Z zaciekawieniem przeczytałem wywiad z "Kuchmistrzem ze Szwecji" po czym chciałem go skomentować. Tegoż kuchmistrza, a właściwie jego zachowanie przede wszystkim. Niestety skomentować wywiadu sie nie da. To przykre, bo owy Pan prezentuje dość specyficzny styl doboru Klienteli. Chciałem tam kiedyś wejść z grupą przyjaciół na delikatne piwko. Rzecz miała miejsce w sobotę, przed zjazdem w Chopinie. Czekający przed wejściem Pan Szwedzki Kucharz odesłał nas (grzecznie mówiąc) "naprzeciwko, jesli chcemy gardła przepłukać". NIe powiem, że poczuliśmy sie ugoszczeni. Z wielu źródeł słyszałem opinie na temat (po raz kolejny grzecznie mówiąc) gburowatości owego człowieka. Mam to generalnie gdzieś, podobnie jak całą jego knajpę - po prostu chodził tam nie będę, a odpowiednią rekomendację znjomym juz wystawiłem, ale dziwię się, że społeczność naszego miasta nie może swobodnie wyrazić swojej opinii pod wywiadem. Po audycji z zespołem Sugarhigh w KPM-ie każdy miał prawo obsmarowywać nas do woli. Czemu w tym przypadku jest inaczej? Pozdrawiam
czytałem ten wywiad z kucharzem, ale nia mając zamiaru go komentować, nie spostrzegłem ze i tak nie miałbym takiej mozliwości. dopiero teraz to sprawdziłem i potwierdzam. może Pan Kucharz boi się prawdy i dlatego musimy milczeć.
...Witam. Byłam tam, i podzielam zdanie o tym człowieku. Na moją delikatną uwagę - dostałam herbate w wielkiej, w za wielkiej filiżance - i chciałam żeby jednak podano mi mniejszą - najpierw pocznił uwagi na temat ludzi w Sochaczewie - "że im nigdy nie można dogodzić" - a później na moich oczach i przy stoliku, przelał wode do mniejszej filizanki, BARDZO MIŁA obsluga ;)...i taka na "Światowym" poziomie ;))) ...troche narozlewał ale co tam... Miejsce jest całkiem przyjemne ale cóż z tego....prawda? Pozdrawiam, pozdrawiam :)
Ja natomiast bardzo chwale sobie Restauracje Pana Hawliczka, bardzo dobre jedzenie, serwis na bardzo wysokim poziomie – do tego zawsze można liczyć na miła pogawędkę.
Do części niezadowolonych mam krótki komunikat. Słuchajcie jest uwyraźnia różnica między barem na stacji PKP, staropolską karczmą, pubem, a restauracją. Otóż, w prawdziwej restauracji nie ważne w Sochaczewie, czy Londynie, obowiązują pewne niepisane zasady postępowania o których pozwolicie Państwo nie będę tu pisał. Być może sarkazm lub jakaś niechęć właściciela St. Tropez wynika z dużego dysonansu kulturowego z którym Pan Wojciech zetknął się w naszym mieście. Naprawdę zalecam wyrozumiałość – i to w obie strony ;)
Przy tej okazji chciałbym polecić wszystkim 3 krótkie filmy opracowane przez Pana Hawliczka, które można także zobaczyć w dziale e-Turystyka , zakładki Brochów, Żelazowa Wola, Muzeum Kolei
Ja odwiedzam głównie St. Tropez po to, żeby dobrze zjeść (chyba wszyscy się zgodzą, że w naszych stronach ta knajpka to jak oaza na pustyni...), dotąd się nie zawiodłam... A sama osoba Właściciela St Tropez dodaje trochę barw szaremu i przewidywalnemu Socho.
Natomiast zawiedzionym radzę szukać innych miejsc, w których będą się czuli, jak w domu (czyt. szaro-buro bezbarwnych, z tanim piwem i blond-obsługą).
Bardzo sie cieszę, że sa ludzie, którzy chwalą sobie to miejsce. Mam nadzieję, że kiedyś dane mi będzie zjeść coś w tym wykwitnym lokalu (o ile moja twarz spodoba się właścicielowi). Cieszę się również z tego, że mogłem swobodnie przedstawić opinię na temat restauracji. W jednym się zgadzamy: również odczułem duży dysonans kulturowy z tym Panem;) pozdro
Ten dysonans kulturowy to znaczy Marcinie co? Hrabia goni pospulstwo? No jeżeli on hrabia to dlaczego w karczmie pracuje? i dlaczego pracuje skoro taki "kulturowo wysoko postawiony"? Powiem tak z ludźmi o wysokiej kulturze miło przebywać nawet gburom. Skoro kilku osobom się nie podobało to znaczy z tą kulturą słabiutko. A że Ciebie Marcinie podjął grzecznie - przecież chciał się reklamować u Ciebie - uciekło Ci to? No i poszedł smrodek.
Likeu nigdy tam nie byłam ale ten dysonans kulturowy o którym pisze Marcin to polega pewnie na tym że; Ja i Ty jemy plastry mięsa; marynowane, pieczone (na różne sposoby), a niektórzy jedzą Escalopki z indyka czy Tacchino di mela miła rozmawiając i delektując się potrawą ;)
Wierzę że złapiesz drobną ale jednak istotną różnicę ;)
może byłes w drechu, dlatego cie nie wpuścił, a twoi znajomi napewno lepiej się zabawią na zabawie w remizie. Knajpa jak na socho jest na 4 z plusem i na razie w tym mieście nie byłam w lepszej, jedzenie dobre, właściciel czyli jak napisałeś ,, Pan Szwedzki kucharz"" w porządku , porozmawia z klientami, posłucha ich opinii, i co złe naprawi. Byłam tam dosłownie kilka razy i polecam, bo jest to najbardziej profesjonalny lokal w tym mieście. Kto zna lepszy niech napisze
Jeśli kryterium wpuszczania do tego lokalu jest ubiór, to ja się tam z chęcią w dresie wybiorę. Zostać wyproszonym w takiej sytuacji, to w pewnym sensie przyjemność. Obawiam się, że po tym, co tu przeczytałem, że polędwiczka mogłaby mi w tym stresie stanąć w gardle. Jeśli profesjonalizm łączy się z obcesowym traktowaniem klientów, to gratuluję.
W jednym z polskich komiksów był fajny tekst, nie zupełnie pasuje do sytuacji, ale coś tam oddaje. Pozwoli Pani, że przytoczę:
Gospodarz częstował, lecz spode łba zezował. :p
Obawiam się, że sochaczewianie są jednak zbyt normalni,żeby spełnić wymagania kucharza. Bo tam się chodzi chyba dla kucharza?!?
Gwoli ścisłości byłem w garniturze. Może był źle skrojony i Szwedzki Kucharz to zauważył;) Wolałbym jednak żebys nie wypowiadała się na temat moich znajomych, bo ich nie znasz. Zaryzykuję stwierdzenie, że wykraczaja poza średnią sochaczewską. Rzadko piszę na tym forum, bo zwykle każdy temat kończy się pyskówkami. Żeby tego uniknąć, kończę swoje wywody na temat wiadomego lokalu. Co nie zmienia faktu, że moje odczucie jest takie: Pan Właściciel tak przerósł klasą sochaczewskie chamstwo, że czasami kulturą do niego nie dorasta.
Tak się składa, że kolegę Smalca znam od jakiś 11 lat. Wiele razem przeszliśmy. Jest to człowiek, który chyba nawet nie ma dresu, nawet, kiedy gramy w piłkę, to on gra w krótkich spodenkach. :)
W dniu, kiedy wstąpił do wspomnianej restauracji odbywał się zjazd absolwentów w LO. Wszyscy byli ubrani "na wypasie" bo wiemy, jak się na takie imprezy ludzie ubierają.
A Smalcem, cóż... z czystym sumieniem mógłbym się z nim udać, na wizytę u angielskiej królowej, czy audiencję u papieża.
Nie chciałbym wyciągać daleko idących wniosków, przynajmniej na razie. Kto wie, może wybiorę się do restauracji, choć obawiam się, ze menu dalece przekracza moje możliwości finansowe. Ale co tam...
Jest taka stara bajeczka, w różnych wariantach powtarzana. Król przebiera się za żebraka i chodzi po ludziach. I wtedy prawda się pokazuje jak na dłoni.
Tak się składa, że zaraz jak tylko pojawił się ten artykuł, to pojawił się również niepochlebny komentarz pod nim. Nie pamiętam już kogo. Kiedy z ciekawości zajrzałem za parę godzin licząc, że będą dalsze opinie - to okazało się, że nie tylko nie było nic nowego, ale i tamten zniknął. :) W końcu to wywiad sponsorowany. :) Cenzura nie śpi.
Ostatnio coś kolegi nie widać. Może niedługo będzie okazja się zobaczyć. :) Pozdr
Gufeld zwany onegdaj Robinem (też nie miałem nigdy dresu) :)
Ta średnia w przypadku naszej ekipy, która wtedy tam był to wykracza chyba też sporo poza średnią warszawską, juz nie bądź Smalec taki skromny ;)
Ale pan restaurator, no cóż .... szkoda prądu, okazał się największym burakiem. W każdym razie ile razy wracam do socho to refleksja taka, że nie wiele się zmieniło od tych 12 - 14 lat. Może trochę forma inna, ale treść ta sama.
I dlatego, cały czas można liczyc na stare, dobre "77"
Apeluje o spokój, co byśmy nie dali satysfakcji aroganckim kucharzom potwierdzając tzw. dysonans kulturowy. ;-)) Oczywiście osoby które tu piszą mają rację ze traktowanie klienta jest podstawą profesjonalizmu, ja bym jeszcze dorzuciła ceny – im więcej płace tym lepiej chce być obsłużona ; ) No ale nie jest z wami jeszcze tak źle finansowo Panowie skoro idziecie na „delikatne piwo” akurat do najdroższej restauracji w mieście. Kiedy już będę (może) w tej restauracji chciałabym miło spędzić czas, niekoniecznie patrząc na dresy lub „bogackich”. przy stolikach obok.
Podobno z jedzeniem jak z seksem, nie ważny jest sam proces, ale cała otoczka jaka temu towarzyszy. Ale akurat tu się upierać nie będę, bo specjalistką nie jestem ;-) pozdrawiam
Dlaczego miłym akcentem? I dla kogo ;-) A apelowałam o spokój i o to żeby nie dawać satysfakcji chamstwu ;/
Z mojej wypowiedzi zrozumiałeś kejam1 tylko tyle że jestem specjalistka od seksu ;-)))))))) To ci jeszcze coś powiem, a może jeszcze coś napiszesz, śmiało !!!!! W końcu „średnia w przypadku waszej” ekipy, która wtedy tam był to wykracza chyba też sporo poza średnią warszawską”
A więc; W tej kwestii seksu u mnie żadnej demokracji nie ma , jestem jak ten arogancki kucharz, u mnie jest drogo i nie każdego wpuszczam, najlepiej oddaje to stwierdzenie "naprzeciwko, jeśli chcecie Panowie gardła przepłukać"- patrz
;-) co do odp. 3 to napisałam już wcześniej że profesjonalizm to ......... i tu się zgodzimy ( nawet dorzuciłam ceny) co do reszty – mam pewien niesmak
Do tej pory starałam się być obiektywna, rozważyć za i przeciw. Być może masz racie że źle was potraktowano ale im dłużej z tobą rozmawiam tym silniejsze mam wrażenie że;
CHOLERA INTUICJE MA TEN WŁAŚCICIEL CZY CO ? Radary jakieś w oczach czy co ?
Duże satysfakcji dostarczyło ci pytanie mnie od czego jestem specjalistka ?
OOOOOO bystra Likeu i tu się mylisz a z resztą prawdy to Ty się i tak nigdy nie dowiesz Po pierwsze to nie jest na temat Po drugie Ty jesteś kobieta i Ja, A JA Z KOBIETAMI NIE MOGĘ. Jestem tolerancyjna,(tak mi się wydaje) akceptuje takie sytuacje, są mi nawet one obojętne
JEDNAK WYMAGAM TEGO SAMEGO OD INNYCH – POSZANOWANIA MOJEJ PRYWATNOŚCI ŚPIJ DOBRZE ;-)
PS chyba że chcesz pogadać o kuchni restauracji, czy jedzeniu
Kira - to co piszesz to pruderia, zakłamanie czy trauma z dzieciństwa? Zastanawia mnie pewnośc z jaką wypawiadasz sąd, że się nigdy nie dowiem. Tu zalecam ostrożność. NIe interesuje mnie Twój sex. Nawet nie chcesz wiedzieć co jak mnie on w odniesieniu do ciebie nie interesuje. Natomiast napisałaś w swoim poście tak, że wymagało to doprecyzowania. Czemu się zatem dziwisz?
Różnica nie jest drobna. Marcin nie może wiedzieć nic na temat moje wrażliwości i gustów kulinarnych. Z resztą nie o tym on pisze. Ty niestety, jak czytam, schlebisz snobizmowi i widzisz różnicę w smaku spowodowaną nazwą. Ograniczę się jedynie do zdawkowego komentarza. A escalopki już dawno weszły do naszego języka kulinarnego i w kilku książkach kucharskich, starszych niejednokrotnie od tych, co tu piszą, już istnieją. To "drugie" obok tych eskolapek to maniera, snobizm i jako taka nie ma wpływu na potencjalną możliwość delektowania się czymkolwiek. Ale myślałam, że Tobie łatwiej to zrozumieć i „wierzę, że złapiesz tę drobną różnicę” (a to mnie rozwścieczyło).
Piszesz że jesteś rozwścieczona Trudno ja mam w miarę dobry humor.
Pewność mam że się nie dowiesz i przy tym pozostanę. Jeżeli nie interesuje Cię mój seks to po co się pytasz i wysuwasz błędna tezę; w seksie czy gotowaniu? tak czy inaczej to się chyba niedoceniasz
Następnie; nie widzę różnicy w smakowaniu potraw ale widzę różnicę w traktowaniu jedzenia dla jednych jest to czynność fizjologiczna dla drugi jak już napisałam sztuka.- przykład escalapki, masz racje że przykład dość prosty ale starałam się nie ‘filozofowac” i wybrałam dość oczywisty przykład. Specjalnie pod ciebie i siebie , żebyśmy się rozumiały ;-)
Co do Marcina ;( nie wiem dlaczego ten wątek włączasz do naszej rozmowy) W tej kwestii nie interesuje mnie co Marcin wie a czego nie wie o Tobie . Nie moja sprawa – WASZA ;-)
Co do snoba;,o ile się nie mylę Snob to człowiek, który dla zaspokojenia własnej próżności pragnie uchodzić za przynależnego do pewnych sfer towarzyskich które mu imponuj, znawcę sztuki, literatury itd. Jeżeli uważasz że tak „definicja” pasuje do mnie ponieważ udało mi się kilka razy przygotować w swoim życiu na ważne dla mnie okazję bigos którego jednym ze składników było czerwone wino, odpowiednie mięsa i grzyby zamiast gotować kiszona kapustę z tzw. resztkami mięs jakie nieraz są w naszych lodówkach to nie dziwi mnie że nazywasz mnie snobem (wybrałam znowu banalny i prosty przykład co byśmy się zrozumiały)
Uważam że niedoceniasz ludzi, wydaje mi się że ludzie coraz bardziej są świadomi własnej wartości nawet w kwestii kuchni, że za słone pieniądze chcą być „rozpieszczani” i jeść dobrze, zdrowo i smacznie w przyjemnym otoczeniu Ważne też jest towarzystwo
Następnie piszesz wierzę, że złapiesz tę drobną różnicę” miło mi że czytasz moje posty, ale czytaj uważnie. Patrz ;-)
Na koniec; podczas naszej rozmowy ja ani razu nie oceniłam Twoje wypowiedzi jako pruderyjne, zakłamanie, a Tobie nie zarzuciłam że niedoceniasz się i przeżyłaś jakąś traumę. Chyba nawet tego nie insynuowałam. Jak już napisałam staram się być tolerancyjna, ale wymagam też szacunku dla siebie -jeżeli więc ta sytuacja się nie zmieni nie widzę możliwości na dalsza poważna rozmowę z Tobą
Zastanawiam się, czy nie uważasz, że Twoje podkreślenia w tekście, czy negowanie potrzeby powoływania się na wypowiedzi innych piszących ( mowa o poście Marcina), pisanie, że dobierasz przykłady tak bym zrozumiała nie są obrźliwymi zabiegami? O poważnej rozmowie można mówić tylkm wtedy, gdy docenia się inteligencję czytającego a nie ukrywa w swoim tekście, nafaszerowanym banalnymi przykaładami i podkreśleniami inwektywy będące wynikiem frustracji powstałej z wrażenia nieomylności?
1. Zastanawiam się, czy nie uważasz - nie uważam ;)
2. dobierasz przykłady tak bym zrozumiała nie są obrźliwymi zabiegami - nie są gdyż pisze; byśmy sie ROZUMIAŁY, ZROZUMIAŁY (liczba mnoga) nie odbieraj tak wszystkiego do SIEBIE
3. O poważnej rozmowie można mówić tylkm wtedy, gdy docenia się inteligencję czytającego a nie ukrywa w swoim tekście, nafaszerowanym banalnymi przykaładami i podkreśleniami inwektywy będące wynikiem frustracji powstałej z wrażenia nieomylności?– czasami ostatkiem sił staram się docenić czytającego nawet bez względu na poziom jego inteligencji. Mam nadzieję że to docenisz i uszanujesz. Bo jak nie to naprawdę grozi mi frustracja ;D
Uprzejmie jednak Dziękuje za to że świadomie czy nie ( nie wnikam) złagodziłaś ton swoich wypowiedzi skierowany do mnie Sprawę uważam za zamkniętą
Ps. Ale jak masz jakiś dobry przepisz to możesz się podzielić Pozdrawiam Kira
Z zaciekawieniem przeczytałem wywiad z "Kuchmistrzem ze Szwecji" po czym chciałem go skomentować. Tegoż kuchmistrza, a właściwie jego zachowanie przede wszystkim. Niestety skomentować wywiadu sie nie da. To przykre, bo owy Pan prezentuje dość specyficzny styl doboru Klienteli. Chciałem tam kiedyś wejść z grupą przyjaciół na delikatne piwko. Rzecz miała miejsce w sobotę, przed zjazdem w Chopinie. Czekający przed wejściem Pan Szwedzki Kucharz odesłał nas (grzecznie mówiąc) "naprzeciwko, jesli chcemy gardła przepłukać". NIe powiem, że poczuliśmy sie ugoszczeni. Z wielu źródeł słyszałem opinie na temat (po raz kolejny grzecznie mówiąc) gburowatości owego człowieka. Mam to generalnie gdzieś, podobnie jak całą jego knajpę - po prostu chodził tam nie będę, a odpowiednią rekomendację znjomym juz wystawiłem, ale dziwię się, że społeczność naszego miasta nie może swobodnie wyrazić swojej opinii pod wywiadem. Po audycji z zespołem Sugarhigh w KPM-ie każdy miał prawo obsmarowywać nas do woli. Czemu w tym przypadku jest inaczej?
Pozdrawiam
czytałem ten wywiad z kucharzem, ale nia mając zamiaru go komentować, nie spostrzegłem ze i tak nie miałbym takiej mozliwości. dopiero teraz to sprawdziłem i potwierdzam. może Pan Kucharz boi się prawdy i dlatego musimy milczeć.
kto musi milczeć,PALANTY??sie pytam?wielokrotnie
zgodnie z prośbą,,,nie komentuję,ale kuźwa nie wiem dlaczego??
...Witam. Byłam tam, i podzielam zdanie o tym człowieku. Na moją delikatną uwagę - dostałam herbate w wielkiej, w za wielkiej filiżance - i chciałam żeby jednak podano mi mniejszą - najpierw pocznił uwagi na temat ludzi w Sochaczewie - "że im nigdy nie można dogodzić" - a później na moich oczach i przy stoliku, przelał wode do mniejszej filizanki, BARDZO MIŁA obsluga ;)...i taka na "Światowym" poziomie ;))) ...troche narozlewał ale co tam... Miejsce jest całkiem przyjemne ale cóż z tego....prawda? Pozdrawiam, pozdrawiam :)
A ja bylam bardzo milo obsluzona.... moze trafilam na dobry dzien? Nie moge nic zlego o tym panu powiedziec
Ja natomiast bardzo chwale sobie Restauracje Pana Hawliczka, bardzo dobre jedzenie, serwis na bardzo wysokim poziomie – do tego zawsze można liczyć na miła pogawędkę.
Do części niezadowolonych mam krótki komunikat. Słuchajcie jest uwyraźnia różnica między barem na stacji PKP, staropolską karczmą, pubem, a restauracją. Otóż, w prawdziwej restauracji nie ważne w Sochaczewie, czy Londynie, obowiązują pewne niepisane zasady postępowania o których pozwolicie Państwo nie będę tu pisał. Być może sarkazm lub jakaś niechęć właściciela St. Tropez wynika z dużego dysonansu kulturowego z którym Pan Wojciech zetknął się w naszym mieście. Naprawdę zalecam wyrozumiałość – i to w obie strony ;)
Przy tej okazji chciałbym polecić wszystkim 3 krótkie filmy opracowane przez Pana Hawliczka, które można także zobaczyć w dziale e-Turystyka , zakładki Brochów, Żelazowa Wola, Muzeum Kolei
Ja odwiedzam głównie St. Tropez po to, żeby dobrze zjeść (chyba wszyscy się zgodzą, że w naszych stronach ta knajpka to jak oaza na pustyni...), dotąd się nie zawiodłam...
A sama osoba Właściciela St Tropez dodaje trochę barw szaremu i przewidywalnemu Socho.
Natomiast zawiedzionym radzę szukać innych miejsc, w których będą się czuli, jak w domu (czyt. szaro-buro bezbarwnych, z tanim piwem i blond-obsługą).
Bardzo sie cieszę, że sa ludzie, którzy chwalą sobie to miejsce. Mam nadzieję, że kiedyś dane mi będzie zjeść coś w tym wykwitnym lokalu (o ile moja twarz spodoba się właścicielowi). Cieszę się również z tego, że mogłem swobodnie przedstawić opinię na temat restauracji. W jednym się zgadzamy: również odczułem duży dysonans kulturowy z tym Panem;)
pozdro
Ten dysonans kulturowy to znaczy Marcinie co?
Hrabia goni pospulstwo?
No jeżeli on hrabia to dlaczego w karczmie pracuje? i dlaczego pracuje skoro taki "kulturowo wysoko postawiony"?
Powiem tak z ludźmi o wysokiej kulturze miło przebywać nawet gburom. Skoro kilku osobom się nie podobało to znaczy z tą kulturą słabiutko. A że Ciebie Marcinie podjął grzecznie - przecież chciał się reklamować u Ciebie - uciekło Ci to? No i poszedł smrodek.
Likeu na miłość boską: POSPÓLSTWO!
Likeu nigdy tam nie byłam ale ten dysonans kulturowy o którym pisze Marcin
to polega pewnie na tym że;
Ja i Ty jemy plastry mięsa; marynowane, pieczone (na różne sposoby),
a niektórzy jedzą Escalopki z indyka czy Tacchino di mela miła rozmawiając i delektując się potrawą ;)
Wierzę że złapiesz drobną ale jednak istotną różnicę ;)
może byłes w drechu, dlatego cie nie wpuścił, a twoi znajomi napewno lepiej się zabawią na zabawie w remizie. Knajpa jak na socho jest na 4 z plusem i na razie w tym mieście nie byłam w lepszej, jedzenie dobre, właściciel czyli jak napisałeś ,, Pan Szwedzki kucharz"" w porządku , porozmawia z klientami, posłucha ich opinii, i co złe naprawi. Byłam tam dosłownie kilka razy i polecam, bo jest to najbardziej profesjonalny lokal w tym mieście. Kto zna lepszy niech napisze
Jeśli kryterium wpuszczania do tego lokalu jest ubiór, to ja się tam z chęcią w dresie wybiorę. Zostać wyproszonym w takiej sytuacji, to w pewnym sensie przyjemność. Obawiam się, że po tym, co tu przeczytałem, że polędwiczka mogłaby mi w tym stresie stanąć w gardle.
Jeśli profesjonalizm łączy się z obcesowym traktowaniem klientów, to gratuluję.
W jednym z polskich komiksów był fajny tekst, nie zupełnie pasuje do sytuacji, ale coś tam oddaje. Pozwoli Pani, że przytoczę:
Gospodarz częstował, lecz spode łba zezował. :p
Obawiam się, że sochaczewianie są jednak zbyt normalni,żeby spełnić wymagania kucharza. Bo tam się chodzi chyba dla kucharza?!?
no chyba muszę wybrać się do tego lokalu (czyli przyjechać z sąsiedniego miasteczka) i zobacze jak zostane potraktowany.
Gwoli ścisłości byłem w garniturze. Może był źle skrojony i Szwedzki Kucharz to zauważył;) Wolałbym jednak żebys nie wypowiadała się na temat moich znajomych, bo ich nie znasz. Zaryzykuję stwierdzenie, że wykraczaja poza średnią sochaczewską.
Rzadko piszę na tym forum, bo zwykle każdy temat kończy się pyskówkami. Żeby tego uniknąć, kończę swoje wywody na temat wiadomego lokalu. Co nie zmienia faktu, że moje odczucie jest takie: Pan Właściciel tak przerósł klasą sochaczewskie chamstwo, że czasami kulturą do niego nie dorasta.
Tak się składa, że kolegę Smalca znam od jakiś 11 lat. Wiele razem przeszliśmy. Jest to człowiek, który chyba nawet nie ma dresu, nawet, kiedy gramy w piłkę, to on gra w krótkich spodenkach. :)
W dniu, kiedy wstąpił do wspomnianej restauracji odbywał się zjazd absolwentów w LO. Wszyscy byli ubrani "na wypasie" bo wiemy, jak się na takie imprezy ludzie ubierają.
A Smalcem, cóż... z czystym sumieniem mógłbym się z nim udać, na wizytę u angielskiej królowej, czy audiencję u papieża.
Nie chciałbym wyciągać daleko idących wniosków, przynajmniej na razie. Kto wie, może wybiorę się do restauracji, choć obawiam się, ze menu dalece przekracza moje możliwości finansowe. Ale co tam...
Jest taka stara bajeczka, w różnych wariantach powtarzana. Król przebiera się za żebraka i chodzi po ludziach. I wtedy prawda się pokazuje jak na dłoni.
Tak się składa, że zaraz jak tylko pojawił się ten artykuł, to pojawił się również niepochlebny komentarz pod nim. Nie pamiętam już kogo. Kiedy z ciekawości zajrzałem za parę godzin licząc, że będą dalsze opinie - to okazało się, że nie tylko nie było nic nowego, ale i tamten zniknął. :) W końcu to wywiad sponsorowany. :) Cenzura nie śpi.
Ostatnio coś kolegi nie widać. Może niedługo będzie okazja się zobaczyć. :)
Pozdr
Gufeld zwany onegdaj Robinem (też nie miałem nigdy dresu) :)
Ta średnia w przypadku naszej ekipy, która wtedy tam był to wykracza chyba też sporo poza średnią warszawską, juz nie bądź Smalec taki skromny ;)
Ale pan restaurator, no cóż .... szkoda prądu, okazał się największym burakiem. W każdym razie ile razy wracam do socho to refleksja taka, że nie wiele się zmieniło od tych 12 - 14 lat. Może trochę forma inna, ale treść ta sama.
I dlatego, cały czas można liczyc na stare, dobre "77"
Pozdro
Apeluje o spokój, co byśmy nie dali satysfakcji aroganckim kucharzom potwierdzając tzw. dysonans kulturowy.
;-))
Oczywiście osoby które tu piszą mają rację ze traktowanie klienta jest podstawą profesjonalizmu, ja bym jeszcze dorzuciła ceny – im więcej płace tym lepiej chce być obsłużona ; )
No ale nie jest z wami jeszcze tak źle finansowo Panowie skoro idziecie na „delikatne piwo” akurat do najdroższej restauracji w mieście.
Kiedy już będę (może) w tej restauracji chciałabym miło spędzić czas, niekoniecznie patrząc na dresy lub „bogackich”. przy stolikach obok.
pozdrawiam
Podobno z jedzeniem jak z seksem, nie ważny jest sam proces, ale cała otoczka jaka temu towarzyszy.
Ale akurat tu się upierać nie będę, bo specjalistką nie jestem
;-)
pozdrawiam
...od sexu czy od jedzenia ;)
no oczywiście że od jedzenia
;)
i takimi właśnie miłymi akcentami* powinniśmy posumować dyskusję ;)
* - wypowiedź niesponsorowana
Dlaczego miłym akcentem? I dla kogo ;-)
A apelowałam o spokój i o to żeby nie dawać satysfakcji chamstwu ;/
Z mojej wypowiedzi zrozumiałeś kejam1 tylko tyle że jestem specjalistka od seksu
;-))))))))
To ci jeszcze coś powiem, a może jeszcze coś napiszesz, śmiało !!!!!
W końcu „średnia w przypadku waszej” ekipy, która wtedy tam był to wykracza chyba też sporo poza średnią warszawską”
A więc;
W tej kwestii seksu u mnie żadnej demokracji nie ma , jestem jak ten arogancki kucharz,
u mnie jest drogo i nie każdego wpuszczam,
najlepiej oddaje to stwierdzenie "naprzeciwko, jeśli chcecie Panowie gardła przepłukać"- patrz
odp 1
- rzeczywiście miało byc miło
odp 2
- bynajmniej !
odp 3
- w takich własnie przypadkach - zmienia sie lokal
;-)
co do odp. 3 to napisałam już wcześniej że profesjonalizm to ......... i tu się zgodzimy
( nawet dorzuciłam ceny)
co do reszty – mam pewien niesmak
Do tej pory starałam się być obiektywna, rozważyć za i przeciw. Być może masz racie że źle was potraktowano ale im dłużej z tobą rozmawiam tym silniejsze mam wrażenie że;
CHOLERA INTUICJE MA TEN WŁAŚCICIEL CZY CO ?
Radary jakieś w oczach czy co ?
Duże satysfakcji dostarczyło ci pytanie mnie od czego jestem specjalistka ?
odpowiem, ale wybacz, już poza forum ;))
pozdrawiam
Pospólstwo - jasne, sorry:)
w seksie czy gotowaniu?
tak czy inaczej to się chyba niedoceniasz!
OOOOOO bystra Likeu i tu się mylisz a z resztą prawdy to Ty się i tak nigdy nie dowiesz
Po pierwsze to nie jest na temat
Po drugie Ty jesteś kobieta i Ja, A JA Z KOBIETAMI NIE MOGĘ.
Jestem tolerancyjna,(tak mi się wydaje) akceptuje takie sytuacje, są mi nawet one obojętne
JEDNAK WYMAGAM TEGO SAMEGO OD INNYCH – POSZANOWANIA MOJEJ PRYWATNOŚCI
ŚPIJ DOBRZE ;-)
PS chyba że chcesz pogadać o kuchni restauracji, czy jedzeniu
a jeżeli chodzi o moje gotowanie to sie tym nie martw
Ja już zadbam o to
:)
Kira - to co piszesz to pruderia, zakłamanie czy trauma z dzieciństwa?
Zastanawia mnie pewnośc z jaką wypawiadasz sąd, że się nigdy nie dowiem. Tu zalecam ostrożność.
NIe interesuje mnie Twój sex. Nawet nie chcesz wiedzieć co jak mnie on w odniesieniu do ciebie nie interesuje.
Natomiast napisałaś w swoim poście tak, że wymagało to doprecyzowania. Czemu się zatem dziwisz?
Różnica nie jest drobna.
Marcin nie może wiedzieć nic na temat moje wrażliwości i gustów kulinarnych. Z resztą nie o tym on pisze. Ty niestety, jak czytam, schlebisz snobizmowi i widzisz różnicę w smaku spowodowaną nazwą. Ograniczę się jedynie do zdawkowego komentarza.
A escalopki już dawno weszły do naszego języka kulinarnego i w kilku książkach kucharskich, starszych niejednokrotnie od tych, co tu piszą, już istnieją. To "drugie" obok tych eskolapek to maniera, snobizm i jako taka nie ma wpływu na potencjalną możliwość delektowania się czymkolwiek. Ale myślałam, że Tobie łatwiej to zrozumieć i „wierzę, że złapiesz tę drobną różnicę” (a to mnie rozwścieczyło).
Piszesz że jesteś rozwścieczona
Trudno ja mam w miarę dobry humor.
Pewność mam że się nie dowiesz i przy tym pozostanę.
Jeżeli nie interesuje Cię mój seks to po co się pytasz i wysuwasz błędna tezę;
w seksie czy gotowaniu?
tak czy inaczej to się chyba niedoceniasz
Następnie; nie widzę różnicy w smakowaniu potraw ale widzę różnicę w traktowaniu jedzenia dla jednych jest to czynność fizjologiczna dla drugi jak już napisałam sztuka.- przykład escalapki, masz racje że przykład dość prosty ale starałam się nie ‘filozofowac” i wybrałam dość oczywisty przykład. Specjalnie pod ciebie i siebie , żebyśmy się rozumiały
;-)
Co do Marcina ;( nie wiem dlaczego ten wątek włączasz do naszej rozmowy) W tej kwestii nie interesuje mnie co Marcin wie a czego nie wie o Tobie . Nie moja sprawa – WASZA
;-)
Co do snoba;,o ile się nie mylę Snob to człowiek, który dla zaspokojenia własnej próżności pragnie uchodzić za przynależnego do pewnych sfer towarzyskich które mu imponuj, znawcę sztuki, literatury itd.
Jeżeli uważasz że tak „definicja” pasuje do mnie ponieważ udało mi się kilka razy przygotować w swoim życiu na ważne dla mnie okazję bigos którego jednym ze składników było czerwone wino, odpowiednie mięsa i grzyby zamiast gotować kiszona kapustę z tzw. resztkami mięs jakie nieraz są w naszych lodówkach to nie dziwi mnie że nazywasz mnie snobem
(wybrałam znowu banalny i prosty przykład co byśmy się zrozumiały)
Uważam że niedoceniasz ludzi, wydaje mi się że ludzie coraz bardziej są świadomi własnej wartości nawet w kwestii kuchni, że za słone pieniądze chcą być „rozpieszczani” i jeść dobrze, zdrowo i smacznie w przyjemnym otoczeniu Ważne też jest towarzystwo
Następnie piszesz wierzę, że złapiesz tę drobną różnicę” miło mi że czytasz moje posty, ale czytaj uważnie.
Patrz ;-)
Na koniec; podczas naszej rozmowy ja ani razu nie oceniłam Twoje wypowiedzi jako pruderyjne, zakłamanie, a Tobie nie zarzuciłam że niedoceniasz się i przeżyłaś jakąś traumę. Chyba nawet tego nie insynuowałam. Jak już napisałam staram się być tolerancyjna, ale wymagam też szacunku dla siebie -jeżeli więc ta sytuacja się nie zmieni nie widzę możliwości na dalsza poważna rozmowę z Tobą
Z wyrazami szacunku
Kira
;-)
;-))))
Zastanawiam się, czy nie uważasz, że Twoje podkreślenia w tekście, czy negowanie potrzeby powoływania się na wypowiedzi innych piszących ( mowa o poście Marcina), pisanie, że dobierasz przykłady tak bym zrozumiała nie są obrźliwymi zabiegami?
O poważnej rozmowie można mówić tylkm wtedy, gdy docenia się inteligencję czytającego a nie ukrywa w swoim tekście, nafaszerowanym banalnymi przykaładami i podkreśleniami inwektywy będące wynikiem frustracji powstałej z wrażenia nieomylności?
1. Zastanawiam się, czy nie uważasz - nie uważam
;)
2. dobierasz przykłady tak bym zrozumiała nie są obrźliwymi zabiegami - nie są gdyż pisze; byśmy sie ROZUMIAŁY, ZROZUMIAŁY (liczba mnoga) nie odbieraj tak wszystkiego do SIEBIE
3. O poważnej rozmowie można mówić tylkm wtedy, gdy docenia się inteligencję czytającego a nie ukrywa w swoim tekście, nafaszerowanym banalnymi przykaładami i podkreśleniami inwektywy będące wynikiem frustracji powstałej z wrażenia nieomylności? – czasami ostatkiem sił staram się docenić czytającego nawet bez względu na poziom jego inteligencji. Mam nadzieję że to docenisz i uszanujesz. Bo jak nie to naprawdę grozi mi frustracja
;D
Uprzejmie jednak Dziękuje za to że świadomie czy nie ( nie wnikam) złagodziłaś ton swoich wypowiedzi skierowany do mnie
Sprawę uważam za zamkniętą
Ps. Ale jak masz jakiś dobry przepisz to możesz się podzielić
Pozdrawiam
Kira