowo ani mechanicznie (bramami, drzwiami lub innymi przeszkodami). Sąd stosuje wykładnię znacznie ograniczającą zakres znaczeniowy pojęcia miejsca publicznego. Podane wyżej definicje „miejsca publicznego” nie uprawniają do tak wąskiego, jak uczynił to sąd, pojmowania tego pojęcia. Ograniczoność dostępu do określonego miejsca nie musi oznaczać, iż nie jest ono miejscem publicznym. Dla uznania danego miejsca za publiczne wystarczy stwierdzenie, że dostęp do niego ma bliżej nieokreślona liczba osób (każdy). Dostęp ten może jednak być ograniczony zarówno czasowo jak i mechanicznie, a niekiedy koniecznością spełnienia jakiegoś warunku, np. posiadania biletu wstępu, przepustki itp. Za absurdalne należy uznać stanowisko, w świetle którego nie jest wykroczeniem z art. 51 k.w. zakłócenie wybrykiem seansu w kinie, ponieważ sala kinowa jest miejscem, do którego dostęp jest w pewnym stopniu ograniczony (np. określoną liczbą miejsc, potrzebą posiadania biletu wstępu, a także czasowo). To nie ograniczenie czasowe, mechaniczne lub inne, lecz charakter i właściwości danego miejsca powinny decydować o tym, czy jest ono publiczne, czy nie. Zasadniczą kwestią przy określaniu charakteru takiego miejsca jest to, czy jest ono dostępne dla bliżej nieokreślonej liczby osób i to niezależnie od tego, czy wstęp do niego jest wolny, czy nie. Nie ma więc podstaw do przyjmowania, jak uczynił to sąd, że miejscem publicznym jest miejsce, do którego „dostęp jest niczym nieograniczony dla nieokreślonej liczby osób”, czyli całkowicie swobodny, nieograniczony godzinowo ani mechanicznie (bramami, drzwiami lub innymi przeszkodami). W świetle powyższego, miejscami publicznymi są: klatki schodowe bloków mieszkalnych, choćby dostęp do nich był ograniczony np. poprzez zainstalowanie domofonu, zarówno małe jak i duże sklepy, zakłady pracy (biura, place budowy itp.) z wyjątkiem zamkniętych pomieszczeń, gdyż dostęp do tych miejsc mają bliżej nieokreślone osoby, a nie tylko wyłącznie indywidualnie oznaczone osoby, np. lokatorzy lub właściciele mieszkań.