Pierwszy poważny egzamin gimnazjaliści mają już za sobą - rodzice też. Ci ostatnio mocno się denerwowali, jeśli nawet nie stali pod szkołą, to zachowali czujność i czekali na sygnały od dzieci, a pierwsze ich pytanie brzmiało: jak poszło? To przecież taka „mała matura”, chociaż sam egzamin może przypominać nawet „dużą” - kodowane prace, komisje egzaminacyjne, egzaminatorzy zewnętrzni sprawdzający prace.
Pierwszego dnia gimnazjaliści pisali cześć humanistyczną, drugiego matematyczno-przyrodniczą. Najważniejsze to uważnie czytać polecenia i teksty źródłowe - tuż przed egzaminem napominali nauczyciele, zresztą powtarzali to swoim wychowankom cały rok, ale jak to na egzaminie, nie wszyscy o tym pamiętali. - Nie było trudno - mówi zaprzyjaźniona ze mną gimnazjalistka Małgorzata Kierubińska - można było spokojnie wszystko napisać. Ale.. Właśnie, to wcale nie znaczy, że ona i jej koleżanki i koledzy z Gimnazjum Nr 2 w Sochaczewie drobnych pomyłek nie ustrzegli się. Testy gimnazjalne i odpowiedzi były drukowane w prasie, następnego dnia każdy mógł sprawdzić, czy podał prawidłowe odpowiedzi. Oczywiście gazetą nie można się sugerować, ponieważ ostatnie zdanie należy do egzaminatorów zewnętrznych. - Myśleliśmy - mówi Małgorzata - że będzie więcej gramatyki, jakieś rozbiory zdań, podmioty i orzeczenia, a tu nic z tych rzeczy. Starożytność! Bardzo dużo historii! Był też fragment z „Faraona” B. Prusa i wiersz Stanisława Grochowiaka „Archeologia” - wcale nie taki łatwy, ale wszystko wiązało się ze starożytnością. Jak to zwykle przy takich sprawdzianach były polecenia, które nie budziły większych emocji i takie, które komentowała większość. Po prostu niektóre nie zostały sformułowane jednoznacznie i stąd możliwość wielu interpretacji. - Dlaczego Archeolodzy z obrazu Georgio de Chirico nie mają twarzy i czemu trzymają jakieś zabytki? O co tu chodziło - pytali gimnazjaliści i różnie odpowiadali. Niektórzy mówili wprost - nie napisałem, bo nie wiedziałem. Albo co z tą Grecją? Jedno z pytań brzmiało: Na czym się opierała potęga starożytnej Grecji? - Prawie wszystkie moje koleżanki pisały, że na sztuce, ja zresztą też - a to podobno chodziło o kolonizację i handel - mówi Małgorzata. Rozprawka niby prosta: Warto poznawać dorobek naszych przodków. Wiadomo, kim są przodkowie, ale każdy pisał co innego. Beznadziejny temat - komentują gimnazjaliści, ale rozprawka była bardzo ważna, ponieważ można za nią dostać 17 punktów na 50 możliwych do zdobycia. Już po egzaminie wymieniali Pitagorasa, Heraklita, Sokratesa jako swoich przodków. Najwięcej radości sprawiło im wyznanie Kaśki (tylko niech pani nie pisze, o kogo chodzi, bo będą się śmiać - z góry zastrzegają, że to informacja nie do druku), która zwierzyła się, że jako jedno z największych osiągnięć cywilizacyjnych wymieniła Kleopatrę, która kąpała się w mleku kozim. Przykład Kleopatry i koziego mleka zdecydowanie rozładował atmosferę poegzaminacyjną - Kaśka też się śmiała.
Część matematyczno-przyrodniczą każdy oceniał inaczej: sama matematyka nie była trudna - mówi Anka, z biologią też nie było większych problemów, chociaż ta gałązka z szyszką trochę namieszała niektórym w głowach. Co to za drzewo: jodła, świerk a może sosna? Dobrze, że jeżdżę do wujka na działkę i wiem, jak niektóre drzewa wyglądają. Z chemią według Anki było trochę gorzej, reakcje dało się napisać, ale - przytomnie zauważa - z takimi sprawdzianami tak zawsze - niby wszystko łatwe, a potem okazuje się, że popełni się jakiś głupi błąd w obliczeniach i punktu nie ma. - Jeśli słabo zdamy ten egzamin, nie dostaniemy się do liceum, martwią się dziewczyny z Gimnazjum Nr 2. Chyba jednak trochę przesadzają, ale dopóki nie poznają wyników, będą się denerwować. (g)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze