Reklama

Ślepa Temida?

Tygodnik Echo Powiatu
11/09/2002 00:00
Rafał Brzeziński 1 grudnia 2001 roku, wcześnie rano wyjechał z Chodakowa do pracy w Broniszach. Dojechał do Wilkowej Wsi pod Lesznem i więcej nie pamięta. To co zdarzyło się potem, zna jedynie z policyjnych dokumentów oraz opowiadań i zeznań świadków.
Od strony Warszawy jechał mercedes z przyczepą, w pewnym momencie przyczepa oderwała się od samochodu i uderzyła w Malucha Rafała Brzezińskiego. Kierowca mercedesa podczas policyjnego przesłuchania zeznał, że w trakcie jazdy zauważył, jak przyczepa zaczyna najpierw wykonywać dziwne ruchy, a potem odrywa się od samochodu i uderza w jadącego z przeciwka Fiata 126 p.
- Najpierw przez 9 miesięcy biegły nie mógł wydać opinii. Potem okazało się, że przyczyną wypadku było pęknięcie dyszla łączącego samochód z przyczepą - opowiada Rafał Brzeziński. Właściciel mercedesa tłumaczył się, że na giełdzie kupił dyszel, a ponieważ był on pomalowany na czarno nie widział, że kiedyś był pęknięty a następnie zespawany. Zdaniem biegłego przyczepa w ogóle nie powinna zostać dopuszczona do ruchu ulicznego.
Prokuratura w Grodzisku Mazowieckim umorzyła sprawę, z powodu jak to uzasadniła, braku danych dostatecznie uzasadniających popełnienie przestępstwa. - Jesteśmy przybici, nie spodziewaliśmy się, że prokurator tak zakończy sprawę - mówi matka Rafała. Mój syn ma 25 lat i ten wypadek zrobił z niego kalekę. Najpierw nie wiedziałam, czy przeżyje, lekarze nie dawali mi nadziei, teraz mówią, że to cud.
Ciężkie uszkodzenia głowy, po których pozostało widoczne wgłębienie na czole, blizny na twarzy, liczne złamania. Od momentu wypadku Rafał przeszedł kilkanaście operacji, a to jeszcze nie koniec. - Połamane ręce, nogi, on już nigdy nie wróci do zdrowia a winowajcy nie ma. Samochód, który nie powinien w ogóle znaleźć się na drodze, był na niej i winowajcy brak. Właściciel przyczepy nawet nie zainteresował się zdrowiem mojego syna, ani razu nie zadzwonił, nie zapytał - mówi matka. - Na jedno oko nie widzę, straciłem 11 zębów, 14 złamań, zmiażdżone palce u nóg. Będę miał jeszcze 4 operacje. Dostaję 400 zł renty rehabilitacyjnej i musi mi to starczyć na leki i dojazdy do Warszawy na zabiegi. - No niech Pani powie, uniewinnili wszystkich, a jakby człowieka zabił, też nie byłoby winnego! Teraz syn nie nadaje się do pracy, poza tym kto by go zatrudnił. Ledwie chodzi, śruby w nogach i rękach. - Poszkodowany doznał ciężkich obrażeń ciała - mówi prokurator Krystyna Paszek. Prokuratura powołała biegłych z zakresu ruchu drogowego i badań mechanoskopijnych, którzy ustalili, że przyczyną odłączenia przyczepy od samochodu było pęknięcie dyszla. Biegli stwierdzili, że w przeszłości dyszel był spawany. Wadę określili jako błąd technologiczny. Nie udało się nam ustalić, kiedy doszło do spawania i kto to robił. W tej sytuacji sprawę umorzono.
Prokuratura twierdzi, że sprawdziła również opinię diagnosty, który dopuścił przyczepę do ruchu, jego zdaniem przeszła ona pomyślnie badanie techniczne, i w chwili jego przeprowadzania była sprawna.
Diagnosta stwierdził, że dyszel sprawdził wzrokowo (sic!), a ponieważ spawanie było zamalowane czarną farbą nie mógł go zauważyć. - Prokuraturze nie udało się ustalić czasu, ani miejsca, w którym nastąpiła naprawa, nie możemy więc wskazać winowajcy - wyjaśnia prokurator Krystyna Paszek. Właściciel przyczepy twierdzi, że została ona wykonana z części przez niego zakupionych wraz z dyszlem, na giełdzie i w jego ocenie dyszel nie był spawany. Prokuratura nie miała dowodów, że wadliwa część została świadomie zamontowana.
Od postanowienia prokuratury Rafałowi Brzezińskiemu przysługuje prawo wniesienia zażalenia i z tego prawa zamierza skorzystać. Sprawę będzie wówczas badać prokuratura okręgowa, która albo uchyla postanowienie wskazując jednocześnie czynności, które dodatkowo powinny zostać wykonane,albo, jeśli uzna, że decyzja była słuszna, akta przesyła do Sądu Rejonowego, który w takich sytuacjach bada zasadność umorzenia.
- Nie możemy podważyć zeznań właściciela pojazdu - wyjaśnia prokurator Krystyna Paszek - który twierdzi, że nie widział usterki. Nie możemy mu udowodnić, że o wadzie dyszla wiedział. Jeśli nawet istnieją jakiekolwiek wątpliwości, to za mało, żeby postawić komuś zarzut.
Prokuratura może powołać kolejnych biegłych do zbadania sprawy, najpierw jednak trzeba wskazać błąd, błędy, jakie popełnili poprzedni biegli. - Bardzo rzadko zdarza, się żeby wychwycili oni jakąś wadę techniczną samochodu, tu wychwycili, ale nie możemy ustalić, kto zawinił - mówi prokurator.
Okazuje się że sprawa Rafała Brzezińskiego jest komentowana w środowisku biegłych sądowych i diagnostów samochodowych. W Stacji Diagnostycznej w Topołowej słyszano o wypadku. Rzadko zdarza się, by przyczepa samochodowa oderwała się od pojazdu i uderzyła w inny - mówi kierownik Stacji Edward Gęgniewicz i zastrzega, że w jego stacji ta przyczepa nie przechodziła badania technicznego.
Waldemar Kontas pracownik Stacji w Topołowej wyjaśnia, że w tym przypadku chodzi prawdopodobnie o przyczepę o nośności do 750 kilogramów, a tego typu przyczepy przechodzą jeden przegląd techniczny. Diagnosta ogląda je raz przy rejestracji i wydaje badanie techniczne bezterminowo. A po latach różne rzeczy mogą się dziać, przecież takie przyczepy są wykorzystywane do różnych celów. - Myślę, że każdy diagnosta wykonujący takie badanie techniczne ma instynkt samozachowawczy, działa zgodnie z prawem i fałszywych opinii nie wydaje. W momencie badania wszystko mogło być w porządku, należałoby sprawdzić, ile czasu minęło od chwili rejestracji przyczepy do momentu wypadku. Trzeba pamiętać również, że obowiązkiem właściciela przyczepy jest dbać o jej stan techniczny, nie można przecież wykluczyć awarii świateł, opon, czy innych części. Przyczepa musi być w pełni sprawna.
Prokuratura sprawę umorzyła, chociaż budzi ona wątpliwości. Według prokuratora same wątpliwości to za mało, żeby postawić komuś zarzut, ale rodzi się wiele przypuszczeń. Na przykład: właściciel mógł wiedzieć, że dyszel był spawany i świadomie go zainstalował. Twierdzenie, że spaw nie był widoczny, ponieważ zamalowano go czarną farbą jest niewiarygodne, każdy rozpozna taką spoinę, twierdzą mechanicy, nie można go „zakamuflować”, opinię tę potwierdzają również biegli sądowi. - Rury nie można tak pospawać, żeby nie było to widoczne, tego nie da się nie zauważyć, spawanie na płaskiej powierzchni można przeszlifować przefrezować, żeby nie było tak widoczne, ale nie na rurze. Wykwalifikowany diagnosta nie może go nie zauważyć!
Dlaczego Prokuratura wyjaśnienia o „niewidocznym spawie” przyjęła i uznała za wiarygodne!
- Wszystkie urządzenia instalowane w pojazdach, łącznie z hakami, muszą mieć atest i na tej podstawie ustala się właściciela znaku, który ten atest wydał, można więc ustalić pochodzenie dyszla - twierdzi biegły sądowy, chociaż w tej konkretnej sprawie nie chce się wypowiadać, ponieważ jak mówi, nie zna akt.
- W Polsce nabijane są lewe oznaczenia, kupujący powinien domagać się od sprzedającego przedstawienia atestu. Sprowadzający urządzenie musi mieć dokument potwierdzający, że nadruk jest oryginalny. Nie zawsze jednak takie warunki są zachowane.
Czy Prokuratura wykorzystała wszystkie dostępne środki dla ustalenia winowajcy? Przecież nie chodzi tylko o ten konkretny przypadek, oczekujemy wnikliwości i rzetelności od prokuratury, policji sądów, ponieważ w grę wchodzi nasze bezpieczeństwo. Jeśli okaże się, że można bezkarnie niesprawnymi przyczepkami poruszać się po drogach, to nasze poczucie zagrożenia będzie rosnąć. Urwie się koło, przyczepa, pęknie rama samochodu - do takiego wypadku doszło niedawno pod Sochaczewem - a prokuratura nie ustali winowajcy. Prokuratur twierdzi, że nie może podważać zeznań właściciela pojazdu, dlaczego jednak przyjmuje, że właściciel mówi prawdę. Chyba nie oczekuje, że przyzna się do zamontowania w swoim samochodzie wadliwego urządzenia, albo do spawania rury. Po co, żeby prokurator mógł postawić mu konkretny zarzut: Skoro tego typu urządzenia są rejestrowane,numerowane, posiadają atesty, można chyba sprawdzić ich pochodzenie. Chodzi przecież o ludzkie życie.
Grażyna Gajda
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama