Interesuje mnie Wasz stosunek do konfliktu irackiego.
Czy my jako społecznośc międzynarodowa mamy prawo bezwiednie przyglądac się łamamiu wszelkich praw przez np. Saddama, Kim Dzong Ila, ibn Ladena, Miloszevicia etc...
Czy też w takich sytuacjach mamy prawo interweniowac w imie wyzszych wartości - poszanowania godności i podstawowych praw człowieka.
Wojna to absolutna ostateczność. Oznacza to, że zawiodły wszystkie inne środki - w tym dyplomatyczne. Ojciec Święty orędował na rzecz pokoju. Wysyłał przedstawicieli do prezydenta Busha, premiera Blaira, Saddama Husajna. Ostatnią wypowiedź Ojca Świętego odczytuję jako apel do Husajna, aby dostosował się do rezolucji ONZ. Z drugiej strony, Ojciec Święty apelował do polityków, by prowadzili rozmowy na rzecz pokoju. Z ust Papieża nigdy nie padną słowa usprawiedliwienia dla wojny.
Mamy dwie odpowiedzialności: tych, którzy wypowiadają się w imieniu etyki, i tych, którzy muszą brać pod uwagę swoje obowiązki, np. zapewnienie bezpieczeństwa państwa. Z moralnego punktu widzenia - nawet jeśli zginie tylko jeden człowiek - wojna jest zła. Ale musi być ktoś, kto taką decyzję może podjąć. A jeśli naprawdę jest zagrożenie bronią chemiczną, biologiczną czy inną bronią masowego rażenia? A jeśli jest ona w rękach ludzi, którzy już kiedyś jej użyli? Wtedy będzie to groźne dla nas wszystkich. Zawsze będę przeciwny wojnie, ale chciałbym też mieć świadomość, że ktoś mnie ochroni przed takimi niebezpieczeństwami. Decyzje muszą podjąć ludzie, którzy ponoszą odpowiedzialność za państwo. Odpowiedzialność, którą przekazało im społeczeństwo. Nie dziwmy się więc, że Ojciec Święty mówi "nie", ale też nie dziwmy się, że ktoś musi powiedzieć "tak".
Interesuje mnie Wasz stosunek do konfliktu irackiego.
Czy my jako społecznośc międzynarodowa mamy prawo bezwiednie przyglądac się łamamiu wszelkich praw przez np. Saddama, Kim Dzong Ila, ibn Ladena, Miloszevicia etc...
Czy też w takich sytuacjach mamy prawo interweniowac w imie wyzszych wartości - poszanowania godności i podstawowych praw człowieka.
Wojna to absolutna ostateczność. Oznacza to, że zawiodły wszystkie inne środki - w tym dyplomatyczne. Ojciec Święty orędował na rzecz pokoju. Wysyłał przedstawicieli do prezydenta Busha, premiera Blaira, Saddama Husajna. Ostatnią wypowiedź Ojca Świętego odczytuję jako apel do Husajna, aby dostosował się do rezolucji ONZ. Z drugiej strony, Ojciec Święty apelował do polityków, by prowadzili rozmowy na rzecz pokoju. Z ust Papieża nigdy nie padną słowa usprawiedliwienia dla wojny.
Mamy dwie odpowiedzialności: tych, którzy wypowiadają się w imieniu etyki, i tych, którzy muszą brać pod uwagę swoje obowiązki, np. zapewnienie bezpieczeństwa państwa. Z moralnego punktu widzenia - nawet jeśli zginie tylko jeden człowiek - wojna jest zła. Ale musi być ktoś, kto taką decyzję może podjąć. A jeśli naprawdę jest zagrożenie bronią chemiczną, biologiczną czy inną bronią masowego rażenia? A jeśli jest ona w rękach ludzi, którzy już kiedyś jej użyli? Wtedy będzie to groźne dla nas wszystkich. Zawsze będę przeciwny wojnie, ale chciałbym też mieć świadomość, że ktoś mnie ochroni przed takimi niebezpieczeństwami. Decyzje muszą podjąć ludzie, którzy ponoszą odpowiedzialność za państwo. Odpowiedzialność, którą przekazało im społeczeństwo. Nie dziwmy się więc, że Ojciec Święty mówi "nie", ale też nie dziwmy się, że ktoś musi powiedzieć "tak".
Bp Tadeusz Pieronek