Od rzecznika prasowego policji, komisarza Grzegorza Radzikowskiego otrzymaliśmy ostatnio informację, że w nocy z 4/5 maja patrol policyjny zatrzymał mieszkańca Chodakowa, dobrze znanego policji, z kilkoma arkuszami aluminiowej blachy. Mężczyzna był pijany, miał 2,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Z przekazanej nam informacji wynika, że zatrzymany powiedział policjantom, skąd ukradł blachę. O kradzieży poinformowano właściciela terenu, który najpierw potwierdził, że ukradzione blachy są jego własnością, a później wycofał się z tego oświadczenia. Wobec tego zatrzymany albo mówił prawdę, albo kłamał. Niezależny ekspert wycenił wartość blachy na ponad 1500 zł. Tyle się dowiedzieliśmy. Ale w tej sprawie jest jeszcze wiele pytań, na które opinia publiczna powinna otrzymać odpowiedź. Kilku arkuszy blachy nie mógł przecież unieść jeden kompletnie pijany osobnik. Po prostu by ich nie poradził. Do dokonania kradzieży i niesienia musiał mieć wspólników, którzy prawdopodobnie na widok radiowozu uciekli. Kim wobec tego oni byli? I pozostaje jeszcze jeden najważniejszy problem, w jaki sposób osobnicy z blachą opuścili teren zakładu. Płot wzdłuż pasażu Duplickiego jest solidny i wysoki, a zatrzymany osobnik, kompletnie pijany, na pewno nie potrafiłby przez niego przeskoczyć. Obecnie w ogrodzeniu dawnego Chmietexu jest wiele zniszczonych przęseł, przez które można dostać się na jego teren, ale takich „dziur” nie ma w okolicach pasażu, gdzie zatrzymano osobnika z blachą. I to jest pierwsza zagadka do wyjaśnienia, która może być kluczem do innych niewyjaśnionych spraw związanych z kradzieżami na terenie dawnego zakładu. Druga dotyczy kradzieży dwóch dużych kontenerów na śmieci, które zginęły parę tygodni temu. Na terenie zakładów Chemitex funkcjonuje wiele przedsiębiorstw, magazynów i hurtowni. Prawdopodobnie większość z nich jest monitorowana przez firmy ochroniarskie. Przy dawnej głównej bramie zakładu znajduje się agencja ochrony. Powstaje pytanie, w jaki sposób kontenery opuściły jego teren przez nikogo nie zauważone. Zwłaszcza, że do ich załadunku potrzebny był jakiś dźwig. Czy nikt z żadnej agencji nie widział, w jaki sposób dźwig wjechał na teren fabryki, załadował kontenery i którędy odjechał? Nie chcielibyśmy bowiem wierzyć w to, że to ktoś zatrudniony w firmach ochroniarskich funkcjonujących na terenie zakładu działa w zmowie ze złodziejami. Czy zagadki ostatnich kradzieży z terenu Chemitexu zostaną wyjaśnione? J.W.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Bo Choaków to taki ..sochaczewski kosmos jest.. ;-P